Za Granicą

Symbioza rosyjskich służb specjalnych i gangsterki. Rosja państwem mafijnym [OPINIA]

Fot. Kremlin.ru

Opierając się jedynie na informacjach dostępnych w rosyjskojęzycznej przestrzeni medialnej, dotyczących FSB i GRU oraz powiązań personalnych ich kierownictwa powstaje pytanie, czym są właściwie obecne służby specjalne Rosji? Zjawisko przenikania się przestępczości zorganizowanej ze strukturami państwa w Rosji ma obecnie formę już nie symbiozy, a politycznego mutualizmu. W tej sytuacji uprawnione jest stwierdzenie, że Rosja jest obecnie państwem mafijnym. W tym układzie rosyjskie służby specjalne pełnią rolę koordynatora i sprawują funkcję nadzorczą.

Sieć powiązań

Według informacji zdobytych przez hiszpańską policję (z podsłuchów), Genady Petrov, jeden z liderów OPG Tambowskaya (ang. organized criminal group), utrzymywał kontakty z najwyższymi rangą urzędnikami Rosji, w tym z ówczesnym premierem Wiktorem Zubkovem, ministrem obrony Anatolijem Sierdiukowem i wieloma innymi. W swoich rozmowach Petrov nazywał Zubkova i Sierdiukova potocznie "Witia" i "Tolik".  Był również w bliskich stosunkach z wysokimi rangą funkcjonariuszami organów ścigania. Wśród nich wyróżniał się człowiek, który pojawia się w podsłuchach pod pseudonimami "Bołtaj-Noga" lub "Gulai-Noga". Według gazety Insider osobą tą miał być Sergiej Koroliev, który 24 lutego 2021 r., dekretem prezydenta Rosji, został mianowany pierwszym zastępcą dyrektora FSB. Koroliev to były szef Służby Bezpieczeństwa Gospodarczego FSB oraz były szef Dyrekcji Bezpieczeństwa Wewnętrznego FSB.

Nowaja Gazeta w 2018 roku opisała grupę Gagieva. Według niej nie była ona typowym gangiem. Nazywając siebie "Rodziną", jej członkowie postrzegali siebie jako swoiste ramię systemu wymiaru sprawiedliwości, które działało, gdy rosyjskie organy ścigania nie wykonywały swoich zadań. Niektórzy członkowie "Rodziny" nawet poważnie wierzyli, że są tajną jednostką FSB. Na swym koncie mieli wiele zabójstw i porwań, za które Gagiev poszukiwany był w Rosji. W wyniku działalności przestępczej tej grupy w Moskwie, w obwodzie moskiewskim i Republice Osetii Północnej-Alanii zginęło 60 osób. Sam Gagiev został aresztowany w Austrii. "Wyprowadził mnie z Rosji szef dziewiątej służby FSB. Powiedział, że nic nie może zrobić, aby mi pomóc. Dodał, że jest rozwiązanie. Dał mi dziesięć tysięcy dolarów i zdecydował, że to jedyna rzecz, w której może mi pomóc" - zeznał w trakcie rozprawy ekstradycyjnej przed austriackim sądem. Przez "dziewiątą służbę" FSB Gagiev miał na myśli najprawdopodobniej Dyrekcję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, na której czele stał wspomniany wcześniej Koroliev. Kilka źródeł potwierdziło rosyjskim dziennikarzom, że Koroliev i Gagiev dobrze się znali, czego kierownictwo FSB miało być świadome.

Czytaj też

W marcu 2004 r. roku funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego Centralnej Dyrekcji Spraw Wewnętrznych Sankt Petersburga zatrzymali członka gangu Bracka, Olega Makovoza. W 2009 roku został on skazany na 23 lata więzienia za zabójstwo lidera kazańskiego gangu Rustama Ravilova, porwanie i wymuszenie. W trakcie sprawdzania kręgu znajomych Makovoza, funkcjonariusze wydziału kryminalnego Głównego Zarządu Spraw Wewnętrznych Sankt Petersburga ustalili, że przywódca morderców z Bracka miał bliski kontakt z nikim innym jak, obecnie pierwszym zastępcą dyrektora FSB, Siergiejem Korolievem podczas pracy tego ostatniego w Służba Bezpieczeństwa Gospodarczego (SEB) Dyrekcji FSB w Sankt Petersburgu. Charakter ich związku został określony jako wzajemnie korzystna współpraca.

Prywatyzacja i łapówki

W 2015 roku rosyjskie media ustaliły że kierownictwo FSB sprywatyzowało ziemie dawnego przedszkola w Kałczudze pod Moskwą, po czym działki zostały sprzedane. Novaya Gazeta oszacowała koszt 100 m2 ziemi w Kałczudze na ok. 100-150 tysięcy dolarów. W 2007 roku zabudowania zostały zburzone, a teren podzielono na osobne działki, pozwolono na budowę daczy i teren przekazano do bezpłatnego użytku spółce non-profit (DNP) Kałczuga-4. Współzałożycielami DNP był szef wydziału finansowo-gospodarczego FSB gen. Siergiej Doronin i pracownik aparatu centralnego FSB Siergiej Kaczuszkin. Właścicielami działek było 20 generałów z Łubianki, w tym dyrektor FSB Aleksander Bortnikow. W marcu 2008 roku wszystkie działki zostały sprzedane miliarderowi Igorowi Kesajewowi. Według prawnika Kesaeva, Aleksandra Kobzeva, pieniądze zostały przekazane generałom FSB "na podstawie umów". Wszystkich przelewów dokonano oficjalnie za pośrednictwem banków w formie bezgotówkowej. Przypuszczalnie na sprzedaży działki dawnego przedszkola o łącznej powierzchni 25,2 akrów szef FSB Aleksander Bortnikow zarobił 2,5 mln dolarów, jego zastępca Aleksander Kuprjażkin - 2,4 mln dolarów, szef działu kadr FSB Aleksander Kotow - 2,5 mln dolarów, a wiceszef ośrodka specjalnego przeznaczenia FSB Siergiej Ukolow - 2,4 mln dolarów.

Warto przyjrzeć się również losom płk FSB Dmitrija Zacharczenki, który został zatrzymany we wrześniu 2016 r. pod zarzutem łapówki i nadużycia władzy. Podczas przeszukiwania jego mieszkań znaleziono około 9 mld rubli (139 mln dolarów) w różnych walutach. Według śledczych, w 2014 roku Zakharchenko zainicjował kontrole w szeregu przedsiębiorstw należących do właściciela restauracji La Mare Mehdi Douss. Został on zmuszony do zapłacenia 800 000 dolarów łapówki zamiast 5 mln dolarów, których pierwotnie żądano. Generał dywizji Aleksiej Lauszkin i płk FSB Dmitrij Senin pełnili rolę mediatorów podczas operacji wręczania łapówek. W 2015 roku Zakharchenko zażądał od Doussa 50 proc. zniżki w swojej restauracji w zamian za ochronę. Korzystając z tej karty, Zacharczenko zaoszczędził ponad 3 miliony rubli (46 000 dolarów), odwiedzając tę restaurację, co śledczy uznali za łapówkę. W 2016 roku Zacharczenko powiadomił dyrektora finansowego Nota-Bank Galina Marczukowa o zbliżających się przeszukaniach w firmie. Według The Dossier Center funkcjonariusz, który służył w FSB w czasie zatrzymania Zacharczenki twierdził, że zatrzymane pieniądze mogą należeć do byłego zastępcy szefa MSW Centralnego Okręgu Federalnego Siergieja Tierentiewa. Jego ojcem jest generał Anton Tierentiew, który nadzorował działalność wywiadowczą Władimira Putina w NRD. Aby ukryć związek, Tierentyev Jr. zmienił patronimię na Anatoljewicz.

Kolejną osobą, która miała nadużyć swojego stanowiska, przyjmując łapówki od urzędników bankowych, ma być Kirił Czerkalin, były szef Departamentu "K" FSB. W kwietniu 2019 r. został on zatrzymany wraz z dwoma innymi funkcjonariuszami - Dmitrijem Frołowem i Andriejem Wasiljewem. W trakcie przeszukania zabezpieczono w gotówce ponad 100 mln dolarów. Natomiast Walery Mirosznikow - pierwszy zastępca dyrektora Agencji Ubezpieczeń Depozytów (DIA), który ściśle współpracował z Czerkalinem, zbiegł z Rosji. W artykule "Kommiersant" stwierdzono że Czerkalin brał pieniądze za "ochronę" Aleksandra Mazanowa, współwłaściciela Transportnowo Banka, a także należał do grupy przestępczej, która defraudowała zyski ze sprzedaży luksusowych nieruchomości mieszkalnych w Moskwie. Według prokuratorów funkcjonariusze wprowadzili też w błąd biznesmena Siergieja Gljadelkina sądząc, że może zostać postawiony przed sądem, co spowodowało, że przekazał im swój udział w Jurpromconsulting. Pułkownicy współpracowali z Agencją Ubezpieczeń Depozytów, która wysyłała raporty wywiadowcze - do Departamentu "K", co pozwoliło Frołowowi, a następnie Czerkalinowi wybierać nowe ofiary. Potencjalnym celom proponowano "rozwiązanie ich problemów" w zamian za korzyści. Ofiary, które odmawiały, traciły licencje bankowe, a majątek przekazywany był osobom związanym z FSB. Płacenie nie zawsze pomagało. W niektórych przypadkach, nawet po otrzymaniu łapówek, funkcjonariusze FSB wraz z DIA i bankiem centralnym nadal likwidowali bank.

Dodatkowe zarobki

GRU jako służba angażuje się w wiele rodzajów działalności przestępczej. Zakhariy Kalashov vel Shakro Molodoy dostarczał broń Kurdom za pośrednictwem tej struktury. Od czasów sowieckich Monzer al-Kassar, syryjski baron narkotykowy i największy handlarz bronią na Bliskim Wschodzie, współpracował z GRU. Za pośrednictwem Al-Kassara ZSRR dostarczał broń Palestyńczykom. Przez wiele lat mieszkał w Hiszpanii, w kurorcie Marbella. GRU nawiązało z Al-Kassarem ponowny kontakt za pośrednictwem Genadya Pertrova (OPG Tambowskaya), który w tym czasie również przebywał w Marbelli. Za jego pośrednictwem broń tym razem została sprzedawana Iranowi.

Obecnie, GRU jako służba zarabia m.in. uczestnicząc w dostawach narkotyków razem z irlandzkim kartelem narkotykowym "Kinahan" - tak przynajmniej twierdzi Artem Kruglov, redaktor portalu putinism.wordpress.com. 9,5 tony kokainy znalezionej przez policję Republiki Zielonego Przylądka 31 stycznia 2019 roku na statku z rosyjskimi marynarzami należało do europejskiego kartelu narkotykowego, który współpracuje z rosyjskimi służbami specjalnymi - powiedział Artem Kruglov w rozmowie z Radio Svoboda. Kartel Kinahan powstał na początku 2000 roku i jest wspólnym "projektem biznesowym" Kolumbijczyków, GRU i Irlandczyków. Jego założycielem jest Christy Kinahan, wielokrotnie skazywany irlandzki przestępca wspomagany przez syna Dana Kinahana. Obaj przez długi czas mieszkali w Marbelli na południu Hiszpanii, a w ostatnich latach przenieśli swoją siedzibę do Dubaju. Ich osobista ochrona to weterani sił specjalnych GRU. Według Kruglova "Kinahan" masowo nabywa narkotyki od producentów z Ameryki Łacińskiej, a następnie sprowadza je do Europy i sprzedaje lokalnym grupom przestępczym. Zajmuję się też przemytem broni. Według zachodniej prasy, Christy Kinahana nauczył się nawet rosyjskiego, aby ułatwić kontakty z GRU, które oprócz zapewnienia osobistego bezpieczeństwa szefom kartelu zajmuje się dostawą broni dla niego i pomaga im w praniu pieniędzy.

Czytaj też

Natomiast ok. 6 lat temu, około 400 kg kokainy miało być przechowywanych w walizkach w ambasadzie FR i czekać na wysłanie do Rosji. Proceder był prosty i sprawdzał się przez wiele lat w Argentynie i Urugwaju. Istota jego tkwiła w możliwościach przewozu ładunków w ramach poczty dyplomatycznej niepodlegającej kontroli, a bagaż osobisty dyplomatów można przejrzeć tylko z uzasadnionych powodów. Walizki miały przejść jako "rzeczy osobiste" pracowników ambasady, a przy wyjściu były również opatrzone w specjalny papier z woskowymi pieczęciami, imitujący pocztę dyplomatyczną. Transport odbywał się w ramach lotów specjalnych, głównie wojskowych eskadry nr 96023, które z Federacji Rosyjskiej do stolicy Argentyny i sąsiedniego Urugwaju kursują kilka razy w roku. Kokaina miała czystość 88 proc. Dla przykładu ta sprzedawana w Europie ma jej już tylko 30-40 proc. Oznaczało to, że trafiła ona do ambasady bezpośrednio z laboratorium jakiegoś kartelu. Paczki kokainy w rosyjskiej ambasadzie miały charakterystyczne logo z gwiazdą. Wytwarzał je kartel Sinaloa, który w Paragwaju posiadał laboratorium do jej produkcji o wysokiej czystości, a także "centrum dystrybucji". Surowce sprowadzano z Boliwii, przetwarzano w Paragwaju, a gotowy produkt był dalej transportowany.

Według mediów paragwajskich i amerykańskich, w grudniu 2016 r. przeprowadzono międzynarodową operację z udziałem DEA, w efekcie której uzyskano informację, że część z tych dostaw przeznaczona była na tranzyt do Europy. Dwie przesyłki kokainy zostały objęte kontrolą. Jednym z miejsc docelowych była rosyjska ambasada. Zidentyfikowano osoby uczestniczące w procederze. Wśród nich był Oleg Vorobyov, pierwszy sekretarz ambasady ds. bezpieczeństwa. Sprawę przedstawiono rosyjskiemu ambasadorowi Koronielliemu, który skontaktował się z FSB. Osoby zidentyfikowane podjęły współpracę, a w jej ramach wpuszczono lokalną policję do ambasady (w nocy z 13 na 14 grudnia 2016 r.), przekazano kokainę, zastąpiono ją mąką, a następnie wysłano walizki do Rosji jako "przesyłkę kontrolowaną". Natomiast według podsłuchów, które opublikowały argentyńskie media, płk Kowalczuk Andriej Jewgiejewicz - oficer rosyjskiego wywiadu (wszystko wskazuje na GRU), był w kontakcie z ambasadą i wydawał instrukcje pracownikom. Został aresztowany w Berlinie w marcu 2018 roku. Po zatrzymaniu prawnicy Kowalczuka powiedzieli sądowi, że klient nie chce być ekstradowany do Rosji, gdzie czekać miała go "pewna śmierć". Kowalczuk stwierdził, że Argentyńczycy podłożyli kokainę w ambasadzie pod namową Amerykanów, aby "zdyskredytować rosyjskie MSZ". Ostatecznie Kowalczuk został wydany Rosjanom.

Znikające miliardy

Laundromat to złożony system transferu pieniędzy, który pozwalał rosyjskim skorumpowanym politykom, przestępcom i kryminalnym biznesmenom potajemnie inwestować nieuczciwie zarobione środki, prać pieniądze, unikać podatków i realizować inne cele. 20,8 miliarda dolarów (w latach 2010-2014) zostało wytransferowanych z Rosji, wypranych i przekazanych do Europy i poza nią poprzez przekupstwo i wykorzystanie mołdawskiego systemu prawnego (ściśle rzecz biorąc, poprzez przekupywanie sędziów w Mołdawii). Według dziennikarskiego śledztwa opublikowanego przez portal publika.md Wiaczesław Platon i Ilan Shor, którzy byli organizatorami tego procederu, mieli być agentami FSB. Oprócz celów komercyjnych operacja ta miała doprowadzić do obalenia prounijnego rządu i zerwania, będących na ostatnim etapie negocjacji, porozumień pomiędzy Republiką Mołdawii a Unią Europejską i Ukrainą. Plan ten zrealizowano poprzez wyprowadzanie pieniędzy z banków mołdawskich, w efekcie czego państwo mołdawskie zostało zmuszone do ratowania trzech banków: Unibank, Banca Sociala i Banca de Economii, po tym, jak z ich kont zniknęło ok. 1 miliarda dolarów (poprzez udzielanie kredytów na rzecz nieistniejących podmiotów gospodarczych). Doprowadziło to do gwałtownej deprecjacji mołdawskiej waluty i spadku poziomu życia, zaś system finansowy Mołdawii znalazł się na skraju załamania.

25 czerwca 2020 r. firma Wirecard, będąca sztandarową niemiecką firmą w sektorze FinTECH (na jej rzecz lobbowała kanclerz Angela Merkel podczas wizyty w Pekinie we wrześniu 2019 roku) ogłosiła upadłość, ponieważ skradziono jej środki finansowe w wysokości ponad 3 miliardów euro. Jej dyrektor generalny, Marcus Braun złożył rezygnację i został aresztowany pod zarzutem oszustwa i manipulacji na rynku. Dyrektor operacyjny Wirecard, Jan Marsalek został zwolniony w czerwcu, po czym zniknął. Skandal z tym związany wstrząsnął niemiecką polityką - pojawiły się zarzuty, że ani BaFin (niemiecki organ nadzoru finansowego), ani rząd nie przeprowadzili odpowiednich kontroli Wirecard. Powstała parlamentarna komisja śledcza, której zadaniem jest ustalenie, w jaki sposób bezprecedensowe oszustwo firmy notowanej na indeksie DAX mogło pozostać niewykryte przez lata i dlaczego władze nie interweniowały. Przesłuchiwany przez komisję ówczesny minister finansów Olaf Scholz mimo, że był szefem BaFin, stwierdził, że nie uważa się za odpowiedzialnego za aferę Wirecard. Na szczególną uwagę w sprawie Wirecard - według informacji uzyskanych przez Dossier Center i Süddeutsche Zeitung - zasługuje były dyrektor operacyjny niemieckiej firmy, obecnie poszukiwany przez Interpol - Jan Marsalek, a zwłaszcza jego powiązania z Rosją. Jan Marsalek to obywatel Austrii, który miał mieć kontakty z rosyjskimi PMC (ang. Private Military Company) na Bliskim Wschodzie i w Afryce, a także ze służbami wywiadowczymi kilku krajów, w tym Rosji. Do pracy na rzecz GRU miał zostać zwerbowany ok. roku 2000, za pośrednictwem Austriacko-Rosyjskiego Towarzystwa Przyjaźni. W tym samym roku Marsalek rozpoczął pracę dla Wirecard. Równocześnie wszedł w kontakt z Andriejem Czupryginem, byłym pułkownikiem GRU. W 2010 roku rozpoczął odbywać regularne loty do Rosji, a wyjazdy zwykle trwały nie dłużej niż jeden dzień (w sumie odbył 60 takich podróży). Dziennikarskie śledztwa wykazały, że podczas podróży do Rosji Marsalek miał posługiwać się sześcioma paszportami. Utrzymywać miał też zażyłe kontakty z Martinem Weissem, szefem wydziału Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji i Walki z Terroryzmem (Bundesamt für Verfassungsschutz und Terrorbekämpfung BVT) w Austrii, który został oskarżony przez wiedeńską prokuraturę o pomoc w jego ucieczce. W trakcie prowadzonego śledztwa zeznał on, że Marsalek, poprzez komunikatory Signal i Treema, wielokrotnie kontaktował się z nim od czasu ucieczki i wypytywał o stan śledztwa. 19 czerwca 2020 Marsalek odlecieć miał z małego prywatnego lotniska w Bad Vöslau pod Wiedniem, by trzy godziny później wylądować w Mińsku. Według gazety Handelsblatt, obecnie Marsalek znajduje się w którejś z miejscowości na zachód od Moskwy, i pozostaje pod nadzorem GRU.

Czytaj też

Prof. Serguei Cheloukhin, wraz z prof. Marią (Maki) Haberfeld, w swej pracy Russian Organized Corruption Networks and their International Trajectories (Rosyjskie zorganizowane sieci korupcyjne i ich międzynarodowy przebieg) uważają, że obecny model polityczno-gospodarczy, który ukształtował się po upadku Związku Sowieckiego można zdefiniować jako "sieć zorganizowanej korupcji" (Organized Corruption Networks). Ma to być ścisła hierarchiczna organizacja, reprezentująca trójwarstwową strukturę obejmującą urzędników państwowych (ze szczególnym uwzględnieniem rosyjskich organów bezpieczeństwa), biznesmenów i gangsterów. Sieć zorganizowanej korupcji opiera się na działania kluczowych członków układu, wywodzących się z organów bezpieczeństwa i rządu, angażujących się w przestępczą działalność. Osoby te nie uważają się za członków grupy przestępczej i czynią wszystko, aby nie być uważane za grupę przestępczą przez osoby postronne, podczas gdy faktycznie wchodzą w skład skorumpowanej sieci. Zwykle skupione są wokół najwyższego rangą elementu układu (FSB, wymiaru sprawiedliwości, MSW lub administracji), których zadaniem jest dbanie o bezpieczeństwo sieci.

Nie bez przyczyny terminem, który pojawia się wśród nielicznej rosyjskiej opozycji i jeszcze mniej licznych niezależnych dziennikarzy, na określenie obecnej formy rosyjskich rządów, jest "URKANAT". Akronim ten powstał z połączenia słowa "urka", oznaczającego w rosyjskiej gwarze łagrowej zawodowego przestępcę, ze słowem "chanat", określającym despotyczny system władzy Mongołów podczas ich blisko 250-letniego panowania Złotej Ordy na Rusi. Współczesna Rosja jest krajem, w którym korupcja jest pełnoprawnym instrumentem w strategii państwa. Podobnie jest z przestępczością zorganizowaną (OPG - организованная преступная группировка; rzadziej – группа), która zajmuje silną i stabilną pozycję w rosyjskim państwie – tak w społeczeństwie, jak w gospodarce i strukturach rządu, a w szczególności w aparacie bezpieczeństwa. Zjawisko przenikania się przestępczości zorganizowanej ze strukturami państwa w Rosji ma obecnie formę już nie symbiozy, a politycznego mutualizmu. W tej sytuacji uprawnione jest stwierdzenie, że Rosja jest obecnie państwem mafijnym. W tym układzie rosyjskie służby specjalne pełnią role koordynatora i sprawują funkcję nadzorczą. Bez nich ten swoisty mechanizm przestał funkcjonować. Adepci służby w FSB muszą przyjąć do wiadomości, że przestępczość zorganizowana ma służyć państwu i jest ona takim samym segmentem w jego strukturze jak aparat bezpieczeństwa.


Adam Jawor - płk rez. kontrwywiadu, były ekspert EUROPOLU d/s rosyjskich (w trakcie służby pełnił szereg funkcji kierowniczych w jednostkach organizacyjnych - jako dyrektor zarządu, zastępca dyrektora, ekspert).

Komentarze