Reklama

Potrzebny, ale niewystarczający. Czego zabrakło w raporcie ABW? [OPINIA]

Raport Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego „2024–2025. Wybrane aktywności” należy analizować z dwóch perspektyw: jako instytucjonalne sprawozdanie z działalności służby oraz jako próbę publicznej diagnozy środowiska bezpieczeństwa, w którym funkcjonuje dziś państwo polskie. Te dwa poziomy oceny nie są tożsame. Pierwszy pozwala sprawdzić, jakie obszary aktywności Agencja zdecydowała się ujawnić i w jaki sposób komunikuje własną rolę. Drugi pozwala ocenić, czy raport rzeczywiście odpowiada na skalę i charakter współczesnych zagrożeń: rosyjskiej wojny hybrydowej, operacji wpływu, presji kontrwywiadowczej, sabotażu, cyberataków, strategicznej korupcji, zagrożeń poznawczych oraz przenikania przestępczości zorganizowanej do działań inspirowanych lub wykorzystywanych przez obce państwa.

abw polska
Autor. ABW/Służby specjalne/www.gov.pl/

W pierwszym ujęciu raport należy traktować jako dokument instytucjonalny, którego celem jest pokazanie opinii publicznej, czym zajmowała się Agencja, jakie obszary aktywności podejmowała i które rezultaty swoich działań uznała za możliwe do ujawnienia. W tym sensie raport pełni funkcję sprawozdawczą i komunikacyjną. Jest także istotnym sygnałem powrotu ABW do bardziej otwartego informowania o własnej działalności.

W drugim ujęciu raport należy oceniać jako dokument służby państwa frontowego NATO, funkcjonującego w bezpośrednim sąsiedztwie wojny rosyjsko-ukraińskiej i wystawionego na silną presję rosyjskich oraz białoruskich służb specjalnych. Polska mierzy się dziś nie tylko z klasycznym szpiegostwem, lecz także z działaniami hybrydowymi, sabotażem, operacjami wpływu, cyberatakami, presją migracyjną, zagrożeniami powojennymi związanymi z Ukrainą, aktywnością Chin, korupcją strategiczną oraz przenikaniem przestępczości zorganizowanej do obszaru bezpieczeństwa państwa.

W tym drugim wymiarze raport okazuje się niewystarczający. Nie dlatego, że ujawnia zbyt mało szczegółów operacyjnych – służba specjalna nie powinna tego robić – lecz dlatego, że nie buduje dojrzałej, strategicznej diagnozy zagrożeń. Raport pokazuje aktywność ABW, ale nie wyjaśnia w pełni logiki działania przeciwnika. Opisuje sektory aktywności Agencji, ale nie pokazuje wystarczająco jasno, jak współczesne zagrożenia łączą się w jeden spójny system. Wskazuje zadania służby, ale nie odpowiada na najważniejsze pytanie: czy państwo polskie rozumie, że współczesna wojna prowadzona przeciwko niemu nie ma już jednej domeny, jednego wykonawcy ani jednego progu eskalacji?

Z tej racji można stwierdzić, że raport ABW jest poprawnym dokumentem sprawozdawczym, ale słabszym dokumentem strategicznym. Jest użyteczny jako sygnał jawności i próba odbudowy komunikacji instytucjonalnej, lecz pozostaje niewystarczający jako publiczna diagnoza zagrożeń dla Polski w warunkach wojny poniżej progu, operacji poznawczych, sabotażu, presji informacyjnej i systemowego oddziaływania państw autorytarnych.

Raport opisuje aktywność instytucji, a nie pełny obraz wojny przeciwko państwu

Najważniejszy deficyt raportu wynika z jego konstrukcji. Dokument jest ułożony według logiki instytucjonalnej: kontrwywiad, terroryzm, cyberbezpieczeństwo, ochrona informacji niejawnych, bezpieczeństwo ekonomiczne, współpraca, edukacja i działania informacyjne. Taki układ jest zrozumiały z punktu widzenia ABW jako urzędu. Problem polega jednak na tym, że przeciwnik nie działa według struktury polskiej administracji.

Reklama

Rosja, Białoruś, Chiny, Iran i inne państwa autorytarne nie rozdzielają w praktyce szpiegostwa, cyberataków, dezinformacji, korupcji, działań gospodarczych, wykorzystywania diaspor, presji migracyjnej i przestępczości zorganizowanej. Ich przewaga polega właśnie na łączeniu tych narzędzi. Współczesna operacja przeciwko państwu może zaczynać się od pozornie legalnego kontaktu biznesowego, przechodzić przez finansowanie fundacji lub medium, następnie przez kampanię narracyjną i cyberpozyskanie danych, a kończyć się werbunkiem osoby podatnej na szantaż albo zleceniem sabotażu wykonawcy rekrutowanemu przez komunikator.

Raport ABW dostrzega wybrane elementy sieciowego charakteru współczesnych zagrożeń – zwłaszcza w odniesieniu do rosyjskich działań dywersyjnych, cyberataków, dezinformacji i wykorzystywania struktur przestępczych – ale nie rozwija ich w spójną, nadrzędną ramę strategiczną. Dokument opisuje poszczególne obszary aktywności, natomiast słabiej pokazuje, jak tworzą one jeden zintegrowany system presji na państwo.

To istotna luka, ponieważ współczesne zagrożenie nie polega wyłącznie na tym, że rosyjska lub białoruska służba prowadzi klasyczną operację szpiegowską. Znacznie poważniejszy jest model, w którym służba specjalna inspiruje, finansuje lub wykorzystuje pozornie niezależnych wykonawców: przestępców, migrantów, osoby zradykalizowane, środowiska antysystemowe, kanały Telegramu, firmy pośredniczące, grupy hakerskie, sieci logistyczne, media społecznościowe i struktury gospodarcze.

W takim układzie pojedynczy incydent – podpalenie, fałszywa depesza, cyberatak, zakup danych, prowokacja na tle narodowościowym, przemyt towarów objętych sankcjami czy rekrutacja osoby do obserwacji obiektu – nie musi wyglądać jak część operacji państwowej. Dopiero analiza sieci kontaktów, finansowania, komunikacji, narracji i powtarzalności działań pozwala dostrzec szerszy wzorzec.

Właśnie tego wymiaru raportowi brakuje najbardziej: pokazania, że bezpieczeństwo państwa nie jest dziś sumą odrębnych sektorów, lecz systemem naczyń połączonych. Cyberatak może wspierać operację dezinformacyjną. Dezinformacja może wzmacniać napięcia społeczne. Napięcia społeczne mogą ułatwiać werbunek wykonawców. Przestępczość zorganizowana może dostarczać logistyki, finansowania lub ludzi do działań dywersyjnych. Presja migracyjna może być wykorzystywana zarówno do przeciążania instytucji, jak i do tworzenia kanałów operacyjnych. Korupcja i obchodzenie sankcji mogą finansować lub osłaniać działania wrogich państw. Dopiero w takim ujęciu widać, że przeciwnik nie atakuje jednego punktu, lecz testuje odporność całego systemu państwowego.

Raport opisuje wiele z tych elementów, ale nie przedstawia ich jako jednego, zsynchronizowanego systemu presji prowadzonej poniżej progu wojny. A to właśnie taka rama jest dziś Polsce potrzebna.

Kontrwywiad został ujęty zbyt klasycznie

Raport słusznie eksponuje znaczenie kontrwywiadu. Polska jest państwem szczególnie narażonym na działania rosyjskich i białoruskich służb. Jest zapleczem logistycznym pomocy dla Ukrainy, terytorium tranzytowym, państwem granicznym NATO i UE, a zarazem obszarem intensywnej rywalizacji informacyjnej. Z tej perspektywy kontrwywiad powinien być jedną z najważniejszych funkcji państwa. Problem polega jednak na tym, że raport nie rozwija wystarczająco nowoczesnej definicji kontrwywiadu.

Reklama

Współczesny kontrwywiad nie może być rozumiany wyłącznie jako ochrona tajemnic, wykrywanie szpiegów i przeciwdziałanie klasycznej agenturze. To nadal fundament, ale już nie całość. Dziś kontrwywiad powinien chronić państwo jako system: jego decyzje, dane, elity, infrastrukturę, gospodarkę, uczelnie, technologie, procesy legislacyjne, łańcuchy dostaw, przestrzeń informacyjną i odporność społeczną.

Przeciwnik nie musi już zdobyć dostępu do sejfu z dokumentami, jeśli może doprowadzić do błędnej decyzji strategicznej przez presję medialną, manipulację danymi, polaryzację polityczną, wpływ gospodarczy albo sterowaną kampanię narracyjną. Nie musi mieć agenta w centrum decyzyjnym, jeśli potrafi rozszczelnić sam proces decyzyjny. Nie musi znać treści rozmów, jeśli posiada metadane pozwalające odtworzyć relacje, hierarchie zaufania i rytm pracy instytucji.

Z tej racji dokument powinien mocniej pokazać przejście od kontrwywiadu rozumianego jako ochrona tajemnicy do kontrwywiadu rozumianego jako ochrona procesu państwowego. Innymi słowy: współczesny kontrwywiad powinien nie tylko wykrywać obcego oficera prowadzącego, lecz również rozpoznawać, gdzie państwo jest podatne na wpływ, szantaż, korupcję, dezinformację, infiltrację biznesową, manipulację algorytmiczną i zależność technologiczną. Tego poziomu refleksji w dokumencie zabrakło. W efekcie kontrwywiad jawi się w nim bardziej jako jedna z aktywności ABW niż jako centralny mechanizm odporności państwa.

Brak rozwiniętej definicji obcych wpływów i ingerencji zagranicznej

Jednym z istotnych braków raportu jest niedostateczne rozwinięcie pojęcia obcych wpływów. To nie jest kwestia terminologiczna, lecz fundamentalny problem bezpieczeństwa. Państwo, które nie ma precyzyjnej definicji obcej ingerencji, nie wie, gdzie kończy się legalny lobbing, współpraca akademicka, działalność gospodarcza czy dyplomacja publiczna, a gdzie zaczyna się ukryte działanie na rzecz obcego państwa.

Współczesne obce wpływy nie muszą wyglądać jak klasyczna agentura. Mogą przyjmować postać finansowania organizacji społecznych, think tanków, portali, konferencji, uczelni, środowisk eksperckich, projektów kulturalnych, badań naukowych, stypendiów, inicjatyw samorządowych, kancelarii lobbystycznych, mediów lokalnych albo działalności byłych polityków i urzędników. Mogą działać przez pieniądze, prestiż, dostęp, zależność, szantaż, karierę, grant, publikację, zaproszenie na forum międzynarodowe albo udział w pozornie neutralnej organizacji dialogu.

Raport ABW powinien zatem zawierać osobny, rozbudowany rozdział o obcych wpływach. Powinien wyjaśniać różnicę między wpływem legalnym a złośliwą ingerencją. Powinien wskazywać mechanizmy działania obcych państw, zwłaszcza Rosji i Chin. Powinien omawiać finansowanie polityczne, lobbing, sektor akademicki, media, diasporę, organizacje przykrywkowe, firmy technologiczne i kanały pośrednie.

Tego w dokumencie brakuje w wystarczająco rozwiniętej formie. W efekcie odbiorca otrzymuje wiedzę o działaniach ABW, ale nie dostaje pełnego narzędzia pojęciowego, które pozwoliłoby mu rozpoznać współczesną obcą ingerencję. Tymczasem bez precyzyjnego języka nie ma diagnozy, a bez diagnozy nie ma skutecznej polityki państwa.

Rosyjski "tani wywiad hybrydowy" wymaga osobnej kategorii analitycznej

Raport ABW trafnie odnotowuje rosyjski model tanich i rozproszonych działań dywersyjno-rozpoznawczych, w tym werbunek przez komunikatory, płatności w kryptowalutach i wykorzystywanie osób poszukujących szybkiego zarobku. Problem polega jednak na tym, że dokument nie czyni z tego modelu osobnej, szeroko opisanej kategorii strategicznej.

Reklama

Rosja, zwłaszcza po wydaleniu wielu dyplomatów-oficerów wywiadu z państw europejskich, coraz częściej korzysta z wykonawców ad hoc – osób rekrutowanych przez Telegram, ludzi z marginesu, migrantów, przestępców, osób zadłużonych, radykałów, młodych ludzi szukających zarobku albo osób podatnych na szantaż. Klasyczny model zakładał, że za operacją stoi oficer, agent, rezydentura, nielegał albo profesjonalna siatka. Nowy model jest bardziej elastyczny.

Wykonawca może nie znać pełnego celu zadania. Może dostać polecenie zrobienia zdjęcia, podpalenia, naklejenia ulotki, sprawdzenia transportu, zainstalowania kamery, namalowania symbolu albo obserwowania obiektu. Z punktu widzenia państwa atakującego jest to tanie, szybkie i trudne do jednoznacznej atrybucji. Z punktu widzenia państwa broniącego się – kosztowne, bo każde takie zdarzenie uruchamia służby, policję, prokuraturę, media i debatę publiczną.

Dlatego należało opisać ten model jako odrębną kategorię zagrożenia i wskazać, że Rosja nie tylko prowadzi klasyczne operacje wywiadowcze, lecz także tworzy rozproszony rynek zadań sabotażowo-rozpoznawczych. Ten model łączy wywiad, przestępczość, wojnę informacyjną i psychologię strachu. Jego istotą nie jest spektakularny sukces operacyjny, lecz przeciążenie systemu państwa. Raport sygnalizuje ten mechanizm, ale nie wydobywa go jako jednego z centralnych zagrożeń dla Polski w najbliższych latach.

Problem diaspor i środowisk rosyjskojęzycznych został potraktowany zbyt ostrożnie

Raport sygnalizuje znaczenie środowisk rosyjskojęzycznych, prorosyjskich oraz chińskiej diaspory jako obszarów zainteresowania obcych służb, ale nie rozwija szerzej tego problemu jako przestrzeni ryzyka kontrwywiadowczego, społecznego i kryminalnego. Nie chodzi o stygmatyzację Ukraińców, Białorusinów, Rosjan, Gruzinów czy innych grup. Większość tych osób nie stanowi żadnego zagrożenia. Część uciekła przed wojną, represjami albo biedą. Wiele z nich jest po stronie Zachodu i przeciwko rosyjskiemu imperializmowi. Państwo nie może jednak udawać, że masowe przepływy ludności z obszaru wojny, państw autorytarnych i regionów postsowieckich nie tworzą żadnych ryzyk kontrwywiadowczych, kryminalnych i społecznych.

Rosyjskie i białoruskie służby naturalnie interesują się środowiskami rosyjskojęzycznymi. Mogą wykorzystywać presję wobec rodzin pozostających w kraju pochodzenia, szantaż administracyjny, problemy finansowe, zależność pobytową, konflikty polityczne, sentyment prorosyjski, przeszłość kryminalną albo zwykłą podatność na łatwy zarobek.

Należy przy tym wyraźnie podkreślić, że diaspora nie jest zagrożeniem sama w sobie, ale jest naturalnym obszarem zainteresowania obcych służb. To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie, ponieważ pozwala jednocześnie unikać odpowiedzialności zbiorowej i nie zamykać oczu na realne ryzyka.

Równocześnie brakuje szerszego omówienia tego, jak przeciwnik może działać w takich środowiskach: przez komunikatory, organizacje pomocowe, kanały religijne, struktury biznesowe, grupy przestępcze, presję rodzinną, propagandę historyczną, konflikty pamięci, narracje antyukraińskie, antybiałoruskie, antypolskie albo antyzachodnie. A przecież powinien to być jeden z ważnych tematów raportu służby państwa frontowego.

Ukraina po wojnie: jedna z największych luk strategicznych

Raport ABW powinien w znacznie większym stopniu analizować konsekwencje przyszłego zakończenia wojny w Ukrainie. Niezależnie od tego, czy wojna zakończy się zwycięstwem Ukrainy, zamrożeniem konfliktu, rozejmem, częściową klęską czy długotrwałą niestabilnością, Polska będzie jednym z państw najbardziej narażonych na skutki powojenne. Wśród tych skutków należy wymienić: demobilizację setek tysięcy żołnierzy, problemy psychiczne i PTSD, kryzys adaptacyjny weteranów, ogromną liczbę broni w obiegu, korupcję przy odbudowie, przemyt, pranie pieniędzy, możliwy rozwój grup przestępczych, konflikty między środowiskami kryminalnymi, napływ osób z doświadczeniem bojowym, fałszywe dokumenty, szlaki przerzutowe, aktywność rosyjskich służb wśród osób rozczarowanych lub zdesperowanych oraz napięcia społeczne w Polsce.

Reklama

Temat ten należało potraktować nie jako kwestię polityczną, lecz jako klasyczne zagadnienie bezpieczeństwa wewnętrznego. Każda długa wojna generuje powojenny rynek przemocy. Po wojnach bałkańskich Europa mierzyła się z przemytem broni, ludźmi z doświadczeniem bojowym, nowymi kanałami przestępczymi i rozwojem sieci kryminalnych. Po wojnie w Ukrainie skala tych zjawisk może być większa, ponieważ większa jest skala konfliktu, liczba uzbrojenia, długość frontu, liczba uchodźców i znaczenie Polski jako kraju tranzytowego.

Dlatego jedną z istotnych niedoskonałości raportu jest brak predykcyjnego rozdziału pod roboczym tytułem: „Ryzyka dla Polski po zakończeniu wojny w Ukrainie”. To poważny deficyt, ponieważ państwo powinno przygotowywać się nie tylko na to, co dzieje się dziś, lecz także na to, co bardzo prawdopodobnie nastąpi jutro.

Zagrożenie napływem broni z Ukrainy powinno zostać nazwane wprost

Jednym z najbardziej konkretnych tematów, które raport powinien mocniej uwzględnić, jest ryzyko napływu broni z Ukrainy. Nie chodzi o sianie paniki ani o twierdzenie, że Polska już została zalana bronią. Chodzi o trzeźwą ocenę: państwo sąsiadujące z obszarem wielkiej wojny musi zakładać, że część broni, amunicji, granatów, materiałów wybuchowych, części dronowych i technologii wojskowych trafi w przyszłości na czarny rynek.

To ryzyko ma kilka wymiarów. Po pierwsze, przestępczy – broń może zasilić grupy kryminalne. Po drugie, terrorystyczny – może trafić do ekstremistów. Po trzecie, hybrydowy – rosyjskie służby mogą wykorzystywać ten kanał do prowokacji, fałszywych tropów, sabotażu albo kompromitowania Ukrainy i Polski. Po czwarte, społeczny – nawet pojedyncze incydenty z użyciem broni wojskowej mogą silnie uderzyć w poczucie bezpieczeństwa.

Dlatego tego typu dokument powinien jasno wskazać, że kontrola powojennego obiegu broni będzie wymagała współpracy ABW, Policji, CBŚP, Straży Granicznej, KAS, Europolu, ukraińskich organów ścigania i partnerów NATO. Powinien również podkreślać znaczenie znajomości języków rosyjskiego i ukraińskiego w pracy operacyjnej oraz potrzebę odbudowy kadr znających środowiska postsowieckie. Brak wyraźnej analizy tego problemu oznacza, że raport nie odpowiada na jedno z najważniejszych praktycznych zagrożeń dla bezpieczeństwa wewnętrznego Polski.

Crime-terror nexus i terror kryminalny

Współczesna Europa coraz częściej mierzy się ze zjawiskiem, którego nie da się opisać wyłącznie kategoriami terroryzmu albo przestępczości zorganizowanej. Terroryści korzystają z narzędzi świata kryminalnego: broni, fałszywych dokumentów, przemytu, kryptowalut, więziennych kontaktów i radykalizacji online. Sieci przestępcze z kolei używają przemocy, która społecznie działa podobnie jak terror: strzelanin, eksplozji, zastraszania świadków, porwań, zabójstw na zlecenie, podpaleń i rekrutowania nieletnich.

Reklama

Równocześnie wrogie państwa mogą wykorzystywać kryminalistów jako wykonawców działań hybrydowych. Wtedy gangster, przemytnik albo podpalacz nie jest już tylko problemem policyjnym. Może stać się narzędziem obcego państwa. Należałoby to wyraźnie opisać, wskazując, że w Europie powstaje wspólny ekosystem przemocy, w którym terroryzm, ekstremizm, przestępczość zorganizowana, migracja nieregularna, przemyt ludzi, fałszywe dokumenty, czarny rynek broni, korupcja i działania hybrydowe wzajemnie się wzmacniają.

Niestety w raporcie brakuje takiego ujęcia. Terroryzm i kontrwywiad występują jako oddzielne światy. Tymczasem współczesna praktyka bezpieczeństwa wymaga analizy ich przecięć. ABW, służba odpowiedzialna między innymi za kontrterroryzm i kontrwywiad, powinna być jedną z instytucji zdolnych do budowania takiego opisu rzeczywistości. Jeżeli tego nie robi, pozostaje częściowo zakotwiczona w starszym paradygmacie.

Strategiczna korupcja

Szczególnie istotną luką jest brak mocnego ujęcia korupcji jako narzędzia polityki zagranicznej. W Polsce korupcja zbyt często postrzegana jest jako patologia administracyjna, problem gospodarczy albo przestępstwo urzędnicze. Tymczasem w przypadku Rosji i innych państw autorytarnych korupcja może być świadomie wykorzystywana jako narzędzie geopolityczne.

Rosyjska korupcja strategiczna działa przez pieniądze, kontrakty, spółki pośredniczące, oligarchów, inwestycje, nieruchomości, energetykę, media, fundacje, partie, byłych polityków, kancelarie prawne, banki, firmy fasadowe i pranie pieniędzy. Jej celem nie jest wyłącznie wzbogacenie konkretnych osób. Celem jest budowanie zależności, pozyskiwanie wpływu, osłabianie decyzji państwa, obchodzenie sankcji, tworzenie kanałów finansowania operacji wpływu i przejmowanie fragmentów procesu politycznego.

Dlatego należało wyraźnie pokazać, że korupcja może być bronią, a finanse rosyjskie lub powiązane z rosyjskimi interesami mogą działać przez sektory strategiczne: energetykę, logistykę, porty, nieruchomości, media, przemysł, technologie, zamówienia publiczne i samorządy. W efekcie powstaje system naczyń połączonych między korupcją, praniem pieniędzy, obcym wpływem i wojną hybrydową. Brak takiego ujęcia osłabia dokument, ponieważ państwo, które widzi tylko szpiega, a nie widzi pieniędzy, dostrzega jedynie fragment przeciwnika.

Chiny: potrzebne odróżnienie modelu chińskiego od rosyjskiego

Raport ABW zauważa specyfikę aktywności chińskiej, zwłaszcza jej powiązanie z gospodarką, nauką, mediami, lobbingiem i diasporą. Nie rozwija jednak wystarczająco szeroko problemu bezpieczeństwa akademickiego, ochrony badań, transferu technologii, jawności umów uczelni, ryzyka autocenzury oraz długofalowego wpływu instytucjonalnego Chin.

W tym sensie opis Chin jest trafny kierunkowo, ale zbyt skrótowy. Rosja działa często przez chaos, prowokacje, sabotaż, działania proxy i brutalną presję. Chiny częściej działają przez długofalową obecność, zależności gospodarcze, transfer technologii, wpływ akademicki, kontrolę narracji, standardy technologiczne, dane, inwestycje i presję wobec diaspory.

Reklama

Szczególne znaczenie ma środowisko akademickie. Instytuty Konfucjusza, współpraca naukowa, programy językowe, stypendia, granty, wspólne laboratoria i projekty badawcze mogą być neutralnymi formami współpracy. Mogą jednak również tworzyć ryzyko presji politycznej, autocenzury, transferu technologii podwójnego zastosowania, wpływania na debatę o Tajwanie, Tybecie, Hongkongu, Ujgurach lub genezie pandemii, a także pozyskiwania wiedzy wrażliwej.

Stąd należy wprost mówić o bezpieczeństwie badań naukowych, ochronie technologii, kontroli współpracy z państwami autorytarnymi, jawności umów uczelni, audycie finansowania, kanałach zgłaszania presji oraz ochronie studentów i naukowców przed transnarodowym zastraszaniem. Jeżeli raport mówi o Chinach głównie w kategoriach ogólnego zagrożenia wywiadowczego i gospodarczego, nie oddaje pełnej natury problemu. Chiny nie muszą działać tak jak Rosja. Ich skuteczność polega często na tym, że wpływ jest legalistyczny, długotrwały i zanurzony w normalnej współpracy gospodarczej lub akademickiej.

Operacje poznawcze i COGINT

Jednym z ważnych deficytów raportu jest brak rozwiniętej refleksji nad operacjami poznawczymi. Współczesna wojna informacyjna nie polega już tylko na rozpowszechnianiu fałszywych informacji. Jej celem jest wpływanie na proces interpretacji rzeczywistości. Chodzi o to, komu społeczeństwo ufa, czego się boi, jak reaguje na kryzys, jak rozpoznaje prawdę, jak szybko ulega polaryzacji i czy potrafi utrzymać wspólną podstawę faktów.

W tym kontekście pojawia się pojęcie COGINT, czyli wywiadu poznawczego. Nawet jeśli traktować je ostrożnie jako rozwijającą się koncepcję, a nie w pełni ustaloną dyscyplinę, wskazuje ono na realną zmianę: państwa i armie interesują się już nie tylko tym, co przeciwnik robi, lecz także tym, jak myśli, jak podejmuje decyzje, jakie ma heurystyki, lęki, emocje i podatności.

Tego typu dokument powinien zatem rozwijać język wojny poznawczej i mówić o mikrotargetowaniu, deepfake’ach, generatywnej AI, operacjach na metadanych, profilowaniu behawioralnym, automatyzacji dezinformacji, kosztach weryfikacji, algorytmach rekomendacyjnych, bańkach informacyjnych i podatnościach emocjonalnych społeczeństwa.

To nie jest publicystyka. To nowa praktyka operacyjna. Fałszywy obraz, zmanipulowany film, spreparowany dokument albo skoordynowana kampania botów mogą wywołać kryzys polityczny szybciej, niż państwo zdąży przeprowadzić weryfikację. W epoce AI przewagą nie jest już tylko produkcja informacji, lecz tempo jej uwierzytelniania. Odporność poznawcza staje się więc częścią bezpieczeństwa narodowego.

AI i kontrwywiad algorytmiczny

Raport jedynie incydentalnie dotyka problemu algorytmów, przede wszystkim w kontekście platform społecznościowych, polaryzacji i radykalizacji. Nie rozwija natomiast szerszej refleksji nad sztuczną inteligencją jako środowiskiem ryzyka kontrwywiadowczego, cybernetycznego i informacyjnego. AI może wspierać analizę danych, wykrywanie wzorców, cyberbezpieczeństwo i selekcję informacji. Może jednak również produkować dezinformację, ułatwiać phishing, tworzyć deepfake’i, automatyzować rozpoznanie osobowe, wspierać operacje wpływu i przyspieszać manipulację społeczną.

Reklama

Z tej racji potrzebne jest pojęcie kontrwywiadu algorytmicznego. Chodzi o zdolność państwa do audytu danych, modeli, systemów rekomendacyjnych, algorytmów wykorzystywanych w administracji, narzędzi analitycznych i platform komunikacyjnych. Jeżeli państwo zacznie polegać na systemach AI bez kontroli jakości danych, odporności na zatrucie danych i procedur ludzkiego nadzoru, samo stworzy nowe podatności.

Dokument powinien więc odpowiadać na pytania: jak chronić państwo przed manipulacją danymi wejściowymi? Jak wykrywać operacje wpływu wspierane przez AI? Jak kontrolować wykorzystanie AI w sektorach krytycznych? Jak zabezpieczyć administrację przed fałszywymi treściami generowanymi masowo? Jak szkolić funkcjonariuszy i urzędników w rozpoznawaniu syntetycznych materiałów? Bez tych pytań raport nie nadąża za realną zmianą technologiczną.

Strategiczne ujawnianie informacji wywiadowczych

Współczesne służby coraz częściej muszą komunikować się z opinią publiczną. Nie chodzi o ujawnianie tajemnic dla samej jawności. Chodzi o selektywne, kontrolowane i prawnie uregulowane ujawnianie informacji wtedy, gdy przeciwnik prowadzi operację dezinformacyjną lub przygotowuje prowokację. Przykładem była praktyka USA i Wielkiej Brytanii przed rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 roku. Upublicznianie wybranych informacji o rosyjskich planach nie zatrzymało wojny, ale odebrało Rosji część przewagi narracyjnej i pomogło skonsolidować sojuszników.

Polska potrzebuje podobnej procedury, ale dostosowanej do własnych warunków. W kraju silnie spolaryzowanym ujawnianie informacji ze służb może łatwo zostać wciągnięte w walkę partyjną. Dlatego raport ABW powinien wskazywać potrzebę jasnych reguł: kto decyduje o ujawnieniu, jakie informacje można ujawnić, jak chronić źródła, jak oddzielić analizę od propagandy politycznej i jak zapobiegać instrumentalizacji służb.

Brak takiej refleksji jest poważny. W wojnie poznawczej milczenie państwa tworzy próżnię, którą wypełnia przeciwnik. Chaotyczne ujawnianie informacji niszczy jednak wiarygodność służb. Potrzebna jest trzecia droga: profesjonalna komunikacja kontrwywiadowcza.

Brak pełnej diagnozy silosowości państwa

Raport pokazuje wybrane mechanizmy współpracy, w tym aktywność międzynarodową i funkcjonowanie Centrum Antyterrorystycznego ABW, ale nie daje pełnej odpowiedzi na pytanie o międzyinstytucjonalną fuzję danych w państwie. Nie wyjaśnia dostatecznie, czy Polska dysponuje jednym, wspólnym obrazem zagrożeń hybrydowych łączącym dane kontrwywiadowcze, policyjne, cybernetyczne, finansowe, graniczne i samorządowe.

Reklama

Współczesne zagrożenie jest międzyinstytucjonalne. Przykładowa rosyjska operacja może dotyczyć jednocześnie cyberprzestrzeni, kolei, diaspory, przepływu pieniędzy, kryptowalut, komunikatora, lokalnego wykonawcy, narracji medialnej i współpracy międzynarodowej. Żadna pojedyncza instytucja nie obejmie tego sama.

Dlatego należałoby opisać mechanizm fuzji danych i analiz. Czy Polska ma wspólny obraz zagrożeń hybrydowych? Czy istnieje jeden zintegrowany cykl analityczny? Czy decydenci otrzymują produkty łączące dane kontrwywiadowcze, policyjne, cybernetyczne, finansowe i graniczne? Czy sektor prywatny wie, kiedy i jak zgłaszać sygnały ostrzegawcze? Czy samorządy są częścią systemu odporności? Raport tego nie wyjaśnia w sposób wystarczający. To poważna luka, bo przeciwnik działa sieciowo, a państwo silosowe zawsze reaguje za późno.

Nie do końca jasna mapa podatności Polski

Raport służby specjalnej nie powinien ograniczać się do wskazywania przeciwnika. Powinien również pokazywać podatności własnego państwa. Oczywiście nie w sposób ujawniający szczegóły wrażliwe, ale w sposób wystarczający, by administracja, sektor prywatny i obywatele rozumieli, gdzie państwo jest narażone.

W przypadku Polski najważniejsze podatności to: polaryzacja polityczna, niski poziom zaufania do instytucji, słaba kultura koordynacji między służbami, brak jednolitej definicji obcych wpływów, niewystarczająca odporność informacyjna, luki w ochronie infrastruktury krytycznej, ryzyka w samorządach, słabości w monitorowaniu kapitału i inwestycji, niewystarczające rozpoznanie środowisk postsowieckich, niedostateczna liczba specjalistów językowych i analitycznych oraz podatność debaty publicznej na emocjonalne operacje wpływu.

Dlatego należałoby te podatności nazwać. Nie po to, by kompromitować państwo, lecz po to, by budować odporność. Ukrywanie podatności nie powoduje, że przeciwnik ich nie zna. Często zna je lepiej niż opinia publiczna.

Jak wypada raport na tle innych?

Raport ABW można porównać z corocznymi raportami takich instytucji jak estońska KAPO, litewskie VSD i AOTD, czeski BIS, niemiecki BfV, holenderska AIVD, szwedzka Säpo czy norweski PST. Te raporty często są znacznie bardziej analityczne. Nie tylko informują, czym zajmowała się dana służba, lecz także opisują logikę działania przeciwników, mechanizmy wpływu, podatności społeczne, zagrożenia technologiczne, aktywność Chin, Rosji i Iranu, ryzyka dla uczelni, przemysłu, polityki, samorządów i społeczeństwa.

Reklama

Natomiast polska edycja na tym tle jest bardziej ostrożna i urzędowa. Widać w niej kulturę instytucjonalnej powściągliwości. To częściowo zrozumiałe, bo polskie służby funkcjonują w środowisku silnej polaryzacji i nieufności. Ale właśnie dlatego raport powinien być bardziej profesjonalny, precyzyjny i ponadpartyjny. Jawna ocena zagrożeń może być narzędziem budowania wspólnoty informacyjnej państwa.

Na tle raportów innych służb NATO dokument ABW sprawia wrażenie pierwszego kroku, a nie dojrzałego produktu strategicznego. Brakuje mu mocnych definicji, mapy trendów, scenariuszy, hierarchii ryzyka i rekomendacji dla różnych odbiorców.

Brak scenariuszy i prognozy

Raport powinien zawierać nie tylko opis dotychczasowej aktywności Agencji, lecz także element prognostyczny. Dobre raporty służb specjalnych nie ograniczają się do przedstawienia tego, co już się wydarzyło, ale pokazują również, które zagrożenia narastają, które pozostają względnie stabilne, które są najbardziej prawdopodobne, które mogłyby wywołać najpoważniejsze skutki, a które wymagają przygotowań długoterminowych.

W przypadku Polski taki dokument powinien wskazywać co najmniej kilka kluczowych scenariuszy rozwoju sytuacji. Należą do nich przede wszystkim: wzrost liczby rosyjskich operacji sabotażowych i podpaleń z użyciem wykonawców proxy; dalsze cyberataki na administrację publiczną, infrastrukturę krytyczną i sektor prywatny; nasilanie operacji poznawczych wokół Ukrainy, uchodźców, kosztów wojny oraz relacji polsko-ukraińskich; wykorzystywanie presji migracyjnej przez Białoruś i Rosję; zwiększenie ryzyka przemytu broni po zakończeniu wojny; aktywizacja rosyjskich i białoruskich służb w diasporach; chińskie próby pozyskiwania technologii oraz budowania wpływu w środowisku akademickim; strategiczna korupcja i obchodzenie sankcji; przenikanie przestępczości zorganizowanej z działaniami hybrydowymi, a także radykalizacja online i wykorzystanie sztucznej inteligencji w operacjach wpływu.

Opisywany raport nie przedstawia takiego scenariuszowego myślenia w sposób wystarczający. To istotny brak, ponieważ dokument pozbawiony prognozy ma ograniczoną wartość dla państwa. Opisuje przede wszystkim przeszłość i bieżące aktywności instytucji, ale w niewystarczającym stopniu przygotowuje administrację, służby, sektor prywatny i opinię publiczną na zagrożenia, które mogą zmaterializować się w najbliższych latach.

Adresatami nie tylko eksperci, ale też sektory państwa

Jawny raport ABW powinien mieć kilku odbiorców. Pierwszym są decydenci polityczni. Drugim – administracja. Trzecim – sektor prywatny. Czwartym – uczelnie i środowiska naukowe. Piątym – samorządy. Szóstym – media. Siódmym – obywatele. Każda z tych grup potrzebuje innych wskazówek.

Reklama

Operator infrastruktury powinien wiedzieć, jakie sygnały mogą wskazywać na rozpoznanie obiektu. Uczelnia powinna wiedzieć, jak oceniać ryzyko współpracy z podmiotami z państw autorytarnych. Samorząd powinien wiedzieć, kiedy lokalna inicjatywa kulturalna może być przykryciem obcego wpływu. Firma technologiczna powinna rozumieć ryzyko transferu danych. Media powinny wiedzieć, jak nie wzmacniać operacji wpływu. Obywatele powinni wiedzieć, jak rozpoznawać werbunek przez komunikatory. Niestety raport ABW w obecnej formule nie spełnia w pełni tej funkcji. Jest bardziej raportem „o Agencji” niż raportem „dla państwa”. To należy zmienić.

Co należałoby rozważyć w kolejnej edycji?

Warto rozważyć, czy kolejna edycja raportu ABW nie powinna zawierać kilku nowych, jasno wyodrębnionych części. Przede wszystkim potrzebny byłby rozdział o wojnie hybrydowej prowadzonej przeciwko Polsce, pokazujący, w jaki sposób Rosja i Białoruś łączą sabotaż, cyberataki, dezinformację, presję migracyjną, działania proxy, presję psychologiczną oraz wykorzystywanie przestępczości.

Drugim niezbędnym elementem powinien być rozdział poświęcony obcym wpływom, zawierający definicje ingerencji zagranicznej, złośliwego wpływu, agenta zagranicznego zleceniodawcy, organizacji fasadowej, finansowania pośredniego oraz lobbingu wysokiego ryzyka. Osobnego omówienia wymagałaby również aktywność Chin, obejmująca uczelnie, technologie, dane, transfer wiedzy, Instytuty Konfucjusza, presję wobec diaspory oraz zależności gospodarcze.

Kolejnym ważnym obszarem powinien być rozdział o strategicznej korupcji, pokazujący pieniądze jako narzędzie wpływu, obchodzenie sankcji, pranie pieniędzy, obecność kapitału rosyjskiego oraz ryzyka w sektorach strategicznych. Raport powinien także zawierać część poświęconą COGINT, sztucznej inteligencji i operacjom poznawczym, wyjaśniającą, że nowym polem walki stają się percepcja społeczna, zaufanie oraz zdolność obywateli i instytucji do odróżniania prawdy od manipulacji. Niezbędny byłby również rozdział o Ukrainie po wojnie, obejmujący ryzyko nielegalnego obrotu bronią, problemy weteranów, przemyt, demobilizację, korupcję, pranie pieniędzy, migrację oraz rosyjskie próby wykorzystywania napięć społecznych i politycznych.

Reklama

Raport powinien ponadto uwzględniać zagadnienie crime-terror-hybrid nexus, czyli przecięcia terroryzmu, ekstremizmu, przestępczości zorganizowanej, migracji, fałszywych dokumentów i działań obcych państw. Potrzebny byłby także rozdział rekomendacyjny, skierowany osobno do administracji, samorządów, biznesu, uczelni, mediów i obywateli.

Całość powinna uzupełniać matryca ryzyka, pokazująca prawdopodobieństwo wystąpienia najważniejszych zagrożeń, skalę ich możliwych skutków oraz horyzont czasowy. Dopiero wtedy raport ABW mógłby stać się narzędziem strategicznej odporności państwa, a nie jedynie instytucjonalnym podsumowaniem aktywności służby.

Raport aktywności, niepełna diagnoza zagrożeń

Raport ABW 2024–2025 należy uznać z jednej strony za dokument potrzebny, a z drugiej – niewystarczający. Jego wartość polega na tym, że Agencja wychodzi z komunikacją do opinii publicznej i pokazuje zakres swojej aktywności. To ważne, bo w demokracji służby specjalne nie mogą być całkowicie niewidoczne. Jawna komunikacja buduje zaufanie, uczy i wzmacnia odporność społeczną.

Jednocześnie raport nie odpowiada w pełni na rzeczywistość, w której funkcjonuje Polska. Nie pokazuje dostatecznie, że współczesne zagrożenia są jednocześnie połączone, sieciowe, poznawcze, finansowe, kryminalne, technologiczne i polityczne. Nie rozwija wystarczająco problemu obcych wpływów, strategicznej korupcji, chińskiej penetracji akademicko-technologicznej, rosyjskiego taniego wywiadu hybrydowego, powojennych ryzyk związanych z Ukrainą, napływu broni, przestępczości wykorzystywanej przez państwa, operacji poznawczych i konieczności budowy wspólnoty informacyjnej państwa.

Najpoważniejszy problem w ocenie tego dokumentu sprowadza się do tezy, że raport ABW opisuje działania służby, ale nie opisuje wystarczająco jasno zagrożeń, którym ma ona przeciwdziałać. Zagrożenia te nie przypominają już klasycznego starcia wywiadów z czasów zimnej wojny. Nie polegają wyłącznie na werbunku agentów i kradzieży dokumentów. To wojna o dane, emocje, infrastrukturę, pieniądze, zaufanie, percepcję, granice, uczelnie, technologie, lokalne społeczności, media, diasporę, łańcuchy dostaw i procesy decyzyjne. W tej wojnie przeciwnik może użyć szpiega, gangstera, hakera, migranta, fundacji, firmy, eksperta, bota, algorytmu, kanału Telegramu, kontraktu, łapówki albo fałszywego filmu.

Z tej racji Polska potrzebuje czegoś więcej niż raportu o wybranych aktywnościach ABW. Potrzebuje corocznej, jawnej i profesjonalnej Narodowej Oceny Zagrożeń, przygotowywanej w logice międzyinstytucjonalnej, obejmującej kontrwywiad, wywiad, policję, cyberbezpieczeństwo, przestępczość zorganizowaną, migrację, finanse, uczelnie, gospodarkę, infrastrukturę krytyczną, obce wpływy i odporność społeczną. Dopiero taki dokument odpowiadałby realiom państwa frontowego NATO.

Raport ABW jest więc początkiem. Jego wartością jest nie tylko sam fakt publikacji, lecz także przedstawienie wybranych danych, przykładów działań i obszarów aktywności Agencji. W obecnej postaci nie jest jednak pełną odpowiedzią na skalę wyzwania. To dokument poprawny jako sprawozdanie, ale zbyt wąski jako strategiczna diagnoza środowiska bezpieczeństwa. W warunkach wojny hybrydowej, operacji poznawczych i rosyjskiej presji prowadzonej poniżej progu wojny to zdecydowanie za mało.

Reklama
Reklama