- OPINIA
- WIADOMOŚCI
Rakietowy czas refleksji
Autor. Policja Lubelska
W Polsce mierzymy się z kolejną burzą medialną, jaką wywołał incydent związany ze wtargnięciem i uderzeniem pocisku manewrującego. Jednakże, w chwili separacji od największych emocji warto zastanowić się jak podejść do uzyskania najbardziej krytycznego lessons learned dla naszego systemu bezpieczeństwa w kolejnych miesiącach i latach.
Przez polskie media oraz szerzej w debacie społeczno-politycznej przetoczyła się fala dyskusji, komentarzy i debat odnoszących się do wtargnięcia pocisku manewrującego (rosyjskiego CH-101) do polskiej przestrzeni powietrznej. Co naturalne w warunkach współczesnego dyskursu publicznego w państwach demokratycznych, wiele z wątków stało się agregatami emocji oraz radykalnych diagnoz i ocen.
Nie zmienia to jednak obserwacji, że groźna sytuacja wpisała się w kolejne już incydenty o podobnym charakterze, wskazując przede wszystkim na takie wydarzenia jak: eksplozja ukraińskiego pocisku OPL w Przewodowie w 2022 r., która doprowadziła do śmierci polskich obywateli; sprawa z miejscowości Zamość w kwietniu 2023 roku, kiedy to odnaleziono szczątki rosyjskiego pocisku manewrującego Ch-55; czy też masowe wtargnięcie systemów bezzałogowych we wrześniu 2025 roku. Wszystko wiązało się z możliwością pojawienia się szerszego spektrum zagrożeń związanych z napadem powietrznym wobec skupisk ludzkich na terytorium całego kraju.
Odporność zaczyna się w głowie
Musimy bowiem przypomnieć, że przez lata strona rosyjska (jeszcze przed napaścią pełnoskalową na Ukrainę w 2022 r.) korzystała szeroko w swojej propagandzie z gróźb zastosowania uderzeń rakietowych na cele w Polsce i de facto całej Europie. Co więcej, wiele z tych narracji było ściśle skorelowanych z mniej lub bardziej zakamuflowanymi groźbami odnoszącymi się do broni jądrowej (BMR A).
Wobec tego spróbujmy teraz wskazać kilka elementów systemowych, które są niezbędne do efektywniejszego wdrażania lessons learned w naszym bezpieczeństwie i obronności. Pierwszym z nich będzie aspekt komunikacji strategicznej, a nawet szerzej elementów działań w domenie informacyjno-kognitywnej. Od wielu lat mowa jest w Polsce, że należy dokonać przeobrażeń w tych przestrzeniach, odchodząc od reaktywnych formuł komunikowania do działań wyprzedzających, przy czym zauważa się, że strona rosyjska (i nie tylko) sięga w swoich operacjach po środki aktywne, z mocnym uwzględnieniem właśnie wspomnianej domeny informacyjno-kognitywnej.
Każdy zaś incydent, sytuacja kryzysowa lub sam kryzys są dla nich naturalną przestrzenią do zwiększania nasycenia działań wymierzonych w Polskę, ale i otoczenie systemowe. Niestety po raz kolejny należy uznać, że w naszym państwie nie nastąpiło odpowiednie nasycenie przestrzeni systemu niemilitarnego odpowiednim zapleczem do działań w domenie informacyjno-kognitywnej.
Zauważmy, że wiele pozytywnego wykonano w oparciu o rozumienie znaczenia działań w domenie cyber, a więc mamy niejako punkt odniesienia. Przy czym, mówimy o siłach i środkach profesjonalnie przygotowanych do tego oraz zgrywanych z komponentem wojskowym i służb specjalnych (zarówno kontrwywiadowczych, jak i wywiadowczych). Działania te muszą być podejmowane nie punktowo, ale również w osadzeniu o system skonstruowanych strategii kierunkowych oraz przy istnieniu zaplecza doktrynalnego.
Ponownie odwołać należy się do doświadczeń z zakresu cyber, gdzie przecież same komórki odpowiadające za cyberbezpieczeństwo nie są wystarczającymi przy braku lub słabości zapisów prawnych, strategicznych i doktrynalnych oraz przy ograniczonej wymianie danych między poszczególnymi aktorami. Incydent z lata 2026 r. nie może i nie powinien być tym samym skoncentrowany wokół samej tylko i wyłącznie kwestii alarmowania i informowania ludności. Chociaż i ten wątek jest niezbędnym w procesach poprawy reagowania na kryzys i wojnę. Przy czym, już od wielu lat m.in. różnego rodzaju raporty NIK podkreślały nasze słabości w nasyceniu systemami alarmowania i informowania ludności.
Innym aspektem jest decyzyjność i procesy wokół tego, które cały czas wymagają pójścia w kierunku wprowadzenia nowych stanów do działań państwa między wojną i pokojem, widząc specyfikę współczesnej flanki wschodniej NATO. Zauważmy, że musimy również poczekać na ocenę wielu z nowych aspektów wprowadzonych przez nowelizację ustawy o zarządzaniu kryzysowym, która odnosi się do unijnej dyrektywy CER.
Generalnie, dygresyjnie można zauważyć, iż wiele z głosów najbardziej przebijających się do debaty medialnej miało charakter tez ostatecznych, ale zawężających dyskusję – np. „zawiodło wojsko”, „zawiódł RCB”, etc. Pomijając w takim przypadku systemowość, przynajmniej jeśli chodzi o relacje militarnego i niemilitarnego systemu bezpieczeństwa.
Zauważmy, że kiedy huragan Katrina uderzył w USA w sierpniu 2005 r., był pierwszym poważnym sprawdzianem dla nowego Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) i obnażył poważne błędy w zarządzaniu kryzysowym. Lecz Amerykanie wyciągnęli odpowiednie lessons learned dla kolejnych wydarzeń o podobnym charakterze. Musimy również zaakceptować, że część rozwiązań będzie testowana i część reakcji w oparciu o istniejące narzędzia może nie sprawdzić się lub być częściowo wadliwa, wymagając poprawek.
Co najważniejsze, Amerykanie nie zamknęli DHS, nie zniszczyli systemu, lecz dążą cały czas do usprawniania go. Musimy więc uważać, mając na uwadze, chociażby wspomniany kazus, w przypadku poszukiwania przysłowiowych „kozłów ofiarnych”.
Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć
Drugim ważnym elementem, na który należy zwrócić uwagę, jest konstatacja, że przede wszystkim ćwiczenia obejmujące obywateli w zakresie zagrożeń napadu powietrznego dają niezbędną świadomość. Możemy oczywiście testować, ćwiczyć i symulować na styku z obywatelami (np. próbne alarmy), ale efektywność w zagrożonych obszarach dają manewry z uczestnictwem przynajmniej części cywilów.
Zobacz też 
Zauważmy, że nasza sytuacja może być odniesiona do napięcia, w którym od lat funkcjonują Tajwańczycy. Dlatego warto zauważyć, jak oni podchodzą do, chociażby manewrów Han Kuang, w ramach których lokowane są całe segmenty obrony cywilnej i mobilizacji niewojskowych elementów do przetrwania zróżnicowanych zagrożeń. Dlatego też Tajwańczycy nie ukrywają, że równolegle z jednymi z najważniejszych manewrów wojskowych odbywają się specjalne ćwiczenia cywilne (chociażby mowa o tych pk. Wanan oraz Urban Resilience Mobilization Exercises), które integrują społeczeństwo z działaniami sił zbrojnych.
Mowa tam o ewakuacji i reagowaniu na alarmy przeciwlotnicze. Zauważmy, że testowane jest to w przestrzeni miast. Umownie w wyznaczonych godzinach na terenie miasta ogłaszany jest sygnał alarmu związanego z atakiem napadu powietrznego. Wstrzymywany jest ruch uliczny, transport publiczny staje, a samochody muszą zjechać na pobocze. Zaś obywatele są kierowani przez policję i obronę cywilną do wyznaczonych schronów podziemnych.
Powiedzmy wprost, wiele można zaprezentować i przekazać teoretycznie np. na podstawie prezentacji lub nawet multimediów, ale bez przetestowania tego na dużej próbie ludności nie będziemy ostatecznie efektywni na wypadek zagrożenia. W kontekście tego umasowienia pochwalić należy np. projekty w stylu Akademii Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej (OLiOC), która jest scharakteryzowana jako ogólnopolski program edukacji powszechnej, realizowany w związku z wdrażaniem przepisów ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej.
Dalej czytamy, że „program ma pomóc obywatelom zdobywać praktyczne umiejętności związane z bezpieczeństwem oraz przygotowaniem do działania w sytuacjach kryzysowych. Akademia stanowi rozwinięcie treści zawartych w „Poradniku bezpieczeństwa” i opiera się na prostym założeniu: bezpieczeństwo buduje się poprzez ćwiczenie konkretnych umiejętności, a nie wyłącznie zdobywanie wiedzy teoretycznej. Uczestnicy poznają zasady postępowania w sytuacjach zagrożenia, uczą się samopomocy i pomocy wzajemnej oraz przygotowania domu i rodziny na różne scenariusze kryzysowe. Wszystkie zajęcia i treningi organizowane w ramach Akademii są bezpłatne i otwarte dla mieszkańców”.
Podobną rolę pełni program „wGotowości”. Ocena ich efektywności musi być jednak rozłożona na dłuższy czas, biorąc pod uwagę punkt wyjścia w okresie po zakończeniu zimnej wojny. Co więcej, właśnie takie wydarzenia jak to z lata 2026 r. są naturalnym katalizatorem, pod wpływem którego emocje społeczne powinny być przekształcane w realne zdolności i wolę do zlokalizowania obywatela w systemie bezpieczeństwa państwa.
Obrona totalna bez alternatyw
Musimy jako państwo zakładać dalszy rozwój koncepcji obrony totalnej lub jak kto woli powszechnej, bowiem akurat od tego nie ma dzisiaj ucieczki w warunkach naszej rzeczywistości międzynarodowej. Nie możemy łudzić się zaś, że stan wrogości ze strony Rosji może wygasnąć w krótkiej perspektywie czasu (nawet przy zakończeniu działań zbrojnych na Ukrainie przez Rosję).
Zobacz też 
Pokazuje to dobitnie przykład Republiki Korei, która musi utrzymywać swój system militarny i niemilitarny bez przerwy od 1953 r. I znów wskażmy, że południowokoreański system nie ucieka przed dużymi ogólnopaństwowymi ćwiczeniami obrony cywilnej pk. Ulchi. Obejmując swym zasięgiem np. stołeczny Seul (bogate, nowoczesne i kluczowe miasto), gdzie testowane są np. reakcje na syreny i alarm przeciwlotniczy. Mówiąc obrazowo, podobnie do Tajwanu w wyznaczonym momencie rozbrzmiewają syreny alarmowe (tzw. alarm przeciwlotniczy) i mieszkańcy otrzymują także natychmiastowe alerty na telefony komórkowe z instrukcjami w języku koreańskim i angielskim, udając się do schronów lub wyznaczonych miejsc zapewniających bezpieczeństwo.
Co interesujące, w trakcie trwania głównej fazy ćwiczeń (zazwyczaj około 15–20 minut) ruch samochodowy na wyznaczonym obszarze zostaje całkowicie wstrzymany. Cywile – kierowcy – muszą zjechać na prawy pas, wyłączyć silniki i nasłuchiwać komunikatów radiowych. Ważnym komponentem ćwiczeń są wątki odnoszące się do zagrożeń CBRN, co jest kolejną lekcją dla nas i widzeniem zagrożeń płynących ze strony Rosji (czynniki jądrowe, radiacyjne, ale też chemiczne).
Oczywiście, takie ćwiczenia wiążą się nie tylko z kwestiami finansowymi, ale potencjalnymi emocjami osób, które je obejmują. Nie mówimy o służbach, osobach funkcyjnych, ale o cywilach, którzy muszą podporządkować się i wykonywać rozkazy wspomnianych służb. Jednakże jako społeczeństwo musimy dziś już nie uciekać przed takimi zadaniami, szczególnie gdy później w warunkach realnych zagrożeń emocje sięgają zenitu.
Co ważne, w ujęciu wątków, które zostały poruszone powyżej, musimy dążyć w Polsce do ukrócenia myślenia o natychmiastowości rewolucyjnych zmian w systemie niemilitarnym w sensie bezpieczeństwa i obronności. Mówiąc dobitnie: schrony nie powstaną w dzień, czyli akcyjność jest największym grzechem myślenia o zmianach systemowych.
Emocja pojawia się i zanika, ostre diagnozy kolejnego dnia uciekają, ale niezbędne jest zaakceptowanie, że synergia zmian będzie dopiero widoczna (niestety) po latach. Należy zauważyć, że chociażby Finlandia czy Szwecja wiele działań z zakresu obrony totalnej wykreowały w okresie zimnej wojny. Co więcej, Finowie nie zniweczyli ich po upadku ZSRR, uznając je za przeżytek – w przeciwieństwie do wielu elementów naszej obrony cywilnej odnoszących się do schronów czy zagrożeń napadem powietrznym i czynnikami CBRN.
W oczekiwaniu na prawdziwą interoperacyjność
Inną konkluzją jest spostrzeżenie, że nasz system niewojskowy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, czeka na swoją umowną wielodomenowość i interoperacyjność, podobnie jak ma to miejsce w przypadku wojska. Chodzi o zgrywanie środków różnych instytucji, wkomponowanie zmian technologicznych (np. szeroko dyskutowane aplikacje i rozwiązania zwiększające świadomość sytuacyjną) i przede wszystkim uzyskanie naturalnych procesów, skracających dylematy dla decydentów i dowodzących. I finalnie, należy ponownie podkreślić, że znacznym problemem dla naszej debaty jest jej wycinkowość.
Zobacz też 
Po wydarzeniu z CH-101 tematem przewodnim stały się syreny oraz późniejsza kwestia Alertów RCB. Wcześniej taką samą rolę odgrywały schrony oraz miejsca doraźnego schronienia. Lecz widzenie tego w takich punktowych ujęciach nie daje efektywnego i przede wszystkim holistycznego obrazu wyzwań, przed jakimi stoimy jako państwo.
Następstwem tego są później np. głosy krytyki wobec inicjatywy „Poradnik Bezpieczeństwa” i stawianie jej sztucznie w opozycji do budowania schronów, czy też krytyka kolportażu wyżej wymienionego poradnika i jednoczesne sięganie po argumenty, że Polska powinna uczyć się od Szwedów, gdzie pojawiają się poradniki „In case of crisis or war”.
W przypadku naszego bezpieczeństwa i obronności musimy uznać, że jesteśmy w czymś w rodzaju transformacji w kontakcie (używając amerykańskiego określenia) i będziemy popełniać błędy, ale musimy z nich wyciągać jasne wnioski pozwalające nam usprawniać kolejne kroki. Jednocześnie rozumiejąc, że borykamy się z wieloletnimi opóźnieniami, a wiele rzeczy musimy już de facto stanowić na nowo.






Wybrane okazje dla Ciebie