- WIADOMOŚCI
Rosja werbuje młode kobiety do zabijania ukraińskich żołnierzy
Rosyjskie służby specjalne znalazły nowy sposób atakowania ukraińskich żołnierzy poza linią frontu, w przestrzeni cywilnej, gdzie ich czujność jest mniejsza. Według ustaleń Narodowej Policji Ukrainy do części operacji wykorzystywane są młode kobiety, w tym osoby niepełnoletnie, werbowane przez komunikatory internetowe i prowadzone zdalnie przez rosyjskie służby. Mechanizm ten może wyjść poza Ukrainę.
Informacje ujawnione przez Narodową Policję Ukrainy pokazują, że rosyjska wojna na Ukrainie coraz głębiej wchodzi w przestrzeń cywilną. Nie chodzi już wyłącznie o klasyczne działania dywersyjne, podpalenia, podkładanie ładunków wybuchowych, rozpoznawanie obiektów wojskowych czy przekazywanie danych o ruchach armii. Według ukraińskich organów ścigania rosyjskie służby zaczęły wykorzystywać młode kobiety, w tym osoby niepełnoletnie, do bezpośrednich ataków na ukraińskich żołnierzy. Narzędziem tych działań miały być komunikatory internetowe, portale randkowe, wynajęte mieszkania i zdalnie przekazywane instrukcje.
Nie chodzi tu o zwykłe zdarzenia kryminalne ani o pojedynczą sprawę zabójstwa. Opisany mechanizm wskazuje na głębszą zmianę w sposobie prowadzenia rosyjskich operacji specjalnych. Rosyjska aktywność nie musi już zaczynać się od przerzutu dywersanta przez granicę ani od przygotowania skomplikowanej infrastruktury konspiracyjnej. Może rozpocząć się od rozmowy na Telegramie, profilu w aplikacji randkowej, obietnicy łatwego zarobku i spotkania, które dla ofiary wygląda jak zwykły kontakt prywatny. Właśnie w tym przesunięciu – z pola walki do przestrzeni codzienności – tkwi najgroźniejszy wymiar sprawy.
Sześć przypadków i jedna udaremniona próba
Najważniejsze informacje nie pochodzą z przecieków ani anonimowych relacji, lecz z oficjalnego komunikatu Narodowej Policji Ukrainy, której szef poinformował, że od początku 2026 roku ukraińscy funkcjonariusze odnotowali sześć przypadków umyślnych zabójstw wojskowych na zlecenie rosyjskich służb specjalnych, organizowanych za pośrednictwem komunikatorów. Jednemu z takich przestępstw udało się zapobiec.
Sześć przypadków i jedna udaremniona próba to już nie odosobniony epizod, lecz sygnał powtarzalnej metody działania. Rosyjskie służby – według ukraińskiej policji – próbują przenieść operacje specjalne do przestrzeni codziennej: komunikatorów, aplikacji randkowych, wynajętych mieszkań i relacji, które dla ofiary wyglądają jak zwykły kontakt prywatny. Mamy więc do czynienia z powtarzalnym schematem operacyjnym, w którym rosyjskie służby próbują uderzać w ukraińskich żołnierzy poza strefą walki – wtedy, gdy wychodzą oni z wojskowego reżimu bezpieczeństwa i trafiają do przestrzeni cywilnej, gdzie ich czujność może być mniejsza, a ochrona instytucjonalna słabsza.
Kobiety jako narzędzie podejścia do celu
Według Iwana Wyhiwskiego, którego wypowiedź przytoczył również portal Censor.NET, rosyjskie służby nie szukają w takich operacjach klasycznych agentów ani osób ideologicznie przygotowanych do współpracy. Szukają ludzi podatnych na manipulację, przyciąganych obietnicą szybkiego zarobku i przekonaniem, że wykonują proste zadanie. Szczególnie użyteczne stają się młode kobiety, które można wykorzystać do nawiązania kontaktu z wojskowym przez portal randkowy, doprowadzenia do spotkania i stworzenia sytuacji, w której ofiara traci czujność.
Z komunikatu Narodowej Policji Ukrainy wynika, że rosyjskie służby, prowadzące zwerbowanych wykonawców, działały przede wszystkim przez Telegram i inne komunikatory. Zdalnie koordynowały działania, finansowały wynajem mieszkań, zakup alkoholu oraz inne koszty potrzebne do zorganizowania spotkania z wojskowym. W takim układzie wystarczy anonimowy operator, komunikator, podatna osoba i cel wskazany przez służby.
Sama operacja może być tania, rozproszona i trudna do wykrycia, bo jej zewnętrzna forma przypomina zwykłą relację prywatną – portal randkowy, prywatne mieszkanie, rozmowa przez aplikację i spotkanie towarzyskie nie wyglądają jak operacja specjalna. Nie ma munduru, broni, patrolu ani rozpoznawalnego dywersanta. Jest profil w internecie, wymiana wiadomości, alkohol i człowiek, który nie wie, że został wprowadzony w pułapkę. Rosyjska metoda nie polega tu na otwartej sile, lecz na ukryciu przemocy pod pozorem normalnego kontaktu.
Siedemnastolatka, metadon i zdalne instrukcje
Najbardziej znany przypadek dotyczy obwodu żytomierskiego. Tamtejsza komenda obwodowa Narodowej Policji Ukrainy poinformowała, że w wynajętym mieszkaniu w Żytomierzu znaleziono ciało 27-letniego żołnierza Sił Zbrojnych Ukrainy.
Według ustaleń policji zatrzymana w tej sprawie siedemnastolatka z Berdyczowa miała kontaktować się przez Telegram z mężczyzną, który – według wstępnych ustaleń śledczych – mógł być przedstawicielem rosyjskich służb specjalnych. W tej sprawie ważny jest nie tylko sam fakt zatrzymania podejrzanej, lecz także sposób jej prowadzenia.
Z komunikatu żytomierskiej policji wynika, że dziewczyna miała otrzymać przesyłkę zawierającą krystaliczną substancję, którą śledczy wstępnie uznali za metadon. Ten szczegół pokazuje, że zwerbowana osoba nie musiała samodzielnie planować całej operacji ani zdobywać środka potrzebnego do jej przeprowadzenia. Jej rola miała sprowadzać się do wykonania instrukcji przekazywanych zdalnie przez osobę prowadzącą.
Portal randkowy, spotkanie i śmierć żołnierza
Podobny mechanizm pojawia się w sprawie z Użhorodu. Policja obwodu zakarpackiego, w komunikacie opublikowanym na oficjalnym portalu Narodowej Policji Ukrainy podała, że 26-letnia kobieta oskarżona o ten czyn miała zostać zwerbowana przez rosyjskie służby około miesiąc przed zabójstwem. Według policji służby wykorzystały jej dane do stworzenia konta na portalu randkowym. Za jego pomocą wyszukano wojskowego, prowadzono z nim rozmowę i doprowadzono do spotkania. Dopiero później bezpośredni kontakt z ofiarą miała utrzymywać zwerbowana kobieta.
Zestawienie spraw z Żytomierza i Użhorodu pozwala uchwycić powtarzalną logikę działania. W obu przypadkach pojawia się zdalne prowadzenie, wykorzystanie komunikatora, stworzenie kontaktu przez portal randkowy, doprowadzenie do spotkania i użycie lokalnego wykonawcy jako narzędzia operacji. Szczegóły mogą się różnić, ale zasadniczy wzór pozostaje podobny: rosyjskie służby nie muszą być fizycznie obecne na miejscu, aby wpływać na przebieg zdarzeń.
Szczególnie wyraźnie widać to w sprawie użhorodzkiej, gdzie wystarczyło przygotowanie legendy, wskazanie celu, pokrycie kosztów i wydawanie instrukcji przez komunikator. Według ustaleń ukraińskiej policji kobieta miała podczas spotkania w wynajętym mieszkaniu podać żołnierzowi napój z wcześniej przygotowaną substancją, po której spożyciu mężczyzna zmarł po kilku godzinach. Następnie, zgodnie z poleceniami osób prowadzących ją zdalnie, kobieta miała próbować zacierać ślady.
Telefon jako drugi cel operacji
Dodatkowy wymiar tej sprawy pokazuje materiał Ukraińskiej Prawdy. Tekst, oparty na ustaleniach policji i prokuratury obwodu zakarpackiego, wskazuje, że początkowo okoliczności śmierci mogły wyglądać na naturalne albo związane ze spożyciem alkoholu. Dopiero dalsze czynności operacyjne miały doprowadzić śledczych do wniosku, że kobieta działała pod kierownictwem osoby prowadzącej ją z Rosji.
Według Ukraińskiej Prawdy celem mogło być nie tylko zabicie żołnierza, lecz także uzyskanie dostępu do informacji z jego telefonu. To szczegół o zasadniczym znaczeniu. Telefon wojskowego może zawierać kontakty, zdjęcia, lokalizacje, historię komunikacji, dane jednostki, informacje o kolegach z frontu albo inne wrażliwe materiały operacyjne. Jeżeli więc ofiara była jednocześnie źródłem danych, mamy do czynienia nie tylko z zabójstwem, ale także z operacją na styku kontrwywiadu, sabotażu i pozyskiwania informacji.
W takim ujęciu zabójstwo żołnierza jest najbardziej brutalnym skutkiem operacji, ale nie musi być jej jedynym celem. Równie istotne może być zdobycie danych, sprawdzenie skuteczności metody, zastraszenie środowiska wojskowego, wywołanie nieufności wobec relacji cywilnych i pokazanie, że rosyjskie służby mogą dosięgnąć ukraińskiego żołnierza także wtedy, gdy znajduje się daleko od frontu.
Sprawy Żytomierza i Użhorodu wpisują się w szerszy wzorzec rosyjskiego werbunku zdalnego, w którym szczególną rolę odgrywają osoby młode, podatne na manipulację i gotowe wykonać pozornie proste zadanie za pieniądze. Na ten mechanizm zwracała uwagę Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, o czym pisał Ukrinform. Z artykułu wynika, że rosyjskie służby zwiększyły aktywność werbunkową, stosując między innymi operacje pod fałszywą flagą. Rosjanie mieli podszywać się pod ukraińskich funkcjonariuszy lub przedstawicieli struktur bezpieczeństwa, a następnie pod różnymi pretekstami skłaniać obywateli do podpaleń, sabotażu i przygotowywania zamachów.
To istotne, ponieważ pokazuje, że rosyjska metoda nie polega wyłącznie na kupowaniu współpracy. Często opiera się na oszustwie, presji, szantażu i wprowadzaniu w błąd. Wykonawca nie zawsze musi rozumieć, że działa na rzecz rosyjskich służb. Może być przekonany, że wykonuje „proste zlecenie”, bierze udział w sprawie kryminalnej, pomaga komuś za pieniądze albo działa na polecenie osoby, która podaje się za kogoś innego. Dla służb liczy się efekt, nie świadomość wykonawcy.
Nieletni wciągani w zamachy, podpalenia i sabotaż
Ukraińskie instytucje od początku wojny wskazują, że rosyjskie służby systematycznie próbują wciągać młodych ludzi w działania przeciwko własnemu państwu. Ukrinform przywołał wypowiedź Artema Dechtiarenki, rzecznika Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, według którego 22 procent osób zwerbowanych przez rosyjskie służby do zadań w Ukrainie stanowią nieletni. SBU wskazywała również, że tylko w 2025 roku wspólnie z Narodową Policją wykryła ponad 50 nieletnich zaangażowanych na zlecenie Rosji w zamachy, podpalenia samochodów, szaf przekaźnikowych i inne działania.
Podobny obraz wyłania się z materiałów Narodowej Policji Ukrainy, w których opisano werbunek przez Telegram pod hasłem łatwego zarobku. Policja wskazuje, że rosyjskie służby wykorzystują nieletnich do podpaleń samochodów wojskowych, jednostek wojskowych i wolontariuszy, ponieważ młodymi ludźmi łatwiej manipulować. To pokazuje, że sprawy Żytomierza i Użhorodu nie są oderwanymi epizodami, lecz wpisują się w szerszy mechanizm zdalnego werbunku: najpierw pojawia się obietnica pieniędzy, potem proste zadanie, następnie instrukcje przekazywane przez komunikator, a na końcu czyn, którego konsekwencji wykonawca często nie rozumie w pełni.
Podobny obraz wyłania się z reportażu The Guardian, w którym przedstawiono przypadek mieszkańca Buczy zwerbowanego przez internet i prowadzonego przez Telegram do działań sabotażowych. Ten przykład jest ważny, ponieważ pokazuje, że rosyjskie służby wykorzystują nie tylko komunikatory, lecz także gry, media społecznościowe i inne środowiska cyfrowe, w których młodzi ludzie są szczególnie aktywni. Na tym polega szczególna skuteczność tej metody.
Rosyjskie służby nie muszą od razu ujawniać politycznego ani wywiadowczego charakteru kontaktu. Najpierw pojawia się zwykła rozmowa, propozycja łatwego zarobku, drobne zadanie albo kontakt w środowisku, w którym młody człowiek i tak spędza czas. Dopiero później prośby stają się bardziej konkretne, ryzykowne i coraz trudniejsze do odrzucenia. Werbunek nie musi więc zaczynać się od rozmowy o polityce, wojnie czy Rosji. Może rozpocząć się od pozornie niewinnej wiadomości, gry, prostego zadania obserwacyjnego albo obietnicy szybkiej zapłaty. Granica między zwykłą aktywnością internetową a wejściem w operację obcego państwa bywa przekraczana stopniowo, bez pełnej świadomości osoby werbowanej.
Nie wiedzą, że są traktowani jako narzędzie jednorazowego użytku
Skuteczność tej metody wynika z jednoczesnego wykorzystania kilku słabości. Najpierw jest cyfrowa dostępność młodych ludzi. Telegram, portale randkowe, gry i media społecznościowe tworzą środowisko, w którym kontakt z potencjalnym wykonawcą można nawiązać szybko i anonimowo. Dochodzi do tego podatność ekonomiczna. Wojna, bieda, rozpad więzi społecznych, stres i brak perspektyw tworzą grupę ludzi, którzy mogą uwierzyć w obietnicę łatwego zarobku. Istotna jest również niedojrzałość psychologiczna. Osoby bardzo młode często nie rozumieją konsekwencji, nie widzą pełnej struktury operacji i nie mają świadomości, że są traktowane jako narzędzie jednorazowego użytku.
Właśnie połączenie tych czynników nadaje sprawie wymiar znacznie szerszy niż pojedyncze postępowania karne. Rosyjskie służby próbują zamienić codzienne nawyki cyfrowe, trudną sytuację materialną i podatność młodych ludzi na manipulację w narzędzie działań operacyjnych. Z perspektywy kontrwywiadu, ochrony żołnierzy poza strefą walk oraz zabezpieczenia zaplecza armii najgroźniejsze jest więc to, że tego typu działania są tanie, rozproszone i trudne do wykrycia na wczesnym etapie. Nie wymagają przerzutu grupy dywersyjnej przez granicę ani skomplikowanej logistyki wojskowej. Nie wymagają nawet tego, by wykonawca miał pełną świadomość operacyjnego znaczenia swoich działań.
Dlatego ukraińskie przypadki powinny być analizowane nie tylko jako sprawy kryminalne, lecz także jako przykład współczesnej wojny specjalnej prowadzonej metodami hybrydowymi. Rosyjskie służby nie muszą w takim układzie budować rozbudowanej siatki agenturalnej ani przerzucać przez granicę zawodowych dywersantów. Wystarczy uruchomienie krótkotrwałych, tanich i trudnych do wcześniejszego wykrycia mikrooperacji. To właśnie stanowi najgroźniejszą zmianę: przemoc państwowa zostaje rozproszona, ukryta w codziennych relacjach i powierzona ludziom, którzy często sami stają się ofiarami własnego werbunku.
Najlepiej widać to wtedy, gdy odejdzie się od klasycznego wyobrażenia pola walki. W tych sprawach nie ma munduru, linii frontu ani rozpoznawalnego dywersanta. Jest prywatne mieszkanie, rozmowa przez aplikację, profil randkowy, alkohol, telefon i człowiek wracający z wojny albo przebywający poza strefą walk. Dla rosyjskich służb ukraiński żołnierz pozostaje celem nie tylko w okopie, lecz także w przestrzeni cywilnej – tam, gdzie jego czujność może być mniejsza, a ochrona instytucjonalna słabsza. Może zostać zaatakowany nie tylko rakietą, dronem czy artylerią, lecz także przez osobę poznaną w internecie.
Dlaczego ten mechanizm może wyjść poza Ukrainę
Z tej racji znaczenie tych spraw wykracza poza Ukrainę. Mechanizm oparty na komunikatorach, portalach randkowych, anonimowym prowadzeniu i wykorzystywaniu podatnych na manipulację lokalnych wykonawców można stosunkowo łatwo przenieść do innych państw. Każde społeczeństwo, w którym istnieją grupy młodych ludzi podatnych na presję, obietnicę szybkiego zarobku lub manipulację psychologiczną, może stać się polem podobnych operacji. Szczególnie dotyczy to państw, w których obecne są środowiska wojskowe, migracja, napięcia wojenne i powszechny dostęp do anonimowej komunikacji cyfrowej.
Wniosek jest więc szerszy niż sama sprawa młodych kobiet werbowanych do zabijania ukraińskich wojskowych. Według ukraińskich ustaleń Rosja rozwija sposób działania, w którym lokalny cywil może zostać zamieniony w narzędzie zabójstwa, sabotażu lub rozpoznania. Nie jest to klasyczna agentura w rozumieniu zimnowojennym. To raczej cyfrowy outsourcing przemocy: osoby prowadzące pozostają w cieniu, wykonawcy są werbowani przez komunikatory, a ofiarami stają się żołnierze, infrastruktura, służby ratunkowe i samo zaufanie społeczne. Dlatego tych przypadków nie należy traktować jako marginesu wojny, lecz jako jedno z najbardziej niepokojących pól jej dalszej ewolucji.




