- OPINIA
- WIADOMOŚCI
Polskie służby nie zdążyły na pociąg zmian? [OPINIA]
Przez dekady zarówno wywiad, jak i kontrwywiad funkcjonowały jako zamknięty system gromadzenia tajemnic: agenci, podsłuchy, satelity, raporty krążące w wąskim kręgu decydentów. Ten model miał sens w realiach zimnej wojny i pierwszych latach po jej zakończeniu, gdy zagrożenia były względnie stabilne, przeciwnicy zdefiniowani, a linia frontu czytelna. Dziś jest on w najlepszym razie niepełny, w najgorszym – złudny.
Współczesne służby działają w środowisku, w którym dominacja informacyjna państwa, kontrola granic i stabilne kategorie zagrożeń zostały podważone przez technologie, globalizację i erozję monopolu na wiedzę. Konflikt przestał być zdarzeniem, a stał się procesem. Wojna przestała być wyjątkiem, a stała się stanem ciągłym o zmiennej intensywności.
To oznacza, że wywiad nie może już działać jak straż pożarna – w trybie „akcja po fakcie”. Musi działać jak system odpornościowy, który stale monitoruje, rozpoznaje i neutralizuje zagrożenia, zanim przybiorą formę kryzysu. Sabotaż infrastruktury, operacje wpływu, presja gospodarcza, instrumentalizacja prawa, ataki cybernetyczne i wojna informacyjna splatają się dziś w jedną zsynchronizowaną kampanię.
Granica między pokojem a wojną została celowo rozmyta. Kto nadal czeka na formalne wypowiedzenie wojny, ten już ją przegrał. W takim świecie wywiad i kontrwywiad nie są dodatkiem do obrony – są kręgosłupem bezpieczeństwa państwa.
Od geopolityki do geotechnografii – gdy mapa świata przestaje być mapą świata
Jedną z najbardziej niedocenianych rewolucji jest przesunięcie terenu operacyjnego z geografii do architektury przepływów. Władza i wpływ rodzą się dziś nie tylko z kontroli terytorium, lecz z kontroli infrastruktury informacyjnej, platform komunikacyjnych, sieci społecznych, łańcuchów dostaw, standardów technologicznych i dostępu do surowców krytycznych. To nie jest już klasyczna geopolityka, w której liczą się granice i armie. To geotechno-społeczna architektura wpływu, w której decydują węzły sieci, punkty styku systemów i zależności infrastrukturalne.
Dla służb oznacza to konieczność mapowania nie tylko państw, ale algorytmów, centrów danych, dostawców chmury, producentów półprzewodników, operatorów kabli podmorskich, platform społecznościowych, regulatorów standardów. Wywiad gospodarczy, technologiczny i infrastrukturalny przestaje być dodatkiem – staje się rdzeniem bezpieczeństwa.
Państwo, które nie wie, kto kontroluje jego dane, kto dostarcza jego technologie, kto zarządza jego łańcuchami dostaw, jest państwem warunkowym. Może istnieć, ale nie decyduje o sobie. Kto nadal analizuje świat wyłącznie przez pryzmat terytorium, broni granic, podczas gdy przeciwnik wchodzi przez serwery, kontrakty i narracje.
Koniec monopolu państwa na informację – prywatyzacja infrastruktury danych
Rozwój OSINT, komercyjnych satelitów, analityki mediów społecznościowych i społeczności śledczych doprowadził do demokratyzacji wywiadu. Dziś wiedza strategiczna powstaje w rozproszonym ekosystemie: tworzą ją dziennikarze śledczy, organizacje pozarządowe, think tanki, analitycy danych, społeczności open source. Widzimy to na przykładach dokumentowania zbrodni wojennych, ruchów wojsk, kampanii dezinformacyjnych. Monopol państwa na informację pękł – i to nieodwracalnie.
Równolegle innowacja technologiczna przeniosła się do sektora prywatnego. To firmy budują narzędzia analityczne, systemy sztucznej inteligencji, infrastrukturę chmurową, platformy komunikacyjne. Państwo coraz częściej jest klientem i integratorem cudzych rozwiązań, a nie ich właścicielem.
To zmienia układ sił. Suwerenność informacyjna przestaje wynikać z kontroli terytorium, a zaczyna zależeć od kontroli architektury danych, jurysdykcji cyfrowej, standardów technologicznych i relacji z globalnymi gigantami. W tym świecie wygrywa nie ten, kto ma więcej tajemnic, lecz ten, kto lepiej rozumie, szybciej syntetyzuje i skuteczniej interpretuje.
Nadmiar informacji jako nowa forma paraliżu – od danych do decyzji
Paradoks epoki big data polega na tym, że nadmiar nieprzefiltrowanych informacji może sparaliżować proces decyzyjny. Państwa toną w alertach, raportach, sygnałach, analizach, dashboardach. Decydenci są zalewani danymi, ale nie dostają klarownej odpowiedzi: co jest ważne, co pilne, co strategiczne. W efekcie reagują albo z opóźnieniem, albo impulsywnie, albo pod presją medialną.
W świecie „hybrydowej burzy śnieżnej”, gdzie agresor łączy krótkoterminowe ataki z długofalową erozją odporności, kluczowe są trzy momenty: identyfikacja luki, komunikacja analizy do decydenta i realne wdrożenie wniosków. Jeśli którykolwiek z tych etapów zawodzi, państwo przegrywa, nawet mając dobre dane.
Wywiad XXI wieku nie jest magazynem informacji. Jest mechanizmem redukcji złożoności. Jeśli państwo nie potrafi produkować spójnych, użytecznych ocen, będzie błądzić w mgle. A przeciwnik nie potrzebuje wtedy przewagi militarnej – wystarczy, że podtrzyma chaos.
AI jako akcelerator i pułapka – potrzeba kontrwywiadu algorytmicznego
Sztuczna inteligencja przyspiesza analizę obrazu, sygnału i tekstu, umożliwia korelację danych i wykrywanie wzorców na skalę dotąd niemożliwą. Skraca czas reakcji, zwiększa zasięg analizy, automatyzuje rutynowe zadania. Ale równocześnie wprowadza nową klasę ryzyk: halucynacje modeli, zatrucie danych, automatyzację dezinformacji, podatność na manipulację.
Błąd na wejściu może zniekształcić cały łańcuch decyzyjny. Model, który „pewnie” się myli, jest groźniejszy niż analityk, który ma wątpliwości. Dlatego obok wywiadu musi powstać kontrwywiad cyfrowy i algorytmiczny – zdolny do audytu systemów, kontroli jakości danych, wykrywania manipulacji, rozumienia ograniczeń modeli. Bez etyki, przejrzystości i realnego nadzoru człowieka technologia stanie się mnożnikiem błędu. Państwo, które ślepo wierzy algorytmom, oddaje ster nie maszynom, lecz tym, którzy potrafią je oszukać.
Wyścig post-kwantowy – bezpieczeństwo informacji jako infrastruktura krytyczna
Technologie kwantowe zmieniają horyzont bezpieczeństwa w sposób, którego wielu decydentów jeszcze nie rozumie. Perspektywa złamania klasycznego szyfrowania oznacza, że dane przechwycone dziś mogą zostać odszyfrowane jutro. To zmienia myślenie o archiwach, metadanych, komunikacji rządowej, dokumentach historycznych.
Bezpieczeństwo informacji przestaje być problemem informatyków. Staje się problemem ciągłości państwa. Państwo, które nie przygotuje się na erę post-kwantową, może stracić nie tylko bieżące tajemnice, ale całą historię swojej komunikacji. To strategiczna podatność, nie techniczna usterka. Kto nie myśli o tym dziś, jutro obudzi się bez pamięci i bez tajemnicy.
Od HUMINT i SIGINT do COGINT – gdy umysł staje się polem walki
Klasyczny świat INT-ów opierał się na śladach zewnętrznych: rozmowach, sygnałach, obrazach. Dziś to za mało. Pojawia się COGINT – wywiad poznawczy – skoncentrowany na procesach myślowych, emocjach, percepcji, heurystykach decyzyjnych. To przesunięcie od pytania „co robią?” do „jak myślą i dlaczego?”.
Zobacz też

Mapy mentalne populacji, podatności na narracje, mechanizmy strachu, gniewu, apatii – to nowy obszar rywalizacji. To oznacza, że wojna nie toczy się już tylko o terytorium czy zasoby, ale o interpretację rzeczywistości. Kto kontroluje ramy poznawcze, ten kontroluje reakcje.
Władza nad świadomością staje się zasobem strategicznym XXI wieku. Państwo, które nie rozumie tej zmiany, będzie bronić granic, gdy przeciwnik będzie przejmował umysły. To nie jest teoria ani publicystyczna metafora. Informacja została uznana za pełnoprawną funkcję bojową, równorzędną manewrowi i logistyce.
NATO mówi wprost o wojnie poznawczej jako odrębnej domenie. USA, Chiny i Rosja rozwijają doktryny operacji kognitywnych. To konwergencja nie z wyboru, lecz z konieczności. Każdy, kto ma ambicje strategiczne, gra dziś o umysł – o zdolność rozumienia, oceniania, reagowania. W tej logice dezinformacja nie jest „brudną sztuczką”, lecz narzędziem operacyjnym. Manipulacja narracją nie jest propagandą, lecz formą ataku. Polaryzacja społeczeństwa nie jest efektem ubocznym, lecz celem. Kto tego nie rozumie, będzie się dziwił, że „społeczeństwo się kłóci”, zamiast widzieć, że jest atakowane.
Operacje, które przejmują metadane zamiast treści, pokazują skalę zmiany. Kto z kim rozmawia, kiedy, jak często, w jakiej sekwencji – to pozwala odtworzyć struktury zaufania, hierarchie, dynamikę decyzji. To inwazja na poznawczą warstwę infrastruktury. To wojna o relacje, nie o informacje. Przeciwnik nie musi znać treści rozmów, by wiedzieć, kto jest ważny, kto wpływowy, kto podatny. To nowa forma rozpoznania. Kto tego nie widzi, myli fronty.
Strategiczne ujawnianie informacji wywiadowczych – między racjonalnym odstraszaniem a erozją wiarygodności
Współczesna praktyka strategicznego ujawniania informacji wywiadowczych nie jest już incydentalnym wyjątkiem od reguły tajności, lecz coraz częściej świadomie stosowanym instrumentem polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Jak pokazują analizy publikowane m.in. w NATO Review oraz na łamach Lawfare, państwa zachodnie zaczęły traktować selektywne ujawnianie ustaleń wywiadowczych jako narzędzie odstraszania, przeciwdziałania dezinformacji oraz budowania spójności sojuszniczej.
Punkt przełomowy nastąpił w związku z rosyjską inwazją na Ukrainę, kiedy Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zdecydowały się na bezprecedensową skalę publicznego ujawniania danych wywiadowczych dotyczących przygotowań Rosji do agresji, począwszy od publikacji doniesień w The Washington Post na początku grudnia 2021 roku. Z perspektywy czysto funkcjonalnej strategia ta przyniosła wymierne efekty. Choć nie zdołała powstrzymać samej inwazji, skutecznie ograniczyła rosyjską zdolność do narzucenia własnej narracji, przyspieszyła proces konsolidacji stanowiska państw NATO i Unii Europejskiej oraz ułatwiła koordynację sankcji i wsparcia wojskowego. Publiczne wykorzystanie informacji wywiadowczych stało się więc elementem prowadzenia wojny informacyjnej, w której stawką nie jest wyłącznie przewaga militarna, lecz kontrola percepcji, wiarygodności i interpretacji intencji stron konfliktu.
Jednocześnie doświadczenia te unaoczniły skalę ryzyk wpisanych w takie podejście. Ujawnianie informacji wywiadowczych w przestrzeni publicznej w sposób trwały zmienia relację między wywiadem a polityką. Zrywa z klasycznym modelem, w którym służby dostarczały wiedzę wyłącznie decydentom, a odpowiedzialność za narrację spoczywała na aparacie dyplomatycznym.
W nowym modelu wywiad staje się – przynajmniej pośrednio – uczestnikiem komunikacji strategicznej, co rodzi napięcie między wymogiem obiektywizmu analitycznego a presją skuteczności politycznej. Granica między „ujawnieniem w interesie bezpieczeństwa” a instrumentalnym wykorzystaniem selektywnych danych staje się coraz trudniejsza do utrzymania. Ryzyko upolitycznienia informacji wywiadowczych ma charakter strukturalny, a nie jedynie incydentalny. Selektywne ujawnianie fragmentów ocen, bez prezentowania pełnego kontekstu analitycznego, sprzyja sytuacji, w której wywiad przestaje być postrzegany jako neutralny dostawca wiedzy, a zaczyna funkcjonować jako narzędzie wzmacniania określonych tez politycznych.
W dłuższej perspektywie prowadzi to do erozji zaufania – zarówno społecznego, jak i międzynarodowego – wobec instytucji wywiadowczych. Przeciwnik zyskuje wówczas możliwość kwestionowania nie tylko pojedynczych ujawnień, lecz całego aparatu analitycznego państwa, przedstawiając go jako element propagandy, a nie źródło rzetelnej oceny zagrożeń.
Nie mniej istotne są zagrożenia związane z ochroną źródeł i metod. Nawet jeśli ujawniane informacje nie odsłaniają wprost kanałów pozyskiwania danych, kumulatywnie mogą ujawniać wzorce rozpoznawcze, priorytety analityczne i zdolności techniczne służb. W konsekwencji przeciwnik adaptuje swoje działania, zmienia zachowania operacyjne i utrudnia dalsze zbieranie informacji. W realiach wojny informacyjnej, w której masowe przecieki, wykorzystanie OSINT i generatywnej sztucznej inteligencji prowadzą do zalewu sprzecznych narracji, nadmierna skłonność do ujawniania danych wywiadowczych może paradoksalnie przyczynić się do pogłębienia konfuzji poznawczej zamiast jej ograniczenia.
W polskich realiach problem ten nabiera szczególnej ostrości. Brak utrwalonych procedur strategicznego ujawniania informacji, połączony z wysokim poziomem polaryzacji politycznej, sprzyja sytuacji, w której informacje pochodzące ze służb są ujawniane fragmentarycznie, reaktywnie i bez spójnego zakotwiczenia w długofalowej strategii komunikacyjnej państwa. Zamiast wzmacniać odporność informacyjną i wspólną świadomość zagrożeń, ujawnienia te bywają wciągane w bieżący konflikt polityczny, co dodatkowo podważa wiarygodność służb specjalnych jako instytucji analitycznych.
Brak wyraźnego rozdziału między komunikacją analityczną, operacyjną i polityczną sprawia, że strategiczne ujawnianie informacji nie pełni funkcji odstraszającej, lecz staje się kolejnym czynnikiem dezorganizującym przestrzeń decyzyjną. Doświadczenia państw zachodnich wskazują jednoznacznie, że strategiczne ujawnianie informacji wywiadowczych może być skutecznym narzędziem tylko pod warunkiem istnienia jasnych ram prawnych, instytucjonalnych i decyzyjnych, które oddzielają analizę od bieżącej walki politycznej. Bez takich ram transparentność staje się pozorna, a ujawnianie informacji – zamiast wzmacniać bezpieczeństwo – prowadzi do erozji zaufania, rozmycia odpowiedzialności i osłabienia państwowej zdolności do prowadzenia spójnej polityki w warunkach wojny informacyjnej i poznawczej.
Rosja jako brutalny nauczyciel – ewolucja od klasycznego wywiadu do systemowej destabilizacji
Działania Federacji Rosyjskiej w ostatnich latach stanowią modelowy przykład przejścia od klasycznie rozumianego szpiegostwa do permanentnej, wielowymiarowej presji destabilizacyjnej prowadzonej poniżej progu wojny. Jej służby specjalne przestały pełnić przede wszystkim funkcję poznawczą, a zaczęły funkcjonować jako instrument ciągłego oddziaływania na systemy państw przeciwnika. Pozyskiwanie informacji nie jest już celem samym w sobie, lecz jednym z elementów szerszego procesu erozji zdolności decyzyjnej, instytucjonalnej i społecznej państwa atakowanego.
Kluczową cechą tego modelu jest jego integracyjny charakter. Operacje wywiadowcze, cybernetyczne, psychologiczne, dezinformacyjne, ekonomiczne i kryminalne funkcjonują w ramach jednego, spójnego ekosystemu działań. Granice między aparatem państwowym, światem przestępczym i legalnym obrotem gospodarczym zostały celowo rozmyte, co pozwala na prowadzenie operacji o niskiej widoczności politycznej i wysokiej odporności na atrybucję. Taki układ umożliwia Rosji utrzymywanie stałej presji bez konieczności eskalacji militarnej i bez ponoszenia kosztów charakterystycznych dla otwartego konfliktu.
Istotnym elementem tej strategii jest systemowy outsourcing działań. Rosyjskie służby coraz częściej delegują realizację operacji podmiotom trzecim: zorganizowanym grupom przestępczym, sieciom hakerskim działającym na zasadzie kontraktowej, firmom pośredniczącym, a także indywidualnym wykonawcom rekrutowanym ad hoc. Outsourcing obejmuje zarówno działania techniczne (cyberataki, sabotaż infrastruktury), jak i operacje wpływu (dezinformacja, prowokacje, działania psychologiczne). Z punktu widzenia państwa prowadzącego operację oznacza to minimalizację ryzyka politycznego, rozproszenie odpowiedzialności i zwiększenie elastyczności operacyjnej. Z kolei z punktu widzenia państwa atakowanego – trudność w identyfikacji zagrożenia, opóźnienie reakcji oraz niejednoznaczność prawno-polityczną odpowiedzi.
Rosyjski model działań charakteryzuje się także odejściem od logiki kampanii na rzecz logiki ciągłości. Operacje nie są projektowane jako jednorazowe uderzenia, lecz jako sekwencja rozproszonych incydentów o niskiej intensywności, których łączny efekt prowadzi do przeciążenia instytucji państwowych, fragmentaryzacji reakcji i stopniowego zużywania zasobów. Państwo atakowane zmuszane jest do permanentnego reagowania na zdarzenia, które z osobna mogą wydawać się marginalne, lecz w ujęciu kumulatywnym prowadzą do obniżenia odporności systemowej. Kluczowym celem nie jest spektakularny sukces operacyjny, lecz trwałe obniżenie zdolności do planowania, koordynacji i predykcji.
W tym sensie rosyjskie działania należy interpretować jako formę wojny na wyczerpanie prowadzonej w szarej strefie. Brak formalnego wypowiedzenia wojny nie oznacza braku konfliktu, lecz przesunięcie jego ciężaru z domeny militarnej do sfery instytucjonalnej, informacyjnej i poznawczej. Konflikt ten jest trudny do jednoznacznego zdefiniowania, ponieważ wykorzystuje mechanizmy właściwe dla czasu pokoju: przestępczość, rynek, media, migracje, spory polityczne. Jego skuteczność polega na tym, że państwo-ofiara często nie rozpoznaje go jako spójnego procesu, lecz jako zbiór niepowiązanych problemów sektorowych.
Rosja, działając w ten sposób, ujawnia fundamentalną zmianę paradygmatu bezpieczeństwa. Współczesna rywalizacja strategiczna nie polega na przechwytywaniu tajemnic przeciwnika, lecz na systematycznym obniżaniu jego zdolności do sprawnego funkcjonowania jako całości. Państwa, które nadal postrzegają wywiad i kontrwywiad wyłącznie przez pryzmat klasycznego szpiegostwa, nie tyle przegrywają na poziomie taktycznym, ile tracą zdolność do rozpoznania, że konflikt już trwa – choć nie przyjął formy, do której przygotowywały się ich instytucje.
Kontrwywiad w epoce „szarej strefy" – od łapania szpiegów do ochrony państwa jako systemu
W realiach współczesnej rywalizacji strategicznej kontrwywiad przestaje być wyspecjalizowaną komórką „od konkretnego kierunku” czy zestawem reaktywnych działań wobec klasycznego szpiegostwa. Staje się funkcją systemową państwa, której zasadniczym zadaniem jest ochrona jego integralności jako organizmu informacyjnego, decyzyjnego i poznawczego. Przeciwnik nie musi dziś umieszczać agenta w bezpośrednim otoczeniu decydenta, aby skutecznie paraliżować funkcjonowanie państwa. Wystarczy, że rozszczelni proces podejmowania decyzji, pogłębi polaryzację społeczną, podważy zaufanie do instytucji lub zainfekuje przestrzeń informacyjną narracjami destabilizującymi.
Skuteczność takich działań polega na tym, że uderzają one nie w pojedyncze osoby, lecz w mechanizmy, które spajają państwo jako całość. Z tej racji kontrwywiad nie może ograniczać się do identyfikowania wrogich agentów ani reagowania na incydenty już zaistniałe. Jego podstawowym zadaniem staje się działanie predykcyjne: systematyczne identyfikowanie luk w procedurach, strukturach organizacyjnych, systemach prawnych, mechanizmach kadrowych i kanałach komunikacji, zanim zostaną one wykorzystane przez przeciwnika. Ochrona musi obejmować same procesy decyzyjne – zabezpieczanie ich przed operacjami kognitywnymi, presją psychologiczną oraz manipulacją narracyjną, które mogą prowadzić do błędnych ocen sytuacji, opóźnień lub paraliżu decyzyjnego bez użycia siły.
Tak rozumiana funkcja kontrwywiadowcza obejmuje również szeroko pojmowaną ochronę infrastruktury krytycznej. Nie dotyczy ona już wyłącznie klasycznych sektorów, takich jak energetyka czy telekomunikacja, lecz rozciąga się na chmury obliczeniowe, centra danych, oprogramowanie, systemy sterowania oraz łańcuchy dostaw, które stanowią kręgosłup funkcjonowania państwa i gospodarki.
Równolegle kluczowe znaczenie zyskuje ochrona kadrowa w warunkach wojny hybrydowej, oparta na ciągłym screeningu wpływowym, regularnej re-certyfikacji dostępu do informacji, monitorowaniu konfliktów interesów i trwałych zależności, które mogą stać się wektorem obcego oddziaływania. Nieodłącznym elementem tej architektury jest także praca kontrwywiadowcza w środowiskach diaspor, które w naturalny sposób stanowią obszar zainteresowania obcych służb. Działania te muszą być prowadzone bez stygmatyzacji i uogólnień, ale jednocześnie bez naiwności co do skali ryzyka werbunkowego i presji psychologicznej, jakiej mogą podlegać poszczególne osoby.
W tym samym czasie kontrwywiad musi rozwijać zdolności cyfrowe: aktywne wykrywanie zagrożeń w sieciach, identyfikowanie manipulacji danymi, audyt algorytmów i systemów automatycznego przetwarzania informacji, które coraz częściej stają się narzędziem wpływu i destabilizacji. Całość tych działań składa się na ochronę sfery poznawczej społeczeństwa – obszaru, w którym rozstrzyga się odporność państwa na wrogą architekturę wpływu. Warunkiem skuteczności jest przy tym odporność samego kontrwywiadu na upolitycznienie. Instytucja wciągnięta w bieżącą wojnę wewnętrzną przestaje chronić państwo jako całość, a zaczyna chronić interes jednej frakcji, tracąc zdolność do obiektywnej oceny zagrożeń i długofalowego działania.
Kontrwywiad XXI wieku nie jest więc jedynie strażnikiem tajemnic. Jest nerwem spójności państwa. W świecie szarej strefy, w którym granice między wywiadem, przestępczością, cyberprzestrzenią i biznesem uległy zatarciu, odpowiedzią nie może być logika silosów. Musi nią być integracja: wspólne centra fuzji danych, zespoły hybrydowe łączące kompetencje cywilne, wojskowe i policyjne, stała współpraca z sektorem prywatnym, administracją i regulatorami. Przeciwnik działa sieciowo. Jeżeli państwo pozostaje przy modelu resortowym, rezultat tej konfrontacji jest z góry przesądzony.
Prawo, etyka i odporność poznawcza – bez tego nie ma legitymacji
Im większe możliwości analityczne, tym większe napięcie między bezpieczeństwem a prawami obywatelskimi. Masowe zbieranie danych, analityka behawioralna, monitoring narracji wymagają ram prawnych, kontroli i audytu. Bez tego służby tracą legitymację. A bez legitymacji tracą skuteczność.
Dlatego odporność poznawcza – edukacja medialna, krytyczne myślenie, świadomość cyfrowa – staje się elementem bezpieczeństwa narodowego. To nowa forma obrony – nie przed rakietami, lecz przed manipulacją.
Polska na tym tle – brak wspólnoty informacyjnej, brak audytu, brak zgody
Na tle opisanych przemian w środowisku bezpieczeństwa szczególnie wyraźnie rysuje się specyfika polskiego problemu, który nie sprowadza się do niedoborów technicznych ani do opóźnień organizacyjnych, lecz ma charakter strukturalny i polityczny. Mimo trwającej wojny za wschodnią granicą, mimo trwałej obecności zagrożeń hybrydowych, operacji wpływu, sabotażu infrastruktury i presji informacyjnej, bezpieczeństwo narodowe w Polsce wciąż bywa traktowane instrumentalnie – jako element bieżącej rywalizacji politycznej, a nie jako trwała racja stanu wymagająca ponadpartyjnej ciągłości i stabilności instytucjonalnej.
Skutkiem tego nie wykształcił się żaden trwały konsensus co do tego, czym w praktyce ma być bezpieczeństwo państwa w warunkach wojny poniżej progu i jakie mechanizmy instytucjonalne powinny je zabezpieczać niezależnie od zmiany ekip rządzących. Najbardziej namacalnym przejawem tego stanu rzeczy jest brak realnej wspólnoty informacyjnej służb. Poszczególne formacje dysponują fragmentami wiedzy, prowadzą własne rozpoznanie i własne analizy, lecz nie istnieje jeden, zintegrowany proces analityczny, który syntetyzowałby te informacje w spójny produkt wywiadowczy dla decydentów państwowych.
Zamiast koordynacji dominuje rywalizacja resortowa, a zamiast dekonflikcji zadań – dublowanie kompetencji lub pozostawianie luk. W efekcie państwo nie działa jak jeden organizm poznawczy, lecz jak zbiór odrębnych ośrodków, które konkurują o wpływ na narrację decyzyjną. Taki model nie tylko obniża skuteczność reagowania, lecz sprzyja fragmentaryzacji obrazu zagrożeń i opóźnia identyfikację procesów długofalowych, charakterystycznych dla operacji hybrydowych.
Równolegle nie przeprowadzono w Polsce powszechnie uznanej, apolitycznej i całościowej analizy wpływów obcych, w szczególności rosyjskich. Zamiast jednego, spójnego audytu państwowego, opartego na jasno określonej metodologii i odpornego na bieżące spory polityczne, mieliśmy do czynienia z doraźnymi inicjatywami, które albo były kwestionowane jako stronnicze, albo ulegały dezaktualizacji wraz ze zmianą układu władzy.
W rezultacie państwo nie dysponuje wspólnym, konsensualnym punktem odniesienia opisującym skalę, kanały i skutki obcych wpływów ani katalogiem rekomendacji, które mogłyby być wdrażane w sposób ciągły i ponadpartyjny. Ta luka analityczna nie jest neutralna – jest aktywnie wykorzystywana przez przeciwnika, który działa długofalowo i konsekwentnie, niezależnie od wewnętrznych sporów politycznych w Polsce.
Istotnym elementem tego deficytu jest także brak spójnej i konsekwentnej polityki filtracyjnej wobec wielotysięcznych diaspor posługujących się rosyjskimi i białoruskimi paszportami. W warunkach wojny hybrydowej środowiska te, niezależnie od ich wewnętrznego zróżnicowania, stanowią naturalny obszar zainteresowania rosyjskich służb, zarówno jako potencjalna baza werbunkowa, jak i przestrzeń oddziaływania informacyjnego. Brak systemowego podejścia do identyfikacji ryzyk, profilowania podatności i pracy kontrwywiadowczej w tych środowiskach nie wynika z nieświadomości zagrożeń, lecz z braku decyzji politycznej, by uznać ten obszar za element bezpieczeństwa państwa, a nie wyłącznie problem administracyjny lub społeczny.
Podobnie rzecz ma się ze standardami personalnymi i mechanizmami screeningu wpływowego. W praktyce nie funkcjonuje jednolity, zaostrzony system weryfikacji osób zajmujących stanowiska wrażliwe z punktu widzenia bezpieczeństwa, obejmujący nie tylko formalne poświadczenia, lecz także trwałe zależności, powiązania środowiskowe, interesy ekonomiczne i kontakty z instytucjami państw autorytarnych. W rezultacie państwo akceptuje podwyższone ryzyko penetracji, konfliktu interesów lub pośredniego wpływu, traktując je jako koszt uboczny stabilności politycznej, a nie jako problem wymagający systemowego rozwiązania.
Całość tych zjawisk składa się na zasadniczy problem braku stabilności i ciągłości polityki bezpieczeństwa. Każda zmiana władzy przynosi korektę priorytetów, narracji i struktur oraz kolejny audyt, którego celem jest nie tyle usprawnienie, ile znalezienie haków na poprzedników. Wszystko to uniemożliwia budowę długofalowych zdolności analitycznych i kontrwywiadowczych.
W takim środowisku przeciwnik zewnętrzny nie musi podejmować szczególnie wyrafinowanych działań – wystarczy, że konsekwentnie wykorzystuje istniejące podziały, opóźnienia i luki decyzyjne. W efekcie to nie agresor narzuca tempo rywalizacji, lecz państwo samo je sobie narzuca, rezygnując z integracji i systemowej adaptacji.
W tym sensie polski problem nie polega na braku wiedzy o zagrożeniach ani na niedostatku narzędzi, lecz na braku zgody co do tego, że bezpieczeństwo narodowe wymaga trwałych, ponadpartyjnych mechanizmów, które ograniczają doraźną uznaniowość władzy. Dopóki tej zgody nie będzie, dopóty luki w systemie bezpieczeństwa będą nie tylko widoczne, ale funkcjonalne – wypełniane nie przez państwo, lecz przez jego przeciwników.
Pociąg zmian odjechał – państwo zostało na peronie
Dopiero po przejściu przez całą skalę transformacji środowiska bezpieczeństwa – od geotechnografii, przez demokratyzację wywiadu, sztuczną inteligencję, erę post-kwantową, COGINT, wojnę poznawczą, zadania kontrwywiadu i realia wojny hybrydowej – można postawić wniosek: polskie służby przespały rewolucję, która zaszła w wywiadzie i kontrwywiadzie. Nie zdążyły na pociąg zmian, który przyspieszył szybciej, niż państwo potrafiło się przestawić, a odpowiedzialni za to byli i obecni decydenci dreptają na peronie niczym Jaś Fasola i robią dobrą minę do złej gry.
Zobacz też

Zmiany, które zaszły, były strukturalne, a nie kosmetyczne. Dotyczyły filozofii bezpieczeństwa, a nie wyłącznie narzędzi. Wymagały przebudowy procesów, architektury decyzyjnej, kultury organizacyjnej, relacji między instytucjami i samego modelu zarządzania informacją. I właśnie w tym miejscu ujawnia się zasadniczy problem, bo z perspektywy systemowej nie widać błędu, przypadku ani chaosu, lecz utrwalony wzorzec zaniechania.
Mimo trwającej rosyjskiej wojny hybrydowej, kampanii dezinformacyjnych, operacji wpływu, sabotażu infrastruktury, przeniesienia konfliktu do sfery poznawczej, doświadczeń wojny informacyjnej i presji psychologicznej – nie doszło w Polsce do żadnej realnej, systemowej korekty modelu działania służb. Nie zbudowano wspólnoty informacyjnej, nie powstał zintegrowany cykl analityczny, nie połączono wywiadu, kontrwywiadu, policji i wojska w jeden mechanizm przetwarzania zagrożeń, nie przeprowadzono apolitycznego audytu obcych wpływów, nie wdrożono screeningu wpływowego jako standardu państwowego, nie zaktualizowano doktryny bezpieczeństwa pod realia wojny poznawczej, nie wzmocniono kontrwywiadu jako funkcji systemowej. Zamiast tego odtwarzano te same struktury, te same silosy, te same procedury, te same konflikty kompetencyjne, te same personalne roszady. To nie jest sekwencja niepowodzeń. To jest sekwencja decyzji o niepodejmowaniu decyzji.
W tym sensie brak adaptacji nie jest przypadkiem ani skutkiem niewiedzy. Jest konsekwencją modelu politycznego zarządzania służbami, w którym bezpieczeństwo traktowane jest jako narzędzie kontroli, element gry wewnętrznej i rezerwuar wpływu, a nie jako infrastruktura strategiczna państwa. W takim modelu nie opłaca się budować wspólnoty informacyjnej, bo wspólnota ogranicza uznaniowość. Nie opłaca się integrować analiz, bo integracja zmniejsza kontrolę resortową. Nie opłaca się depolityzować kontrwywiadu, bo apolityczny kontrwywiad przestaje być instrumentem. Nie opłaca się tworzyć niezależnego audytu wpływów, bo audyt narusza status quo.
Zamiast adaptacji mamy więc konserwację. Zamiast reformy – kosmetykę. Zamiast przebudowy systemu – wymianę ludzi w tym samym systemie. Nie dlatego, że nie wiadomo, co zrobić, ale dlatego, że koszt polityczny zmiany jest wyższy niż koszt bezpieczeństwa. To prowadzi do wniosku, który jest analitycznie trudny do zakwestionowania: polskie służby nie tyle nie nadążyły za zmianą, ile zostały strukturalnie zatrzymane przez model politycznego zarządzania bezpieczeństwem.
To nie jest tylko problem kompetencji funkcjonariuszy, świadomości zagrożeń ani dostępu do wiedzy. To jest problem woli politycznej do oddania kontroli na rzecz skuteczności. Państwo nie przestawiło się na logikę sieci, bo sieć ogranicza centralną kontrolę. Nie zbudowało wspólnoty informacyjnej, bo wspólnota ogranicza resortowość. Nie wzmocniło kontrwywiadu jako funkcji systemowej, bo systemowy kontrwywiad jest niewygodny dla każdej władzy. Nie przeprowadziło audytu obcych wpływów, bo audyt narusza układ sił. To nie są przypadkowe zaniedbania. To jest spójny wzorzec decyzyjny.
Zasadniczy problem polega na tym, że nie same służby „nie nadążyły”, lecz państwo nie chciało nadążyć. Nie dlatego, że nie mogło, lecz dlatego, że zmiana modelu zarządzania bezpieczeństwem uderzałaby w logikę władzy. W XXI wieku wywiad i kontrwywiad nie są resortem. Są systemem nerwowym państwa. Jeżeli on jest podporządkowany doraźnej kontroli politycznej, państwo reaguje wolno, fragmentarycznie i impulsywnie. Jeżeli jest zintegrowany, autonomiczny i profesjonalny, państwo widzi, rozumie i uprzedza.
Dziś w Polsce problemem nie są służby i ich strukturalne oraz narzędziowe zapóźnienie, lecz model władzy nad służbami. Dopóki on się nie zmieni, każda rozmowa o reformie, modernizacji czy nowym otwarciu pozostanie semantyką. Nie da się zbudować nowoczesnego systemu bezpieczeństwa w państwie, które boi się własnych służb bardziej niż przeciwnika zewnętrznego. W warunkach wojny hybrydowej, operacji wpływu i wojny poznawczej nie jest to słabość. Jest to strategiczna ślepota, która – o ile nie prowadzi do spektakularnej porażki – na pewno prowadzi do powolnej, postępującej erozji państwa.









