- WIADOMOŚCI
Trzęsienie ziemi w Wenezueli. Ratownicy przeciążeni, mieszkańcy pomagają w poszukiwaniach
Autor. Telenord, CC BY 4.0
Braki sprzętowe, niewystarczająca liczba ratowników i problemy z komunikacją utrudniają akcje poszukiwawcze po silnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło północ Wenezueli. W najbardziej dotkniętych dzielnicach Caracas mieszkańcy własnymi rękami usuwają gruz.
W środę północ Wenezueli nawiedziły silne trzęsienia ziemi. Dwa wstrząsy o magnitudzie 7,2 i 7,5 wystąpiły w odstępie zaledwie 39 sekund. Następnie odnotowano co najmniej 20 wstrząsów wtórnych. Szczególnie mocno ucierpiała stolica kraju. W kilku dzielnicach zawaliły się budynki mieszkalne, a pod gruzami znaleźli się ludzie. Służby ratunkowe prowadzą akcje poszukiwawcze w najbardziej dotkniętych rejonach Caracas i stanu La Guaira. Relacje z miejsc katastrofy wskazują jednak, że ratownikom brakuje odpowiedniego sprzętu i ludzi. W wielu miejscach w działania zaangażowani są sami mieszkańcy.
Informacje przekazywane za pomocą megafonu
W środku nocy w Chacao, jednej z najbardziej dotkniętych przez trzęsienie dzielnic Caracas, burmistrz Gustavo Duque przekazywał mieszkańcom informacje za pomocą megafonu. Poinformował – jak podaje El Pais – że ratownikom udało się wydobyć spod gruzów 18 żywych osób. Władze lokalne uruchomiły także punkty pomocy zaopatrzone w wodę, toalety, opiekę medyczną oraz miejsce zgłaszania osób zaginionych.
Jednocześnie Duque apelował do firm budowlanych o udostępnienie wiertarek i młotów hydraulicznych koniecznych do prowadzenia akcji ratunkowych. Według relacji z miejsca zdarzenia ratownicy w dużej części improwizują, korzystając z dostępnych narzędzi. W Chacao brakowało latarek, drabin, a na miejscu niemal nie było strażaków. Gruz własnymi rękami usuwali wspólnie cywile i policjanci.
W dzielnicy Los Palos Grandes zawalił się budynek mieszkalny Petunia. Rodziny mieszkańców gromadziły się przy ruinach, próbując odnaleźć bliskich. Niektórzy wchodzili między gruzowiska, by szukać osób uwięzionych pod zawalonymi konstrukcjami.
Podobna sytuacja panowała w dzielnicy San Bernardino. Mieszkańcy utworzyli tam „łańcuch ludzi” przekazujących wiadra wypełnione gruzem podczas poszukiwań osób znajdujących się pod ruinami sześciopiętrowego budynku Juvenal. Dopiero trzy godziny po trzęsieniu na miejsce dotarł dźwig, który miał pomóc w usuwaniu najcięższych betonowych płyt. Ratownicy nasłuchiwali głosów dochodzących spod gruzów i prosili zgromadzonych o zachowanie ciszy.
Niewystarczająca liczba funkcjonariuszy
Działania ratunkowe utrudniały również problemy komunikacyjne. Po wstrząsach wiele telefonów straciło zasięg, a mieszkańcy mieli ograniczony dostęp do internetu i informacji. Przez wiele godzin po katastrofie oficjalnych komunikatów było niewiele, a informacje o sytuacji przekazywali głównie lokalni urzędnicy, ratownicy oraz dziennikarze obecni na miejscu.
Dodatkowym problemem okazała się ocena bezpieczeństwa budynków. Jak wynika z relacji mieszkańców Caracas, w związku z małą liczbą funkcjonariuszy, służby nie były w stanie sprawnie sprawdzić wszystkich uszkodzonych obiektów i poinformować mieszkańców, czy mogą wrócić do swoich domów. W efekcie wiele osób zdecydowało się spędzić noc na ulicach, placach i przy drogach.
Według wstępnych danych przekazanych przez pełniącą obowiązki prezydent Delcy Rodríguez, w wyniku trzęsienia ziemi zginęły co najmniej 32 osoby, a około 700 zostało rannych. Bilans ten nie obejmował jeszcze stanu La Guaira, uznawanego za epicentrum, gdzie zawaliły się dziesiątki budynków. Skala zniszczeń na ten moment pozostaje tam nieznana.

