- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Kuźnia kadr Kremla. Tak Rosja przygotowuje ludzi do działań w Europie
Autor. Foma, CC BY-SA 3.0
Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych od dekad szkoli przyszłych dyplomatów, dziennikarzy międzynarodowych, analityków i pracowników administracji. MSZ następnie nadaje im ścieżkę instytucjonalną, służby sprawdzają i selekcjonują osoby przydatne, a administracja prezydenta, struktury propagandowe i aparat wpływu wykorzystują ich kompetencje. Tak działa system przygotowujący Rosjan do działań poza granicami kraju.
MGIMO nie należy traktować jak zwykłej uczelni. Formalnie jest to Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych. W praktyce to jedna z najważniejszych instytucji przygotowujących kadry rosyjskiego państwa do pracy w dyplomacji, wywiadzie, propagandzie, operacjach wpływu i wojnie informacyjnej przeciwko Europie.
Na tym polega zasadniczy problem. MGIMO nie kształci wyłącznie dyplomatów. Przygotowuje ludzi, którzy znają języki, rozumieją zachodnie instytucje, potrafią poruszać się w środowisku międzynarodowym, mają kontakty zagraniczne i są formowani w duchu lojalności wobec państwa rosyjskiego. W warunkach rosyjskich taka osoba może być dyplomatą, analitykiem, ekspertem, dziennikarzem, konsultantem, pracownikiem organizacji międzynarodowej albo człowiekiem biznesu. Każda z tych ról może zostać wykorzystana przez państwo. I tej racji MGIMO ma tak duże znaczenie. To nie jest tylko miejsce nauczania stosunków międzynarodowych. To element systemu przygotowywania ludzi do działań poza granicami Rosji.
Uczelnia podporządkowana logice państwa
Fondation Jean-Jaurès w tekście MGIMO: rosyjska fabryka konfrontacji z Europą przedstawia MGIMO jako instytucję, w której przyszłe rosyjskie elity są formowane w przekonaniu o długiej konfrontacji z Europą , która nie jest tam przedstawiana jako partner. Jest ona opisywana jako przeciwnik polityczny, informacyjny i cywilizacyjny. W tej narracji Unia Europejska jest narzędziem Zachodu, NATO strukturą agresji, Ukraina polem wojny zastępczej, sankcje formą wojny gospodarczej, a krytyka Rosji przejawem „rusofobii”. To nie jest neutralny opis świata. To język państwa, które przygotowuje swoje kadry do konfliktu.
Absolwent takiej uczelni nie wychodzi z niej wyłącznie z dyplomem. Wychodzi z określonym sposobem myślenia. Zachód jest przeciwnikiem. Europa jest obiektem rozgrywania. Prawo międzynarodowe jest narzędziem. Dialog jest taktyką. Dyplomacja jest formą walki prowadzonej innymi środkami.
W tym sensie MGIMO dostarcza rosyjskiemu państwu nie tylko ludzi, lecz także język, schematy interpretacyjne i praktyczne odruchy działania. Uczelnia uczy przyszłe kadry, jak opisywać Zachód, jak uzasadniać rosyjską politykę, jak relatywizować agresję, jak przedstawiać Europę jako przeciwnika i jak przenosić ten przekaz do dyplomacji, mediów, środowisk eksperckich oraz operacji wpływu. To właśnie dlatego absolwent MGIMO nie jest jedynie specjalistą od stosunków międzynarodowych. Może być nośnikiem sposobu myślenia, który rosyjskie państwo wykorzystuje później w polityce zagranicznej, wywiadzie i wojnie informacyjnej.
Dyplomacja i wywiad jako jeden system
Najważniejsze jest to, że związek MGIMO z rosyjskim aparatem bezpieczeństwa nie jest wymysłem zachodnich komentatorów. Wynika także z rosyjskich źródeł. Rosyjski serwis internetowy Radio Komsomolskaja Prawda w tekście „Dzieci szpiegów: rektor MGIMO opowiedział o absolwentach, którzy poszli do wywiadu” przytoczyło wypowiedź rektora MGIMO Anatolija Torkunowa. Mówił on o absolwentach uczelni, którzy trafili do wywiadu, wymieniając między innymi Leonida Szebarszyna, Wiaczesława Trubnikowa i Jewgienija Primakowa. Torkunow wskazał również, że dyplomacja i wywiad zawsze funkcjonowały blisko siebie.
Wynika z tego jasno, że w rosyjskim systemie dyplomacja i wywiad nie są od siebie szczelnie oddzielone. Placówka dyplomatyczna może być miejscem rozmów, ale może też pełnić funkcję punktu rozpoznania, osłony dla oficerów służb, kanału kontaktowego i narzędzia wpływu. Absolwent MGIMO, który trafia do dyplomacji, nie wchodzi więc do neutralnej służby zagranicznej. Wchodzi do aparatu państwa, które traktuje Europę jako przeciwnika.
To samo dotyczy ludzi trafiających do mediów, think tanków, firm, organizacji międzynarodowych i struktur eksperckich. W państwie rosyjskim rola cywilna nie wyklucza funkcji operacyjnej. Ekspert może być użyteczny. Dziennikarz może być użyteczny. Konsultant może być użyteczny. Pracownik organizacji międzynarodowej może być użyteczny. Człowiek z dyplomem MGIMO, znajomością języków i kontaktami za granicą jest dla rosyjskiego państwa zasobem.
Służby interesują się studentami wcześniej
Ustalenia Projektu, opisane przez The Moscow Times w tekście „Rosyjscy szpiedzy rekrutują studentów MGIMO – Projekt”, pokazują mechanizm selekcji. Według tych relacji rosyjskie służby interesowały się studentami MGIMO już na etapie studiów. Jeden z absolwentów miał powiedzieć, że rekrutacja do struktur bezpieczeństwa na MGIMO nie jest tajemnicą. Inny student opisywał rozmowę, w której zwrócono uwagę na jego znajomość języka czarnogórskiego.
To pokazuje, czego szuka państwo rosyjskie: znajomości języków, przygotowania regionalnego, ambicji, lojalności, gotowości do pracy za granicą i podatności na wykorzystanie. MGIMO jest dla służb naturalnym miejscem poszukiwania takich ludzi. Nie trzeba czekać, aż absolwent trafi do ambasady, redakcji, firmy albo organizacji międzynarodowej. Można sprawdzać go wcześniej.
Na tym polega istota systemu. Uczelnia kształci ludzi, MSZ daje im ścieżkę instytucjonalną, służby identyfikują osoby przydatne operacyjnie, a aparat państwa wykorzystuje je w różnych rolach.
Byli oficerowie w środowisku MGIMO
Znaczenie MGIMO wzmacnia obecność osób związanych z sowieckim i rosyjskim wywiadem w jego orbicie akademickiej i eksperckiej. To nie są pojedyncze przypadki bez znaczenia. Pokazują one, że środowisko służb jest traktowane jako naturalna część formowania elit.
Najbardziej znanym przykładem jest Andriej Bezrukow. W Stanach Zjednoczonych działał jako Donald Heathfield i był częścią rosyjskiej siatki nielegałów ujawnionej w 2010 roku. Po powrocie do Rosji występował jako ekspert i profesor MGIMO. W programie dotyczącym strategii oddziaływania informacyjnego pojawia się jako prowadzący przedmiot Wywiad strategiczny. To pokazuje bezpośrednie połączenie między doświadczeniem wywiadowczym a kształceniem przyszłych kadr państwa.
Drugim przykładem jest Jurij Kobaladze, były funkcjonariusz Pierwszego Zarządu Głównego KGB, czyli wywiadu zagranicznego, później związany ze Służbą Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej. W MGIMO pełnił funkcje akademickie, między innymi na wydziale dziennikarstwa międzynarodowego. To istotne, ponieważ w rosyjskim systemie dziennikarstwo międzynarodowe, dyplomacja publiczna, propaganda, komunikacja strategiczna i wywiad są obszarami bliskimi, a nie odrębnymi światami.
Kolejny przypadek to Nikołaj Gribin, związany z wywiadem zagranicznym KGB i SWR. Miał pełnić funkcje operacyjne i kierownicze, a przed odejściem ze służby kierować Akademią Wywiadu Zagranicznego. Później występował w środowisku MGIMO jako ekspert od spraw międzynarodowych i europejskich.
Do tej grupy można zaliczyć również Władisława Gasumjanowa, łączonego w źródłach z pracą w strukturach KGB, SWR i FSB, a w MGIMO z obszarem bezpieczeństwa korporacyjnego. Jego przypadek pokazuje, że rosyjskie służby nie ograniczają się do klasycznego wywiadu politycznego. Przenikają także do biznesu, bezpieczeństwa korporacyjnego, komunikacji strategicznej i projektów wpływu.
Warto również wskazać także Jewgienija Kożokina, profesora związanego z MGIMO, opisywanego w kontekście rosyjskiej polityki wobec diaspory i struktur zajmujących się „rodakami za granicą”. Ten wątek ma znaczenie, ponieważ rosyjska diaspora bywa przez Moskwę traktowana jako środowisko wpływu, kontroli, mobilizacji i rozpoznania.
Natomiast historycznym przykładem ciągłości jest Nikołaj Leonow, generał lejtnant KGB, oficer wywiadu zagranicznego, specjalista od Ameryki Łacińskiej, a później profesor MGIMO. Jego biografia pokazuje, że związek między MGIMO, dyplomacją, analizą międzynarodową i wywiadem ma korzenie sowieckie.
Militaryzacja rosyjskiej dyplomacji
Najważniejsza zmiana polega na tym, że MGIMO nie przygotowuje już wyłącznie ludzi do klasycznej dyplomacji. Coraz wyraźniej przygotowuje kadry do oddziaływania informacyjnego. Rosyjski portal BFM.ru opisał program magisterski dotyczący strategii wpływu informacyjnego. Według tego źródła ma on mieć charakter praktyczny i obejmować między innymi oddziaływanie informacyjne, lobbing, doradztwo międzynarodowo-polityczne, OSINT, analizę i negocjacje. Najlepsi studenci mają odbywać praktyki przy administracji prezydenta Rosji i mogą starać się o pracę w tym aparacie.
To nie jest zwykły kierunek komunikacyjny. W realiach rosyjskiego państwa oznacza to kształcenie ludzi do pracy na styku propagandy, wywiadu jawnoźródłowego, lobbingu, analizy politycznej i operacji wpływu. Innymi słowy: MGIMO przygotowuje ludzi do wojny informacyjnej.
Ten proces opisuje także CEPA w analizie Andrieja Sołdatowa i Iriny Borogan „Kamuflaż i szminka: nowi dyplomaci Rosji” . Autorzy wskazują, że rosyjska dyplomacja po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie przeszła proces militaryzacj. Najlepiej widać to właśnie w MGIMO: w indoktrynacji studentów wokół tak zwanej „specjalnej operacji wojskowej”, w programach dla weteranów wojny, w działaniach wspierających rosyjskich żołnierzy i w podporządkowaniu uczelni logice państwa prowadzącego wojnę. Z tego wynika, że student MGIMO nie jest przygotowywany do neutralnego opisu świata ale do obsługi państwa, które prowadzi konfrontację z Europą.
Operacja Doppelgänger pokazuje, jak kompetencje ludzi związanych z MGIMO mogą być wykorzystane w praktyce. Explainer / MO w tekście Powrót „Doppelgängera” opisał udział osoby związanej z MGIMO w strukturach zajmujących się produkcją treści propagandowych podszywających się pod zachodnie media. Według tego śledztwa rekrutacja miała odbywać się przez znajomych i czaty związane z MGIMO, a kandydaci przechodzili testy tłumaczeniowe z języków zachodnich.
Na tym polega użyteczność takich kadr. Języki, wiedza o Zachodzie, umiejętność pisania i znajomość europejskich kodów kulturowych mogą służyć dyplomacji, ale mogą też zostać wykorzystane w operacji dezinformacyjnej. Rosyjskie państwo nie widzi tu sprzeczności. Doppelgänger polegał na tworzeniu fałszywych portali, podszywaniu się pod zachodnie media, produkowaniu treści propagandowych i kierowaniu ich do odbiorców w Europie. Jeżeli w takim projekcie pojawiają się ludzie związani z MGIMO, pokazuje to praktyczne zastosowanie kompetencji produkowanych przez tę uczelnię. Nie chodzi więc tu już o klasyczną „miękką siłę”, lecz o praktyczne użycie ludzi, języków i wiedzy regionalnej w wojnie informacyjnej.
Europa jako cel
Cały mechanizm jest więc spójny. MGIMO kształci ludzi, MSZ nadaje im ścieżkę instytucjonalną, służby sprawdzają i selekcjonują osoby przydatne, a administracja prezydenta, struktury propagandowe i aparat wpływu wykorzystują ich kompetencje. Jedni działają oficjalnie jako dyplomaci, inni jako eksperci, dziennikarze, konsultanci, pracownicy organizacji międzynarodowych, ludzie biznesu albo przedstawiciele środowisk akademickich.
Celem jest Europa: jej instytucje, opinia publiczna, media, uczelnie, think tanki, organizacje międzynarodowe, firmy strategiczne, sektor energetyczny, sektor technologiczny, środowiska polityczne i diaspora rosyjska.
Z tej racji MGIMO należy postrzegać jako część rosyjskiego mechanizmu oddziaływania na zewnątrz. Działa on w dyplomacji, wywiadzie i wojnie informacyjnej – nie zawsze przez tych samych ludzi, ale zawsze według tej samej logiki państwa.
Wobec absolwentów MGIMO działających w obszarach wrażliwych nie należy stosować domniemania neutralności. Nie trzeba twierdzić, że każdy z nich jest formalnym agentem FSB, SWR albo GRU. To byłoby zbyt proste i łatwe do podważenia. Wystarczy stwierdzić rzecz bardziej precyzyjną: absolwent MGIMO w dyplomacji, administracji, mediach, sektorze bezpieczeństwa, energetyce, finansach, technologiach, organizacjach międzynarodowych, think tankach albo projektach dotyczących Europy powinien być traktowany jako potencjalne ryzyko kontrwywiadowcze.
Powinien być on sprawdzany pod kątem biografii, kontaktów, zależności finansowych, powiązań instytucjonalnych, sieci absolwenckich, wcześniejszych relacji ze strukturami państwowymi i powtarzanych narracji. Nie dlatego, że sam dyplom MGIMO jest dowodem agenturalności, ale z faktu jest częścią systemu przygotowującego ludzi dla rosyjskiego państwa, które prowadzi przeciwko Europie działania dyplomatyczne, wywiadowcze i informacyjne.
Agent wpływu nie musi wyglądać jak oficer służb. Może wyglądać jak ekspert, komentator, dziennikarz, analityk, konsultant, pracownik organizacji międzynarodowej albo specjalista od komunikacji. Może nie mieć formalnego związku ze służbami, ale konsekwentnie powielać rosyjskie tezy: relatywizować agresję przeciwko Ukrainie, przedstawiać NATO jako źródło eskalacji, kwestionować sens sankcji, wzywać do „uwzględnienia rosyjskich interesów bezpieczeństwa” i przesuwać odpowiedzialność z Moskwy na Zachód. Taki człowiek jest użyteczny dla Rosji niezależnie od tego, czy ma oficjalnego prowadzącego.
Z tej racji konkluzja jest jednoznaczna: MGIMO nie jest zwykłą uczelnią. To instytucja kadrowa rosyjskiego państwa, przygotowująca ludzi do pracy w dyplomacji, wywiadzie, operacjach wpływu i wojnie informacyjnej przeciwko Europie. Absolwent MGIMO działający w obszarze wrażliwym nie powinien korzystać z domniemania neutralności. Powinien być traktowany jako potencjalne ryzyko kontrwywiadowcze i podlegać szczególnej weryfikacji pod kątem kontaktów, lojalności, zależności instytucjonalnych, powtarzanych narracji oraz możliwej podatności na wykorzystanie przez rosyjskie państwo.
Nie jest to publicystyczna przesada. To praktyczna konsekwencja rosyjskiego modelu działania, w którym dyplomacja, służby specjalne, propaganda, biznes, diaspora i środowiska eksperckie mogą pracować w ramach jednego mechanizmu wpływu.

