Reklama
Reklama
Reklama
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Czy Putin chce zamknąć polsko-ukraińską granicę?

Autor. Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej

Rosyjski atak przeprowadzony zaledwie dwa kilometry od granicy polsko-ukraińskiej nie był incydentem, który można rozpatrywać wyłącznie w kategorii kolejnego uderzenia na zaplecze Ukrainy. W ocenie polskiego rządu wpisuje się on w szerszy scenariusz eskalacji, obejmujący także próbę dezorganizowania funkcjonowania przejść granicznych między Polską a Ukrainą.

Premier Donald Tusk, podczas niedzielnej odprawy w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, mówił wprost, że polskie władze zakładały możliwość rosyjskich działań wymierzonych w infrastrukturę graniczną. „Wiedzieliśmy, że w rosyjskim planie będzie próba dezorganizacji, paraliżu, a być może zniszczenia przejść granicznych z Ukrainą” – podkreślił szef rządu.

To stwierdzenie nie przesądza, że Kreml podjął decyzję o fizycznym zamknięciu granicy polsko-ukraińskiej. Wskazuje jednak, że taki skutek – choćby czasowy i osiągany poprzez uderzenia po ukraińskiej stronie – może być dla Rosji użyteczny operacyjnie i politycznie.

Według informacji przekazanych przez KPRM celem niedzielnego ataku był rejon stacji benzynowej oraz skład pociągu towarowego na bocznicy, około dwóch kilometrów od granicy. Jednocześnie premier zastrzegł, że doniesienia o trafieniu kolumny ciężarówek czy lokomotywy pociągu pasażerskiego relacji Kijów–Warszawa nie zostały przez polskie służby potwierdzone.

Faktem jest natomiast, że rosyjskie działania zbrojne coraz silniej oddziałują na bezpieczeństwo infrastruktury znajdującej się bezpośrednio przy granicy NATO. Nie chodzi wyłącznie o ryzyko przypadkowego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Równie istotne jest zagrożenie dla ciągłości ruchu granicznego, transportu drogowego i kolejowego, dostaw, pomocy dla Ukrainy oraz codziennego funkcjonowania służb po obu stronach granicy.

Znaczenie granicy polsko-ukraińskiej wykracza dziś poza standardowy wymiar. Jest ona bowiem jedną z kluczowych bram komunikacyjnych Ukrainy z Unią Europejską i w ogóle całym Zachodem. Przez przejścia graniczne odbywa się ruch osobowy, przewóz towarów, transport pomocy humanitarnej oraz logistyka istotna dla funkcjonowania ukraińskiego państwa, także ta, o charakterze wojskowym. Każde zakłócenie w tym obszarze jest więc odczuwalne, i to nie tylko lokalnie.

Rosja nie musi zatem niszczyć infrastruktury po polskiej stronie, aby osiągać efekt destabilizacyjny. Wystarczy stworzyć zagrożenie po stronie ukraińskiej tak blisko przejść, by wymusić przerwanie odpraw, ograniczenie ruchu albo podniesienie reżimu bezpieczeństwa. Czasowe wstrzymanie pracy przejść – nawet podyktowane ostrożnością – może być przedstawiane przez Moskwę jako dowód, że wojna oddziałuje na państwa NATO i ich zaplecze logistyczne.

Warszawa nie bagatelizuje tego mechanizmu. Premier zapowiedział przejście właściwych służb w tryb wzmocniony, a także nadanie szczególnego charakteru pracy na granicy. W sprawie dalszego funkcjonowania infrastruktury mają odbyć się rozmowy z Ministerstwem Finansów. Komendant Główny Straży Granicznej gen. dyw. Robert Bagan zapewnił przy tym, że sytuacja na przejściach z Ukrainą jest opanowana, a ruch odbywa się normalnie.

Warto też dodać, że w czasie rosyjskiego ataku uruchomiono środki ochrony polskiej przestrzeni powietrznej. Jak przekazał szef sztabu Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. bryg. Jarosław Chojnacki, dowódca operacyjny uruchomił naziemną obronę powietrzną oraz lotnictwo, w tym samoloty F-16 i śmigłowce M-17 oraz Black Hawk. Polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.

W patrzeniu na szerszy kontekst trzeba jednak unikać skrajności. Z jednej strony nie można bagatelizować ataku tylko dlatego, że doszło do niego po ukraińskiej stronie granicy. Z drugiej, formułowanie niepotwierdzonych tez o bezpośrednim rosyjskim ataku na Polskę, jest błędem, i to nie tylko tym komunikacyjnym.

Nie ma co ukrywać, że rosyjska presja została przesunięta na obszar, w którym wojskowe działania przeciw Ukrainie mogą niemal natychmiast generować skutki dla polskiego bezpieczeństwa wewnętrznego, pracy Straży Granicznej, transportu i zarządzania kryzysowego.

Pytanie, czy Putin chce zamknąć polsko-ukraińską granicę, należy więc postawić szerzej. Może bowiem nie chodzić o formalne i trwałe zamknięcie przejść. Z perspektywy Kremla równie korzystna jest sytuacja, w której granica pozostaje formalnie otwarta, lecz jej funkcjonowanie staje się niepewne, kosztowne i podatne na nagłe zakłócenia. To wystarczy, by wywierać presję na Ukrainę, testować odporność polskich służb oraz podsycać poczucie zagrożenia w państwach wschodniej flanki NATO.

Odpowiedzią musi być sprawna wymiana informacji, wiarygodna komunikacja kryzysowa, zabezpieczenie infrastruktury granicznej i gotowość do współpracy z sojusznikami.

Reklama
Reklama