Służby Specjalne

Oswoić tajność, czyli służby wywiadowcze u progu rewolucji [OPINIA]

Fot. pxhere.com/CC Public Domain

Na łamach rozpoznawanego na całym świecie periodyku "Foregin Affairs" Amy Zegart, dość prowokacyjnie pyta, czy przypadkiem - biorąc pod uwagę coraz szerszy rozwój zasobów OSINT-owych, a więc bazujących na źródłach otwartych, kontrastując to z obecnym działaniem amerykańskiej wspólnoty wywiadowczej - nie jesteśmy właśnie świadkami rewolucji w pracy służb wywiadowczych. Warto dodać, że w nomenklaturze amerykańskiej pojęcie wywiadu (ang. intelligence), używane przez Zegart jest o wiele szersze w swym znaczeniu, niż jego polskie, często bardzo stereotypowe tłumaczenie. Biorąc pod uwagę rolę jaką dla przyspieszenia procesów przeobrażeń działań służb wywiadowczych odgrywa obserwacja wojny w Ukrainie, warto subiektywnie spojrzeć na artykuł zatytułowany "Open Secrets – Ukraine and the Next Intellignece Revolution", zdając sobie sprawę, że w Polsce przed analogicznymi pytaniami nie uciekniemy.

Amy Zegart zauważa oczywistą zmianę w zakresie użycia danych wywiadowczych przed i w trakcie rosyjskiej agresji na Ukrainę. Podkreśla, że amerykańscy decydenci posługiwali się urobkiem wywiadowczym w przestrzeni publicznej w skali dotychczas niespotykanej. Jednak przekazując ważne informacje o zamiarach, a nawet rozkazach wojsk rosyjskich szykujących się do inwazji, uniemożliwili innym "schowanie się w cieniu" rosyjskich kłamstw. Balansowanie na granicy tajności i otwartości było w tym przypadku wpisane w osiąganie celów strategicznych, zarówno jeśli chodzi o władze innych państw, jak i całe społeczeństwa. Można uznać, że okazało się to nad wyraz sprawnym narzędziem, bowiem rzeczywiście nie zadziałały żadne rosyjskie kłamstwa mające "ustawić" agresję w pozycji znanej z 2014 r. To wówczas Rosjanie sprawnie posługiwali się pojęciami "zielonych ludzików", "wojny domowej w Donbasie", itp. I chociaż dla służb specjalnych oczywistym był udział rosyjskiego wojska, FSB, GU/GRU, SWR w agresji, to jednak wiele państw i wiele narracji w przestrzeni społeczno-politycznej nawet (a może przede wszystkim) Zachodu przyjmowało obraz sterowany przez Kreml. Dziś ryzykując wiele, Amerykanie wyznaczyli nowe formaty działań z użyciem własnych osiągnięć wywiadowczych. Przy czym, słowo ryzyko nie jest przypadkowe, bowiem dotychczas urobek własnych służb specjalnych stanowił "klejnoty", których ujawnienie mogło skutkować paraliżem późniejszych możliwości działania na wrogim kierunku i stwarzało zagrożenia dla źródeł, szczególnie osobowych lokowanych lub/i pozyskiwanych w innych państwach.

Czytaj też

Wiemy, że zmiana podejścia do własnych zasobów informacji wywiadowczych okazała się skuteczna w wymiarze strategicznym, zaś wiele państw Zachodu poszło w ślady Amerykanów i również nie obawia się mówić wprost o ustaleniach swoich funkcjonariuszy jeśli chodzi o analizę bieżącej sytuacji. Zauważmy, że po II wojnie światowej znikała tajność samych struktur wywiadowczych, wcześniej mocno kamuflowanych pod względem ich nazw, a nawet zakresu działania. Dziś znika nadmierna tajność jeśli chodzi o efekty ich pracy, bowiem nastąpiło przeobrażenie w dwóch sferach – tj. wzrosło znaczenie domeny informacyjnej, a przede wszystkim - jak zauważyła Zegart - na przysłowiowym "rynku" zrobiła się spora "konkurencja prywatna". I nie mowa tu o dość dobrze rozwijającym się rynku wyspecjalizowanych prywatnych agencji wywiadowczych, a o upowszechnianiu się dostępu do wcześniej mocno elitarnych form pozyskiwania danych wywiadowczych, na czele z obrazowaniem (IMINT). Tego rodzaju rewolucja już zaszła, czy tego chcemy czy nie, i bez względu na to czy uważamy to za zmianę pozytywną czy negatywną dla naszego bezpieczeństwa. Obrazy z satelitów komercyjnych już teraz fluktuują zarówno w mediach społecznościowych jak i klasycznych, a setki tysięcy osób mogą sięgnąć po zasoby danych, które we wcześniej stanowiły materiał posiadający często najwyższe klauzule tajności. Trzeba dodać, że do tego dołączona jest też bogata oferta instrumentarium analitycznego, pozwalającego na wspieranie nawet domowo wykonywanych analiz z SATINTu (wywiadu na źródłach satelitarnych).

Czytaj też

Komercyjne zdjęcia satelitarne to wierzchołek swoistej góry lodowej, złożonej z surówki wywiadowczej, która może być przetwarzana. Cały czas jesteśmy bowiem zalewani materiałami wideo, audio, foto, które są pochodną miniaturyzacji urządzeń do rejestrowania świata wokół oraz upowszechnianiu platform ich publikacji. Jeszcze w okresie II wojny światowej służby musiały polować na widokówki obrazujące dane budynki czy lokacje, chociażby w miejscach przeprowadzania desantów morskich. Dziś nawet zdjęcia syryjskich baz lotniczych wyciekają do internetu i stanowią podstawę do analiz obecności rosyjskiego kontyngentu Sił Powietrzno-Kosmicznych. Tym samym wzrasta również liczba osób zainteresowanych analizą danych i wyciąganiem z nich wniosków. W toku wojny w Ukrainie, ta grupa przyrasta wręcz w tempie dotychczas nieznanym. Spektrum i charakterystyka takich podmiotów jest szeroka, od renomowanych i rozpoznawanych wcześniej ośrodków takich jak Institute Study of War (ISW), po "samozwańczych" twitterowych analityków, nieznanych nikomu przed lutym 2022 r. Spoiwem dla nich jest sięgnięcie po OSINT na skalę, która może być zaskoczeniem lub czasami nawet obrazą dla osób przywiązanych do świata tajemnic.

Czytaj też

Zdaniem Zegart nawet dla 18 amerykańskich agencji z komórką wywiadu, tempo narzucone przez obecny świat jest wręcz zabójcze. Zagrożenia państwowe i niepaństwowe, technologia i jej rozwój powodują, że działania bez wsparcia OSINT-u mogą okazać się wysoce problematyczne. Można uznać, że warto od czasu do czasu, z punktu widzenia wywiadu, "przepuścić" coś przez środowiska OSINT-owe by ułatwić sobie pracę i przyspieszyć własne działania. Zauważmy, że podobna zmiana zachodzi w przypadku domeny cyber, gdzie wiele państw i ich służb outsourcinguje pewne działania hakerom nie będącym formalnie "na etatach". Czyżbyśmy już teraz widzieli trend zmierzający do outsourcingu w analizie danych? Niezależnie jak to oceniamy, taka właśnie hipoteza musi być przynajmniej brana pod uwagę również przez polskich decydentów i szefów służb specjalnych.

Tak czy inaczej OSINT - o czym przypomina Zegart - ma dwie twarze. Z jednej strony rzeczywiście mówimy o pozytywnym wbudowaniu w system wielu "oczu i uszu" filtrujących olbrzymie zasoby danych, pamiętając przy tym, jak wiele dobrego wykonała praca zespołów śledczych np. z Bellingcata, omijając schematy myślenia i biurokrację, spowalaniającą często rozbudowane, ale przez to mniej elastyczne, struktury rządowe. Jednak z drugiej strony, rewolucja OSINT-owa nakazuje myśleć, że również przeciwnicy są w stanie ją skonsumować na poziomie dotychczas nieznanym. Irańczycy pozyskiwali dane satelitarne o amerykańskich instalacjach wojskowych w Iraku - w celu przygotowania ich ostrzału rakietowego - ze źródeł komercyjnych. Trzeba dodać, że zaalarmowało to Amerykanów, ale jednak finalnie w ostrzelanej bazie rannych zostało ponad 100 żołnierzy. W dodatku pojawienie się wielu przysłowiowych "mistrzów OSINT-u" w przestrzeni debaty publicznej ułatwia jednak przeciwnikowi dezinformację oraz chociażby rozprzestrzenianie teorii spiskowych.

Czytaj też

Przeciwnik może więc wykorzystać tego rodzaju przestrzeń do własnych operacji psychologicznych na szczeblu strategicznym, czerpiąc z tego to, że wiele osób zajmujących się problematyką bezpieczeństwa i obronności, bez odpowiedniego wsparcia wiedzy oraz wyspecjalizowanego instrumentarium, będzie rezonowała pewne treści i emocje. Trzeba też pamiętać, że tak silny nacisk na OISNT może utrudnić negocjacje polityczne w ich tajnej przestrzeni. Zegart przypomina, że kryzys kubański zakończył się obustronnymi decyzjami, ale tylko część była dla opinii publicznej jawna. Pytanie jak mógłby zachować się Kennedy, gdyby ówczesne amerykańskie społeczeństwo miało pełen ogląd wycofywania się amerykańskich systemów uzbrojenia z Turcji w odpowiedzi na rosyjskie ustępstwa na Kubie? Wracamy do kluczowego pytania, czy rzeczywiście o wszystkim władze muszą mówić i czy wszystko powinno być otwarcie analizowane, nawet biorąc pod uwagę kluczowe filary państw demokratycznych - transparentność decyzji politycznych, wolność słowa, wolność mediów itd.

W tekście Zegart widzimy również bardzo interesujące spojrzenie na rolę przeobrażeń technologicznych, które będą implikowały działania wywiadowcze w kolejnych latach. Mowa przede wszystkim o możliwościach jakimi są chociażby nowe, przełomowe technologie (EDTs), na czele z szeroko pojmowaną sztuczną inteligencją. Nikt już nie kryje, że narzędzia SI są celem strategicznym dla USA, Chin, Rosji na równi z bronią hipersoniczną. I nie ma w tym żadnej przesady, bowiem już teraz szczątkowe informacje z Izraela mówią wykorzystywaniu SI do planowania realnych operacji bojowych takich jak Guardian of the Walls, a Amerykanie przyznają się, iż właśnie sztuczna inteligencja pomaga im odpowiednio zarządzać planowaniem i realizacją działań pomocowych dla wojsk ukraińskich. Trzeba więc tylko zastanowić się i wyobrazić sobie zakres tego rodzaju zastosowań w sferze wywiadu. Szczególnie, że już teraz wytworzyła się ku temu niezbędna "masa krytyczna", gdyż analizie poddać musimy więcej danych niż jakikolwiek analityk mógłby przetworzyć. Niezależnie czy mówimy o amerykańskiej Wspólnocie Wywiadowczej (IC) czy innych wielkich służbach specjalnych np. Chin. Dziś albo państwo ruszy po narzędzia wspierane przez własne rozwiązania SI, albo będzie się "zwijało" w swoich kompetencjach wywiadowczych.

Czytaj też

Amy Zegart zauważa, że każdy aktor państwowy jest w takim przypadku niejako na straconej pozycji, ponieważ biurokratyczne i schematyczne myślenie o technologiach blokuje wiele z agencji wywiadowczych. Mowa bowiem o zmianie paradygmatu rozwoju technologii wywiadowczych i wojskowych. Dotychczas to właśnie przestrzeń służb specjalnych i wojska generowała nowe rozwiązania, pozostające niejednokrotnie przez lata w ukryciu i dopiero później wkraczały one - w jakimś stopniu (często kontrolowanym) - do sfery cywilnej. Dziś jest już zupełnie odwrotnie i trzeba otwierać się na rozwiązania komercyjne, startupy, a także współpracę z sektorem przemysłu. Nowe "Pearl Harbor" czy nowy "9/11" nadejść może bowiem dla USA o wiele łatwiej w sferze technologii niż w sferze zagrożeń konwencjonalnych. Łatwiejsze okazuje się wykrycie mobilizacji wojsk rosyjskich czy działań chińskiej triady atomowej, niż przygotowanie się na nowe możliwości rozpoczęcia operacji wpływu w mediach społecznościowych, skierowanej np. na system polityczny danego kraju. Według Zegart obszar innowacji zmienia się szybciej niż kiedykolwiek w historii z czym można się zgodzić, zachowując oczywiście pewien dystans do samego pojęcia rewolucji.

Otwartym pytaniem pozostaje, jak "wychowane" w tajemnicy służby specjalne będą dostosowywały się do tego krajobrazu? Czy "bóle fantomowe" po dawnych możliwościach kontrolowania strategicznych rozwiązań, rozwijanych i przeprowadzanych w cieniu, z zachowaniem tajemnic, nie ograniczą możliwości elastycznego dostosowywania się? W tym przypadku najlepszą pozycję startową mają te struktury, które odpowiadają za wywiad sygnałowy (SIGINT), a przede wszystkim działają w domenie cyber. Tam już teraz nie ma wręcz szansy na samodzielne działanie, w separacji od podmiotów niepaństwowych czy z pominięciem np. wielkich korporacji technologicznych, a nawet małych startupów. Jak jednak przeobrażać się będą inni, to już pytanie w kategorii przetrwania lub upadku we współczesnym analityczno-wywiadowczym wyścigu zbrojeń. Sytuacja w Ukrainie to przypomnienie, że ten wyścig trwa w najlepsze, a kosztem braku zrozumienia tego faktu jest ludzkie życie.

Czytaj też

Przyspieszył się również cykl wywiadowczy, na co wskazuje Zegart pisząc o procesach decyzyjnych w amerykańskiej polityce od zimnej wojny do dnia dzisiejszego. Prezydent Kennedy miał 13 dni na analizę - we współpracy z zapleczem wywiadowczym kraju - reakcji państwa na kryzys kubański. Jednak już prezydent Bush junior musiał zareagować na zamachy z 11 wrzesnia 2001 w ciągu 13 godzin od ataków. Czy kolejni prezydenci będą mieli być może 13 minut czy sekund na reakcję? Nie można tego wykluczyć. Dlatego jeśli mówimy o rewolucji wywiadowczej i wskazujemy palcem na same agencje, to de facto dotykamy połowy problemu. Bowiem, przyspieszenie wymaga zmian poczynając od decydentów politycznych zadaniujących służby, przez ich finansowanie, aż po umiejętności czerpania z ich pracy i włączania jej efektów w proces podejmowania decyzji. Jeśli nadal w jakimś państwie będzie panowała opinia istnieniu dwóch światów i działaniu obok siebie służb oraz decydentów, to w przypadku kryzysu takie państwo okaże się dysfunkcjonalne w swojej reakcji.

Od takiej smutnej konstatacji nie uciekniemy, bowiem dziś posiadanie służb to jedno, ale odpowiednie ich wykorzystanie i transfer danych to drugie. Dopiero codzienna synergia tych dwóch elementów pozwala mówić o skuteczności. Przy czym Zegart bardzo trafnie zauważa, że zmienia się również spektrum odbiorców w cyklu wywiadowczym. Kiedyś zaopatrywało się w dane i analizy liderów politycznych w kraju, dowódców wojskowych, a dziś trzeba myśleć już w kategoriach odbiorcy poza tym bardzo wąskim i elitarnym gronem. Bez współpracy z sektorem prywatnym system państwa jest podatny na zagrożenia. Jest to oczywiście jasne dla domeny cyber, ale już o wiele mniej czytelne np. w zakresie innych sektorów przemysłu czy przestrzeni akademickiej. Oczywiście w USA te zmiany są obserwowane, ale pytanie czy chociażby polskiej uczelnie są gotowe na rewolucję mentalną, zakładającą reakcje na pewne informacje ze strony własnego wywiadu i kontrwywiadu, to już zupełnie inna sprawa. W USA FBI informuje uczelnie wprost o zagrożeniach odnoszących się np. do wymian zagranicznych czy też pojawiania się zagranicznych studentów i naukowców, co stało się czytelne w kontekście Chin, ale również Iranu. Zegart pokazuje również, że amerykańska Wspólnota Wywiadowcza otwiera się na dyskusję z własnym społeczeństwem. Nie zaskakują więc podcasty CIA czy DIA. Nie zaskakują materiały edukacyjne na YouTube mówiące o działaniach wywiadu, ale też prewencji kontrwywiadowczej w różnych domenach. Zaś w Polsce nieśmiało możemy mówić o malutkich kroczkach podjętych w sferze prewencji antyterrorysytcznej (CPT ABW), zaś reszta tematów to nadal spadek po wcześniejszym postępowaniu definiowanym elitaryzmem w myśleniu oraz rozumieniu problematyki służb specjalnych.

Czytaj też

Rok 2023 nie będzie dla służb specjalnych łatwiejszy niż minione lata. Zegart pisze, że nasz świat definiuje już teraz potrzeba adaptacji się wywiadu do większej ilości zagrożeń, większej szybkości w działaniu, analizy większej ilości danych, współpracy z większą liczbą odbiorców urobku wywiadowczo-analitycznego, a także większą ilością rywali na arenie międzynarodowej. Przed nami więc wyzwania jakimi są odpowiednie finansowanie służb specjalnych, zwiększenie puli zasobów kadrowych, zarówno dla pracy w służbach, jak i pracy np. OSINT-owej na potrzeby służb, tak, aby np. uczelnie i ośrodki analityczne nie obawiały się być włączone w otwartą lub kamuflowaną pracę na potrzeby bezpieczeństwa kraju. Jednocześnie walczyć trzeba też ze stereotypami np. w postaci omnipotencji OSINT-u. Nic nie zastąpi klasycznych metod szpiegowskich bazujących na źródłach jakim są ludzie (HUMINT), a także tajnym przechwytywaniu sygnałów przeciwnika (SIGINT). Lecz tajność musi być oswojona z nową rzeczywistością jawności i na odwrót. To wysiłek mentalny, instytucjonalny i technologiczny, mogący być o wiele trudniejszym niż pozyskanie pieniędzy.

Na koniec można przypomnieć tezę wyartykułowaną jeszcze w kwietniu 2021 r., na łamach InfoSecurity24.pl. "Do 2040 r. służby specjalne, przede wszystkim wywiad, będą miały ewidentnie pełne ręce roboty. Świat staje się niestabilny w kontekście różnych trendów globalnych i nie jest to jedynie swego rodzaju slogan marketingowy. Trzeba bowiem dostrzec, że mieszanka rywalizacji mocarstw, rozwoju technologicznego i procesów społecznych tworzy masę krytyczną z którą musimy funkcjonować i przede wszystkim się do niej przygotować. Drogą prowadzącą do tego celu jest debata analityczna".

Komentarze