Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Wydatki na pensje w budżetówce rosną wolniej. Co to oznacza dla mundurowych?

mbank kara złamanie Rodo
Autor. pxhere.com/CC0

Państwo z roku na rok wydaje coraz więcej na utrzymanie administracji, wojska, policji i sądów. W ciągu dekady rachunek za wynagrodzenia niemal się potroił. Teraz jednak przyszedł czas oszczędności i nieco mniejsze podwyżki – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”.

Na wynagrodzenia w państwowych jednostkach budżetowych zaplanowano na 2027 r. łącznie 96,4 mld zł – wynika z uzasadnienia do projektu ustawy budżetowej. Rok wcześniej było to 91,76 mld zł. Oznacza to wzrost o 4,7 mld zł, czyli o 5,1 proc. – przypomina gazeta.

Największa część tej kwoty przypadnie na pracowników objętych ustawą o kształtowaniu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej (to administracja publiczna, ale też np. służby mundurowe). Rok do roku mowa o około 4,8-procentowym wzroście. Z kolei na płace w organach naczelnych państwa, określanych jako budżetowe „święte krowy”, zaplanowano o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. „Określenie »święte krowy« odnosi się do instytucji, które same, a nie rząd, przygotowują swoje plany finansowe” – informuje „Rz”.

Zaznaczono też, że ostatnio widać wyraźne hamowanie tempa wzrostu wydatków płacowych w budżecie państwa. Plan na 2026 r. zakłada wzrost o 6 proc., a na 2027 r. – już tylko 4,8 proc. To najniższa dynamika od 2018 r., gdy wyniosła ledwie 3 proc. To może być sygnał, że okres szybkiego nadrabiania wzrostu wynagrodzeń w budżetówce dobiega końca, czemu sprzyja mniejsza inflacja i presja płacowa.

„Dla rządu ograniczenie tempa wzrostu funduszu płac jest jednocześnie jednym ze sposobów hamowania wydatków wobec trudnej kondycji finansów publicznych” – wskazuje „Rzeczpospolita”. 

Dla mundurowych takie działania mają konkretne konsekwencje. W debacie publicznej pojawia się ostry kontrast: projektowany nominalny wzrost funduszu płac idzie bowiem w parze z planowanymi, stosunkowo niewielkimi podwyżkami o ok. 3 proc., podczas gdy postulaty środowisk mundurowych sięgają 15 proc. Jak podkreślają związkowcy taki wskaźnik, może oznaczać realny brak odczuwalnej poprawy warunków życia.

I choć – jak wynika ze stanowiska resortu finansów – 15‑procentowe podwyżki są budżetowo nieosiągalne, pytanie, czy w zasięgu ręki jest wypracowanie mechanizmu kompromisowego i jak miałby on wyglądać? Dziś kłopot jednak w tym, że trudno przewidzieć, czy rząd w ogóle widzi przestrzeń do negocjacji w tym zakresie.

Jeśli jednak rządzący nie znajdą sposobu na rozwiązanie tej sytuacji, rozbieżność między planowanymi korektami a oczekiwaniami środowiska może stać się kłopotliwa. I to w roku, w którym mają odbyć się wybory.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama