- WIADOMOŚCI
Turecki wywiad wyzwaniem dla bezpieczeństwa Niemiec
Autor. Recep Tayyip Erdoğan (@RTErdogan)/X
Sojusz wojskowy nie oznacza końca rywalizacji wywiadów. Niemiecki kontrwywiad uznał, że Turcja – formalny sojusznik Berlina w NATO – prowadzi na terytorium Republiki Federalnej działania wywiadowcze i wpływowe. To nie tylko problem bezpieczeństwa wewnętrznego Niemiec, lecz także przykład napięć, których nawet członkostwo w tym samym sojuszu obronnym nie jest w stanie wyeliminować.
Raport niemieckiego kontrwywiadu cywilnego Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV), opublikowany 30 czerwca 2026 roku, zwraca uwagę na problem szczególnie drażliwy politycznie. Dotyczy on aktywności wywiadowczej państwa, które formalnie pozostaje sojusznikiem Niemiec w ramach NATO. Tym razem nie chodzi o Rosję, Chiny ani Iran, lecz o Turcję – państwo wskazywane przez niemiecki kontrwywiad jako źródło działań wywiadowczych i wpływowych na terytorium Republiki Federalnej Niemiec.
Podwójny problem Berlina
Turcja nie jest dla Berlina przeciwnikiem wojskowym, lecz członkiem tego samego sojuszu obronnego. Właśnie dlatego aktywność tureckich służb w Niemczech ma szczególny ciężar polityczny i kontrwywiadowczy. Jest dla Berlina problemem podwójnym: dotyczy działań obcego wywiadu, ale zarazem relacji z państwem formalnie sojuszniczym.
Mamy więc do czynienia nie z klasyczną konfrontacją z państwem wrogim, lecz z napięciem wewnątrz zachodniej architektury bezpieczeństwa. Jeżeli służby jednego państwa członkowskiego prowadzą działania rozpoznawcze, wpływowe lub represyjne na terytorium drugiego państwa członkowskiego, problem nie ogranicza się do zwykłego szpiegostwa. Dotyczy także zaufania między sojusznikami.
We wspomnianym raporcie Urzędu Ochrony Konstytucji za 2025 rok służby tureckie zostały opisane jako jeden z aktywnych podmiotów prowadzących w Niemczech działania wywiadowcze i wpływowe. Niemiecki kontrwywiad wskazuje, że Niemcy – jako największe państwo Unii Europejskiej, drugie co do wielkości państwo NATO oraz jedna z najważniejszych gospodarek świata – pozostają centralnym celem rozpoznania obcych służb w obszarze polityki, administracji, gospodarki, nauki i wojska. W tym szerokim katalogu zagrożeń raport wymienia nie tylko Rosję, Chiny czy Iran, lecz także aktywność tureckich służb.
W przypadku Turcji dokument wskazuje przede wszystkim na zainteresowanie organizacjami, które władze w Ankarze uznają za ekstremistyczne lub terrorystyczne, oraz na rozpoznawanie środowisk opozycyjnych. BfV używa w tym kontekście pojęcia represje transnarodowe, czyli działań, w których państwo przenosi własną walkę z przeciwnikami politycznymi poza swoje granice. Oznacza to, że osoby mieszkające w Niemczech mogą stać się przedmiotem zainteresowania tureckich służb nie dlatego, że zagrażają państwu niemieckiemu, lecz dlatego, że są uznawane przez Ankarę za przeciwników politycznych, sympatyków zakazanych struktur albo osoby powiązane z niewygodnymi dla tureckich władz środowiskami.
Według dostępnych publicznie źródeł strona turecka nie przedstawiła oficjalnego komentarza odnoszącego się bezpośrednio do ocen zawartych w raporcie BfV. Można jednak wskazać szerszy kontekst stanowiska Ankary. W tureckiej narracji bezpieczeństwa PKK oraz ruch Fethullaha Gülena, określany przez władze Turcji jako FETÖ, są przedstawiane jako zagrożenia dla państwa. Ankara oskarża ten ruch o próbę zamachu stanu w 2016 roku. Z perspektywy Ankary działania wobec tych środowisk są przedstawiane jako element walki z terroryzmem i ochrony państwa. Dla niemieckiego kontrwywiadu problem zaczyna się jednak wtedy, gdy logika tureckiego bezpieczeństwa wewnętrznego zostaje przeniesiona na terytorium Niemiec i obejmuje osoby, organizacje lub środowiska korzystające z ochrony niemieckiego prawa.
To przesuwa problem z poziomu klasycznego kontrwywiadu w obszar ochrony praw podstawowych. Jeżeli obce państwo obserwuje, opisuje lub próbuje identyfikować swoich przeciwników na terytorium Niemiec, narusza nie tylko niemiecką suwerenność, lecz także poczucie bezpieczeństwa osób, które powinny korzystać z ochrony niemieckiego prawa.
Mniejszość turecka w Niemczech
Drugi wymiar problemu dotyczy wpływu na społeczność tureckiego pochodzenia w Niemczech. W raporcie BfV wskazano, że obok aktywności wywiadowczej występują także działania wpływu prowadzone przez tureckie organizacje wobec społeczności tureckojęzycznych lub tureckiego pochodzenia w Niemczech. Według niemieckiego kontrwywiadu mogą one oddziaływać na proces kształtowania woli politycznej i podejmowania decyzji w Republice Federalnej.
Najważniejszą organizacją tego typu wskazaną w raporcie jest Union Internationaler Demokraten (UID) z siedzibą w Kolonii. BfV opisuje ją jako największą organizację bliską tureckiemu państwu lub rządowi, służącą oddziaływaniu na społeczność tureckiego pochodzenia i politycznie powiązaną z turecką partią rządzącą AKP. Raport podkreśla także jej potencjał mobilizacyjny wśród społeczności tureckiego pochodzenia w Niemczech. Nie oznacza to, że każda aktywność diaspory jest zagrożeniem. Oznacza natomiast, że niemieckie służby dostrzegają ryzyko, iż struktury bliskie obcemu rządowi mogą wpływać na procesy polityczne wewnątrz Niemiec.
Właśnie tutaj leży zasadniczy problem. Legalna aktywność organizacji społecznych, religijnych czy politycznych jest normalnym elementem demokracji. Czym innym jest jednak sytuacja, w której organizacje bliskie obcemu rządowi stają się narzędziem wpływu państwa zewnętrznego na społeczność mieszkającą w Niemczech. Jeszcze czym innym jest sytuacja, w której ten sam obcy rząd pozostaje formalnym sojusznikiem wojskowym Berlina. To tworzy szczególną szarą strefę: Turcja pozostaje partnerem w NATO, ale równocześnie – według niemieckiego kontrwywiadu – prowadzi działania, które Niemcy kwalifikują jako problem bezpieczeństwa wewnętrznego.
Ten mechanizm widać także w sprawach karnych. Federalna Prokuratura Generalna przy Federalnym Trybunale Sprawiedliwości informował, że obywatel Turcji Mehmet K. został oskarżony o działalność na rzecz obcego wywiadu. Według niemieckiej prokuratury federalnej miał on między wrześniem 2018 roku a sierpniem 2021 roku kilkakrotnie, anonimowo i za pośrednictwem tureckiej policji, kontaktować się z tureckim wywiadem oraz przekazywać dane osób z okolic Düren, które wiązał z ruchem islamskiego kaznodziei Fethullaha Gülena.
Sprawa Mehmeta K. pokazuje praktyczny wymiar zagrożenia. Obce państwo nie zawsze potrzebuje klasycznej siatki zawodowych oficerów, aby pozyskiwać informacje o osobach mieszkających w Niemczech. Wystarczą osoby działające indywidualnie, których motywów komunikaty niemieckich organów nie przesądzają, ale których aktywność może prowadzić do przekazywania informacji obcym instytucjom.
W tym przypadku szczególnie ważne jest zastrzeżenie prawne: sprawa nie zakończyła się wyrokiem skazującym. Wyższy Sąd Krajowy w Düsseldorfie podał, że postępowanie zostało ostatecznie umorzone po zapłacie 5 tysięcy euro. Sąd jednocześnie powtórzył opis zarzutu: chodziło o przekazywanie tureckiemu wywiadowi informacji o osobach kojarzonych przez oskarżonego z ruchem Gülena.
NATO czyni problem bardziej niewygodnym
Z perspektywy niemieckich władz federalnych nie jest to marginalny problem mniejszościowy, lecz kwestia bezpieczeństwa państwa. Niemcy muszą chronić nie tylko własne instytucje, ale także osoby przebywające na ich terytorium przed skutkami sporów politycznych przenoszonych z innych państw. Jeśli obce służby interesują się opozycjonistami, diasporą, organizacjami politycznymi lub środowiskami uznawanymi przez władze własnego państwa za wrogie, wtedy niemieckie państwo ma obowiązek reagować niezależnie od tego, czy chodzi o Rosję, Iran, Chiny czy formalnego sojusznika z NATO.
Najbardziej drażliwy jest właśnie ten ostatni element. W przypadku Rosji niemiecka opinia publiczna łatwo rozumie logikę zagrożenia, Chin mówi się o gospodarce, technologii i odpływie know-how, Iranu – o represjach wobec emigracji i środowisk opozycyjnych. Natomiast w przypadku Turcji sprawa jest trudniejsza politycznie, bo dotyczy państwa funkcjonującego w zachodnim systemie bezpieczeństwa. Formalny sojusz nie usuwa jednak problemu. Przeciwnie: czyni go bardziej niewygodnym, bo pokazuje, że działalność wywiadowcza i wpływowa może pojawiać się także wewnątrz instytucjonalnego obozu sojuszniczego.
Z tej racji teza, że turecki wywiad stanowi zagrożenie dla Niemiec, nie jest publicystyczną przesadą, przy czym należy wyraźnie zaznaczyć, że nie chodzi o uznanie Turcji za państwo wrogie Niemcom w sensie wojskowym. Chodzi raczej o wskazanie, że według niemieckiego kontrwywiadu tureckie służby i struktury bliskie państwu tureckiemu prowadzą w Niemczech działania mogące uderzać w suwerenność państwa, prawa osób mieszkających na jego terytorium oraz autonomię niemieckiego procesu politycznego.
Znaczenie przypadku tureckiego polega na tym, że odsłania ograniczenia prostego podziału na państwa wrogie i sojusznicze. Współczesne zagrożenia kontrwywiadowcze mogą pojawiać się także tam, gdzie formalnie istnieje sojusz wojskowy, wspólne struktury bezpieczeństwa i regularna współpraca dyplomatyczna. NATO tworzy ramę obrony zbiorowej, ale nie eliminuje sprzecznych interesów państw członkowskich. Jeśli państwo członkowskie traktuje terytorium innego sojusznika jako przestrzeń rozpoznania własnych przeciwników politycznych, problem przestaje być wyłącznie sprawą relacji niemiecko-tureckich. Staje się testem zaufania wewnątrz całego zachodniego systemu bezpieczeństwa.


Wybrane okazje dla Ciebie