Reklama
Reklama
Reklama
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Policja nie potrzebuje więcej „łat”. Po 36 latach przyszedł czas na reformę?

Policjanci podczas obchodów święta Policji
Zdjęcie ilustracyjne
Autor. Jacek Herok/Gazeta Policyjna/policja.pl

W 1990 roku Sejm uchwalił ustawę, która zastąpiła Milicję Obywatelską Policją. Dokument liczący dziś 36 lat wciąż jest fundamentem funkcjonowania największej formacji mundurowej w Polsce. Nowelizowany dziesiątki razy, łatany, dostosowywany do kolejnych realiów, nigdy nie został zastąpiony nową, kompleksową ustawą. Pytanie, czy to jeszcze wystarcza, wraca co jakiś czas. Tym razem za sprawą pomysłu powołania Narodowego Biura Śledczego Policji. Procedowany projekt może się okazać testem tego, czy w ogóle stać nas dziś na poważną rozmowę o zmianie systemowej.

Ustawa o Policji przetrwała PRL-owską spuściznę, okres transformacji, wejście do NATO i Unii Europejskiej, kilkanaście rządów i kilkunastu komendantów głównych. To, że w ogóle jest dziś jeszcze funkcjonalna, świadczy o pewnej wytrzymałości pierwotnej konstrukcji. Ale solidność fundamentów nie do końca musi przekładać się na współczesne zagrożenia.

Formacja licząca dziś ponad 110 tysięcy funkcjonariuszy mierzy się z cyberprzestępczością, dezinformacją, sabotażem i dywersją na skalę, jakiej twórcy ustawy z 1990 roku nie mogli sobie ani sobie wyobrazić, ani przewidzieć. Odpowiadanie na te wyzwania kolejnymi nowelizacjami przypomina dobudowywanie pięter do budynku, którego fundamenty projektowano pod zupełnie inne obciążenia. A w pewnym momencie konstrukcja zaczyna trzeszczeć, nawet jeśli formalnie wciąż stoi.

Warto to powiedzieć wprost: fakt, że ustawa ma 36 lat, sam w sobie nie jest argumentem za jej wymianą. Czas nie przesądza o jakości prawa. Argumentem jest raczej to, że coraz więcej spraw, które dotyczą istoty funkcjonowania Policji, od lat rozwiązuje się doraźnie, zamiast wpisać je w spójną, systemową logikę. 

I nie chodzi o rewolucję dla samej rewolucji. Policja nie potrzebuje reformy dlatego, że wszystko w niej działa źle. Nie potrzebuje także „wielkiego resetu” za każdym razem, gdy zmienia się kierownictwo resortu czy samej komendy głównej. Takie podejście byłoby nie tylko kosztowne, ale przede wszystkim niezwykle ryzykowne dla ciągłości działania formacji.

NBŚP pierwszym poważnym testem

Nie ma jednak większych złudzeń, że najważniejszym od lat sprawdzianem dla pomysłu głębszej zmiany strukturalnej będzie opracowywana dziś koncepcja powołania Narodowego Biura Śledczego Policji.

NBŚP ma powstać w oparciu o połączenie Centralnego Biura Śledczego Policji i Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Komendant główny Policji gen. insp. Marek Boroń argumentuje, że granica między przestępczością zorganizowaną, ekonomiczną, kryminalną i cyberprzestępczością coraz częściej się zaciera, a co za tym idzie, w jego ocenie, obecny podział kompetencji nie pozwala w pełni wykorzystać potencjału poszczególnych pionów. I to argument, obok którego nie można przejść obojętnie,

Na razie jednak nie znamy ostatecznego kształtu tej koncepcji. Projekt zmian ustawowych trafił do MSWiA pod koniec kwietnia, a szef resortu Marcin Kierwiński przyznał, że od strony merytorycznej prace są praktycznie zakończone, choć – jak sam zaznaczył – „merytoryka musi zgodzić się z warstwą polityczną”, a to wymaga jeszcze sporo pracy. Innymi słowy: koncepcja jest gotowa, natomiast nie wiadomo, kiedy – i czy w ogóle w obecnym kształcie – opuści ministerialne mury. To dobrze oddaje mechanizm, z którym mamy do czynienia od lat: pomysły reformatorskie w Policji rzadko giną na etapie eksperckim. Giną albo tkwią latami, na etapie politycznym.

Wakaty pod kontrolą, ale nie wszędzie

Przez ostatnie lata wakaty były jednym z najpoważniejszych problemów Policji. W 2025 roku brakowało niemal 14 tys. funkcjonariuszy, co oznaczało ponad 12 proc. nieobsadzonych etatów. Rok później sytuacja wyraźnie się poprawiła. Według danych KGP na 1 wrzesnia 2026 roku w służbie było 103 466 policjantów, a liczba wakatów spadła do 7 243, czyli 6,54 proc. etatów. W porównaniu z początkiem 2025 roku był to wyraźny postęp.

Nie oznacza to jednak, że problem został rozwiązany. Policja funkcjonuje dziś w swoistym modelu dwóch prędkości. W wielu garnizonach poziom wakatów spadł do kilku procent, ale Komenda Stołeczna Policji nadal zmaga się z brakami niemal 18-procentowymi. Według danych z początku września 2026 roku w KSP brakowało 1 819 funkcjonariuszy i to nie jest wyłącznie problem kadrowy. To także problem strukturalny i geograficzny.

Warszawa jest miejscem, w jakim kumulują się zadania, których nie da się porównać z pracą wielu innych garnizonów: zabezpieczenia najważniejszych obiektów państwowych, zgromadzeń, wizyt zagranicznych delegacji, wydarzeń masowych i bieżącej obsługi wielkiej aglomeracji. Jeżeli system przez lata nie jest w stanie zapewnić tam odpowiedniej liczby policjantów, być może to sygnał, że przyczyna leży głębiej niż w samej efektywności rekrutacji. Warto odpowiedzieć na pytanie, czy obecny model finansowania i obsady etatowej uwzględnia rzeczywiste obciążenie poszczególnych garnizonów. Nie wszystkie etaty mają taką samą wartość operacyjną, nie każda jednostka ponosi takie same koszty funkcjonowania i nie każda konkuruje o pracownika z tym samym rynkiem pracy. 

Budżet, który zawsze jest za mały

W Policji od lat powtarza się ten sam mechanizm: niezależnie od wysokości budżetu pieniędzy brakuje. To nie musi oznaczać, że środki są każdorazowo źle dzielone. Policja jest formacją, która ma bardzo szeroki katalog zadań, ogromną infrastrukturę, kosztowną flotę, specjalistyczne wyposażenie, system szkolenia i ponad sto tysięcy funkcjonariuszy.

Przedstawiciele kierownictwa Policji wprost przyznają, że formacja jest w pewnym sensie „studnią bez dna”, a skala niedoinwestowania wciąż jest zauważalna. W programie modernizacji na lata 2026–2029 zaplanowano między innymi inwestycje w nowe komendy i komisariaty, flotę oraz infrastrukturę szkoleniową, ale potrzeby są znacznie większe niż możliwości jednego programu.

Programy modernizacyjne są potrzebne, ale nie powinny zastępować stabilnego budżetu podstawowego. Jeżeli wydatki na sprzęt, płace, szkolenia i inwestycje są co roku układane w ramach doraźnych przesunięć, trudno mówić o efektywnym wieloletnim zarządzaniu formacją.

Co więcej, jeżeli państwo oczekuje od formacji większej aktywności – a historia ostatnich lat pokazała, że w przypadku Policji tak właśnie jest – powinno jasno określić, w jaki sposób ta aktywność ta ma zostać sfinansowana. Czy to czas na powiązanie budżetu z Produktem Krajowym Brutto? Nie będzie to zadanie łatwe i to nie tylko ze względu na dość skomplikowaną sytuację finansową państwa. Jednak nie jest to też operacja z góry skazana na porażkę, a dowodem na prawdziwość tego twierdzenia jest choćby uchwalona w ostatnich latach ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, której finansowanie – mino że patchworkowe – wprost powiązano właśnie z PKB.

Osobną kwestią jest sprawa uposażeń. Te, choć na przestrzeni ostatnich lat znacząco wzrosły, wciąż – co podnoszą mundurowi – pozostawiają wiele do życzenia. Kłopot polega dziś na tym, że wynagrodzenia często nie korespondują z rynkową rzeczywistością, a w zestawieniu ze spłaszczoną do granic możliwości siatką płac i wciąż trudną do zdefiniowania „ścieżką kariery”, często zniechęcają do podjęcia decyzji o wstąpieniu i pozostaniu w policyjnych szeregach.

Kolejne rządy przekonują nas obywateli i samych funkcjonariuszy, że na bezpieczeństwie nikt nie zamierza oszczędzać i że „każda złotówka” wydana na służby mundurowe to dobrze spożytkowane pieniądze. Zapowiadana jakiś czas temu przez kierownictwo Policji gruntowna zmiana dotycząca dodatków do uposażenia i szerzej głęboka korekta siatki płac nie mają jednak szans na powodzenie bez przychylności finansowej rządu. I nawet jeśli dziś, państwa nie stać na rewolucję, jeśli ma ona kiedyś stać się faktem, trzeba ją rozpocząć. 

Kadencyjność komendanta – stabilność czy usztywnienie systemu?

Co jakiś czas powraca też pomysł wprowadzenia kadencyjności komendanta głównego Policji. Obecnie szefa formacji powołuje i odwołuje Prezes Rady Ministrów na wniosek ministra właściwego do spraw wewnętrznych, a ustawa nie przewiduje czasu, przez jaki piastować ma on stanowisko. Oznacza to, że „pierwszy policjant” pozostaje w dużej mierze zależny od decyzji politycznych aktualnego kierownictwa państwa.

Argument przemawiający za takim rozwiązaniem jest czytelny: komendant główny, wybierany np. na określoną kadencję przez parlament, mógłby prowadzić politykę kadrową i strategiczną formacji w oderwaniu od kalendarza wyborczego. Problem w tym, że – jak zwracało uwagę Biuro Analiz Sejmowych, które odnosiło się do petycji złożonej przez NSZZ Policjantów – taka konstrukcja musi uwzględniać kontekst konstytucyjny. Policja uczestniczy w realizacji jednego z zadań Rady Ministrów, a to oznacza, że pełne „uniezależnienie” komendanta od władzy wykonawczej nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Trudne nie znaczy jednak niemożliwe.

Kadencyjność mogłaby docelowo ograniczyć pokusę traktowania Policji jako instytucji, której kierownictwo – najczęściej – zmienia się wraz z roszadą następującą na scenie politycznej. Mogłaby też dać komendantowi czas na wdrożenie wieloletniej strategii, podczas gdy dziś często skupiać się on musi jedynie na doraźnym i bieżącym zarządzaniu.

Bez zgody ponad podziałami się nie uda

Tu dochodzimy do sedna problemu. Ustawa o Policji reguluje funkcjonowanie formacji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo wewnętrzne państwa i jej zmiana nie powinna być rozstrzygana głosami jednej większości parlamentarnej, bo kolejna wymiana układu politycznego może oznaczać nowy pomysł na funkcjonowanie formacji. Ustawa o Policji, to rodzaj przepisów, które wymagają porozumienia wykraczającego poza podział rządzący–opozycja, a także przychylności prezydenta, bez którego żadna zmiana prawa nie wejdzie w życie.

Kłopot w tym, że obecnych realiach politycznych o taki konsensus może być trudno. Wystarczy spojrzeć na los prezydenckiego weta wobec ustawy dotyczącej programu SAFE, by zdać sobie sprawę z tego, jak łatwo nawet kwestie pozornie niekontrowersyjne stają się zakładnikiem sporu na linii rząd–Pałac Prezydencki. 

Nie ma co udawać, że los projektu Narodowego Biura Śledczego Policji nie będzie swoistym testem. Bo jeśli nawet tak stosunkowo wąsko zakrojona zmiana strukturalna, wypracowana przez kierownictwo Policji i popierana – przynajmniej w zapowiedziach – przez resort, utknie na etapie uzgodnień politycznych, trudno będzie oczekiwać, że w najbliższym czasie znajdzie się wola do podjęcia znacznie ambitniejszego zadania, jakim byłoby napisanie ustawy o Policji od nowa.

Na sam koniec powiedzmy też jasno: po 36 latach nie chodzi o to, by podważać dorobek Policji, chodzi o to, by państwo przestało zarządzać nią poprzez kolejne doraźne nowelizacje i prawne „łaty”. Zakres zmian jest tym elementem, nad którym trzeba debatować, jednak przekonanie, że trudno będzie dziś do nich doprowadzić – bez względu na to czy na drodze staną pieniądze, czy polityka – nie powinno stać się argumentem za odłożeniem dyskusji na później.

Reklama
Reklama