- WIADOMOŚCI
„Krytyczny poziom zagrożenia”. Izrael w centrum uwagi amerykańskiego kontrwywiadu
Najnowsze doniesienia o wzroście aktywności izraelskiego wywiadu wobec Stanów Zjednoczonych nie powinny być traktowane jako kolejny epizod napięć między sojusznikami. To sygnał znacznie poważniejszy.
Autor. The White House/Creative Commons Attribution 3.0.
Jeżeli informacje ujawnione przez NBC News w tekście „Pentagon podniósł zagrożenie izraelskim szpiegostwem w USA do najwyższego poziomu – twierdzą źródła” oraz przez The New York Times w publikacji „Pentagon dostrzega rosnące zagrożenie szpiegowskie ze strony Izraela” są prawdziwe, to mamy do czynienia nie z incydentem, lecz z instytucjonalnym alarmem w samym centrum amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa. Należy jednak zaznaczyć, że najnowsze ustalenia opierają się na relacjach anonimowych obecnych i byłych urzędników amerykańskich.
The Times of Israel w tekście „Pentagon podnosi ocenę zagrożenia izraelskim szpiegostwem w USA do poziomu »krytycznego« – raport” zaznaczył, że pierwotne ustalenia NBC News zostały stanowczo zdementowane przez Biały Dom, a ambasada Izraela w Waszyngtonie określiła je jako „całkowicie fałszywe”. Z kolei w materiale „USA obawiają się, że Izrael zwiększa wysiłki, aby szpiegować Witkoffa i innych wysokich urzędników – raport” The Times of Israel podał, że rzecznik ambasady Izraela zaprzeczył zarzutom i stwierdził, iż Izrael nie szpieguje Stanów Zjednoczonych.
Według publikacji NBC News amerykańska Defense Intelligence Agency (DIA) miała w ostatnich tygodniach podnieść ocenę zagrożenia izraelskim szpiegostwem do poziomu krytycznego – najwyższego w tej skali. Anadolu Agency doprecyzowała, że chodzi o nową ocenę DIA, wydaną – według NBC – na podstawie informacji od dwóch obecnych i jednego byłego urzędnika USA. To nie jest język dyplomacji ani rutynowej ostrożności wobec partnera. To język kontrwywiadu, który sygnalizuje, że działalność izraelskich służb została uznana – przynajmniej przez część amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa cytowaną przez media – za poważne i bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa amerykańskich instytucji.
Podobny obraz przedstawił The Times of Israel. Medium wskazało, że sprawa dotyczyła nie marginalnych kontaktów, lecz oceny przygotowanej wewnątrz amerykańskiego systemu obronnego. Jeżeli Pentagon rzeczywiście uznał szpiegostwo sojusznika za zagrożenie krytyczne, oznacza to, że granica między współpracą wywiadowczą a penetracją wywiadowczą została – w ocenie amerykańskich urzędników cytowanych przez media – niebezpiecznie zbliżona do punktu krytycznego. Nie jest to jeszcze urzędowo potwierdzony komunikat Pentagonu, lecz sam fakt pojawienia się takich przecieków pokazuje skalę napięcia wewnątrz amerykańskiego systemu bezpieczeństwa.
Sojusz nie znosi szpiegostwa. Czasem je ułatwia
Pomimo że Izrael pozostaje strategicznym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, amerykańskie instytucje bezpieczeństwa traktują go jednocześnie jako państwo prowadzące bardzo agresywną aktywność wywiadowczą wobec USA. Właśnie ten paradoks jest sednem sprawy. Bliskość polityczna, wojskowa i technologiczna nie eliminuje rywalizacji o informacje. Przeciwnie – może ją wzmacniać, ponieważ Izrael ma wyjątkowo silną motywację, by wiedzieć, co naprawdę dzieje się w Waszyngtonie, zanim decyzje zostaną ogłoszone publicznie.
Zobacz też

Według The Jerusalem Post ocena DIA miała wskazywać, że zagrożenie ze strony Izraela uznano za najwyższe w historii. The Jerusalem Post podaje, że według NBC News wewnętrzna wiadomość DIA podniosła poziom zagrożenia dotyczącego Izraela do kategorii critical, a powodem miały być narastające napięcia między amerykańskimi i izraelskimi urzędnikami w sprawie dalszego prowadzenia wojny z Iranem oraz jego regionalnymi sojusznikami. To zdanie ma ciężar polityczny. Oznacza bowiem, że w amerykańskiej perspektywie Izrael nie jest zwykłym partnerem wymagającym ochrony informacji, lecz wyjątkowo aktywnym graczem wywiadowczym, który usiłuje uzyskać dostęp do amerykańskich deliberacji strategicznych.
Nie chodzi wyłącznie o kwestie militarne w klasycznym sensie. Według relacji Anadolu Agency obawy amerykańskich urzędników dotyczyły między innymi prób monitorowania wysokich urzędników USA w celu uzyskania wglądu w wewnętrzne dyskusje administracji Trumpa dotyczące konfliktów bliskowschodnich. A to oznacza, że celem izraelskiego zainteresowania nie muszą być tylko dokumenty operacyjne czy dane techniczne. Celem może być coś jeszcze cenniejszego: wiedza o tym, gdzie naprawdę przebiegają granice amerykańskiego poparcia dla Izraela.
Waszyngton jako cel
Izraelski wywiad nie musi kraść planów wojennych, aby osiągnąć cel strategiczny. Wystarczy, że będzie wiedział, co Amerykanie są gotowi zaakceptować, czego nie zaakceptują, kiedy mogą wstrzymać pomoc, jak interpretują działania Izraela w Gazie, jak oceniają ryzyko wojny z Iranem i jak daleko pozwolą Izraelowi posunąć się wobec Hezbollahu w Libanie.
Dlatego szczególnie istotne są nazwiska urzędników, które pojawiały się w relacjach medialnych. The Times of Israel oraz The Jerusalem Post wskazywały, że zainteresowanie dotyczyło osób zaangażowanych w amerykańską politykę wobec Bliskiego Wschodu, w tym Steve’a Witkoffa, Elbridge’a Colby’ego i Michaela P. DiMino IV. The Jerusalem Post, powołując się na ustalenia The New York Times, podał, że specjalny wysłannik USA Steve Witkoff, najwyższy urzędnik Pentagonu ds. polityki obronnej Elbridge A. Colby oraz wysoki urzędnik Departamentu Obrony Michael P. DiMino IV znaleźli się wśród obiektów zainteresowania. To pokazuje, że ewentualna aktywność wywiadowcza nie była przypadkowa – dotyczyła ludzi znajdujących się blisko procesu decyzyjnego.
W tym sensie izraelski cel jest jasny: uzyskać wyprzedzającą wiedzę o realnych zamiarach Stanów Zjednoczonych. Nie o publicznych deklaracjach, lecz o tym, co mówi się za zamkniętymi drzwiami Pentagonu, Białego Domu i Departamentu Stanu. Dla państwa takiego jak Izrael, którego bezpieczeństwo zależy od amerykańskiej osłony wojskowej, dyplomatycznej i technologicznej, taka wiedza ma ogromną wartość operacyjną.
To nie zaczęło się dzisiaj
Obecne doniesienia nie pojawiają się w próżni. Izraelska aktywność wywiadowcza wobec USA ma długą historię, a amerykańska nieufność kontrwywiadowcza wobec Izraela nie jest efektem chwilowego napięcia politycznego. Najbardziej znanym przypadkiem pozostaje sprawa Jonathana Pollarda, byłego analityka wywiadu Marynarki Wojennej USA, który został aresztowany w 1985 roku i skazany za przekazywanie tajnych informacji Izraelowi. The Times of Israel przypomina, że po sprawie Pollarda Izrael deklarował, iż nie będzie prowadził operacji wywiadowczych na terytorium Stanów Zjednoczonych.
Problem polega na tym, że deklaracje polityczne nie zamknęły sprawy. Kolejnym ważnym przykładem był Ben-Ami Kadish, były pracownik Picatinny Arsenal w stanie New Jersey. Kadish przyznał się do przekazywania izraelskiemu agentowi tajnych dokumentów dotyczących m.in. systemów obrony przeciwrakietowej. Sprawa Kadisha była powiązana personalnie z tym samym izraelskim oficerem prowadzącym, który pojawiał się przy sprawie Pollarda.
Te przypadki mają szczególne znaczenie, ponieważ pokazują trwały wzorzec. Izrael nie jest wyłącznie odbiorcą amerykańskiej pomocy, technologii i danych wywiadowczych. Jest także państwem, które – gdy uzna to za konieczne – próbuje samodzielnie pozyskiwać informacje od swojego największego patrona.
Elektroniczne rozpoznanie w sercu Waszyngtonu
Do klasycznych spraw agenturalnych dochodzi wątek techniczny. The Guardian opisywał wcześniejsze doniesienia Politico dotyczące podejrzeń, że w rejonie Białego Domu i innych wrażliwych lokalizacji w Waszyngtonie mogły zostać rozmieszczone urządzenia typu StingRay (fałszywe stacje bazowe telefonii komórkowej) służące do przechwytywania danych z telefonów. Izrael stanowczo zaprzeczał tym zarzutom, a Benjamin Netanjahu kategorycznie dementował doniesienia o szpiegowaniu administracji Trumpa.
Z punktu widzenia kontrwywiadu zaprzeczenie nie kończy jednak analizy. Liczy się wzorzec, powtarzalność i konsekwencja podejrzeń. Jeśli państwo sojusznicze jest łączone z klasycznym werbunkiem, pozyskiwaniem tajnych dokumentów, próbami technicznej penetracji komunikacji i monitorowaniem urzędników, to nie mamy do czynienia z pojedynczym nieporozumieniem, lecz z problemem systemowym.
Cyfrowe operacje wpływu jako druga warstwa tej samej gry
Aktywność izraelska wobec USA nie musi ograniczać się do klasycznego szpiegostwa. Coraz większe znaczenie ma także oddziaływanie na debatę publiczną, media społecznościowe i środowiska polityczne. Raport FakeReporter opisywał sieć fałszywych kont promujących proizraelskie przekazy i kierujących komunikaty do amerykańskich polityków, w tym członków Kongresu. Raport OpenAI oraz depesza Reuters wskazywały z kolei na izraelską firmę STOIC (znaną również jako Zero Zeno), która miała wykorzystywać sztuczną inteligencję do tworzenia treści, komentarzy i fałszywych profili.
Jest to niezwykle istotne, ponieważ pokazuje, że izraelska aktywność wobec USA nie mieści się już wyłącznie w dawnych kategoriach: agent, dokument, tajna koperta. Dzisiejszy ekosystem oddziaływania obejmuje wywiad klasyczny, cyberrozpoznanie, techniczne przechwytywanie komunikacji, lobbing, operacje wpływu i skryte kampanie informacyjne. Należy jednak zachować rozróżnienie: działania firmy STOIC/Zero Zeno można opisywać jako izraelsko powiązaną operację wpływu prowadzoną przez podmiot komercyjny, ale nie należy automatycznie przedstawiać jej jako operacji izraelskich służb specjalnych, jeżeli źródła nie pokazują bezpośredniego związku z wywiadem państwowym.
Izrael jako sojusznik agresywny wywiadowczo
W świetle ostatnich relacji NBC News, The New York Times i mediów powielających ich ustalenia Izrael jawi się wobec USA jako sojusznik agresywny wywiadowczo. Nie jako wróg strategiczny, ale jako partner, który w praktyce nie uznaje pełnych granic wynikających z politycznej bliskości. To państwo, które korzysta z amerykańskiej pomocy, technologii, ochrony dyplomatycznej i wsparcia wojskowego, a jednocześnie – według doniesień amerykańskich mediów i ocen urzędników bezpieczeństwa – dąży do pozyskiwania informacji o tym, co Waszyngton naprawdę planuje.
NBC News przywołał wypowiedź Emily Harding z Center for Strategic and International Studies (CSIS), która określiła izraelskie służby jako „hiperagresywną służbę wywiadowczą” i dodała, że Izraelczycy są „wyjątkowo zainteresowani tym, co robimy”. Ta wypowiedź dobrze opisuje naturę problemu. Izrael nie potrzebuje publicznego konfliktu z USA, aby prowadzić ostrą grę wywiadowczą przeciwko amerykańskim instytucjom. Może robić to równolegle z deklaracjami przyjaźni, współpracy i wspólnych interesów.
Amerykańska odpowiedź: mniej zaufania, więcej procedur
Jeżeli USA rzeczywiście podniosły poziom zagrożenia do kategorii krytycznej, konsekwencje będą praktyczne. Bardziej prawdopodobne niż publiczny kryzys dyplomatyczny jest zaostrzenie reżimu kontrwywiadowczego: większa kontrola kontaktów z izraelskimi urzędnikami, ograniczenie dostępu do informacji, używanie telefonów jednorazowych, silniejsze rozdzielanie kanałów informacyjnych i ostrożniejsze traktowanie izraelskich próśb o dane.
Moneycontrol wskazywał właśnie na taki praktyczny wymiar: obawy przed inwigilacją mogą prowadzić do zmiany zachowań amerykańskich urzędników. Jeżeli przedstawiciele administracji USA zaczynają traktować rozmowy i spotkania z izraelskimi partnerami jako sytuacje wymagające specjalnej ochrony kontrwywiadowczej, oznacza to głęboką zmianę jakościową.
Nie oznacza to rozpadu sojuszu ani zasadniczego odwrócenia strategicznych priorytetów Waszyngtonu. Oznacza jednak wyraźne przesunięcie w sposobie, w jaki amerykański aparat bezpieczeństwa interpretuje relację z Izraelem. Współpraca może być kontynuowana, ale nie będzie już automatycznie przekładać się na pełne zaufanie kontrwywiadowcze. Izrael pozostaje partnerem, ale przestaje być partnerem uznawanym bezwarunkowo za bezpiecznego.
Najcenniejsze informacje są w Waszyngtonie
Wzrost aktywności izraelskiego wywiadu wobec USA należy rozumieć jako element szerszej gry o kontrolę nad amerykańskim procesem decyzyjnym. Izrael chce wiedzieć, co Waszyngton zrobi wobec Iranu, Gazy, Libanu, Hezbollahu, pomocy wojskowej i presji międzynarodowej, zanim te decyzje staną się oficjalne. Chce znać nie tylko stanowisko publiczne, ale także kulisy sporów wewnątrz administracji.
Amerykański system bezpieczeństwa – według doniesień NBC News, The New York Times, The Times of Israel, The Jerusalem Post i Anadolu Agency – coraz wyraźniej identyfikuje Izrael jako sojusznika prowadzącego intensywną, wielowarstwową aktywność wywiadowczą wobec Stanów Zjednoczonych. Obejmuje ona klasyczne szpiegostwo, podejrzenia technicznego przechwytywania komunikacji, zainteresowanie kluczowymi urzędnikami ds. Bliskiego Wschodu oraz powiązane z Izraelem cyfrowe operacje wpływu.
Z tej racji nasuwa się wniosek, że sojusz USA–Izrael nie usuwa konfliktu interesów wywiadowczych. Przeciwnie – czyni go bardziej wrażliwym, ponieważ Izrael działa wewnątrz najbliższego kręgu amerykańskiego zaufania, a dostęp do tych informacji ma dla niego szczególne znaczenie.
Dlatego też nie należy traktować tych doniesień jako medialnych sensacji. Są one ostrzeżeniem, że jeden z najbliższych sojuszników USA stał się dla amerykańskiego kontrwywiadu jednym z najbardziej wymagających i agresywnych obiektów obserwacji – przy zastrzeżeniu, że najnowsze informacje wymagają dalszego potwierdzenia, ponieważ Pentagon publicznie ich nie skomentował, a Biały Dom i ambasada Izraela stanowczo im zaprzeczają.



