Reklama
  • WIADOMOŚCI

Dlaczego Rosja nie potrafi chronić swych tajemnic?

Nie jest tajemnicą, że Rosja gromadzi ogromne ilości danych o obywatelach. Okazuje się jednak, że nie potrafi skutecznie kontrolować tego, co dzieje się z tymi danymi później. Wykorzystują to służby specjalne innych państw, przestępcy i dziennikarze śledczy.

Władimir Putin
Prezydent Rosji Władimir Putin
Autor. MFA Russia 🇷🇺 (@mfa_russia)/X

12 czerwca 2026 roku Władimir Putin zdymisjonował Andrieja Kazakowa ze stanowiska szefa Kancelarii Prezydenta Federacji Rosyjskiej. W oficjalnym komunikacie nie podano politycznego ani kontrwywiadowczego uzasadnienia tej decyzji. Tego samego dnia na jego miejsce powołano Aleksandra Matwiejewa. Na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać jak zwykła rotacja kadrowa w administracji prezydenckiej. W rzeczywistości dymisja Kazakowa nabrała szczególnego znaczenia w kontekście publikacji Siergieja Kaniewa w The Insider – „Wynosiciele tajemnic. Jak dobrze chroniona jest tajemnica państwowa w Rosji” – która pokazała, jak bardzo nieszczelny może być rosyjski system ochrony informacji nawet na samym szczycie władzy.

Kazakow nie był zwykłym urzędnikiem Kremla. Do 12 czerwca 2026 roku kierował Kancelarią Prezydenta Federacji Rosyjskiej, czyli strukturą odpowiedzialną za dokumentacyjne zabezpieczenie pracy głowy państwa. Oznaczało to bezpośrednią bliskość wobec obiegu materiałów, decyzji, dekretów, korespondencji i poleceń trafiających na najwyższy poziom rosyjskiej władzy. W praktyce był to urząd szczególnie wrażliwy z punktu widzenia ochrony tajemnicy państwowej, ponieważ pozwalał orientować się nie tylko w treści dokumentów, lecz także w mechanice ich obiegu, kolejności decyzji, nominacjach, dymisjach i rytmie pracy prezydenckiego aparatu.

"Sekretonosiciele" zagrożeniem dla rosyjskiego systemu ochrony informacji

Dlatego sprawa Kazakowa ma znaczenie większe niż zwykła historia o niedyskrecji wysokiego urzędnika. The Insider opisuje przypadek człowieka należącego do kategorii osób, które rosyjski kontrwywiad określa jako „sekretonosicieli” – czyli osób posiadających dostęp do szczególnie wrażliwych informacji państwowych. Równocześnie życie prywatne Kazakowa, jego majątek, rodzinne podróże, zwyczaje i otoczenie można było w znacznym stopniu odtworzyć na podstawie otwartych źródeł oraz śladów cyfrowych. I na tym polega zasadniczy paradoks rosyjskiego państwa bezpieczeństwa. Rosja zbudowała jeden z najbardziej represyjnych systemów ochrony tajemnicy państwowej, ale przypadek Kazakowa pokazuje, że system ten jest znacznie słabszy, niż sugeruje oficjalna propaganda. Państwo, które obsesyjnie ściga przecieki, rozszerza definicje zdrady i kontroluje kontakty z zagranicą, samo produkuje ogromną powierzchnię podatności: przez korupcję, cyfrową niefrasobliwość elit, niekontrolowany rynek danych i lekceważenie podstawowej higieny informacyjnej przez ludzi znajdujących się blisko centrum władzy.

Według tajnego dokumentu FSB opisanego przez The Insider, od 2022 roku rosyjskie służby miały zidentyfikować 2874 działania wywiadowcze obcych służb wobec rosyjskich „sekretonosicieli”, podczas gdy w latach 2017–2021 takich przypadków miało być 1953. Ten sam dokument przypisuje największą aktywność służbom ukraińskim: 1960 działań, czyli ponad połowę wszystkich zidentyfikowanych przypadków. FSB interpretuje to jako 7,5-krotny wzrost aktywności ukraińskich służb wobec rosyjskich nosicieli tajemnic. Tych liczb nie należy postrzegać wyłącznie w wymiarze statystycznym, ponieważ pokazują one, jak rosyjski kontrwywiad sam definiuje zagrożenie. FSB widzi problem nie tylko w klasycznym werbunku podczas podróży zagranicznych, lecz coraz bardziej w działaniach prowadzonych online. Jak relacjonuje The Insider, dokument FSB wskazuje, że obecnie około 90 procent prób podejścia do „sekretonosicieli” odbywa się przez internet, podczas gdy w 2017 roku było to jedynie około 6 procent.

Ten obraz jest spójny z innymi dostępnymi informacjami. Reuters pisał w kwietniu 2024 roku, że Rosja zaostrza zasady wyjazdów zagranicznych części urzędników z powodu obaw, iż obce państwa mogą próbować uzyskać dostęp do tajemnic państwowych. Według źródeł agencji, FSB naciskała na pracowników ministerstw, aby nie opuszczali Rosji nawet w celu podróży do państw uznawanych przez Moskwę za „przyjazne”. Dzień później Reuters przytoczył wypowiedź rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, który przyznał, że w niektórych instytucjach państwowych obowiązują zakazy wyjazdów zagranicznych, a w innych wymagane jest wcześniejsze zgłaszanie takich podróży.

Osoba z dostępem do tajemnicy państwowej = potencjalny cel wywiadowczy

Rosyjskie państwo próbuje więc kontrolować nie tylko dokumenty, ale również mobilność ludzi, którzy mogą znać ich treść. Logika jest prosta: osoba z dostępem do tajemnicy państwowej staje się potencjalnym celem wywiadowczym nie dopiero wtedy, gdy wynosi dokument, lecz już wtedy, gdy leci za granicę, używa telefonu, rezerwuje hotel, posługuje się prywatną pocztą, publikuje zdjęcia z wakacji albo ujawnia w internecie dane o rodzinie. Współczesny kontrwywiad nie zaczyna się więc przy sejfie z dokumentami, lecz przy smartfonie, komunikatorze, karcie lojalnościowej, bilecie lotniczym i metadanych.

Szczególne znaczenie ma tu sprawa smartfonów. 2 czerwca 2026 roku Meduza, powołując się na Centrum Kontaktów Społecznych FSB, podała, że Federalna Służba Bezpieczeństwa twierdziła, iż wykryła „szeroko zakrojoną operację” instalowania złośliwego oprogramowania na telefonach wysokich rangą rosyjskich urzędników. The Moscow Times relacjonował tę samą sprawę, wskazując, że według FSB oprogramowanie miało umożliwiać wykradanie danych, podsłuchiwanie rozmów oraz zdalne monitorowanie otoczenia telefonu. Nawet jeśli komunikaty FSB należy traktować ostrożnie, ponieważ rosyjska służba nie przedstawiła pełnych technicznych dowodów, sama treść tych oskarżeń pokazuje, że Moskwa widzi smartfony elit jako krytyczną lukę bezpieczeństwa.

W tym kontekście zarzuty opisane przez The Insider wobec Kazakowa – korzystanie ze zwykłego telefonu, prywatnej infrastruktury cyfrowej i publiczna widoczność życia rodzinnego – nabierają znaczenia kontrwywiadowczego, a nie tylko obyczajowego. Jeżeli człowiek znajdujący się tak blisko kremlowskiego obiegu dokumentów pozostawia po sobie łatwe do odtworzenia ślady, problem nie sprowadza się do prywatnej niedyskrecji. Dotyczy kultury bezpieczeństwa na najwyższym poziomie rosyjskiego państwa.

Sprawa Kazakowa nie jest jednak przypadkiem odosobnionym. Rosyjskie służby i władze mają problem nie tylko z ochroną dokumentów niejawnych w ścisłym sensie, lecz z całym ekosystemem danych: billingami telefonicznymi, rejestrami samochodowymi, bazami paszportowymi, manifestami lotniczymi, adresami, danymi z aplikacji komercyjnych, korespondencją firm współpracujących z wojskiem oraz informacjami o funkcjonariuszach. Rosyjskie państwo policyjne gromadzi ogromne ilości danych o obywatelach, ale samo nie potrafi skutecznie kontrolować tego, co dzieje się z tymi danymi później.

Już po sprawie otrucia Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii w 2018 roku okazało się, że rosyjski aparat bezpieczeństwa jest podatny na kompromitację przez własne dane administracyjne. Bellingcat ustalił wtedy, że rosyjskie rejestry samochodowe pozwalały powiązać setki osób z adresem używanym przez GRU. W jednym ze śledztw Bellingcat opisał listę 305 osób korzystających z samochodów zarejestrowanych pod tym samym adresem co jeden z oficerów łączonych z operacjami rosyjskiego wywiadu wojskowego. Nie był to klasyczny przeciek dokumentów operacyjnych, lecz coś równie groźnego: zwykła baza administracyjna odsłoniła fragment infrastruktury kadrowej służby specjalnej.

Rosyjskie władze rozumiały wagę tego problemu już kilka lat temu. Reuters informował w listopadzie 2018 roku, że Rosja przygotowała projekt przepisów mających ograniczyć publikowanie baz danych po tym, jak w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o Rosjanach podejrzewanych o udział w tajnych operacjach za granicą. Oznacza to, że Kreml po kompromitacjach GRU wiedział, iż nieszczelność państwowych rejestrów staje się problemem kontrwywiadowczym. Samo zaostrzenie przepisów nie usunęło jednak przyczyny: korupcyjnego dostępu do danych i niskiej kultury bezpieczeństwa w instytucjach państwowych.

Starania rosyjskich służb przyniosły odwrotny efekt

Kluczowym pojęciem dla zrozumienia rosyjskiej nieszczelności informacyjnej jest rosyjski probiv (nielegalne wydobywanie danych z baz państwowych i komercyjnych). Nie chodzi tu o pojedynczy wyciek ani o incydentalne włamanie do jednej bazy, lecz o równoległy rynek informacji, który przez lata wyrastał na styku korupcji, państwowej biurokracji, policji, banków, operatorów telekomunikacyjnych i firm posiadających dostęp do danych obywateli. W praktyce probiv oznacza możliwość pozyskiwania danych paszportowych, adresów, numerów telefonów, billingów, historii podróży, rejestrów samochodowych, informacji bankowych albo fragmentów danych policyjnych. Dla rosyjskiego państwa jest to szczególnie groźne, ponieważ dane gromadzone w logice kontroli nad społeczeństwem zaczęły krążyć poza kontrolą samego państwa.

The Guardian opisywał w grudniu 2025 roku, że rosyjskie próby zdławienia tego rynku przyniosły skutek odwrotny do zamierzonego. Władze uderzyły w część brokerów danych, ponieważ coraz wyraźniej widziały, że z wycieków korzystają nie tylko dziennikarze śledczy i przestępcy, ale również ukraińskie służby oraz osoby typujące rosyjskich wojskowych i funkcjonariuszy. Jednak represje nie zlikwidowały rynku. Część operatorów przeniosła działalność poza Rosję, zerwała nieformalne układy z rosyjskimi strukturami bezpieczeństwa i zaczęła działać z większą swobodą. Paradoks polegał więc na tym, że państwo próbujące odzyskać kontrolę nad danymi doprowadziło do sytuacji, w której dostęp do części rosyjskich informacji stał się jeszcze łatwiejszy.

Nowsze informacje pokazują, że rosyjski rynek probiv nie tylko przetrwał, ale częściowo wymknął się spod kontroli państwa. The Insider informował w październiku 2025 roku o problemach popularnego bota User\_Search/Userbox po działaniach rosyjskich siłowików, a wcześniej podobne kłopoty miał serwis „Głaz Boga” („Oko Boga”). Z kolei The Guardian pisał w grudniu 2025 roku, że represje wobec brokerów danych przyniosły skutek odwrotny do zamierzonego: część operatorów przeniosła działalność poza Rosję i zaczęła udostępniać jeszcze bardziej wrażliwe informacje. Szczególnie groźny był wyciek bazy FSB „Kordon 2023”, opisany przez The Insider, obejmujący dane o przekraczaniu rosyjskiej granicy w latach 2014–2023. Oznacza to, że problem nie dotyczy już wyłącznie komercyjnych aplikacji, banków czy operatorów telekomunikacyjnych. Nieszczelność zaczyna obejmować również zasoby powiązane bezpośrednio z aparatem bezpieczeństwa. W tym sensie probiv stał się nie tylko czarnym rynkiem danych, lecz strategiczną luką rosyjskiego państwa policyjnego.

Reklama

Z pozoru zwykłe informacje mogą zdekonspirować osoby działające pod przykryciem

Ten problem był widoczny znacznie wcześniej. Już po kompromitacjach GRU związanych ze sprawą Skripala Reuters informował w listopadzie 2018 roku, że Rosja przygotowywała przepisy mające ograniczyć publikowanie baz danych pochodzących ze źródeł państwowych. Była to reakcja na ujawnianie informacji o Rosjanach podejrzewanych o udział w tajnych operacjach za granicą. Sam fakt przygotowywania takich regulacji pokazywał, że Kreml rozumiał wagę zagrożenia: zwykłe rejestry administracyjne, dane paszportowe czy informacje o pojazdach mogły zdekonspirować ludzi formalnie działających pod przykryciem.

Najbardziej dotkliwie pokazały to śledztwa Bellingcat. W sprawie zespołu FSB śledzącego Aleksieja Nawalnego dziennikarze odtwarzali działania funkcjonariuszy między innymi na podstawie billingów telefonicznych, danych geolokalizacyjnych, rejestrów podróży i manifestów pasażerskich. W innych śledztwach Bellingcat wyjaśniał, że praktyka pozyskiwania takich danych z rosyjskiego czarnego rynku znana jest właśnie jako probiv i bywa używana przez dziennikarzy, pracodawców, funkcjonariuszy oraz prywatnych zleceniodawców – oczywiście w zupełnie różnych celach. Dla rosyjskich służb oznacza to katastrofalną lukę: tajna operacja może zostać odtworzona nie przez zdobycie tajnego dokumentu, lecz przez połączenie pozornie banalnych danych – lotów, telefonów, adresów, samochodów i powtarzalnych wzorców zachowania.

W tym sensie probiv jest czymś więcej niż czarnym rynkiem danych. Jest produktem ubocznym rosyjskiego państwa policyjnego. Państwo gromadzi ogromne ilości informacji o obywatelach, funkcjonariuszach, urzędnikach i żołnierzach, ale jednocześnie nie potrafi ochronić tych zasobów przed korupcyjnym obrotem. To tworzy fundamentalną sprzeczność: aparat, który miał służyć kontroli społeczeństwa i ochronie reżimu, sam staje się źródłem danych użytecznych dla dziennikarzy śledczych, przeciwników politycznych, przestępców, ukraińskich służb i obcych wywiadów. Dlatego rosyjska tajemnica państwowa nie pęka wyłącznie w wyniku klasycznego szpiegostwa. Jest podmywana od środka przez rynek danych, który wyrósł z korupcji i słabości instytucjonalnej samego państwa.

Ma to zasadnicze znaczenie dla oceny rosyjskich służb. Państwo, które zbudowało rozbudowany aparat inwigilacji obywateli, samo nie potrafi kontrolować danych wytwarzanych przez ten aparat. Dane zbierane dla FSB, policji, administracji i banków zaczęły krążyć na rynku, z którego korzystają dziennikarze śledczy, przestępcy, prywatni detektywi, ukraińskie służby i potencjalnie inne obce wywiady. W tym sensie Rosja jest państwem policyjnym, które samo stało się ofiarą własnej infrastruktury nadzoru.

Bardzo wymowny był wyciek z Yandex Food. Bellingcat opisał w 2022 roku, że dane z rosyjskiej aplikacji do dostaw jedzenia ujawniły informacje o pracownikach służb bezpieczeństwa i wojska. Niektórzy zamawiali jedzenie do miejsc pracy, używali oficjalnych adresów e-mail albo podawali dane pozwalające powiązać ich z instytucjami siłowymi. Ten przypadek pokazuje szczególnie groźny wymiar problemu. Rosyjska służba może formalnie chronić dokumenty, ale jej funkcjonariusze korzystają z tych samych aplikacji, usług i platform co zwykli obywatele. Jeżeli aplikacja komercyjna traci dane, wyciek nie ujawnia tylko konsumenckich przyzwyczajeń. Może odsłonić adresy obiektów, numery telefonów, rutyny, zależności rodzinne i powiązania instytucjonalne ludzi pracujących dla aparatu bezpieczeństwa.

Rosyjskie wycieki jako narzędzie wojny informacyjnej

Po rozpoczęciu agresji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku służby ukraińskie zaczęły wykorzystywać rosyjskie wycieki jako narzędzie wojny informacyjnej i kontrwywiadowczej. Reuters informował 28 marca 2022 roku, że ukraiński wywiad wojskowy opublikował nazwiska i dane kontaktowe 620 osób, które określił jako funkcjonariuszy FSB zaangażowanych w działania w Europie. Trzeba zachować ostrożność, ponieważ Ukraina jest stroną wojny i tego typu publikacje mają również funkcję psychologiczną. Jednak sam fakt, że takie zestawy danych mogły zostać publicznie użyte, pokazuje skalę nieszczelności rosyjskiego aparatu bezpieczeństwa.

Odrębnym, ale równie ważnym przypadkiem były Vulkan Files (akta Vulkanu). The Guardian pisał w marcu 2023 roku, że tysiące stron tajnych dokumentów pokazały, jak inżynierowie moskiewskiej firmy NTC Vulkan pracowali dla rosyjskich struktur wojskowych i wywiadowczych przy narzędziach wspierających operacje hakerskie, przygotowywanie ataków na infrastrukturę, działania dezinformacyjne i kontrolę części internetu. W tym przypadku nie chodziło o dane prywatne funkcjonariuszy, lecz o przeciek z zaplecza rosyjskiego systemu cyberoperacji. To inny rodzaj nieszczelności: wyciek dokumentów wykonawcy pozwolił zobaczyć narzędzia, klientów państwowych, doktrynę i techniczne zaplecze operacji, które normalnie powinny pozostać niewidoczne.

W odpowiedzi na te problemy Rosja stosuje przede wszystkim logikę zaostrzania kontroli. Ogranicza wyjazdy ludzi mających dostęp do tajemnic, rozszerza kompetencje FSB, zwiększa nadzór nad internetem i poszerza przepisy o zdradzie, szpiegostwie oraz „poufnej współpracy” z zagranicą. Human Rights Watch wskazywał, że po 2022 roku rosyjskie przepisy zostały rozbudowane w sposób pozwalający ścigać także osoby bez formalnego dostępu do tajemnic państwowych. Ochrona tajemnicy staje się więc nie tylko instrumentem kontrwywiadowczym, ale także narzędziem represji wobec społeczeństwa, dziennikarzy, naukowców, aktywistów i osób utrzymujących kontakty z zagranicą.

Rosja coraz mocniej domyka przestrzeń cyfrową

Równolegle rosyjskie państwo coraz mocniej domyka przestrzeń cyfrową. Financial Times pisał w czerwcu 2026 roku, że od połowy 2025 roku FSB w coraz większym stopniu przejmowała kontrolę nad rosyjską infrastrukturą internetową, a wyłączenia i ograniczenia mobilnego internetu zaczęły dotykać nie tylko mniejsze miasta, lecz także Moskwę. Reuters opisywał w 2026 roku rosyjskie blokady internetu, utrudnienia w korzystaniu z komunikatorów i rosnącą rolę państwowych aplikacji. Paradoks polega na tym, że nawet lojalni urzędnicy i osoby zbliżone do systemu próbują obchodzić część tych ograniczeń za pomocą VPN-ów, dodatkowych telefonów oraz oddzielania aplikacji państwowych od prywatnych urządzeń. System, który chce kontrolować wszystkich, sam wytwarza zachowania defensywne wśród własnych funkcjonariuszy i elit.

W tym sensie ochrona tajemnicy państwowej w Rosji stała się jednocześnie narzędziem represji i maską słabości. Wobec społeczeństwa system działa brutalnie: poszerza definicje przestępstw, ściga kontakty z zagranicą, karze za wypowiedzi, zamyka procesy i daje FSB ogromną swobodę interpretacji. Wobec elit okazuje się znacznie mniej skuteczny, ponieważ elity funkcjonują w świecie luksusowych nieruchomości, rodzinnych układów, podróży, prywatnych usług cyfrowych i danych, które mogą wyciekać zarówno z systemów państwowych, jak i komercyjnych.

W sprawie Kazakowa szczególnie istotny jest wątek rodzinny. The Insider twierdzi, że nie tylko sam Kazakow, ale również członkowie jego rodziny mieli dostęp do obszarów związanych z ochroną tajemnicy państwowej. Syn Kazakowa miał pracować w strukturach odpowiedzialnych za ochronę tajemnic, a jego synowa – według The Insider – została zatrudniona w jednostce przetwarzającej dokumenty dotyczące tajnych dekretów odznaczeniowych, które mogły dotyczyć funkcjonariuszy FSB, SWR, Ministerstwa Obrony i osób uczestniczących w operacjach specjalnych poza granicami Rosji. Równocześnie rodzina przez lata publikowała zdjęcia z wyjazdów zagranicznych, także do państw NATO. Nie jest to więc tylko kwestia prywatnej niedyskrecji, lecz przykład tego, jak nepotyzm i lekceważenie podstawowej higieny informacyjnej mogą osłabiać system ochrony tajemnic.

Rosyjska obsesja tajności zderza się z rosyjską praktyką codzienną. Państwo wymaga lojalności, dyscypliny i milczenia od niższych szczebli aparatu, ale najwyższe warstwy systemu często żyją tak, jakby reguły ich nie dotyczyły. Można zamknąć granice dla urzędników, zażądać wcześniejszego zgłaszania wyjazdów, kontrolować internet i grozić więzieniem za kontakty z zagranicą, ale nie da się łatwo naprawić państwa, w którym dane są sprzedawane, telefony są podatne na kompromitację, aplikacje komercyjne ujawniają funkcjonariuszy, a urzędnicy z dostępem do tajemnic zostawiają po sobie ślady w internecie.

Z tej racji sprawa Kazakowa pokazuje coś więcej niż słabość jednego człowieka. Ujawnia pęknięcie w samym centrum rosyjskiego modelu bezpieczeństwa. Kreml buduje państwo, które chce wszystko wiedzieć o obywatelach, lecz nie potrafi skutecznie chronić informacji o sobie. FSB ostrzega przed obcymi wywiadami, ale jednocześnie rosyjski ekosystem danych, korupcji i cyfrowej nieostrożności sam dostarcza tym wywiadom materiału. Im bardziej Kreml militaryzuje tajemnicę, tym wyraźniej widać, że największym zagrożeniem dla rosyjskich sekretów nie jest wyłącznie Zachód, Ukraina czy „wrogie służby”, lecz sam rosyjski system: skorumpowany, nieszczelny i przekonany, że represje mogą zastąpić realną kulturę bezpieczeństwa informacji.

Reklama
Reklama