Reklama
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

„Pięć za pięć”: Poczobut, rosyjski archeolog i ukryta logika wymiany

Wymiana Andrzeja Poczobuta w formule „pięć za pięć” nie była prostą operacją humanitarną ani klasyczną, dwustronną wymianą między Polską a Białorusią. Była znacznie bardziej złożoną transakcją polityczno-wywiadowczą, w której przecięły się interesy Warszawy, Mińska, Moskwy, Waszyngtonu, Kiszyniowa oraz innych partnerów zaangażowanych w techniczne i polityczne przygotowanie operacji.

Autor. InfoSecurity24.pl

Najważniejszym symbolem tej wymiany był Andrzej Poczobut – dziennikarz, działacz Związku Polaków na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Aleksandra Łukaszenki. Jednak sama konstrukcja operacji pokazuje, że jego uwolnienie było tylko najbardziej widoczną częścią większej układanki. Według białoruskiej agencji BelTA wymiana odbyła się na granicy polsko-białoruskiej i została przeprowadzona w formule „pięć za pięć”. Mińsk przedstawiał ją jako efekt długich rozmów między białoruskim KGB a polską Agencją Wywiadu.

Nie pięciu Polaków za pięciu Białorusinów

Kluczowe jest doprecyzowanie samej formuły. „Pięć za pięć” nie oznaczało wymiany pięciu Polaków za pięciu Białorusinów. Według Johna Coale’a, specjalnego wysłannika prezydenta USA ds. Białorusi, po stronie osób uwolnionych przez Białoruś znalazło się trzech Polaków i dwóch Mołdawian. Jak podawały Most Media i Reform.news, Coale podkreślał, że jego zespół pomógł doprowadzić do ich zwolnienia dzięki współpracy z Polską, Mołdawią, Rumunią oraz Departamentem Stanu USA.

Ten szczegół istotnie zmienia interpretację całej sprawy. Uwolnienie Poczobuta było najważniejsze dla Polski politycznie i symbolicznie, ale wymiana nie ograniczała się do polsko-białoruskiego sporu o więźnia politycznego. Obecność dwóch Mołdawian wskazuje, że w operacji pojawił się także komponent kontrwywiadowczy związany z relacjami Rosji, Białorusi i Mołdawii. Według rosyjskiej FSB byli oni etatowymi funkcjonariuszami mołdawskich służb specjalnych. Tego twierdzenia nie należy jednak przedstawiać jako niezależnie potwierdzonego faktu, lecz jako element rosyjskiej narracji służb specjalnych.

Wcześniejszy precedens: wymiana szpiegowska Polska–Białoruś

Wymiana Poczobuta miała też wcześniejszy precedens. W latach 2015-2016 Polska i Białoruś przeprowadziły tajną wymianę szpiegowską. Warszawa przekazała Mińskowi Siergieja H., byłego wicekonsula białoruskiej placówki w Polsce skazanego za szpiegostwo, a Białoruś uwolniła polskiego oficera z 18. Pułku Rozpoznawczego w Białymstoku, skazanego w Brześciu na siedem lat więzienia.

Reklama

Tamta operacja miała klasyczny charakter kontrwywiadowczy – człowiek za człowieka, agent za oficera. Wymiana „pięć za pięć” była jednak znacznie bardziej złożona. Łączyła sprawę więźnia politycznego, interes rosyjskiej FSB, komponent mołdawski, amerykańskie pośrednictwo oraz działania polskiego państwa. Pokazuje to, że mechanizm wymian między Warszawą a Mińskiem istniał już wcześniej, ale dopiero teraz – w 2026 r. – został włączony w szerszą, wielostronną grę polityczno-wywiadowczą.

Butyagin i rosyjski komponent operacji

Po drugiej stronie wymiany publicznie najpełniej zidentyfikowano Aleksandra Butyagina, rosyjskiego archeologa i pracownika Ermitażu. Był on zatrzymany w Polsce na wniosek Ukrainy, która zarzucała mu udział w działaniach związanych z nielegalnymi pracami archeologicznymi na okupowanym Krymie.

Jak podawały rosyjskie i białoruskie media, Butyagin został zwolniony w ramach tej samej operacji „pięć za pięć”. Należy zwrócić szczególną uwagę na to, że Butyagin nie jest obywatelem Białorusi, lecz Rosji. Jego obecność w wymianie pokazuje więc, że operacja miała wymiar nie tylko białoruski, lecz także rosyjski.

Według rosyjskich przekazów FSB i TASS Butyagin oraz kobieta określana jako żona rosyjskiego żołnierza służącego przy rosyjskich siłach w Naddniestrzu mieli zostać wymienieni na dwóch mołdawskich funkcjonariuszy służb specjalnych. Także tę informację trzeba traktować ostrożnie, jako wersję rosyjskiej FSB/TASS, ale sama jej obecność w przekazie medialnym potwierdza, że Moskwa traktowała tę operację jako istotną dla własnych interesów.

W ten sposób wymiana Poczobuta przestaje wyglądać wyłącznie jak sprawa Polski i Białorusi. Po stronie polskiej najważniejszy był wymiar polityczny i humanitarny związany z uwolnieniem więźnia reżimu Łukaszenki. Po stronie rosyjskiej pojawił się natomiast interes odzyskania obywatela Rosji oraz – według rosyjskich źródeł – osoby powiązanej z rosyjskim wojskowym. Z kolei obecność dwóch Mołdawian wskazuje na odrębny, kontrwywiadowczy wymiar całej operacji.

Język BelTA: „szczególnie ważne zadania"

Białoruska narracja była jeszcze bardziej wymowna. BelTA pisała, że wśród osób objętych wymianą znajdowali się obywatele Białorusi, którzy wykonywali „szczególnie ważne zadania” w interesie bezpieczeństwa narodowego i obronności państwa. Agencja podkreślała również, że ich los znajdował się pod osobistą kontrolą Łukaszenki.

Reklama

To nie jest neutralny język. Tego rodzaju sformułowania sugerują, że Mińsk przedstawiał odzyskane osoby nie jako zwykłych obywateli, lecz jako ludzi działających w interesie państwa, aparatu bezpieczeństwa lub systemu obronnego. W ten sposób reżim próbował nadać operacji podwójny sens. Z jednej strony pokazać ją jako gest humanitarny wobec Zachodu, z drugiej – jako dowód, że państwo „nie zostawia swoich”.

Rola FSB w białoruskim przekazie

Szczególnie ważny jest wątek rosyjskiej FSB. Jak podawały białoruskie media, m.in. KrichevLIVE, powołując się na KGB Białorusi, białoruska służba publicznie podziękowała FSB za „szczególny wkład” w realizację operacji. W komunikatach mówiono również o wysokim poziomie współpracy z kierownictwem i personelem rosyjskiej służby oraz o pomocy przy rozwiązywaniu najtrudniejszych kwestii przygotowawczych.

Taka narracja sugeruje, że FSB nie była jedynie informowana o przebiegu wymiany. Przekaz białoruski przedstawiał ją jako aktywnego partnera operacyjnego. Jest to logiczne, skoro w operacji pojawiał się rosyjski obywatel Butyagin, a według rosyjskich źródeł także osoba powiązana z rosyjskim wojskowym. W praktyce oznacza to, że Białoruś nie działała w tej sprawie całkowicie samodzielnie. KGB Białorusi musiało koordynować przynajmniej część elementów operacji z rosyjską FSB.

Iwan Tertel i operacyjna rola KGB w mechanizmie wymiany

W tym miejscu należy zadać pytanie, jaka mogła być rola Iwana Tertela, szefa białoruskiego KGB. Nie należy traktować go jako głównego decydenta politycznego. Decyzja o włączeniu Poczobuta do wymiany należała do Łukaszenki. Tertel był raczej jednym z kluczowych wykonawców mechanizmu, czyli szefem instytucji, która miała przełożyć decyzję polityczną na konkretną operację służb specjalnych.

Jego rola powinna być widziana w kontekście wcześniejszego zaangażowania białoruskiego KGB w operacje wymiany więźniów, jeńców i osób cywilnych. Od 2022 r. Mińsk uczestniczył w wymianach między Rosją a Ukrainą, a według oficjalnych białoruskich danych z jego udziałem przeprowadzono 38 takich operacji. Dla KGB oznaczało to zdobycie praktycznego doświadczenia w obsłudze zamkniętych kanałów kontaktu, zabezpieczaniu przekazań, koordynacji z innymi strukturami państwa oraz nadawaniu takim działaniom humanitarnej narracji.

Reklama

Wymiana Poczobuta mogła więc zostać przeprowadzona według mechanizmu, który KGB Tertela znało już z wcześniejszych operacji. Tertel nie był zapewne samodzielnym architektem politycznym całej transakcji, ale jako szef KGB mógł odpowiadać za jej operacyjne wykonanie: kontakt z polską Agencją Wywiadu, koordynację z rosyjską FSB, zabezpieczenie wymiany oraz późniejszą obsługę osób odzyskanych przez stronę białorusko-rosyjską. Według BelTA Łukaszenka polecił mu udzielenie niezbędnej pomocy osobom zwolnionym w wyniku wymiany, co wskazuje, że rola KGB nie kończyła się w momencie przekazania osób na granicy.

Rola Waszyngtonu i zabiegi polskich władz

Wymiana nie doszłaby jednak do skutku wyłącznie dzięki kanałowi KGB-Agencja Wywiadu. Istotną rolę odegrała administracja w Waszyngtonie. John Coale przedstawił operację jako efekt zaangażowania prezydenta Donalda Trumpa, Christophera Smitha, Departamentu Stanu oraz współpracy z kilkoma zaufanymi partnerami. Wskazywał przy tym na Polskę, Mołdawię i Rumunię.

Oznacza to, że Stany Zjednoczone zapewniły kanał polityczny do Mińska, którego Polska sama nie mogła prowadzić w pełni otwarcie bez ryzyka nadania Łukaszence efektu politycznej normalizacji. Waszyngton mógł rozmawiać z Mińskiem w formule transakcyjnej: więźniowie, sankcje, ograniczone gesty, kanały techniczne. Dla Polski było to użyteczne, ponieważ sprawa Poczobuta mogła zostać włączona w szerszy amerykański nacisk na białoruski reżim.

Równolegle działały polskie władze. Sprawa Poczobuta była podnoszona przez rząd, MSZ, służby oraz prezydenta Karola Nawrockiego, który rozmawiał w tej sprawie z prezydentem Trumpem. Zabiegi te miały dwa poziomy. Pierwszy był publiczny: Poczobut pozostawał symbolem represji wobec Polaków na Białorusi i sprawą o dużym znaczeniu politycznym dla Warszawy. Drugi był niejawny: trzeba było doprowadzić do realnej transakcji z reżimem Łukaszenki, przy udziale służb i partnerów zagranicznych. W tym sensie wymiana była efektem połączenia presji politycznej, działań dyplomatycznych, pracy służb i amerykańskiego pośrednictwa.

Logika zakładnicza Mińska

Najważniejszy wniosek pozostaje jednak szerszy. Uwolnienie Poczobuta było sukcesem Polski i ulgą dla jego bliskich, ale nie oznaczało zmiany natury białoruskiego systemu. Przeciwnie: pokazało, że reżim Łukaszenki nadal traktuje więźniów politycznych jako zasób negocjacyjny. Najpierw państwo zatrzymuje, skazuje i izoluje ludzi, a następnie – gdy pojawia się odpowiednia cena polityczna – przedstawia ich uwolnienie jako gest humanitarny.

Z tej racji formuła „pięć za pięć” ujawnia mechanizm działania białorusko-rosyjskiej polityki wymian. Więźniowie polityczni, osoby oskarżone o szpiegostwo, obywatele państw trzecich, ludzie ważni dla służb oraz osoby powiązane z rosyjskimi interesami mogą zostać włączone do jednej transakcji. Poczobut był jej najważniejszym symbolem dla Polski, Butyagin – dowodem rosyjskiego interesu, a dwaj obywatele Mołdawii – elementem kontrwywiadowczego wymiaru operacji.

Dlatego też najbardziej uzasadniona ocena brzmi: wymiana „pięć za pięć” została przeprowadzona na granicy polsko-białoruskiej, ale nie była wyłącznie sprawą Polski i Białorusi. Była operacją wielostronną, w której polskie zabiegi dyplomatyczne i służbowe, amerykańskie pośrednictwo, białoruska logika zakładnicza oraz rosyjski interes FSB złożyły się na jedną transakcję.

Reklama
Reklama