Służby Specjalne

Niemcy gotowi na "proces rozwodowy" z Rosją i jej służbami?

Fot. Pixabay

Niemieckie służby specjalne informują lub raczej ostrzegają przed wzmożonymi działaniami Rosji i - głosem szefa BfV - mówią o zmianie zasad gry. Jednocześnie, federalna minister spraw wewnętrznych dymisjonuje ważnego urzędnika, a w tle pojawia się wątek kontaktów z organizacją potencjalnie znajdującą się na celowniku rosyjskich służb wywiadowczych. Można zadać sobie w takim razie pytanie, czy rzeczywiście Niemcy zbliżają się do momentu zmiany, jakie zaszły chociażby w Wielkiej Brytanii, po ataku chemicznym rosyjskich służb w mieście Salisbury.

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Nancy Faeser (SPD) odwołała we wtorek ze stanowiska Arne Schoenbohma, szefa Federalnego Urzędu Bezpieczeństwa Informacji (BSI). Zarzuca się mu kontakty w rosyjskich kręgach wywiadowczych – podaje portal dziennika "Der Spiegel". O dymisji poinformował rzecznik MSW. BSI podlega niemieckiemu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Schoenbohm był krytykowany za zbyt bliskie kontakty w kręgach rosyjskich służb specjalnych, do których miało dochodzić za pośrednictwem kontrowersyjnego stowarzyszenia Niemiecka Rada Bezpieczeństwa Cybernetycznego – informuje dziennik "Welt". Był on jednym ze współzałożycieli i kierował nim przez pewien czas.

Czytaj też

Oczywiście samo stowarzyszenie odżegnuje się od zarzutów, a Schoenbohm miał wystąpić o sprawdzenie jego osoby. Niemieccy dziennikarze sugerują, że były już szef BSI nadal mógł utrzymywać kontakty ze swoim dawnym stowarzyszeniem. I dodają, że wobec obecnego prezesa stowarzyszenia formułowane są pytania o dziwne kontakty z Rosją. Według wspomnianego już wcześniej "Der Spiegel", Hans-Wilhelm Dünn był obserwatorem wyborów prezydenckich w Rosji i pojechał tam na zaproszenie rosyjskiej Dumy. I to właśnie on podpisał umowę o współpracy swojego stowarzyszenia z rosyjskim odpowiednikiem, którym kierował były wysoki rangą urzędnik rosyjskiego wywiadu. Sprawa jest więc niejasna, szczególnie jeśli chodzi o potencjalne relacje Schoenbohm-Dünn i zapewne nie zostałby wyciągnięta na światło dzienne bez odpowiedniego tła.

Tak czy inaczej, jest to kolejny przykład, że Niemcy mają wręcz systemowy oraz ciągły problem z rosyjską aktywnością na swoim terytorium i przede wszystkim wokół kluczowych sfer establishmentu tego państwa. Jest to naturalnym wynikiem prowadzonej przez lata polityki zbliżenia gospodarczego i politycznego między władzami w Berlinie i Moskwie. Mówiąc wprost, strona niemiecka przełożyła zyski płynące np. ze sfery pozyskiwania tanich surowców energetycznych nad własną osłonę kontrwywiadowczą, zachowując się w wielu przypadkach niczym symboliczne trzy małpki, które nie chcą widzieć pewnych procesów związanych z obecną polityką Kremla, nie chcą słyszeć o rosyjskich zagrożeniach w tym właśnie szpiegowskich i nie chcą mówić o agresywnych działaniach Kremla.

Czytaj też

Najbardziej czytelnym przykładem takiej postawy może być zabójstwo Zelimchana Changoszwili i porównanie ówczesnej reakcji Berlina do reakcji władz w Londynie na atak w Salisbury. Brytyjczycy rozpoczęli niemal ogólnoeuropejską lub nawet transatlantycką odpowiedź względem zasobów kadrowych i działań rosyjskich służb specjalnych. Dla Niemców zaś słowem kluczowym była ostrożność w stawianiu oskarżeń wobec akceptacji tajnych operacji przez czynniki rządowe w Moskwie. W końcu wspólny biznes musiał mieć nadal osłonę. Można tylko przypuszczać i spekulować jak wiele razy niemiecki kontrwywiad był niejako politycznie powstrzymywany przed uderzeniami w rosyjską agenturę, szczególnie agenturę wpływu. Lub ograniczano debatę publiczną o wykrytych wrażliwościach w systemie, wykorzystywanych bezpośrednio lub pośrednio przez rosyjskie służby specjalne.

Niemcy, analogicznie do kilku jeszcze państw w Europie, od dłuższego czasu pozostawały i nadal pozostają naturalnym rewirem aktywności rosyjskich (a wcześniej radzieckich) służb wywiadowczych. Sprzyjało temu zimnowojenne ulokowanie podzielonych Niemiec na styku dwóch bloków ideologicznych, przez co RFN było traktowane jako cel z racji członkostwa w NATO i obecności innych sił sojuszniczych na terytorium tego państwa. Zaś dawne NRD stanowiło atut w zakresie możliwego wykorzystywania tamtejszych zasobów osobowych do działań "sojuszniczej" służby wschodnioniemieckiej, ale też rekrutacji na potrzeby aktywności bezpośrednio radzieckich służb. Po zakończeniu zmagań zimnowojennych widać było, w sposób jasny i czytelny, że Kreml nie porzucił kierunku niemieckiego. Odnosiło się to do "kultywowania" zasobów agenturalnych lub pozyskiwania nowych. Szczególnie, że państwo niemieckie stało się w tym czasie naturalnym liderem gospodarczym w procesach integracyjnych w Europie. Jak również dysponowało i dysponuje ważnym zapleczem przemysłowym, badawczym i technologicznym.

Czytaj też

Niezmiernie ważne stało się także, wspomniane wcześniej, utrzymywanie bardzo dobrych relacji politycznych i gospodarczych między Rosją i Niemcami. Zwiększając realne zapotrzebowanie na posiadanie odpowiednich źródeł informacji po stronie rosyjskiej, a także naturalnie zwiększając swobodę operacyjną – zarówno jeśli chodzi o działania na terytorium Niemiec jak i poza nimi. W końcu władzom w Berlinie nie zależało na wikłaniu się w jakieś skandale szpiegowskie, gdy istniała możliwość czerpania zysków z kooperacji z państwem rosyjskim. Pomijając przy tym zmianę systemową, jaką było pojawienie się u sterów władzy na Kremlu Władimira Putina. Człowieka nie ukrywającego faktu ukształtowania go przez służby wywiadowcze i mającego epizod życia zawodowego właśnie na terytorium NRD. Jak powiedział swego czasu senator John McCain, mowa o "kgbowskim aparatczyku", w którego przysłowiowych oczach można było zobaczyć wypisany skrót KGB. Raczej trudno przypuszczać, że analitycy działający na potrzeby władz federalnych w Berlinie (szczególnie wywiadu) nie ostrzegali przed tym samym, ale to właśnie Niemcy de facto najdłużej z grona ważnych europejskich państw ignorowali taką diagnozę. Co więcej, bardzo szeroko zaakceptowali budowanie swoistego parasola ochronnego względem rosyjskiej aktywności.

W tym ostatnim przypadku mowa oczywiście w pierwszej kolejności o łatwym do zalegendowania prowadzeniu własnej agentury w Niemczech jeśli chodzi o wyjazdy obywateli tego kraju do Rosji czy spotykaniu się z Rosjanami. W końcu wielu Niemców prowadziło biznesy w Rosji, nawet z samym Władimirem Putinem. Do rangi symbolu urasta obecność Matthiasa Warniga, byłego funkcjonariusza wschodnioniemieckiej Stasi, wśród zaufanego grona przywódcy Rosji. Zaś perłą w koronie działań rosyjskich jest oczywiście Gerhard Schröder, a więc nie kto inny jak były kanclerz federalny RFN i, co równie ważne, jeden z najbardziej wpływowych swego czasu polityków tamtejszej socjaldemokracji. Nie mówiąc już o takich aspektach, jak działania organizacji prorosyjskich w Niemczech, mniej lub bardziej związanych z kwestiami politycznymi czy gospodarczymi. Jak i kluczowym aspekcie czyli obecności firm, przedsiębiorstw aktywnych w obu krajach.

Czytaj też

Dotyczy to klasycznego szpiegostwa, ale również innych form aktywności w tym przeprowadzania tajnych operacji. Nie bez przyczyny dość kuriozalnie zabrzmiały niedawne doniesienia o tym, że niemieckie służby specjalne ostrzegły o możliwości wystąpienia aktów przemocy (w tym możliwości popełniania mordów politycznych) i przede wszystkim wzmożonej aktywności wywiadowczej Rosji. Dzisiaj być może kluczowe wyzwanie dla Niemiec - jeśli to państwo będzie chciało podjąć się realnego zreformowania swojego podejścia do Rosji - jest uderzenie w pewnego rodzaju szarą strefę wzajemnych relacji, bazujących właśnie na nieformalnych kontaktach, kooperacji z różnymi stowarzyszeniami (naturalnie wykorzystywanymi przez rosyjskie służby) nie tylko o charakterze politycznym, ale też ekonomicznym, naukowym, społecznym czy odnoszącym się do domeny cyber. Albowiem, nawet bez formalnego werbunku i późniejszego prowadzenia agenturalnego danego obywatela Niemiec (w tym swoistych VIPów), ich styk ze strukturami rosyjskimi generuje liczne zagrożenia. Od przekazywania pewnych informacji (nawet w sposób niezaplanowany) - a dla wywiadu nie ma czegoś takiego jak informacja nieistotna, do możliwości wystawienia jakiejś innej osoby do możliwego werbunku.

Stąd też nie zaskakuje, w sensie praktycznym, odwołanie Schoenbohma, którego pozycja potencjalnie mogła stworzyć problemy dla bezpieczeństwa niemieckiej przestrzeni cyber i w tym infrastruktury krytycznej. Jedynym zaskoczeniem jest potencjalnie tak otwarte mówienie o tej sprawie w komunikatach polityczno-medialnych. Niezależnie od finału sprawy, pod względem śledztwa i możliwych działań procesowych (stąd powinniśmy zachować ostrożność w narracjach o "aferze szpiegowskiej"), należy podkreślić zasadność zachowywania należytej uwagi względem różnych formatów rosyjskich podejść pod kluczowe osoby oraz ośrodki rządowe i pozarządowe. Przede wszystkim jeśli chodzi o wykorzystywanie przestrzeni prywatnych firm, stowarzyszeń etc., które mogą mieć w szeregach "byłych" rosyjskich funkcjonariuszy wywiadu, nową falę biznesmenów kooperujących z umownym Kremlem lub działających pod jego parasolem. Pewnego rodzaju miks rosyjskich pieniędzy oraz relacji międzyludzkich to zawsze wielkie wyzwanie dla kontrwywiadów państw europejskich.

Czytaj też

Można jedynie liczyć na to, że wojna w Ukrainie, sabotaż NS1 i NS2, a także takie sprawy rozpatrywane w przestrzeni publicznej doprowadzą do zmiany jakościowej po stronie Niemiec. Bez tego, w przypadku Europy nadal będziemy mieli do czynienia ze znacznym wyzwaniem dla bezpieczeństwa każdego z innych państw. Jedno jest jednocześnie pewne, Rosjanie nie zrezygnują, a wręcz będą starali się podkręcić maksymalnie swoje działania wywiadowcze i "okołowywiadowcze", w tym na kierunku niemieckim.

Komentarze