- WIADOMOŚCI
Przestępczość bez granic. Dlaczego Europa przegrywa z nową mafią
Europa nie przegrywa z przestępczością dlatego, że brakuje jej policji. Przegrywa tam, gdzie przestępczość łączy się szybciej niż państwa – porty, banki, migrantów, kryptowaluty, komunikatory, sankcje i rosyjską wojnę przeciwko Ukrainie. Dzisiejsza mafia nie musi już wyglądać jak mafia. Może mieć postać tankowca bez przejrzystego właściciela, firmy logistycznej, konta kryptowalutowego, kancelarii prawnej, fałszywego profilu w mediach społecznościowych albo pośrednika organizującego przeprawę przez kanał La Manche.
To zasadnicza zmiana. Przestępczość zorganizowana w Europie nie zniknęła z ulic, portów, granic i dzielnic kontrolowanych przez gangi. Nadal istnieją kartele narkotykowe, grupy wymuszeń, handlarze ludźmi, przemytnicy broni, cyberoszuści i lokalne gangi. Są jednak tylko jedną warstwą większego systemu. Współczesna przestępczość działa równocześnie w legalnej gospodarce, finansach, logistyce morskiej, kryptowalutach, migracji, cyberprzestrzeni, mediach społecznościowych, obchodzeniu sankcji i szarych relacjach między państwami a grupami przestępczymi.
Raport GI-TOC (Global Initiative Against Transnational Organized Crime, Globalna Inicjatywa przeciwko Międzynarodowej Przestępczości Zorganizowanej) pt. „Dylemat więźnia: odpowiedź na przestępczość zorganizowaną w nowym świecie” pokazuje problem podstawowy: światowy system walki z przestępczością zorganizowaną został zaprojektowany dla epoki, która już minęła. UNTOC (United Nations Convention against Transnational Organized Crime, Konwencja Narodów Zjednoczonych przeciwko międzynarodowej przestępczości zorganizowanej) powstała w 2000 roku, w świecie wiary w globalizację, multilateralizm i zdolność państw do współpracy. Dzisiaj Europa funkcjonuje już w innej rzeczywistości: wojny rosyjsko-ukraińskiej, sankcji, cyberataków, sztucznej inteligencji, presji migracyjnej i coraz bardziej otwartego wykorzystywania przestępczości jako narzędzia polityki państwowej.
Dlatego pytanie o przestępczość zorganizowaną w Europie nie jest już pytaniem wyłącznie o policję. Jest pytaniem o odporność państwa: o jakość wywiadu, kontrolę finansową, sprawność sądów, bezpieczeństwo granic, kontrolę portów, przejrzystość własności, odpowiedzialność platform cyfrowych i zdolność państw europejskich do współpracy.
Nowa mafia nie wygląda jak mafia
Największym błędem byłoby opisywanie dzisiejszej przestępczości wyłącznie językiem dawnych mafii, gangów i karteli. Ten model nadal istnieje, ale nie wyjaśnia już całości zjawiska. W latach dziewięćdziesiątych i na początku XXI wieku przestępczość zorganizowaną kojarzono głównie ze strukturami hierarchicznymi: brutalnymi, trwałymi, działającymi przeciw państwu i nastawionymi na zysk. Dzisiaj przestępczość jest coraz częściej sieciowa, usługowa, cyfrowa i transnarodowa.
Europol opisuje europejskie sieci przestępcze jako bardziej elastyczne, cyfrowe i zdolne do korzystania z legalnej gospodarki. Grupa przestępcza nie musi już posiadać wszystkich zasobów. Może kupować usługi: przemoc, dane, fałszywe dokumenty, konta słupów, transport, pranie pieniędzy, cybernarzędzia, dostęp do komunikatorów albo obsługę logistyczną.
Dlatego nie wystarczy już ustalić, gdzie działa dana grupa. Kluczowe staje się rozpoznanie, z jakich usług korzysta, kto ją finansuje, kto przewozi jej towary, kto obsługuje płatności, kto legalizuje majątek, kto rejestruje spółki i kto politycznie korzysta z jej działań. Przestępczość zorganizowana nie jest już wyłącznie strukturą ludzi. Jest strukturą usług, pieniędzy, danych, transportu i korupcji.
Właśnie dlatego GI-TOC zwraca uwagę nie tylko na samych sprawców, lecz także na legalne zaplecze nielegalnego biznesu. Dzisiejsza mafia nie potrzebuje wyłącznie ludzi od przemocy, przemytu i zastraszania. Potrzebuje również ludzi od dokumentów, kont, przelewów, spółek, ubezpieczeń, transportu, nieruchomości i cyfrowych platform. To prawnicy, księgowi, pośrednicy finansowi, brokerzy transportowi, rejestratorzy spółek, bankowcy, skorumpowani urzędnicy, funkcjonariusze i operatorzy usług cyfrowych sprawiają, że brudne pieniądze mogą wyglądać jak legalny kapitał, a infrastruktura przestępcza – jak zwykły element gospodarki.
Stąd konieczne jest przeniesienie uwagi z ulicznego wykonawcy na zaplecze, które pozwala mu działać. Przestępczość rozwija się również dlatego, że ktoś przyjmuje pieniądze bez pytań, rejestruje podmiot fasadowy, ubezpiecza statek, obsługuje transport, zarabia na ruchu w aplikacji albo świadomie odwraca wzrok.
Geokryminalność: kiedy przestępczość staje się narzędziem państwa
Najważniejszym pojęciem dla zrozumienia nowej fazy przestępczości jest geocriminality (geokryminalność). Oznacza ono sytuację, w której przestępczość zorganizowana przestaje być wyłącznie problemem porządku publicznego, a staje się narzędziem państwowej strategii. Państwo może korzystać z przemytników, hakerów, najemników, brokerów finansowych, fałszerzy dokumentów, operatorów kryptowalut, handlarzy złotem, firm transportowych i półlegalnych pośredników po to, aby uzyskać zasięg, pieniądze, możliwość zaprzeczania odpowiedzialności i swobodę działania poza oficjalnymi kanałami.
W Europie geokryminalność nie jest pojęciem abstrakcyjnym. Wojna rosyjsko-ukraińska pokazała, że przestępczość może być wykorzystywana jako instrument polityki państwa. Rosja po pełnoskalowej inwazji rozbudowała sieci obchodzenia sankcji, korzysta z nieprzejrzystych kanałów transportowych i finansowych, a jednocześnie zachodnie służby oraz media wielokrotnie wskazywały na rosyjskie operacje sabotażowe, cybernetyczne i wywiadowcze w Europie. W tandemie z Białorusią Rosja wykorzystywała również presję migracyjną jako narzędzie oddziaływania na granice Unii Europejskiej. W takim modelu migracja, przestępczość, wywiad, wojna informacyjna i polityka sankcyjna zaczynają tworzyć jeden obszar ryzyka.
Parlament Europejski przenosi przestępczość zorganizowaną z poziomu bezpieczeństwa wewnętrznego na poziom polityki międzynarodowej. Jeżeli grupa przestępcza może działać jako pośrednik państwa, dostarczać towary objęte sankcjami, prać pieniądze, rekrutować wykonawców sabotażu, organizować przepływy ludzi albo obsługiwać cyberoperacje, to nie jest już wyłącznie problemem kryminalnym. Staje się elementem gry strategicznej.
Państwa europejskie mają z tym problem instytucjonalny. Policja jest przygotowana do ścigania przestępstw, ale nie zawsze do rozpoznawania operacji państwowych. Wywiad potrafi analizować zagrożenia ze strony obcych państw, ale jego celem nie zawsze jest doprowadzenie sprawcy przed sąd. Prokuratura potrzebuje dowodów procesowych, a służby często działają na podstawie informacji niejawnych. Geokryminalność znajduje się między tymi porządkami. Dlatego odpowiedź państw europejskich musi łączyć policję, kontrwywiad, służby finansowe, celne, migracyjne, morskie, cyberbezpieczeństwo i dyplomację sankcyjną.
Flota cieni: morska infrastruktura rosyjskiej wojny
Najbardziej konkretnym przykładem geokryminalności jest rosyjska flota cieni. Formalnie chodzi o tankowce, bandery, ubezpieczenia, rejestry, porty i transport ropy. W rzeczywistości jest to system pozwalający Rosji utrzymywać dochody z eksportu surowców, a tym samym finansować wojnę przeciwko Ukrainie mimo sankcyjnej presji Zachodu.
Stiftung Wissenschaft und Politik opisuje ją jako instrument obchodzenia sankcji. Jej siła polega na działaniu w lukach systemu. Statki zmieniają bandery, korzystają z nieprzejrzystych struktur własności, ukrywają beneficjentów rzeczywistych, operują przez pośredników w różnych jurysdykcjach, korzystają z ubezpieczeń spoza głównego rynku i poruszają się na granicy legalności.
W tym sensie flota cieni jest morskim odpowiednikiem szarej infrastruktury finansowej. Formalnie istnieją statki, firmy, dokumenty i rejestry. Realna kontrola, odpowiedzialność i cel działania pozostają ukryte. Dla Europy oznacza to zagrożenie sankcyjne, ekologiczne, infrastrukturalne i polityczne. Jeśli sankcje są obchodzone masowo i bezkarnie, traci wiarygodność cała europejska polityka sankcyjna.
Royal United Services Institute wskazuje, że problemu nie da się rozwiązać wyłącznie przez zatrzymywanie pojedynczych tankowców. Trzeba uderzać w państwa bandery, rejestry, ubezpieczenia, brokerów, właścicieli rzeczywistych i cały system odpowiedzialności za statki, które formalnie pływają pod egzotyczną banderą, ale faktycznie obsługują interes rosyjskiej wojny.
Dlatego przechwycenie tankowca Smyrtos przez Wielką Brytanię, opisane przez The Guardian, ma znaczenie symboliczne. Nie chodzi tylko o jeden statek. Chodzi o pokazanie, że egzekwowanie sankcji nie może być papierowym reżimem prawnym. Musi obejmować fizyczną kontrolę morza, analizę własności, dochodzenia finansowe, współpracę służb i gotowość do ponoszenia kosztów politycznych.
Migracja, porty i narkotyki: przestępczość w legalnej infrastrukturze
Drugim kluczowym polem ryzyka jest przemyt ludzi. GI-TOC wskazuje, że przemyt migrantów stał się w Europie jednym z najważniejszych tematów politycznych. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie kanału La Manche, gdzie przeprawy małymi łodziami stały się symbolem słabości granic, sprawności przemytników i bezradności państw wobec rynku, który dostosowuje się szybciej niż polityka.
W osobnej analizie GI-TOC – poświęconej temu szlakowi – pokazuje, że nie chodzi o improwizowany proceder kilku przypadkowych przestępców. To rynek usługowy: od rekrutacji migrantów, przez logistykę, magazynowanie łodzi i silników, płatności oraz ochronę, po informacje o patrolach, wykorzystywanie luk prawnych i przemoc wobec osób zadłużonych. Im bardziej państwa uszczelniają jeden odcinek, tym bardziej rynek się profesjonalizuje. Rosną ceny, rośnie ryzyko, a koszty tego ryzyka są przerzucane na migrantów.
Państwa europejskie często reagują na widoczny objaw: łódź na morzu, tłum przy granicy, obóz migrantów albo dramatyczne nagranie. Tymczasem przestępczość działa głębiej. Zarabia na desperacji, długu, fałszywych obietnicach, przemocy, szlakach transportowych i lukach między jurysdykcjami. Jeżeli odpowiedź ogranicza się do hasła „zatrzymać łodzie”, przemytnicy nie znikają. Zmieniają metody, trasy i ceny.
Z tej racji odpowiedź musi wykraczać poza fizyczną ochronę granic. Komisja Europejska w proponowanym budżecie UE na lata 2028–2034 potraja środki na migrację, zarządzanie granicami i bezpieczeństwo wewnętrzne, wskazując na zwiększenie finansowania granic, migracji i bezpieczeństwa, w tym środków dla Frontexu (Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej) oraz Europolu. Sama granica nie wystarczy jednak, jeśli nie towarzyszy jej analiza finansowa, współpraca prokuratorska, kontrola dokumentów i śledzenie przepływów pieniężnych.
Ten sam problem widać w portach. Narkotyki nadal pozostają jednym z głównych źródeł dochodów europejskich i transnarodowych sieci przestępczych. EUDA (Agencja Unii Europejskiej do spraw Narkotyków) zaznaczyła, że europejski rynek narkotykowy pozostaje dynamiczny i coraz bardziej nieprzewidywalny. Kokaina pozostaje jedną z najważniejszych substancji na rynku, a rynek opioidów zmienia się wraz z pojawianiem się silnych syntetycznych substancji, w tym nitazenów.
EUDA i Europol wskazują, że duże ilości kokainy trafiają do Europy przez porty morskie w kontenerach intermodalnych. Korupcja i zastraszanie pracowników portów są kluczowymi czynnikami umożliwiającymi przemyt. Port jest legalną bramą handlu, ale może stać się również bramą przemytu. Firma logistyczna jest częścią gospodarki, ale może zostać wykorzystana przez przestępców.
Dlatego walka z narkotykami nie może ograniczać się do zatrzymywania dealerów i przejmowania pojedynczych transportów. Musi obejmować zabezpieczenie portów, ochronę sygnalistów, analizę ryzyka kontenerów, kontrolę firm logistycznych i śledzenie pieniędzy.
Europejski dylemat więźnia
Tytułowy dylemat więźnia polega na tym, że każde państwo może uznać, iż najkorzystniej jest działać samodzielnie: zamknąć własną granicę, zaostrzyć własne prawo, przyciągnąć kapitał, nie zadawać zbyt wielu pytań o pochodzenie pieniędzy, tolerować wygodne luki regulacyjne albo przerzucić problem na sąsiada.
Krótkoterminowo taka strategia może przynieść korzyść polityczną lub gospodarczą. Długoterminowo tworzy jednak idealne środowisko dla przestępczości. Sieci przestępcze nie potrzebują, aby słaba była cała Europa. Wystarczy, że słabe pozostaną wybrane punkty systemu: port, bank, granica, rejestr spółek, państwo bandery, platforma cyfrowa albo skorumpowany urząd.
Europa znajduje się tutaj w szczególnej sytuacji. Z jednej strony Unia Europejska ma rozbudowane narzędzia współpracy: Europol, Eurojust, Frontex, unijne regulacje AML, reżimy sankcyjne, wspólne polityki graniczne i mechanizmy wymiany informacji. Z drugiej strony każde państwo członkowskie ma własną politykę karną, własne służby, własną debatę migracyjną, własne napięcia polityczne i własną tolerancję ryzyka. Przestępczość wykorzystuje właśnie te różnice.
Dlatego odpowiedź państw europejskich musi być zbiorowa, ale nie może pozostać pustym hasłem. Musi oznaczać praktykę: wspólną analizę danych, wspólne śledzenie aktywów, wspólne uderzanie w pośredników, wspólne egzekwowanie sankcji, wspólną ochronę portów, kontrolę granic zewnętrznych, standardy przejrzystości własności oraz realne konsekwencje dla firm i państw, które ułatwiają działanie przestępczości.
Jednocześnie współpraca międzynarodowa musi mieć zabezpieczenia. Narzędzia policyjne, sądowe i cybernetyczne mogą być nadużywane przez państwa autorytarne do ścigania przeciwników politycznych, dlatego wspólne działania muszą opierać się na kontroli sądowej, ochronie danych i możliwości odmowy pomocy w sprawach politycznych.
Europa musi uderzyć w infrastrukturę przestępczości
Europa nie jest wyłącznie ofiarą przestępczości. Jest celem, przestrzenią tranzytu i miejscem, w którym nielegalny biznes korzysta z legalnych usług: portów, banków, firm transportowych, rejestrów spółek, kancelarii, platform cyfrowych i pośredników. To właśnie w tych legalnych strumieniach globalnej gospodarki przestępczość znajduje przestrzeń do ukrycia zysku, rozproszenia odpowiedzialności i odtworzenia swoich kanałów działania.
Realia współczesnej przestępczości zorganizowanej powodują, że nie można już walczyć z jedną mafią ani z kilkoma odizolowanymi gangami. Trzeba uderzyć w cały ekosystem, który wykorzystuje konkretne słabości państw: nieszczelne porty, nieprzejrzyste rejestry spółek, firmy fasadowe, podstawionych właścicieli, brokerów transportowych, skorumpowanych urzędników, konta słupów, giełdy kryptowalut, komunikatory, platformy społecznościowe i luki w sankcjach.
Nie wystarczy zwiększenie liczby patroli, kamer, zatrzymań i konferencji prasowych. To może dawać efekt wizerunkowy, ale nie rozbija mechanizmu działania przestępczości. Jeżeli zatrzymuje się kuriera narkotykowego, ale nie ustala, kto kontrolował kontener, kto opłacił transport, kto przekupił pracownika portu, kto wyprał pieniądze i kto zalegalizował zysk w nieruchomościach albo spółkach, państwo uderza tylko w najniższy poziom systemu.
Z tej racji potrzebne jest uderzenie w konkretne punkty zapalne: konfiskatę majątku, kontrolę beneficjentów rzeczywistych, śledzenie przepływów finansowych, prześwietlanie firm transportowych, audyt ryzyka w portach, blokowanie kont słupów, odpowiedzialność platform cyfrowych za reklamy i kanały wykorzystywane do oszustw, a także skuteczniejszą kontrolę statków związanych z rosyjską flotą cieni. Sankcje bez realnej kontroli tankowców, ubezpieczeń, bander i właścicieli pozostają papierowe. Granice bez śledzenia pieniędzy przemytników pozostają częściowe. Cyberbezpieczeństwo bez ochrony obywateli przed scamami pozostaje reakcją po fakcie.
Właśnie w tym sensie GI-TOC wzywa do myślenia nie tylko o obecnych zagrożeniach, lecz także o tym, jak przestępczość będzie wyglądała w kolejnej dekadzie. Przyszły sprawca nie będzie musiał sam znać się na hakowaniu, praniu pieniędzy, fałszowaniu dokumentów, transporcie, przemocy czy dezinformacji. Będzie mógł kupić te usługi na rynku: phishing, ransomware, fałszywe dokumenty, konto słupa, dostęp do skradzionych danych, transport, ochronę, pranie pieniędzy, reklamy oszustw inwestycyjnych i kampanie manipulacyjne. Państwo nie może więc ścigać wyłącznie wykonawcy widocznego na końcu łańcucha. Musi rozbijać cały rynek usług przestępczych.
Stąd konieczny jest efekt synergii. Nie wystarczy, że poszczególne państwa uszczelnią własne granice, zaostrzą własne przepisy, przypilnują własnych portów i uznają, że problem został przesunięty gdzie indziej. Z punktu widzenia przestępczości to scenariusz idealny. Jeżeli jeden port staje się trudniejszy, towar trafia do innego. Jeżeli jedno państwo lepiej kontroluje rejestry spółek, majątek przenosi się do słabszej jurysdykcji. Jeżeli jedna giełda kryptowalut zaostrza procedury, pieniądze przechodzą przez inną. Sieć zawsze szuka najtańszego, najsłabiej kontrolowanego i najmniej ryzykownego punktu wejścia.
Dlatego odpowiedź państw europejskich na przestępczość zorganizowaną musi zejść z poziomu deklaracji na poziom narzędzi: wspólnych baz danych o grupach przestępczych, szybszej wymiany informacji między policją, celnikami, prokuraturą i służbami finansowymi, jednolitych standardów przejrzystości własności, wspólnych dochodzeń dotyczących floty cieni, silniejszej kontroli portów, skuteczniejszej konfiskaty majątku oraz realnych konsekwencji dla firm, banków, pośredników i platform, które ułatwiają przestępczość albo świadomie ignorują jej sygnały.
Jeżeli państwa europejskie będą działały osobno, przestępczość będzie się tylko przemieszczać: z jednego portu do drugiego, z jednej jurysdykcji do innej, z jednej platformy na kolejną, z jednego kanału finansowego do następnego. Jeżeli jednak Europa zacznie uderzać w pieniądze, logistykę, dane, pośredników, własność i cyfrowe kanały działania, ograniczy przestrzeń, w której nowy ekosystem przestępczy może się odtwarzać.
To nie jest zwykła walka z mafią. To test zdolności do ochrony granic, gospodarki, instytucji i obywateli przed przestępczością, która działa szybciej niż państwa i lepiej wykorzystuje ich słabości.




