- WIADOMOŚCI
Nawet 7,5 tys. zł za zdjęcie z fotoradaru. Szykują się zmiany w przepisach
Brak odpowiedzi na zawiadomienie po zarejestrowaniu wykroczenia może oznaczać administracyjną opłatę od 1,5 tys. do 7,5 tys. zł. Rządowy projekt przewiduje również zatrzymanie pojazdu na granicy lub odholowanie go na parking strzeżony, jeśli należność nie zostanie uregulowana. Nowe rozwiązania mają objąć także auta z zagranicznymi tablicami.
Ministerstwo Infrastruktury skierowało do konsultacji projekt zmian w Prawie o ruchu drogowym, które mają uszczelnić system automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym. Chodzi przede wszystkim o sprawy rejestrowane przez fotoradary, systemy odcinkowego pomiaru prędkości oraz urządzenia kontrolujące przejazd na czerwonym świetle.
Najważniejsza propozycja dotyczy osób, które nie zareagują na zawiadomienie Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Zamiast obecnej procedury związanej z niewskazaniem kierującego, właściciel lub użytkownik pojazdu ma zostać objęty opłatą administracyjną. Jej wysokość będzie wyraźnie wyższa niż część mandatów za wykroczenia drogowe.
Zgodnie z jego założeniami przepisy miałyby wejść w życie 1 stycznia 2028 roku.
Milczenie po fotoradarze ma kosztować
Po zarejestrowaniu naruszenia GITD miałby wysyłać do właściciela pojazdu albo jego użytkownika „zawiadomienie o zarejestrowaniu naruszenia”. W piśmie znalazłyby się informacje o miejscu i czasie zdarzenia, pojeździe, urządzeniu rejestrującym oraz zdjęcie. W przypadku przekroczenia prędkości wskazana byłaby również prędkość dopuszczalna i zmierzona.
Adresat otrzymać ma też formularz, w którym kierujący będzie mógł przyjąć albo odmówić przyjęcia mandatu. Jeśli mandat zostanie przyjęty, sprawa będzie prowadzona w dotychczasowym trybie wykroczeniowym. Jeżeli jednak w ciągu 30 dni nie wpłynie oświadczenie ani dokumenty uzasadniające brak odpowiedzialności właściciela lub użytkownika, powstanie obowiązek zapłaty opłaty administracyjnej.
Projekt przewiduje następujące stawki:
- 1500 zł - za przekroczenie prędkości do 30 km/h;
- 2400 zł - o 31–40 km/h;
- 3000 zł - o 41–50 km/h;
- 4500 zł - o 51–60 km/h;
- 6000 zł - o 61–70 km/h;
- 7500 zł - o więcej niż 71 km/h;
- 3000 zł - za niezastosowanie się do sygnalizacji świetlnej;
- 6000 zł - za przejazd na czerwonym świetle na przejeździe kolejowym.
Opłata miałaby być niższa o 20 proc., jeśli zostanie uregulowana w ciągu 30 dni od otrzymania zawiadomienia.
Nie będzie ona jednak nakładana automatycznie w każdej sytuacji. Właściciel lub użytkownik ma mieć szansę na przedstawienie dowodów, że samochód został skradziony, sprzedany przed naruszeniem albo był użytkowany przez inną osobę. Projekt wskazuje też na przypadki działania w stanie wyższej konieczności.
Samochód może zostać na granicy
Szczególnie istotne zmiany mają dotyczyć pojazdów zarejestrowanych poza Polską. W Centralnej Ewidencji Pojazdów ma powstać Centralny Rejestr Naruszeń, zawierający dane o zagranicznych samochodach, których kierowcy zostali zarejestrowani przez urządzenia CANARD.
Zobacz też 
Do rejestru dostęp mają otrzymać Policja, Inspekcja Transportu Drogowego, Straż Graniczna i Służba Celno-Skarbowa. Funkcjonariusze będą mogli sprawdzić pojazd zarówno podczas kontroli drogowej, jak i granicznej.
Jeżeli auto będzie figurowało w rejestrze, a należność nie zostanie zapłacona, projekt pozwala na usunięcie pojazdu na parking strzeżony na koszt zobowiązanego. Na granicy możliwe ma być natomiast uniemożliwienie wjazdu do Polski albo wyjazdu z kraju do czasu opłacenia grzywny lub opłaty administracyjnej.
To właśnie egzekwowanie należności od zagranicznych kierowców jest jednym z głównych celów projektowanych przepisów. Według danych przedstawionych w ocenie skutków regulacji w 2024 roku CANARD zidentyfikował ponad 1,16 mln naruszeń. W około 483 tys. przypadków sprawcy uniknęli odpowiedzialności. Ponad 129 tys. spraw zakończyło się nieskutecznie z powodu naruszeń popełnionych pojazdami zarejestrowanymi za granicą. W dokumentach wskazano też, że pojazdy spoza UE uczestniczyły w około 100 tys. naruszeń w 2024 r. i około 120 tys. w 2025 r.
Leasing i najem pod większą kontrolą
Zmiany odczują również firmy leasingowe, wynajmu długoterminowego i zarządzające flotami. Właściciele pojazdów użytkowanych na podstawie leasingu lub najmu dłuższego niż 30 dni będą musieli przekazywać do CEP dane użytkownika samochodu.
Informacja o zawarciu umowy ma trafić do ewidencji w ciągu 30 dni, a informacja o zmianie użytkownika lub zakończeniu użytkowania w terminie 14 dni. Dla umów zawartych przed wejściem w życie ustawy przewidziano sześć miesięcy na przekazanie danych.
Resort zakłada, że rozwiązanie ograniczy problem ustalania faktycznego użytkownika pojazdu, który obecnie występuje zwłaszcza w sprawach dotyczących leasingu i najmu długoterminowego.
Mniej spraw bez finału, większa skuteczność egzekucji
Z uzasadnienia projektu wynika, że obecny system jest nieskuteczny m.in. z powodu nieodbierania korespondencji, przedawnienia postępowań i trudności w ustalaniu osób korzystających z pojazdów. Tylko w 2025 roku odnotowano ponad 358 tys. nieodebranych wezwań.
Projektodawcy prognozują wzrost skuteczności systemu z około 75 proc. w 2028 roku do 85 proc. w 2037 roku. W ciągu dekady dodatkowy efekt finansowy zmian oszacowano na ponad 809 mln zł. Z tej kwoty 543,8 mln zł pochodzić ma z mandatów, a 265,5 mln zł z opłat administracyjnych.
Nowy model ma też oznaczać ustawowe doprecyzowanie tolerancji pomiaru prędkości. Urządzenia rejestrujące mają ujawniać przekroczenia większe niż 10 km/h. Przy ustalaniu wartości przekroczenia od prędkości zarejestrowanej odejmowane byłoby 5 km/h, a na drogach ekspresowych i autostradach – 6 km/h.




Wybrane okazje dla Ciebie