- WIADOMOŚCI
Francuskie ulice w ogniu
Protesty licealistów, które zaczęły się od żądań poprawy warunków nauki, rozlały się po całej Francji. Pod szkołami płonęły śmietniki i samochody, w Nantes ogień uszkodził budynek liceum, a starcia z policją przyniosły rannych i masowe zatrzymania. Ruch wyrósł na paryskich przedmieściach, wśród młodzieży z dzielnic imigranckich i robotniczych. Rząd mówi o przemocy miejskiej i politycznym podsycaniu zamieszek; uczniowie wskazują na braki kadrowe, przepełnione klasy, zaniedbane szkoły i nierówne szanse.
Ruch narastał od końca września. Uczniowie protestowali przeciwko brakowi nauczycieli, przepełnionym klasom, przeciążonym planom zajęć i zaniedbanym budynkom. Domagali się większych nakładów na edukację, krytykowali system rekrutacji na studia Parcoursup i wskazywali na różnicę między warunkami nauki w ich szkołach a sytuacją uczniów z zamożniejszych dzielnic.
Protest zaczął się w regionie paryskim, szczególnie w Saint-Denis, Créteil, Aubervilliers i Montreuil. To przedmieścia zamieszkane przez dużą społeczność imigrancką. Według INSEE, francuskiego urzędu statystycznego, w 2022 roku imigranci stanowili 31,1 proc. ludności departamentu Seine-Saint-Denis, wobec 10,3 proc. w metropolitalnej Francji. Licealiści z tych okolic – w tym młodzi Arabowie i czarnoskórzy Francuzi – należeli do najbardziej widocznych uczestników mobilizacji. W relacjach z Aubervilliers i Montreuil mówili o dyskryminacji i poczuciu, że mają gorsze szanse niż ich rówieśnicy z centrum Paryża.
To właśnie w ich szkołach codzienne problemy szybko nabrały wymiaru społecznego. Reuters przytoczył relację piętnastoletniej Késii z podparyskiego Pantin: w klasie jest 35 uczniów, brakuje krzeseł, a przerwa obiadowa nie wystarcza, by wszyscy zdążyli zjeść. W materiale „Le Monde” licealiści z Saint-Denis opisywali szczury i karaluchy w klasach i na korytarzach. Uczniowie i nauczyciele z Lille oraz Bordeaux wskazywali na brak zastępstw, niedostateczne środki na remonty i warunki utrudniające naukę.
Ważnym źródłem frustracji stał się także projekt budżetu na 2027 rok. Reuters opisywał mobilizację licealistów równolegle ze strajkiem pracowników sektora publicznego przeciw planowanym oszczędnościom. Przedstawiony później projekt przewidywał wzrost budżetu edukacji o 1,7 proc., poniżej inflacji. Protesty szkolne stały się więc częścią szerszego sporu o cięcia i pogarszające się usługi publiczne.
Od blokad do starć
Skala mobilizacji rosła z dnia na dzień. Według francuskiego ministerstwa edukacji 1 października akcje protestacyjne lub strajki objęły 1027 liceów, a 222 placówki zostały zablokowane. W piątek, 2 października, około 400 liceów zamknięto albo przeniesiono w nich zajęcia do sieci.
Liczby opisują różne kategorie i momenty pomiaru. Minister edukacji Édouard Geffray podał, że od początku ruchu zakłócenia dotyczyły 1207 liceów. „Placówka objęta akcją” nie zawsze oznacza szkołę zablokowaną, a zamknięcie z powodów bezpieczeństwa nie jest liczbą wszystkich szkół, w których odbywał się protest. Równolegle AP i Reuters informowały o około 400 szkołach zamkniętych w piątek.
Zobacz też 
W części miast blokady przerodziły się w przemoc. W Nantes ogień uszkodził wejście do liceum Nelson-Mandela. W Marsylii młodzi ludzie zmusili strażaków do opuszczenia wozu, a potem go podpalili; po obrażeniach i oblaniu pracowników benzyną wstrzymano tam transport publiczny. W Strasburgu spłonął samochód, a w Rennes, Tuluzie i innych miastach płonęły pojemniki na śmieci. BBC Afrique relacjonowało podpalenia i starcia w kilku miastach, pokazując też protest w Saint-Denis. Reuters opisywał podpalenia szkół, wozu strażackiego w Marsylii i starcia w Tuluzie.
Według MSW w czwartek zatrzymano 1949 osób, a obrażenia odniosło 305 funkcjonariuszy. W piątek minister edukacji podał, że od początku protestów rannych zostało 65 pracowników oświaty, w tym 40 dyrektorów liceów. Te liczby pokazują, że przemoc objęła nie tylko policję i uczestników starć, ale także pracowników szkół.
Policja między przywracaniem porządku a eskalacją
Władze skierowały do zabezpieczania szkół oddziały CRS i mobilną żandarmerię. Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez uzasadniał tę decyzję pogarszającą się sytuacją i koniecznością przywrócenia porządku. Rząd uznał, że protesty przekształcają się w „przemoc miejską”. Premier Sébastien Lecornu zwołał naradę kryzysową i odwołał część wyjazdów ministrów.
Interwencje policji stały się kolejnym źródłem napięcia. W Saint-Ouen-l’Aumône czternastoletni uczeń został ciężko ranny po trafieniu z policyjnego granatnika Cougar. W Tours licealista doznał urazu oka; prokuratura uznała, że obrażenia były zgodne z uderzeniem pocisku typu LBD. Sprawą ucznia z Saint-Ouen-l’Aumône zajęła się także IGPN, francuska inspekcja policji. Reuters informował o trzech postępowaniach dotyczących policyjnej przemocy, a AP opisywała obrażenia demonstrantów spowodowane zarówno rzucanymi przedmiotami, jak i – w części przypadków – policyjnymi pociskami obezwładniającymi.
Bilans obrażeń obejmuje różne grupy i okresy. Minister edukacji mówił o rannych pracownikach szkół, a MSW podało, że podczas czwartkowych działań obrażenia odniosło 305 funkcjonariuszy. Nie są to wartości, które należy sumować jako jeden wspólny bilans, ale pokazują rozmiar konfrontacji.
Spór o polityczne wykorzystanie protestu
Rząd oskarżył La France insoumise (LFI) – lewicowy ruch polityczny założony przez Jeana-Luca Mélenchona – oraz powiązane z nim środowiska skrajnej lewicy o organizowanie lub podsycanie protestów. Reuters podał, że takie stanowisko przedstawiono podczas narady kryzysowej, powołując się na osobę z otoczenia premiera. LFI odrzuciła zarzut organizowania zamieszek i deklarowała poparcie dla pokojowych metod protestu.
Politycy LFI pojawiali się przy blokadach na przedmieściach. „Le Parisien” opisał przemarsz licealistów i studentów przez Saint-Denis oraz ich postulaty dotyczące środków na edukację. W Aubervilliers i Montreuil pojawiali się parlamentarzyści LFI, a na blokadach widoczne były hasła popierające partię i kandydaturę Mélenchona. To świadczy o politycznym zaangażowaniu LFI i próbie pozyskania młodych wyborców. Nie potwierdza jednak rządowej tezy, że partia zorganizowała cały protest.
Zobacz też 
Relacje AP, Reutersa i BBC pokazują, że protest szybko rozprzestrzenił się z regionu paryskiego na resztę kraju, a w różnych miastach uczestniczyły w nim grupy o różnych motywacjach. Obok uczniów domagających się lepszych warunków nauki pojawili się ludzie nastawieni na konfrontację, a minister edukacji twierdził, że część osób dopuszczających się przemocy nie była uczniami danych szkół. Władze nie mogą więc sprowadzać całej mobilizacji do działań LFI ani utożsamiać wszystkich demonstrantów z uczestnikami zamieszek.
Gniew, którego nie ugaszą same zatrzymania
Władze zapowiedziały rozmowy z przedstawicielami uczniów, rodziców i pracowników oświaty. Jednocześnie część szkół pozostała zamknięta, ograniczano zgromadzenia wokół placówek, a MSW wzmacniało siły porządkowe. W regionie paryskim i poza nim kryzys edukacyjny połączył się z poczuciem marginalizacji młodzieży z imigranckich przedmieść – młodych ludzi, którzy mówią o gorszych szkołach i nierównych szansach w porównaniu z rówieśnikami z zamożniejszych dzielnic.
Podpalenia, ataki na pracowników i starcia z policją zagrażają ludziom oraz niszczą szkoły, których poprawy domagają się uczniowie. Jednak kryzysu nie zakończą same zatrzymania i policyjne kordony. Dopóki braki nauczycieli, przepełnienie, degradacja szkół i nierówności pozostaną bez odpowiedzi, gniew, który wyniósł młodzież na ulice, będzie trwał.

