Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Kartel Sinaloa terroryzuje Meksykanów. Tysiące osób wyszło na ulicę

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay

W niedzielę na ulice meksykańskiego miasta Culiacan wyszło około 10 tysięcy osób, by wrazić sprzeciw przemocy związanej z krwawymi walkami między frakcjami kartelu Sinaloa. W ciągu dwóch lat starcia pochłonęły ponad trzy tysiące ofiar, w tym wiele przypadkowych osób. Kartel Sinaloa to jedna z najpotężniejszych organizacji narkotykowych w Meksyku.

Blisko 10 tysięcy osób przeszło w niedzielę ulicami miasta Culiacan na północnym zachodzie Meksyku – donosi AFP. Protestujący domagają się zakończenia przemocy związanej z wojną wewnątrz kartelu narkotykowego Sinaloa. W ciągu dwóch lat w wyniku walk zginęło ponad trzy tysiące osób.

"Czujemy się opuszczeni"

Kartel Sinaloa to jedna z najpotężniejszych organizacji narkotykowych w Meksyku. Prezydent USA Donald Trump uznał go za zagraniczną organizację terrorystyczną i zagroził interwencją przeciwko niemu na terytorium Meksyku, jeśli tamtejsze władze same nie podejmą skutecznych działań.

Niedzielny marsz został zorganizowany z inicjatywy grup zrzeszających rodziny ofiar przemocy, Kościoła katolickiego oraz środowisk biznesowych. Ubrani na biało uczestnicy demonstracji wypuścili w niebo dziesiątki białych balonów symbolizujących pokój, a następnie przeszli w kierunku katedry w Culiacan, stolicy stanu Sinaloa. Demonstranci skandowali między innymi „Chcemy pokoju” i nosili transparenty z takimi napisami jak „Mam dość życia w strachu”.

„Czujemy się opuszczeni i uważamy, że ten marsz jest sposobem na powiedzenie, iż pomimo upływu czasu nie znormalizowaliśmy przemocy i chcemy pokoju – powiedziała w rozmowie z AFP jedna z uczestniczek marszu. Biskup Culiacan Jesus Jose Herrera zaapelował do przestępców o zakończenie walk, podkreślając, że „żadne terytorium ani ambicja nie są warte więcej niż ludzkie życie”.

Krwawa walka między frakcjami Sinaloa

Przemoc w Sinaloa nasiliła się we wrześniu 2024 roku wraz z wybuchem walk między dwiema frakcjami kartelu. Organizację założyli pod koniec lat 80. Ismael „El Mayo” Zambada i Joaquin „El Chapo” Guzman, którzy przez lata wspólnie nią kierowali. Obecnie o wpływy rywalizują ugrupowanie związane z Zambadym oraz frakcja kierowana przez synów Guzmana. W ciągu dwóch lat starcia pochłonęły ponad trzy tysiące ofiar, w tym wiele przypadkowych osób. W ubiegłym tygodniu zginęło roczne dziecko.

Rząd prezydentki Claudii Sheinbaum skierował do Sinaloa 15 tysięcy żołnierzy, jednak dotychczas nie udało się powstrzymać przemocy. Podczas marszu część demonstrantów skandowała hasła przeciwko Sheinbaum. Jej przeciwnicy wskazują na polityczne związki prezydentki z byłym gubernatorem Sinaloa Rubenem Rochą Moyą, również należącym do rządzącej partii Morena. Władze USA domagają się jego aresztowania i ekstradycji w związku z podejrzeniami o powiązania z kartelem, jednak Sheinbaum odmawia jego wydania.

Reklama
Reklama