Reklama

Zagraniczni ochotnicy w Ukrainie: rosyjski wywiad, narcos i kolumbijscy najemnicy

ukraina wojsko wojna
Wojna na Ukrainie
Autor. 53rd Mechanized Brigade/Defense of Ukraine (@DefenceU)/X

Od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę jednym z najbardziej widocznych zjawisk wojny jest obecność tysięcy zagranicznych ochotników w szeregach Międzynarodowego Legionu Sił Zbrojnych Ukrainy. Znaleźli się wśród nich zarówno byli wojskowi z państw NATO, weterani wojen w Iraku czy Afganistanie, jak i osoby bez doświadczenia bojowego, kierujące się głównie pobudkami ideowymi.

Jak podaje Intelligence Online, różnorodność i rotacja legionistów stwarzają poważne wyzwania dla ukraińskich służb kontrwywiadowczych. Od początku wojny SBU i HUR muszą mierzyć się z ryzykiem przenikania rosyjskich agentów do struktur ochotniczych. Rosyjski wywiad postrzega legionistów jako atrakcyjny cel: mogą dostarczać informacji o planach operacyjnych, realiach pola walki oraz nowoczesnych technologiach, zwłaszcza dronach FPV (First Person View), które stały się kluczowym narzędziem wojny. Infiltracja Legionu umożliwia nie tylko zwiększenie możliwości operacyjnych Rosji, ale także otwiera drogę do transferu wiedzy do środowisk przestępczych.

Reklama

Według The Insider, szczególną uwagę służb przyciągnęli hiszpańskojęzyczni rekruci. Niektórzy z nich mogli być powiązani z latynoamerykańskimi kartelami narkotykowymi. Podejrzenia dotyczą tego, że nie wszyscy kierowali się motywacją ideową – część mogła traktować wojnę jako okazję do zdobycia doświadczenia w obsłudze nowoczesnych systemów bojowych, w tym dronów FPV. Intelligence Online sugeruje, że rosyjskie służby mogą próbować wykorzystywać takich rekrutów jako tajnych współpracowników lub „podwójnych agentów”, którzy po powrocie do swoich krajów przekażą zdobytą wiedzę kartelom lub wywiadowi.

W odpowiedzi na rosnące zagrożenie SBU we współpracy z HUR powołały specjalny zespół do monitorowania legionistów – informuje The Insider. Jego zadaniem jest weryfikacja rekrutów, analiza powiązań i przepływów finansowych oraz nadzór nad jednostkami, w których mogą działać potencjalni infiltratorzy. Jak podaje Kyiv Post, wprowadzono nowe procedury bezpieczeństwa: szczegółową weryfikację tożsamości, monitoring łączności oraz izolację podejrzanych osób. Część legionistów została odsunięta od działań bojowych, a wobec innych prowadzone są postępowania wyjaśniające.

„Narcos" w Tactical Group Ethos

W połowie 2025 roku temat infiltracji Legionu nabrał nowego wymiaru. Według Defense News, pojawiły się doniesienia, że osoby z Meksyku i Kolumbii wstępowały do Legionu głównie w celu zdobycia wiedzy o obsłudze dronów FPV. Latem 2025 roku Meksykańskie Narodowe Centrum Wywiadowcze (CNI) ostrzegło SBU, że część ochotników zgłasza się pod pretekstem odbycia szkolenia z obsługi dronów FPV, a ich faktycznym celem jest transfer tej wiedzy do karteli narkotykowych.

Czytaj też

Jak informują The Insider i The War Zone, szczególne zainteresowanie służb wzbudziła Tactical Group Ethos – jednostka działająca w strukturach HUR na froncie wschodnim, m.in. w rejonach Doniecka i Charkowa. To właśnie tam miały pojawiać się osoby powiązane z kartelami, zainteresowane wyłącznie szkoleniem dronowym.

Przykładem jest Meksykanin znany jako „Águila-7”. Jak opisuje SOFX, w 2024 roku podawał się za obywatela Salwadoru, ale ustalono, że pochodzi z Meksyku i był szkolony w elitarnych jednostkach GAFE. Część żołnierzy tej formacji zasiliła później struktury kartelu Zetas. „Águila-7” wyróżniał się zaawansowaną wiedzą o obsłudze dronów, m.in. w zakresie omijania zakłóceń i ograniczeń termowizji. Ponieważ meksykańskie kartele już wykorzystują drony w wojnach gangów, pozyskanie ukraińskiej taktyki jest dla nich szczególnie cenne.

Anonimowy funkcjonariusz SBU, cytowany przez Intelligence Online, podkreślił, że „w dobrej wierze powitaliśmy wolontariuszy”. „Musimy jednak uznać, że Ukraina stała się platformą globalnego rozpowszechniania taktyk FPV. Niektórzy przyjeżdżają tu, by nauczyć się zabijać dronem za 400 dolarów, a potem sprzedają tę wiedzę temu, kto zapłaci najwięcej” - mówił.

Reklama

Jak ustalił Kyiv Post, wśród ochotników wykryto także trzech byłych bojowników FARC, którzy wjechali na Ukrainę, posługując się fałszywymi dokumentami wystawionymi w Panamie i Wenezueli. Jednego z nich rozpoznano w ośrodku szkolenia dronów w Dnieprze dzięki tatuażom i akcentowi.

Rekrutacja mogła być wspierana przez prywatne firmy ochroniarskie powiązane z przemytem narkotyków. The Insider wskazuje na meksykańską firmę Grupo ROKA Seguridad, powiązaną z przemytem broni i osób wjeżdżających na Ukrainę, oraz na kolumbijski podmiot SEGURCOL SAS z siedzibą w Cali i Medellín, który miał rekrutować byłych żołnierzy kolumbijskiej armii na zlecenie zagranicznych klientów. Podejrzewa się, że obie firmy korzystały z sieci handlarzy narkotyków, aby finansować podróże, wystawiać fałszywe dokumenty i uzyskiwać wizy humanitarne.

Kolumbijczycy na froncie

Informacje o obecności byłych bojowników FARC wpisują się w szerszy kontekst napływu Kolumbijczyków na Ukrainę. Według Center for European Policy Analysis (CEPA) po stronie Ukrainy walczy obecnie ponad dwa tysiące Kolumbijczyków, z czego około osiemdziesięciu zginęło. Inne źródła podają niższe szacunki: Kyiv Post wskazuje na liczbę od kilkuset do maksymalnie dwóch tysięcy, a EuroMaidan Press – od 200 do 2000.

Czytaj też

Z kolei LatinAmericanPost pisał w czerwcu 2025 roku o czarterowym locie z 50 byłymi żołnierzami. Grupa ta jest bardzo zróżnicowana – obok idealistów znajdują się w niej doświadczeni wojskowi, którzy walczyli wcześniej zarówno z partyzantką, jak i kartelami. Część przyciąga perspektywa obywatelstwa oraz wynagrodzenie w wysokości 3–5 tysięcy dolarów miesięcznie – podaje EuroMaidan Press.

Jak podkreśla AP News, wielu Kolumbijczyków podejmuje decyzję o wyjeździe z powodów ekonomicznych – w kraju byli żołnierze mogą liczyć na niskopłatną pracę w ochronie, podczas gdy kontrakt na Ukrainie zapewnia kilkukrotnie wyższe zarobki.

Możliwe ukrywanie skali infiltracji przez ukraińskie służby

Choć w przestrzeni medialnej pojawia się wiele doniesień o przypadkach infiltracji Międzynarodowego Legionu przez rosyjski wywiad, byłych bojowników FARC czy osoby powiązane z latynoamerykańskimi kartelami, należy podkreślić, że faktyczna skala tego zjawiska może być znacznie większa, niż wynika z oficjalnych komunikatów ukraińskich władz.

Reklama

Istnieje kilka powodów, dla których SBU i HUR mogą celowo ograniczać publiczne ujawnianie informacji:

  1. Bezpieczeństwo operacyjne – nagłaśnianie metod weryfikacji legionistów, liczby wykrytych infiltratorów czy szczegółów działań kontrwywiadowczych mogłoby pomóc Rosji i zorganizowanej przestępczości w dostosowaniu taktyki i skuteczniejszym ukrywaniu agentów.
  2. Ochrona wizerunku Legionu – Międzynarodowy Legion jest ważnym symbolem wsparcia Zachodu i globalnej solidarności z Ukrainą. Ujawnienie, że w jego szeregach działają osoby powiązane z kartelami narkotykowymi lub bojownicy z Ameryki Łacińskiej, mogłoby podważyć zaufanie opinii publicznej i zniechęcić nowych ochotników.
  3. Unikanie napięć dyplomatycznych – otwarte wskazywanie na rekrutów z Meksyku czy Kolumbii mogłoby wywołać napięcia w relacjach z tymi państwami. Ukraińskie służby mogą zatem decydować się na działania niejawne, aby nie przenosić problemu na poziom polityczny.
  4. Niepełna wiedza o zjawisku – część ochotników posługuje się fałszywymi dokumentami, korzysta z pomocy prywatnych firm ochroniarskich lub zmienia tożsamości. Nawet ukraińskie instytucje mogą nie znać dokładnej liczby osób powiązanych z przestępczością.

Wszystkie te czynniki sprawiają, że oficjalne doniesienia o infiltracji Legionu mogą stanowić jedynie wierzchołek góry lodowej. Z tego powodu oceny zagrożenia oparte wyłącznie na źródłach otwartych – raportach prasowych i komunikatach medialnych – należy traktować jako niepełne, a realną skalę problemu znają prawdopodobnie tylko ukraińskie służby kontrwywiadowcze.

Konsekwencje infiltracji

Wnioski z dostępnych raportów i analiz (dev.ua, Kyiv Post, Defense News, The Insider, The War Zone) pokazują, że obecność zagranicznych ochotników na Ukrainie to zjawisko bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Zidentyfikowano co najmniej kilku byłych bojowników FARC, którzy posługiwali się fałszywymi dokumentami. Latynoamerykańskie kartele mogły traktować Międzynarodowy Legion – a zwłaszcza Tactical Group Ethos – jako okazję do zdobycia wiedzy o obsłudze dronów bojowych.

Czytaj też

Skala zjawiska pozostaje trudna do oszacowania, ponieważ informacje pochodzą głównie ze źródeł medialnych, a ukraińskie służby nie ujawniają wszystkich danych. Niemniej opisane przypadki wskazują na poważne ryzyko: transfer technologii i taktyk z Ukrainy do karteli i struktur wywiadowczych.

Jak podkreślają analitycy CEPA i EuroMaidan Press, wielu ochotników kieruje się względami ekonomicznymi lub chęcią zdobycia obywatelstwa. Połączenie „narcos” i rosyjskiego wywiadu może jednak przyspieszyć transfer technologii bojowych do przestępczości, ułatwić sabotaż i działania wpływu, a także stworzyć zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskiego.

Po wojnie część ochotników wróci do Ameryki Łacińskiej, inni mogą osiedlić się w Europie. Jeśli w tej grupie znajdą się byli bojownicy FARC, osoby powiązane z kartelami czy agenci GRU, pojawi się ryzyko „eksportu wojny”: wyszkoleni bojownicy z kontaktami i motywacją do działań przestępczych lub sabotażowych mogą stanowić zagrożenie w europejskich miastach.

Reklama
WIDEO: Wiceminister finansów: wszyscy funkcjonariusze powinni być traktowani równo, jeśli wykonują te same zadania
Reklama

Komentarze

    Reklama