Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Czas na odwet, czyli jak reagować na rosyjskie sabotaże i dywersję

rosja putin wybory polska prezydent ingerencja
Prezydent Rosji Władimir Putin.
Autor. MFA Russia 🇷🇺 (@mfa_russia)/X

Państwo, które po każdym akcie sabotażu zatrzymuje wykonawcę, naprawia szkody i wzmacnia ochronę następnego obiektu, może odnosić sukcesy policyjne, a jednocześnie przegrywać w wymiarze strategicznym. Przeciwnik nadal zachowuje inicjatywę: wybiera czas, miejsce i metodę działania, a po utracie jednego pośrednika może znaleźć następnego. Dlatego w zachodniej debacie o rosyjskiej wojnie hybrydowej coraz częściej powraca pytanie, którego przez lata unikano: czy skuteczna walka z dywersją wymaga nie tylko odporności i obrony, ale również odwetu? Nie zemsty ani mechanicznej zasady „oko za oko”, lecz systemu, w którym decyzja o przeprowadzeniu operacji zwiększa koszt ponoszony przez jej rzeczywistego organizatora.

Największą przewagą sabotażu jest asymetria. Państwo broniące własnej infrastruktury musi chronić tysiące potencjalnych celów: porty, lotniska, elektrownie, koleje, magazyny, fabryki, centra logistyczne, sieci energetyczne i telekomunikacyjne czy podmorskie kable. Atakujący musi natomiast znaleźć jedno słabe miejsce. Jeszcze bardziej pogłębia tę nierównowagę rosyjski model wykorzystywania pośredników, lokalnych wykonawców i ludzi angażowanych do pojedynczych zadań.

Center for Strategic and International Studies (CSIS) w analizie Setha G. Jonesa „Rosyjska wojna cieni przeciwko Zachodowi” opisuje rozwijającą się rosyjską kampanię sabotażu i działań wywrotowych przeciw Zachodowi oraz wskazuje, że sama ochrona infrastruktury nie wystarczy do jej zahamowania.

Zatrzymanie człowieka, który podpalił magazyn, fotografował transport albo przygotowywał jeden z elementów operacji, jest ważne. Nie musi jednak odstraszać służby, która go wykorzystała. Jeżeli wykonawca jest łatwy do zastąpienia i zna jedynie pośrednika, jego utrata może zostać potraktowana jako zwykły koszt operacyjny. Realne odstraszanie zaczyna się dopiero wtedy, gdy konsekwencje docierają wyżej – do organizatorów, systemu finansowania, infrastruktury komunikacyjnej, firm fasadowych, aktywów i sieci pośredników umożliwiających przygotowanie kolejnych operacji.

Odporność nie wystarcza, jeżeli przeciwnik nie płaci ceny

Na tym polega różnica między odstraszaniem przez uniemożliwienie ataku a odstraszaniem przez karę. W pierwszym przypadku przeciwnik kalkuluje, czy zdoła pokonać zabezpieczenia. W drugim musi odpowiedzieć sobie na trudniejsze pytanie: co straci nawet wtedy, gdy operacja zakończy się powodzeniem?

CSIS proponuje z tej racji skalibrowaną kampanię ofensywną. Seth Jones wymienia wśród możliwych instrumentów zwiększenie presji sankcyjnej, działania informacyjne, ofensywne operacje cybernetyczne oraz mocniejsze działania przeciw rosyjskim aktywom wykorzystywanym do obchodzenia zachodniej presji, w tym flocie cieni. Jeszcze ważniejsza jest jego diagnoza dotycząca „self-deterrence” – samoograniczenia. Strach przed eskalacją może sprawić, że Zachód sam zrezygnuje z części dostępnych instrumentów, zanim Moskwa zostanie zmuszona do poniesienia realnej ceny.

Paradoks polega na tym, że polityka mająca ograniczać ryzyko eskalacji może jednocześnie poszerzać przestrzeń dla działań poniżej progu wojny. Jeżeli rosyjscy planiści zakładają, że kolejne podpalenie, operacja przeciw transportowi czy infrastrukturalny incydent zakończą się przede wszystkim śledztwem, zatrzymaniem lokalnego wykonawcy i kolejnym pakietem zabezpieczeń, ryzyko może pozostać dla nich akceptowalne. Ostrożność, która miała odstraszać przed eskalacją, zaczyna wtedy być elementem kalkulacji przeciwnika.

Podobnie problem ujmuje Henrik Praks z International Centre for Defence and Security (ICDS) w analizie „Rosyjskie ataki hybrydowe w Europie: od odstraszania przez atrybucję do odpowiedzi”. Zwraca on uwagę, że działania hybrydowe są atrakcyjne dla państw autorytarnych między innymi dlatego, iż demokracjom trudno odpowiadać na nie szybko, bezpośrednio i proporcjonalnie. Operacje konstruuje się tak, aby utrudnić wykrycie i przypisanie odpowiedzialności oraz zwiększyć polityczny koszt zdecydowanej reakcji. Praks postuluje poprawę zdolności atrybucji, kontrwywiadu, sankcji, wymiany informacji i współpracy państw gotowych działać wspólnie. Jego konkluzja jest czytelna: Rosja musi zobaczyć, że jej działania hybrydowe nie pozostaną bez konsekwencji.

Co istotne, dyskusja wyszła poza środowisko think tanków. Przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO adm. Giuseppe Cavo Dragone w rozmowie z „Financial Times” mówił o możliwości odejścia od postawy czysto reaktywnej na rzecz podejścia bardziej agresywnego lub proaktywnego, szczególnie w cyberprzestrzeni. W rozmowie pojawiło się także pytanie, czy w pewnych warunkach działanie wyprzedzające może być traktowane jako forma obrony. Dragone wskazywał jednak równocześnie na ograniczenia prawne, jurysdykcyjne i etyczne. Nie jest to przyjęta doktryna NATO, ale sama obecność takiej dyskusji pokazuje zmianę granic debaty.

Państwo prawa nie może po prostu skopiować Rosji

Autorzy policy briefu European Council on Foreign Relations (ECFR) Willa Browna, Jany Kobzovej, Nicu Popescu i José Ignacia Torreblanki stawiają sprawę znacznie ostrzej. Ich zdaniem dotychczasowa odpowiedź Europy była przede wszystkim defensywna i reaktywna, podczas gdy państwa europejskie powinny rozwijać możliwość działania ofensywnego w domenie informacyjnej, cybernetycznej, finansowej i kinetycznej. Nie jest to oficjalne stanowisko ECFR ani Unii Europejskiej, lecz jedynie  propozycja autorów publikacji.

Jej znaczenie polega jednak na zmianie sposobu rozumienia odwetu. Na podpalenie nie trzeba odpowiadać podpaleniem. Na uszkodzenie infrastruktury nie trzeba odpowiadać zniszczeniem infrastruktury tego samego rodzaju. Reakcja może pojawić się w zupełnie innej domenie: poprzez rozbicie systemu finansowania, ujawnienie infrastruktury wywiadowczej, dekonspirację funkcjonariuszy, zamrożenie aktywów, zakłócenie zaplecza logistycznego lub działania informacyjne skierowane przeciw zasobom istotnym dla organizatora operacji. Czasem jednym z najbardziej dotkliwych działań może być odebranie przeciwnikowi tajemnicy. Publiczne ujawnienie funkcjonariuszy, firm fasadowych, aktywów, pośredników, kanałów finansowych czy mechanizmów werbunkowych może zniszczyć inwestycję budowaną przez lata.

Zatem odwet powinien być przewidywalny jako zasada, ale nieprzewidywalny jako metoda. Rosja powinna wiedzieć, że jej działania wywołają konsekwencje. Nie powinna natomiast móc z góry dokładnie policzyć, gdzie i w jaki sposób pojawi się koszt.

Uderzać tam, gdzie strata rzeczywiście ma znaczenie

Przy ocenie skuteczności ewentualnego odwetu trzeba uwzględnić nie tylko skalę fizycznych zniszczeń, lecz także zdolność społeczeństw do przyzwyczajania się do powtarzającego się zagrożenia. Habituacja nie jest zjawiskiem charakterystycznym wyłącznie dla Rosji. Badania prowadzone po kolejnych zamachach terrorystycznych we Francji w latach 2015–2016 wskazywały, że ich negatywny wpływ na zdrowie psychiczne stopniowo malał. Podobny mechanizm obserwowano po zamachach w Londynie w lipcu 2005 roku: początkowo znaczna część mieszkańców deklarowała silny stres i ograniczała korzystanie z transportu publicznego, lecz po kilku miesiącach codzienne zachowania w dużej mierze wracały do normy, mimo utrzymującego się przekonania o prawdopodobieństwie kolejnego ataku. Nie oznacza to pełnego społecznego znieczulenia. Duży, śmiertelny i dominujący medialnie incydent nadal może przez wiele tygodni wpływać na poczucie bezpieczeństwa i postawy polityczne. Habituacja dotyczy przede wszystkim rutynizacji zagrożenia, a nie zaniku zdolności do reagowania na wydarzenia przekraczające dotychczasowy próg szoku.

Rosja znajduje się jednak w znacznie bardziej intensywnym środowisku zagrożenia. Od lutego 2022 roku prowadzi pełnoskalową wojnę przeciw Ukrainie, a informacje o atakach dronów, eksplozjach, pożarach i zniszczeniach infrastruktury stały się częścią wojennej codzienności. Badania terenowe Public Sociology Laboratory, opisywane m.in. przez Meduza.io, pokazały w obwodzie kurskim, że już po kilku tygodniach regularnych alarmów przeciwlotniczych ich ignorowanie zaczęło być lokalną normą społeczną. Mieszkańcy kontynuowali codzienne zajęcia, nie zawsze korzystali ze schronów, a alarmy przestały automatycznie przerywać normalne życie. Nie oznacza to zaniku lęku. Ogólnorosyjski sondaż Centrum Lewady pokazał, że wraz z nasileniem ataków dronowych obawa przed eksplozjami i zamachami w miejscu zamieszkania wzrosła do 27 procent, czyli o osiem punktów procentowych względem listopada 2025 roku. Rosjanie nie stali się więc obojętni na zagrożenie, ale część wojennych incydentów została włączona w codzienną rzeczywistość.

Ma to bezpośrednie znaczenie dla strategii odstraszania. Europejskie społeczeństwa, funkcjonujące poza bezpośrednią wojną, reagują na poważny pożar strategicznego obiektu, eksplozję na kolei, przecięcie kabla czy zamknięcie dużego lotniska jako na wydarzenie nadzwyczajne, które szybko staje się problemem politycznym i medialnym. W Rosji identyczny pod względem fizycznej skali incydent może nie wywołać porównywalnego efektu psychologicznego, ponieważ konkuruje z codziennym strumieniem informacji o działaniach wojennych. Symetria fizycznych zniszczeń nie musi więc oznaczać symetrii efektu.

Reklama

Z tej racji mechaniczne kopiowanie rosyjskiego sabotażu może być nie tylko prawnie problematyczne, ale również strategicznie nieskuteczne. Odwet nie powinien być mierzony hukiem eksplozji ani liczbą spalonych metrów kwadratowych. Znacznie ważniejsza jest wartość zasobu, który przeciwnik traci, oraz czas i koszt potrzebny do jego odbudowy. Cenniejsze od zniszczenia przypadkowego obiektu może być ujawnienie sieci budowanej przez służbę przez lata, zablokowanie ważnego kanału finansowego, dekonspiracja wartościowego funkcjonariusza, utrata infrastruktury logistycznej albo rozbicie mechanizmu pozwalającego werbować i finansować kolejnych wykonawców.

Skuteczny odwet przeciw Rosji nie musi być widowiskowy. Musi być kosztowny strategicznie. Powinien uderzać w zasoby trudne do zastąpienia i podnosić cenę kolejnych operacji na tyle, aby zmienić kalkulację ich organizatorów. W warunkach postępującej habituacji znaczenie ma bowiem nie tylko rozmiar samego zdarzenia, lecz przede wszystkim jego zdolność do przekroczenia progu tego, co społeczeństwo i aparat państwowy zaczęły już traktować jako zwykły koszt trwającego konfliktu.

Skalę rosyjskiego aparatu wywiadowczego zdolnego do przeprowadzania potencjalnych operacji sabotażowych pokazuje ocena przytoczona przez autorów policy briefu European Council on Foreign Relations (ECFR). Według nich Martin Jäger szef niemieckiego BND miał podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2026 roku stwierdzić, że Rosja dysponuje na świecie około 60 tysiącami oficerów wywiadu, nie licząc informatorów. Liczby tej nie należy traktować jako niezależnie potwierdzonej statystyki, lecz jako ocenę szefa niemieckiego wywiadu przytoczoną przez ECFR. Jej znaczenie polega przede wszystkim na pokazaniu skali problemu: za pojedynczym podpalaczem czy sabotażystą może stać rozbudowany aparat służb, pośredników i kolejnych wykonawców. Dlatego zatrzymanie osoby wykonującej konkretne zadanie nie musi jeszcze oznaczać skutecznego odstraszania. Aby zmienić kalkulację przeciwnika, konsekwencje powinny dotykać również struktur organizujących i wspierających takie operacje.

Państwo nie musi robić wszystkiego samo

Każda operacja potrzebuje pieniędzy, rachunków, pośredników, kryptowalut, dokumentów, transportu i zaplecza logistycznego. Uderzenie w te elementy może nie dostarczać spektakularnych obrazów, ale zwiększa koszt funkcjonowania całego systemu. Im więcej pośredników trzeba wykorzystywać i im bardziej skomplikowane stają się sposoby transferowania środków, tym większe jest ryzyko dekonspiracji i zakłócenia kolejnych operacji.

Państwo nie musi przy tym posiadać we własnych strukturach wszystkich kompetencji potrzebnych do takiej odpowiedzi. Banki dysponują danymi o przepływach finansowych, prywatni operatorzy satelitarni dostarczają rozpoznanie, przedsiębiorstwa technologiczne posiadają wiedzę o części infrastruktury cyfrowej, a wyspecjalizowane firmy analityczne potrafią rekonstruować sieci własności i powiązań gospodarczych. Nie oznacza to jednak, że prywatne podmioty powinny samodzielnie prowadzić operacje odwetowe. Mogą dostarczać państwu zdolności, informacje, analizę i technologię, pozostawiając decyzję o zastosowaniu środków przymusu władzom publicznym.

Outsourcing może zwiększać możliwości państwa, ale nie może służyć do odsuwania od niego odpowiedzialności. Zachodnim ostrzeżeniem pozostaje przypadek Blackwater gdy „Washington Post” ujawnił w 2009 roku, że CIA powierzyła tej firmie część zadań związanych z tajnym programem wymierzonym w kierownictwo Al-Kaidy. Według byłych funkcjonariuszy wykorzystanie kontraktora miało zapewniać agencji dodatkowy dystans w przypadku niepowodzenia, jednak planowane w ramach programu misje zabójcze nie zostały przeprowadzone.

Przypadek ten pokazuje przede wszystkim, jak szybko wykorzystanie prywatnego wykonawcy rodzi pytania o kontrolę, legalność i polityczną odpowiedzialność. Prywatny podmiot może dostarczać informacje, technologie, rozpoznanie i wyspecjalizowane kompetencje, ale im bardziej operacja zbliża się do użycia przymusu, tym silniejsza musi być kontrola władz. Decyzja o działaniu, wybór celu, ocena legalności i odpowiedzialność za skutki muszą pozostać po stronie państwa.

Najbardziej niebezpieczne może być samoograniczenie

Granica odpowiedzi musi pozostać wyraźna. Nie każdy pożar jest sabotażem, nie każda awaria dywersją i nie każdy incydent można wiarygodnie przypisać obcemu państwu. Im poważniejsza odpowiedź, tym mocniejszy musi być materiał pozwalający wskazać zleceniodawcę. Rosyjski system pośredników jest atrakcyjny właśnie dlatego, że utrudnia stworzenie takiego łańcucha dowodowego.

Nie chodzi więc o porzucenie prawa w imię skuteczności, ale o stworzenie mechanizmów umożliwiających szybsze działanie w jego ramach. Praks wskazuje m.in. na poprawę atrybucji, wymianę informacji wywiadowczych, kontrwywiad, sankcje, wydalenia i współpracę grup państw gotowych reagować bardziej zdecydowanie.

Ryzyko eskalacji jest realne. Operacja odwetowa może spowodować odpowiedź, która wywoła następne kontrposunięcie . Konflikt prowadzony poniżej progu wojny może w ten sposób stopniowo przesuwać się ku bardziej niebezpiecznej granicy. Do , której Zachód nie jest przygotowany mentalnie. Ale istnieje także przeciwne ryzyko: brak konsekwencji również jest komunikatem strategicznym. Jeżeli po kolejnych operacjach koszt dla ich organizatora pozostaje niewielki, Rosja może uznać, że próg zachodniej tolerancji znajduje się wysoko. Wówczas ostrożność może przestać służyć kontroli eskalacji, a zacząć zachęcać do dalszego testowania granic.

Istota całej strategii sprowadza się ostatecznie do zmiany rachunku przeciwnika. Jeżeli operacja jest tania, wykonawca łatwo zastępowalny, a najpoważniejszą konsekwencją niepowodzenia pozostaje jego zatrzymanie, system nie odstrasza rzeczywistego zleceniodawcy. Dlatego odwet powinien być jedną z dróg walki z sabotażem i dywersją. Nie jako zemsta, nie jako lustrzane kopiowanie rosyjskich metod i nie jako zgoda na prowadzenie niekontrolowanej tajnej wojny. Powinien być elementem odstraszania opartego na realnych konsekwencjach – takiego, w którym Rosja wie, że każda kolejna operacja uruchomi koszt odczuwalny również dla jej organizatorów. Nie wystarczy więc zatem chronić następny magazyn przed kolejnym podpalaczem. Trzeba doprowadzić do sytuacji, w której jego potencjalny zleceniodawca, zanim wyśle kolejnego człowieka, będzie musiał odpowiedzieć sobie na znacznie ważniejsze pytanie: czy ten sabotaż jest wart ceny, którą za niego zapłacimy?

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama