Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ
  • OPINIA

Długie ramię Kremla? Sprawa zabójstwa Rosjanina w Białej Podlaskiej

Zabójstwo Siemiona Skrepetskiego w Białej Podlaskiej trzeba postrzegać przede wszystkim nie przez pryzmat lokalnego zdarzenia kryminalnego, lecz przez kontekst rosyjskiej przemocy transnarodowej w Europie. Nie oznacza to, że już dziś można jednoznacznie stwierdzić udział rosyjskich albo białoruskich służb specjalnych. Takiego potwierdzenia publicznie nie ma. Oznacza to jednak, że profil ofiary, sposób ataku, wcześniejsze groźby, wątek kadyrowski, możliwy białoruski komponent logistyczny, aktywność rosyjskich sieci w Europie oraz wcześniejsze akty dywersji na terytorium Polski każą traktować tę sprawę jako potencjalny akt represji transnarodowej.

szpieg człowiek w nocy
Autor. ahmet öktem/Pexels

Najważniejszy jest profil ofiary. Portal Meduza opisywał Skrepetskiego jako rosyjskiego artystę i satyryka, który został zabity w Białej Podlaskiej po antyputinowskim performansie w Berlinie. Nowaja Gazieta Europa przypominała, że był artystą, muzykiem i blogerem, znanym z satyrycznych, politycznych i antywojennych obrazów, a w 2021 roku wyjechał z Rosji do Polski z powodu ryzyka politycznego prześladowania.

To nie była więc przypadkowa ofiara przemocy. Skrepetsky był emigrantem politycznym, performerem i człowiekiem, który publicznie ośmieszał najważniejsze figury rosyjskiego systemu władzy. W autorytarnym porządku opartym na kulcie siły, strachu i nietykalności przywódcy samo ośmieszenie może być odbierane jako akt politycznej agresji. Skrepetsky nie działał językiem klasycznej opozycyjnej publicystyki. Nie pisał wyłącznie analiz, komentarzy czy manifestów. Używał groteski, obscenicznej prowokacji, karykatury i performansu. To czyniło go szczególnie drażliwym celem, ponieważ uderzał nie tylko w politykę Kremla, ale w teatralną konstrukcję autorytetu Putina, Łukaszenki i Kadyrowa.

Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że Skrepetsky nie był „opozycjonistą” w prostym, partyjnym albo środowiskowym sensie. Nie mieścił się wygodnie w liberalnym kanonie rosyjskiej emigracji antyputinowskiej. Był raczej anarchizującym outsiderem i performerem, który atakował różne symbole rosyjskiego życia politycznego.

Portal Meduza wskazywał, że rysował satyryczne portrety Putina, Łukaszenki, Kadyrowa, ale także Aleksieja Nawalnego. Ten szczegół jest ważny, bo pokazuje, że Skrepetsky nie był bezkrytycznym uczestnikiem rosyjskiej opozycji emigracyjnej. Był postacią konfliktową, nieprzewidywalną i prowokacyjną również wobec części środowisk antykremlowskich.

Wątek Nawalnego ma tu znaczenie porządkujące, ale nie zmienia głównej osi sprawy. Krytyka Nawalnego pokazuje, że Skrepetsky nie działał w ramach jednej politycznej drużyny i nie można go opisywać jako prostego symbolu liberalnej opozycji rosyjskiej. Właśnie dlatego był trudny do zaszufladkowania: atakował Kreml, kpił z Łukaszenki, uderzał w kult Stalina, prowokował rosyjską opozycję, a równocześnie publikował materiały, które szczególnie silnie godziły w Ramzana Kadyrowa i jego otoczenie. To czyniło go celem bardziej złożonym niż klasyczny działacz polityczny. Był człowiekiem, który generował konflikty w wielu kierunkach, ale najpoważniejszy ciężar operacyjny miało jego publiczne upokarzanie rosyjsko-czeczeńskiego aparatu przemocy.

Reklama

W przypadku Skrepetskiego chodziło więc nie tylko o antyputinowską twórczość. Jego prace uderzały również w Łukaszenkę, Stalina, Nawalnego, a przede wszystkim w Ramzana Kadyrowa i jego otoczenie. Ważne Historie/iStories podały, że Skrepetsky publikował obrazy i filmy obrażające Ramzana Kadyrowa, jego syna Adama oraz dowódcę formacji „Achmat” Aptiego Ałaudinowa. Według tego źródła kilka godzin przed zabójstwem artysta pokazywał zrzuty ekranu z groźbami pojawiającymi się pod jego wpisami o Kadyrowie.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że rosyjski aparat represji ściga przeciwników politycznych, ale system kadyrowski funkcjonuje dodatkowo według logiki osobistej zemsty, klanowej lojalności i demonstracyjnego odwetu za zniewagę. Publiczne upokorzenie Ramzana Kadyrowa, jego syna i formacji „Achmat” mogło zostać potraktowane nie jako satyra, lecz jako atak na prestiż całego układu władzy. W tej logice kara ma mieć wymiar nie tylko fizyczny, lecz także pokazowy. Ma mówić innym: można wyjechać z Rosji, ale nie można bezkarnie szydzić z ludzi, którzy uważają się za nietykalnych.

Z tej racji zabójstwo w Białej Podlaskiej trzeba analizować w kategoriach represji transnarodowej. Freedom House wskazuje, że Rosja prowadzi agresywne działania represyjne za granicą, a zabójstwo należy do najbardziej skrajnych narzędzi tego repertuaru. Freedom House zwraca również uwagę na szczególny wymiar czeczeński: Ramzan Kadyrow prowadzi brutalną kampanię kontroli nad diasporą czeczeńską, a w rosyjskich przypadkach represji transnarodowej często pojawia się komponent czeczeński. To ważne dla interpretacji sprawy Skrepetskiego, ponieważ artysta nie tylko krytykował Kreml, ale również publicznie upokarzał Kadyrowa i jego rodzinę.

W sprawie Skrepetskiego pojawia się także niejasny, ale istotny wątek białoruski. Meduza wskazywała, że jednym z pierwszych kanałów informujących o zabójstwie był białoruski opozycyjny DzikMedia, a według nieoficjalnych relacji jeden z tropów prowadził w okolice konsulatu Białorusi w Białej Podlaskiej. Nowaja Gazieta Europa pisała, że według niezweryfikowanych informacji domniemanego zabójcę miał przywieźć taksówkarz z Białorusi, a po ataku pojawiła się wersja o próbie ucieczki w stronę białoruskiej placówki dyplomatycznej.

Samo pojawienie się białoruskiego taksówkarza lub epizodu przy konsulacie nie przesądza jeszcze jednoznacznie sprawstwa białoruskich służb. Ale zdecydowanie nie należy tego wątku ignorować. Stąd też, jeżeli śledztwo potwierdziłoby białoruski komponent logistyczny – transport, pomoc w rozpoznaniu, ucieczkę, zaplecze kontaktowe albo próbę wykorzystania bliskości placówki dyplomatycznej – sprawa przestałaby być tylko zabójstwem politycznie niewygodnego emigranta. Stałaby się elementem szerszej gry rosyjsko-białoruskiej na terytorium państwa NATO.

W tym miejscu należy postawić pytanie, dlaczego do zabójstwa doszło właśnie w Polsce. Najbardziej prawdopodobna odpowiedź nie brzmi: dlatego, że Polska została wybrana jako przypadkowy teren operacji. Najbardziej prozaiczne jest założenie, że był to zamach podporządkowany lokalizacji celu. Skrepetsky mieszkał w Polsce, konkretnie w Białej Podlaskiej, i właśnie tam był najbardziej dostępny. Nie trzeba było przeprowadzać operacji w Berlinie, Wilnie, Paryżu czy Warszawie, skoro cel miał swoją codzienną rutynę w niewielkim mieście przy wschodniej granicy Unii Europejskiej.

Reklama

Biała Podlaska miała jednak także znaczenie operacyjne. To miasto położone blisko granicy z Białorusią, na kierunku, który w ostatnich latach wielokrotnie pojawiał się w analizach rosyjsko-białoruskiej presji na Polskę. Jeżeli zamach wymagał rozpoznania celu, transportu, użycia pośredników, szybkiego opuszczenia miejsca zdarzenia albo przetestowania lokalnej infrastruktury, okolice Białej Podlaskiej były wygodniejsze niż centrum zachodnioeuropejskiej metropolii. Wątek białoruskiego taksówkarza, relacje o osobie zatrzymanej lub widzianej w pobliżu konsulatu Białorusi i bliskość kierunku terespolskiego nie są dowodem, ale tworzą materiał do analizy kontrwywiadowczej.

Polska jest też atrakcyjnym miejscem z punktu widzenia efektu psychologicznego. Zabicie rosyjskiego emigranta politycznego na terytorium państwa NATO działa inaczej niż zabójstwo w Rosji lub na Białorusi. Przekaz do emigrantów jest prosty: ucieczka na Zachód nie musi oznaczać bezpieczeństwa. Jeżeli człowiek publicznie kpiący z Putina i Kadyrowa ginie na polskiej ulicy, to strach ma dotrzeć nie tylko do jego znajomych. Ma dotrzeć do całej rosyjskiej, białoruskiej i czeczeńskiej emigracji politycznej w Polsce oraz w regionie.

W tym sensie Biała Podlaska staje się nie tylko miejscem zbrodni, lecz także nośnikiem komunikatu. Polska jest państwem frontowym NATO, zapleczem Ukrainy, miejscem pobytu uchodźców, rosyjskich dysydentów, białoruskich opozycjonistów i ludzi uciekających przed represjami postsowieckich reżimów. Jeżeli właśnie tutaj można zastrzelić człowieka publicznie znanego z antyputinowskiej i antykadyrowskiej satyry, to celem nie jest wyłącznie fizyczna eliminacja jednej osoby. Celem może być także pokazanie, że nawet państwo NATO nie daje pełnej ochrony przed długim ramieniem rosyjsko-białoruskiego aparatu przemocy.

Z tej racji zamach w Białej Podlaskiej należy umieścić w szerszym kontekście wcześniejszych aktów dywersji na polskiej kolei. Nie chodzi o twierdzenie, że oba zdarzenia były dziełem tej samej grupy albo elementami jednej operacji. Chodzi o podobną logikę działania: wykorzystanie wschodniej Polski jako przestrzeni presji, rozpoznania i eskalacji poniżej progu otwartej wojny. W sprawie dywersji kolejowej polskie władze wskazywały Rosję jako państwo odpowiedzialne, a podejrzani mieli opuścić Polskę przez przejście graniczne w Terespolu. Szczególnie niepokojące jest jednak to, że osoby wiązane z tą operacją miały wcześniej bez większych przeszkód wjechać do Polski z Białorusi na własnych paszportach, mimo że w przestrzeni publicznej były już identyfikowane jako sprawcy aktów terroru na Ukrainie. Te ustalenia nie pokazują wyłącznie sprawności rosyjsko-białoruskiego zaplecza operacyjnego, lecz także poważną lukę po stronie polskiego systemu kontroli granicznej, wymiany informacji i wczesnego ostrzegania.

Ten element jest istotny, ponieważ ponownie kieruje uwagę na oś Białoruś–Terespol–wschodnia Polska: obszar, w którym infrastruktura, bliskość granicy, możliwość szybkiego odwrotu oraz niedostatecznie szczelna filtracja osób wjeżdżających mogą mieć znaczenie operacyjne. Jeśli sabotażyści mogli wejść na terytorium Polski pod własnymi nazwiskami, mimo wcześniejszej obecności w otwartych źródłach jako ludzie związani z przemocą polityczną na Ukrainie, to problem nie dotyczy wyłącznie samego aktu dywersji. Dotyczy także zdolności państwa do wychwytywania zagrożeń, zanim przeniosą się one z przestrzeni ukraińskiej na polską.

Reklama

Sabotaż torów był uderzeniem w infrastrukturę i bezpieczeństwo transportowe państwa. Zabójstwo Skrepetskiego – jeśli potwierdzi się jego polityczne tło – byłoby uderzeniem w człowieka oraz w psychologiczne poczucie bezpieczeństwa emigracji politycznej. W obu przypadkach chodzi o przesunięcie granicy dopuszczalnej przemocy na terytorium Polski. Najpierw celem stają się tory, transport, logistyka i infrastruktura. Potem – być może – człowiek symbolicznie niewygodny dla rosyjsko-czeczeńskiego aparatu władzy. To nie musi być jeden plan operacyjny. To może być ta sama strategiczna atmosfera: pełzająca eskalacja działań poniżej progu wojny, w której Rosja i jej zaplecze wykorzystują nie tylko własne sieci, lecz także słabości państwowego systemu kontroli, rozpoznania i reagowania.

Zagraniczny kontekst wzmacnia taką interpretację. NEXTA Live połączyła zabójstwo Skrepetskiego z udaremnionymi na Litwie zamachami na przeciwników Kremla. Ten język jest publicystycznie ostry, ale nie oderwany od faktów. Reuters informował, że litewskie władze postawiły zarzuty trzynastu osobom z kilku państw w sprawie prób zabójstwa litewskiego aktywisty wspierającego Ukrainę oraz rosyjskiego dysydenta działającego na rzecz Baszkirów. Associated Press pisała, że wśród podejrzanych byli obywatele Białorusi, Gruzji, Grecji, Łotwy, Mołdawii i Rosji, a śledztwo dotyczyło przygotowywania zabójstw „w celach terrorystycznych”.

To porównanie jest dla Polski zasadnicze. Na Litwie służby zatrzymały operację na etapie przygotowań. W Białej Podlaskiej – jeśli potwierdzi się polityczne tło – mogło dojść do scenariusza, którego Litwini uniknęli: skutecznego zamachu na emigranta politycznego. To pokazuje, że fizyczna eliminacja przeciwników Kremla w Europie nie jest teorią spiskową, lecz realnym scenariuszem rozpoznawanym przez służby państw regionu.

Biała Podlaska powinna być więc postrzegana razem z wcześniejszymi przykładami rosyjskiej przemocy politycznej w Europie. Bellingcat w oświadczeniu po wyroku berlińskiego sądu w sprawie zabójstwa w Tiergarten przypominał, że niemiecki sąd skazał rosyjskiego obywatela za planowe zabójstwo Zelimchana Changoszwilego, czeczeńskiego dysydenta mieszkającego w Niemczech. Tam również ofiara została zlikwidowana w europejskim mieście, w sposób punktowy, przez wykonawcę działającego pod fałszywą tożsamością. W przypadku Skrepetskiego dowodów tego poziomu jeszcze nie ma, ale schemat analityczny jest podobny: emigrant, polityczny profil, rosyjsko-czeczeński kontekst, egzekucyjny charakter ataku i europejskie terytorium traktowane jak przestrzeń operacyjna.

Osobny wymiar tej sprawy to kwestia wojny informacyjnej. Telegramowa reakcja po zabójstwie zaczęła się natychmiast i sama w sobie jest częścią obrazu. NEXTA Live pisała o „otwartym terroryzmie” Kremla w Europie. ASTRA rekonstruowała ostatnie dni Skrepetskiego: performans pod ambasadą Rosji w Berlinie, rosyjską flagę, obraz ze Stalinem i Putinem oraz poranny wpis artysty ze screenami gróźb i obelg.

Meduza zachowywała ostrożniejszy ton, ale odnotowywała polityczny profil ofiary, wątek DzikMedia, nieoficjalne informacje o białoruskim taksówkarzu i epizod przy konsulacie Białorusi. Agentstwo zwracało uwagę, że jeśli polityczny motyw i związek z rosyjskimi władzami zostałyby potwierdzone, byłby to prawdopodobnie jeden z najpoważniejszych przypadków zabójstwa rosyjskiego emigranta politycznego w Europie od śmierci Mamichana Umarowa, krytyka Kadyrowa zastrzelonego w Wiedniu w 2020 roku.

Reklama

Z kolei prorosyjskie kanały Telegramu próbowały rozmywać odpowiedzialność. Kanały takie jak SHOT, Zły Pruwf czy Dwacz eksponowały fakt, że Skrepetsky miał konflikty także z Ukrainą, że pojawił się w bazie „Myrotworec”, że obrażał różne środowiska i że „miał wielu wrogów”. W ten sam mechanizm wpisuje się również eksponowanie jego konfliktu z częścią rosyjskiej opozycji i krytyki Nawalnego.

Sam fakt tej krytyki jest prawdziwy i ważny dla opisu profilu ofiary, ale w prorosyjskiej narracji może służyć do rozmywania głównego tropu: skoro Skrepetsky atakował wszystkich, to rzekomo każdy mógł chcieć jego śmierci. To typowy mechanizm neutralizacji odpowiedzialności. Nie trzeba przedstawiać spójnej alternatywnej wersji, wystarczy rozproszyć uwagę.

Dla Polski konsekwencje są poważne. Jeżeli polityczne tło zabójstwa będzie potwierdzone – a na to wszystko wskazuje – oznacza to, że rosyjska wojna hybrydowa na naszym terytorium może obejmować nie tylko sabotaż infrastruktury, cyberataki, podpalenia, rozpoznanie wojskowe i dezinformację, lecz także selektywną przemoc wobec ludzi uznanych za wrogów Kremla, Kadyrowa lub reżimu Łukaszenki. Polska nie jest już tylko logistycznym zapleczem Ukrainy i państwem frontowym NATO, ale miejscem, w którym przeciwnicy rosyjskiego i białoruskiego reżimu mogą być fizycznie zastraszani lub eliminowani.

Pomimo że zabójstwo Skrepetskiego nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzoną operacją rosyjskich lub białoruskich służb, wszystkie okoliczności sprawy wskazują, że należy je badać jako potencjalną represję transnarodową. Profil ofiary, kadyrowski trop, wcześniejsze groźby, egzekucyjny charakter ataku, możliwy białoruski komponent logistyczny, równoległe sprawy udaremnionych zamachów politycznych na Litwie oraz akty dywersji na polskiej kolei tworzą kontekst, którego nie wolno ignorować.

Stąd też dla Polski Biała Podlaska może stać się tym, czym dla Niemiec był Tiergarten: ostrzeżeniem, że autorytarne państwo potrafi przenieść swoje metody przemocy na terytorium europejskiej demokracji. Jeżeli państwo polskie potraktuje tę sprawę wyłącznie jako lokalne zabójstwo, przegapi jej najważniejszy wymiar. Jeżeli natomiast potraktuje ją jako możliwy test rosyjsko-białoruskiej zdolności operacyjnej na swoim terytorium, może wyciągnąć właściwy wniosek: bezpieczeństwo emigrantów politycznych, ochrona infrastruktury i kontrwywiadowcze rozpoznanie sieci pośredników są dziś elementami tej samej wojny.

To wojna, która coraz częściej nie wygląda jak wojna. Nie zawsze przychodzi w postaci czołgów, rakiet i otwartego ultimatum. Czasem zostawia po sobie zniszczone tory, spalone obiekty, eksplodujące przesyłki, zastraszone diaspory i ludzi zabijanych na ulicach europejskich miast. Jeżeli zabójstwo Skrepetskiego okaże się częścią tej logiki, będzie to nie tylko morderstwo jednego emigranta, ale wyraźne ostrzeżenie, że Polska znalazła się w przestrzeni, w której rosyjski terror polityczny testuje kolejną granicę.

Reklama
Reklama