Reklama
  • WIADOMOŚCI

Przepaść warta 29 mld zł, czyli spór o wysokość przyszłorocznych podwyżek

Fot. Krajowa Administracja Skarbowa
Fot. Krajowa Administracja Skarbowa

Waloryzacja wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2027 roku ma wynieść 3 procent. Taki poziom obejmie również funkcjonariuszy służb mundurowych, specjalnych oraz żołnierzy. Strona społeczna oczekiwała jednak podwyżek co najmniej pięciokrotnie wyższych, oscylujących w granicach 15 procent. Ministerstwo Finansów przekonuje, że rządowa propozycja będzie wyższa od prognozowanej inflacji, ale przyznaje, że realizacja postulatu związków zawodowych oznaczałaby dla budżetu wydatek rzędu 36 mld zł.

Przyjęty przez Radę Ministrów średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na 2027 r. wynosi 103 proc., a więc w praktyce oznacza 3-procentową podwyżkę.

Ministerstwo wskazuje, że punktem odniesienia była prognozowana inflacja, która – jak wynika z „Wieloletnich założeń makroekonomicznych na lata 2026–2030” – w przyszłym roku ma sięgnąć 2,5 proc. Jak podkreślono właśnie z tego powodu – jak wskazuje MF – rządowy wskaźnik został ustalony „na poziomie wyższym od prognozowanej inflacji o 0,5 pkt. proc.”.

Resort zaznacza również wprost, że mechanizm dotyczyć będzie nie tylko pracowników administracji. „Podwyżka obejmie wszystkie grupy pracownicze psb, w tym nauczycieli, urzędników, żołnierzy i funkcjonariuszy. Zwaloryzowany zostanie również fundusz na wynagrodzenia” – czytamy w piśmie podpisanym przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów Juranda Dropa.

Dla służb mundurowych oznacza to, że przyszłoroczna waloryzacja uposażeń ma zatrzymać się na poziomie 3 proc., podczas gdy oczekiwania związków zawodowych były zasadniczo inne. FZZ, NSZZ „Solidarność” i OPZZ już 27 maja przedstawiły wspólne stanowisko, w którym wskazały, „że wzrost wynagrodzeń w psb (państwowej sferze budżetowej – przyp. red.) powinien wynosić nie mniej niż 15 proc.”. To pięć razy więcej niż propozycja rządu.

Różnicę dobrze pokazują wyliczenia finansowe przedstawione przez resort. Przy 3-procentowym wzroście wynagrodzeń skutki dla budżetu państwa oszacowano na około 7 mld zł. Podwyżka na poziomie 10 proc. kosztowałaby około 24 mld zł, a realizacja postulatu 15 proc. około 36 mld zł.

Ministerstwo zastrzega przy tym, że „nie są to wydatki jednorazowe”, i powodować mają „skutki przechodzące na kolejne lata”. Z perspektywy rządu właśnie trwałość tych wydatków może być jednym z kluczowych argumentów przeciwko większej skali waloryzacji. Resort wylicza też, że 15-procentowy wskaźnik podwyżek w budżetówce, oznaczałby koszt o około 29 mld zł wyższy niż w przypadku obecnej propozycji.

W odpowiedzi na interpelację podkreślono także, że – przy uwzględnieniu prognozowanego 3-procentowego wzrostu w latach 2026–2027 – przeciętne wynagrodzenia w państwowej sferze budżetowej mają być w 2027 r. nominalnie wyższe o około 96,8 proc. niż w 2019 r. Przy skumulowanej inflacji na poziomie około 56,2 proc. miałoby to oznaczać realny wzrost przeciętnych wynagrodzeń „niemal o 26 proc.”.

To jednak argument odnoszący się do szerokiej średniej dla całej sfery budżetowej, a nie do konkretnej sytuacji poszczególnych formacji. Wiele wskazuje na to, że decyzji o 3-procentowej waloryzacji rząd, a z pewnością resort finansów, zamierza bronić przede wszystkim właśnie wskaźnikami makroekonomicznymi i możliwościami budżetu. Związkowcy wciąż alarmują jednak, że trzeba zwiększać atrakcyjności pracy i służby dla państwa. Między tymi stanowiskami pozostaje nie tylko spór o procenty, ale też 29 mld zł różnicy w rocznych wydatkach.

Jak na razie prace nad przyszłorocznym budżetem jednak wciąż trwają, co oznacza, że nic nie zostało jeszcze przesądzone. I choć 15-procentowa waloryzacja może być poza zasięgiem realnego kompromisu, być może mundurowym uda się przekonać rządzących, by wskaźnik był większy niż proponowane dziś 3 procent.

Reklama
Reklama