Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Europa nauczy się szpiegować samodzielnie? Wojna w Ukrainie zmienia oblicze wywiadu

szpieg człowiek w nocy
Autor. ahmet öktem/Pexels

Rosyjska inwazja na Ukrainę pokazała państwom Zachodu, że we współczesnym świecie nie mogą bez końca polegać na wywiadowczym wsparciu Stanów Zjednoczonych. Europejskie państwa inwestują dziś w rozwój własnych służb, zwiększają ich uprawnienia i zacieśniają współpracę.

Przez lata wiele europejskich państw zakładało, że w kwestiach bezpieczeństwa może w dużej mierze polegać na Stanach Zjednoczonych. Wojna w Ukrainie pokazała jednak, jak kosztowna może być taka zależność. Dziś państwa średniej wielkości inwestują w rozwój własnych służb wywiadowczych, próbując przygotować się na świat, w którym zagrożenia ze strony Rosji, Chin czy Korei Północnej są coraz poważniejsze.

Jak opisuje „The Economist”, jednym z najbardziej symbolicznych przykładów błędów europejskiego wywiadu była sytuacja Bruno Kahla, byłego szefa niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej (BND). 23 lutego 2022 roku Kahl przyleciał do Kijowa, przekonany, że Rosja nie rozpocznie pełnoskalowej inwazji. Nie zdążył nawet spotkać się z ukraińskimi przywódcami. Kilka godzin później rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę, a Kahl musiał zostać ewakuowany z hotelu przy pomocy służb sojuszniczych państw.

Reklama

Nie tylko Niemcy nie przewidziały rosyjskiego ataku. Francuskie służby również nie były przekonane, że dojdzie do inwazji. Po rozpoczęciu wojny stanowisko stracił szef francuskiego wywiadu wojskowego generał Éric Vidaud. Ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii płynęły ostrzeżenia o nadchodzącej inwazji, jednak europejskie agencje w dużej mierze nie dysponowały wystarczającymi możliwościami, aby niezależnie je zweryfikować.

Od państw zależnych do państw zdolnych do samodzielnego działania

Po doświadczeniach z 2022 roku sytuacja zaczęła się zmieniać. Państwa, które przez dziesięciolecia zaniedbywały rozwój swoich służb specjalnych, zaczęły inwestować w nowe zdolności. Japonia buduje swoje służby wywiadowcze praktycznie od podstaw. Szwecja tworzy nową cywilną agencję wywiadu zagranicznego. Kanada analizuje możliwość powołania podobnej instytucji, a Niemcy chcą rozszerzyć uprawnienia swoich agentów. Także Holandia przygotowuje zmiany prawne, które mają ułatwić służbom prowadzenie operacji.

Jak zauważa „The Economist”, celem tych reform jest nie tylko przeciwdziałanie rosyjskiemu czy chińskiemu szpiegostwu. Państwa chcą również lepiej radzić sobie z tak zwanymi działaniami w szarej strefie – operacjami poniżej progu otwartej wojny. Chodzi między innymi o sabotaż, cyberataki, dezinformację czy działania agenturalne. Dobrym przykładem jest dron z materiałami wybuchowymi znaleziony na lotnisku w Lipsku. Tego rodzaju incydenty pokazują, że zagrożenie nie musi przyjmować formy klasycznej operacji wojskowej.

Rosja, Chiny i nowa epoka rywalizacji

Zmiana podejścia europejskich państw wynika również z szerszej sytuacji geopolitycznej. Rosja pozostaje bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy, podczas gdy Chiny szybko zwiększają swoje możliwości wojskowe i wywiadowcze. W Azji dodatkowym problemem pozostaje Korea Północna.

Państwa chcą więc wiedzieć nie tylko, jakie możliwości mają ich przeciwnicy, ale także, jakie są ich zamiary. To właśnie rozpoznanie intencji okazało się jednym z kluczowych problemów przed rosyjską inwazją.

Były premier Szwecji Carl Bildt zwraca uwagę, że systemy wywiadowcze potrafią dobrze mierzyć zdolności przeciwnika, ale znacznie trudniej jest im określić jego zamiary. Z tego powodu Szwecja tworzy nową służbę, która ma korzystać zarówno ze źródeł tajnych, jak i komercyjnych oraz publicznie dostępnych.

Dziedzictwo Gestapo i późniejszej wschodnioniemieckiej Stasi sprawiło, że działalność wywiadowcza przez długi czas była w Niemczech obciążona szczególnie dużymi ograniczeniami. Według „The Economist” BND miała przez lata znacznie mniejsze możliwości operacyjne niż służby państw takich jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone.

Planowane reformy mają to zmienić. Niemiecki wywiad miałby otrzymać większe możliwości prowadzenia operacji zagranicznych, w tym działań cybernetycznych. Szef BND Martin Jäger argumentuje, że służby muszą być zdolne nie tylko do obserwowania przeciwników, lecz także do aktywnego przeciwdziałania ich działaniom.

Japonia zaczyna budować własny aparat wywiadowczy

Jeszcze dalej idące zmiany zachodzą w Japonii. Po II wojnie światowej kraj kwitnącej wiśni ograniczył swoje zdolności wywiadowcze, między innymi ze względu na doświadczenia związane z imperialnym aparatem bezpieczeństwa. Japońskie służby wywiadowcze są rozproszone, a i informacje między nimi są przekazywane w sposób mało efektywny. Teraz Tokio próbuje to zmienić. Japonia stworzyła Radę Służb Wywiadowczych oraz Biuro Służb Wywiadowczych, które mają pełnić funkcję centralnego ośrodka zarządzającego informacjami pochodzącymi z różnych źródeł.

Kolejnym krokiem ma być utworzenie pełnoprawnej służby wywiadu zagranicznego. Japonia rozważa również przyjęcie nowych przepisów dotyczących zwalczania szpiegostwa, szczególnie w kontekście rosnącej aktywności Chin, Rosji i Korei Północnej w jej regionie. Współpraca z innymi państwami jest przy tym kluczowa. Japońscy eksperci wskazują, że partnerzy będą oczekiwać od Tokio przede wszystkim zdolności zdobywania informacji dotyczących aktywności Chin. W dalszej perspektywie Japonia mogłaby stać się czymś w rodzaju „szóstego oka” anglosaskiego Sojuszu Pięciorga Oczu – ocenia „The Economist”.

Pytania o adekwatność zdolności wywiadu do wyzwań współczesnego świata coraz częściej padają również w przestrzeni publicznej w Kanadzie. Jej główna służba bezpieczeństwa CSIS koncentruje się przede wszystkim na zagrożeniach wewnętrznych i ma ograniczone możliwości prowadzenia operacji wywiadowczych za granicą. Kanadyjskie władze analizują więc możliwość stworzenia odrębnej służby wywiadu zagranicznego. Debata nabrała dodatkowego znaczenia w związku z napięciami z Indiami oraz rosnącą niepewnością dotyczącą przyszłości relacji ze Stanami Zjednoczonymi.

Najważniejsza zmiana: współpraca

Jednym z najważniejszych trendów – wskazuje „The Economist” – jest jednak nie samo zwiększanie możliwości poszczególnych służb, ale ich coraz bliższa współpraca. Europejskie agencje zaczynają dzielić się między sobą zadaniami. Jedna służba może koncentrować się na określonym aspekcie działalności Rosji, inna na Chinach, jeszcze inna na cyberprzestrzeni. Następnie informacje są łączone.

Szef francuskiego wywiadu zagranicznego Nicolas Lerner mówił, że współpraca między europejskimi służbami osiągnęła bezprecedensowy poziom. Nie oznacza to jednak powstania europejskiego odpowiednika Sojuszu Pięciorga Oczu. Wymiana najbardziej wrażliwych informacji nadal jest trudna. Państwa mają różne interesy, różnie oceniają zagrożenia, a służby obawiają się również kontrwywiadowczych konsekwencji zbyt szerokiego dzielenia się informacjami. W końcu im więcej osób ma dostęp do tajemnicy, tym trudniej ją zachować.

Co, jeśli Ameryka przestanie nam pomagać?

Największym katalizatorem zmian jest jednak nie tylko Rosja czy Chiny, lecz także rosnąca niepewność dotycząca przyszłości współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Dla europejskich służb amerykański wywiad pozostaje niezwykle ważnym źródłem informacji. Waszyngton dysponuje ogromnymi możliwościami w zakresie rozpoznania satelitarnego, SIGINT, cyberwywiadu oraz innych form zbierania danych.

Reklama

Jednocześnie decyzja administracji Donalda Trumpa o czasowym wstrzymaniu wymiany informacji wywiadowczych z Ukrainą w 2025 roku pokazała europejskim państwom, że dostęp do amerykańskich danych może zależeć od decyzji politycznych. To skłania część sojuszników do budowania planów awaryjnych. Chodzi nie tyle o całkowite zastąpienie Stanów Zjednoczonych, ile o stworzenie własnych możliwości pozwalających przynajmniej częściowo funkcjonować bez wsparcia USA.

Były oficer amerykańskiego wywiadu David Gioe zauważa, że w przypadku załamania współpracy straciłyby obie strony, choć konsekwencje dla Europejczyków byłyby prawdopodobnie poważniejsze.

Czy powstanie europejski odpowiednik Sojuszu Pięciorga Oczu?

Pomysł stworzenia bardziej zintegrowanego europejskiego aparatu wywiadowczego pojawia się coraz częściej. Były prezydent Finlandii Sauli Niinistö zaproponował w 2024 roku utworzenie pełnoprawnej europejskiej struktury współpracy wywiadowczej. Podobne idee pojawiały się w Niemczech czy Holandii.

Problem polega na tym, że Sojusz Pięciorga Oczu jest w pewien sposób niepowtarzalny. Powstał dzięki dekadom współpracy pięciu państw, które łączy język, historia, instytucje i doświadczenia ze wspólnych operacji.

Reklama

Podobny poziom współpracy w Europie byłby znacznie trudniejszy do osiągnięcia. Jak zauważa „The Economist”, nie wszystkie państwa mają takie samo podejście do Rosji czy Chin, a część z nich obawia się, że przekazywanie wrażliwych informacji zwiększy ryzyko ich przejęcia. Mimo to współpraca już się pogłębia. Służby specjalne wybranych państw wspólnymi siłami próbują osiągać niektóre trudne cele wywiadowcze, głównie związane z Rosją i Chinami.

A co ze szpiegowaniem Ameryki?

Rozwój europejskich zdolności wywiadowczych rodzi bardziej niewygodne pytanie: co zrobić, jeśli największy sojusznik stanie się źródłem zagrożenia lub przynajmniej strategicznej niepewności? Formalnie państwa sojusznicze nie powinny szpiegować siebie nawzajem. Historia pokazuje jednak, że w praktyce granica ta bywa znacznie bardziej płynna.

W 2013 roku Edward Snowden ujawnił informacje dotyczące amerykańskich programów masowej inwigilacji. Okazało się między innymi, że amerykańskie i brytyjskie służby monitorowały komunikację zagranicznych przywódców, w tym ówczesnej kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Według byłego oficera amerykańskiego wywiadu państwa spoza Sojuszu Pięciorga Oczu prawdopodobnie częściowo prowadzą działania wywiadowcze wymierzone w Stany Zjednoczone. W okresach napięć takie działania mogą się nasilać. Nie oznacza to jednak, że państwa europejskie są w stanie szybko odtworzyć pełny obraz amerykańskiej polityki. Zdobycie wiarygodnych informacji o planach i intencjach przywódców wymaga często wielu lat pracy.

Nowy świat dla europejskich szpiegów

Wojna w Ukrainie była dla europejskich służb sygnałem ostrzegawczym. Okazało się, że nawet bliskość geograficzna, członkostwo w NATO i dostęp do informacji amerykańskiego wywiadu nie gwarantują pełnego zrozumienia intencji przeciwnika. Dlatego państwa takie jak Niemcy, Japonia, Szwecja czy Kanada inwestują dziś w zdolności, które jeszcze kilka lat temu wydawały się mniej potrzebne.

Nie oznacza to końca współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Przeciwnie – amerykański wywiad pozostaje dla sojuszników niezwykle ważny. Zmienia się jednak sposób myślenia o tej współpracy. Europejskie państwa coraz wyraźniej zakładają, że powinny być zdolne do samodzielnego zdobywania informacji i oceny zagrożeń.

Jak wynika z analizy „The Economist”, współczesny wywiad staje się jednym z fundamentów bezpieczeństwa państwa. W świecie, w którym Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, Chiny zwiększają swoje zdolności militarne, a relacje transatlantyckie stają się bardziej nieprzewidywalne, europejskie państwa coraz mniej chcą być wyłącznie odbiorcami informacji dostarczanych przez innych.

Reklama
Reklama