- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Obywatelka Polski wśród podejrzanych o serię podpaleń w Chorwacji. Głupota, kryminalna brawura czy sabotaż?
To nie była seria przypadkowych pożarów wywołanych sierpniowym upałem. Chorwacka policja łączy cztery osoby – trzech obywateli Chorwacji i 33-letnią obywatelkę Polski – z dziesięcioma celowo wznieconymi pożarami na terenie Zadaru i jego zaplecza. Cała czwórka trafiła na miesiąc do aresztu śledczego. Trzej mężczyźni byli podczas zdarzeń mocno pijani, część z nich miała już problemy z prawem, u dwóch znaleziono broń, a u jednego także kilka telefonów. Podejrzani częściowo przyznali się do podpalania suchej trawy zapalniczkami, ale nie wyjaśnili, dlaczego to robili. I właśnie brak motywu pozostaje najważniejszą zagadką tej sprawy.
Po zgłoszeniu mieszkańców policja zatrzymała cztery osoby poruszające się samochodem w rejonie Benkovca. Śledztwo szybko wykroczyło poza pojedynczy incydent. Czwórkę powiązano z pożarami wywołanymi 14 i 15 sierpnia w dziesięciu miejscach: na zadarskim Bilim Brigu oraz w rejonie Zemunika Donjego, Galovca, Biljan Donjih, Zapužan, Zemunika, Zagrada, Lišan Tinjskich, Škabrnji i Benkovca. Na Bilim Brigu całkowicie spłonął samochód, a pomiędzy Škabrnją i Zemunikiem Donjim ogień zniszczył 43 drzewa oliwne.
Policja początkowo mówiła o działaniu według wcześniej przygotowanego planu i wzajemnego porozumienia. Po przesłuchaniach sędzia śledczy Sądu Żupanii w Zadarze zaznaczył jednak, że na tym etapie nie ma jeszcze dowodu pozwalającego przesądzić, iż wszystkie podpalenia zostały wcześniej wspólnie uzgodnione. Celowe wzniecanie ognia nie budzi natomiast jego wątpliwości: podejrzani sami częściowo przyznali, że podpalali suchą trawę przy drogach zapalniczkami.
Przyznali się do podpaleń. Nie powiedzieli po co
Pierwsze przecieki mówiły o pełnym przyznaniu się całej czwórki. Po posiedzeniu sądu obraz jest bardziej precyzyjny. Podejrzani składali wyjaśnienia i częściowo przyznali się do części zarzucanych czynów. Sędzia podkreślił jednocześnie, że motyw pozostaje nieznany.
To właśnie ta kwestia przesuwa ciężar całego postępowania. Pytanie, czy ogień wzniecano umyślnie, przestaje być najważniejsze. Istotniejsze jest ustalenie, dlaczego robiono to w kolejnych miejscach i dlaczego działania trwały przez dwa dni?
Od odpowiedzi zależy charakter sprawy. Jednym z wyjaśnień może być seria skrajnie nieodpowiedzialnych czynów popełnianych pod wpływem alkoholu. Innym, działanie nastawione na wywołanie chaosu, strachu albo przeciążenie służb. Jeszcze inny wariant pojawiłby się, gdyby analiza telefonów ujawniła zewnętrznego inspiratora, instrukcje, płatności lub wcześniejsze wskazywanie celów.
Trzej mężczyźni z Biljan Donjih
Wszyscy trzej zatrzymani mężczyźni pochodzą z Biljan Donjih. Jeden posiada podwójne obywatelstwo – chorwackie i serbskie. Chorwackie media, powołując się na wcześniejsze ustalenia RTL, informują również, że cała trójka należy do serbskiej mniejszości narodowej.
Część grupy była wcześniej znana organom ścigania. Jeden z mężczyzn został skazany za kradzież, wobec drugiego trwa postępowanie również dotyczące kradzieży. Sędzia wspomniał także o wcześniejszych wykroczeniach. Nie ujawniono, którego z trzech zatrzymanych dotyczą poszczególne sprawy.
Istotnym elementem jest alkohol. Wszyscy trzej mężczyźni byli w czasie zdarzeń pod znacznym jego wpływem. W przypadku obywatelki Polski takiej informacji jak dotąd nie potwierdzono. Alkohol zwiększa prawdopodobieństwo wersji o kryminalnej brawurze i bezmyślnym podpalaniu, ale nie wyjaśnia sam z siebie powtarzalności zachowania: wielu lokalizacji i kontynuowania go następnego dnia.
Obywatelka Polski miała jako pierwsza zacząć mówić
Rola Polki pozostaje jednym z najbardziej niejasnych elementów śledztwa. Według informacji przytaczanych przez Nacional miała ona jako pierwsza przyznać się do czynu, po czym podobne wyjaśnienia zaczęli składać mężczyźni. Wcześniejsze ustalenia RTL wskazywały, że obywatelka Polski jest partnerką jednego z nich.
Zobacz też 
Nie wygląda więc na przypadkową turystkę, która znalazła się w niewłaściwym samochodzie. Sąd objął ją tym samym postępowaniem i również zastosował wobec niej miesięczny areszt śledczy. Nadal nie wiadomo jednak, jaka była jej konkretna rola: kto podkładał ogień w poszczególnych miejscach, kto wybierał lokalizacje i kto inicjował dalsze przejazdy.
Osobnym tematem stało się jej pochodzenie. Oficjalnie wiadomo, że jest 33-letnią obywatelką Polski. W mediach społecznościowych krążą natomiast sprzeczne wersje, według których miałaby być Serbką z polskim obywatelstwem, osobą serbskiego pochodzenia albo nawet Rosjanką posiadającą polskie dokumenty. Żadna z tych wersji nie została dotąd potwierdzona przez chorwacki sąd, policję ani profesjonalne media.
Dlatego w tej części śledztwa ważniejsze od internetowych spekulacji będzie ustalenie jej relacji z pozostałymi podejrzanymi, długości pobytu w Chorwacji oraz zawartości zabezpieczonych urządzeń elektronicznych.
Karabin, pistolet i telefony. Czy broń była legalna?
Wątku broni nie można sprowadzić do medialnego dodatku. Podczas przeszukań domów, pomieszczeń i pojazdów policja zabezpieczyła u 42-letniego mężczyzny półautomatyczny karabin wraz z 44 sztukami amunicji, natomiast u 46-latka pistolet oraz kilka telefonów komórkowych.
I tu pojawia się pytanie, na które nadal nie ma publicznej odpowiedzi: czy obaj mężczyźni posiadali pozwolenia na tę broń?
Dziennik 24sata zwrócił uwagę, że policja nie podała, czy karabin, amunicja i pistolet były posiadane legalnie. Nie ujawniono również, aby broń została użyta podczas podpaleń.
To rozróżnienie jest ważne. Sam fakt posiadania broni nie dowodzi związku z pożarami. Jeżeli jednak okaże się, że broń była nielegalna, do profilu jednego lub dwóch podejrzanych dochodzi kolejny element przestępczy, który trzeba będzie wyjaśnić: skąd pochodził karabin, skąd pochodził pistolet, w jaki sposób zostały pozyskane i dlaczego znajdowały się w dyspozycji osób podejrzanych o serię podpaleń.
Brak informacji o pozwoleniach jest tym bardziej zauważalny, że policja bardzo dokładnie podała rodzaj zabezpieczonej broni i liczbę sztuk amunicji, ale nie ujawniła jej statusu prawnego.
Jeszcze większą wartość dla samego śledztwa mogą mieć jednak telefony komórkowe. Sędzia potwierdził, że ich zawartość zostanie przeanalizowana. Badane mają być wiadomości i inne dane mogące pomóc odtworzyć sposób działania grupy.
To właśnie telefony mogą odpowiedzieć na trzy podstawowe pytania: czy miejsca podpaleń wybierano wcześniej, czy uczestnicy uzgadniali swoje działania przed wyruszeniem w trasę oraz czy utrzymywali kontakt z kimś spoza czwórki.
Jeżeli urządzenia pokażą wyłącznie spontaniczne rozmowy między uczestnikami, wersja o pijackiej serii podpaleń znacznie się umocni. Jeżeli znajdą się w nich wcześniejsze instrukcje, listy lokalizacji, kontakty z osobami trzecimi, informacje o wynagrodzeniu albo raportowanie wykonanych działań, charakter postępowania natychmiast się zmieni.
Miesiąc aresztu i możliwość zmiany kwalifikacji
Cała czwórka trafiła na miesiąc do aresztu śledczego. Obecnie podejrzenie dotyczy ciężkiego przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu powszechnemu, zagrożonego karą od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Wobec wszystkich podejrzanych sąd wskazał na ryzyko ponownego popełnienia czynu. W stosunku do trzech mężczyzn mowa także i możliwości wpływania na świadków, a wobec posiadającego obywatelstwo Serbii dodatkowo ryzyko ucieczki.
Nie oznacza to, że obecna kwalifikacja jest ostateczna. Sędzia podkreślił, że wraz z pojawianiem się nowych dowodów może ona zostać zmieniona nawet w kierunku terroryzmu. Podobnie główny prokurator państwowy wskazał, że chorwacki kodeks karny przewiduje wywołanie pożaru jako jedną z form działania mogącego stanowić terroryzm, jeśli towarzyszy mu wymagany prawem motyw. Dlatego nie zdecyduje o tym liczba znalezionych zapalniczek, sam karabin ani nawet dziesięć miejsc pożarów. Zdecyduje cel działania.
Alkohol nie tłumaczy wszystkiego
Najprostszy scenariusz jest dziś bardziej prawdopodobny niż na początku sprawy: trzech mocno pijanych mężczyzn i związana z jednym z nich obywatelka Polski jeździli po okolicy, podpalając suchą trawę.
Zobacz też 
Ale pozostaje problem skali: dziesięć miejsc, dwa dni, cztery osoby. Alkohol może wyjaśnić utratę kontroli, brak wyobraźni i kryminalną brawurę. Trudniej nim jednak wyjaśnić powtarzalność zachowania i kontynuowanie podpaleń następnego dnia. Tym bardziej, że sami podejrzani nie przedstawili dotąd motywu, który zamykałby tę kwestię. Z tej racji telefony są dziś ważniejsze dla ustalenia tła sprawy niż znalezione pistolety i karabin.
SOA ostrzegała przed wykorzystywaniem podpaleń
Wariant sabotażowy pojawił się w dyskusji nie bez powodu. Chorwacka Sigurnosno-obavještajna agencija – SOA, czyli Agencja Bezpieczeństwa i Wywiadu, opisywała w swoim raporcie zagrożenie związane z rosyjskimi operacjami sabotażowymi prowadzonymi w Europie za pośrednictwem ludzi werbowanych często zdalnie.
Wśród wykorzystywanych metod wskazywano podpalenia, przesyłki zapalające oraz ataki na infrastrukturę. Mechanizm takich działań opiera się często na prostych wykonawcach, którzy nie muszą posiadać żadnego wywiadowczego doświadczenia – wykonują zadanie za pieniądze, podczas gdy organizator pozostaje poza zasięgiem lokalnych służb.
Nie ma obecnie dowodu, że właśnie taki mechanizm wystąpił pod Zadarem, ale dziesięć celowych podpaleń, nieznany motyw i telefony oczekujące na analizę wystarczają, aby również taki wariant został sprawdzony.
Mechanizm działania jest znany. Motyw pozostaje niewyjaśniony
Po dwóch dniach od zatrzymań wiadomo już znacznie więcej. Trzej mężczyźni z Biljan Donjih i 33-letnia obywatelka Polski przebywają w areszcie śledczym. Podejrzani częściowo przyznali się do celowego podpalania suchej trawy. Mężczyźni byli mocno pijani. Jeden był wcześniej skazany za kradzież, wobec drugiego trwa postępowanie dotyczące tego samego rodzaju przestępstwa. Jeden posiada także obywatelstwo Serbii. U dwóch mężczyzn znaleziono broń, przy czym nadal nie wiadomo publicznie, czy mieli wymagane pozwolenia. U jednego zabezpieczono również kilka telefonów. Nie ustalono natomiast najważniejszego: po co podpalali.
Jeżeli odpowiedzią okażą się alkohol, głupota i kryminalna brawura, sprawa pozostanie historią o wyjątkowo niebezpiecznej grupie podpalaczy. Jeżeli jednak odpowiedź znajduje się w telefonach i prowadzi poza tę czwórkę, wydarzenia pod Zadarem mogą nabrać zupełnie innego znaczenia. I z tej racji należy stwierdzić: ogień był narzędziem natomiast najważniejsze pozostaje pytanie, do czego miał służyć.




Wybrane okazje dla Ciebie