Za Granicą

Czy da się powstrzymać "samotne wilki"?

Fot. Pixabay

Ataki terrorystyczne w Europie, które miały miejsce w ostatnich latach, przeszły od wielkoskalowych operacji planowanych przez cały zespół, do pojedynczych, czasami nawet wydawałoby się przypadkowych zamachów dokonywanych przez zradykalizowane jednostki, zwane popularnie tzw. samotnymi wilkami. Jak twierdzą niektórzy eksperci, problem stanowi środowisko, w którym wzrasta młodzież utwierdzana w nienawiści czy w poczuciu bycia ofiarą.

"Samotne wilki" dominują

Za wszystkimi 14 atakami, które wg Europolu zostały przeprowadzone w imię ideologii dżihadystycznej w 2020 roku stali samotni aktorzy. Ten typ ataków dominował także w poprzednich latach. Czy będzie to głośne medialnie i uruchamiające w reakcji całą machinę państwa morderstwo, jakiego dokonał czeczeński uchodźca Abdullah Anzorow na francuskim nauczycielu Samuelu Paty, czy też mniej nagłośnione taranowanie samochodem innych uczestników ruchu na niemieckiej autostradzie przez Irakijczyka szukającego azylu, sposób działania pozostaje podobny. Jednostki te przyjmują radykalne poglądy poprzez środowisko, przez internet, przez kontakty z niewłaściwymi osobami, a w pewnym momencie jakiś czynnik wyzwalający reakcję powoduje, że osoby te dokonują lub zaczynają planować akcję z użyciem przemocy. 

Ta taktyka terrorystów dżihadystycznych jest z jednej strony wyrazem słabości Państwa Islamskiego i Al-Kaidy, pozbawionych ośrodków zdolnych planować bardziej złożone ataki. Z drugiej strony jest ona efektywna, jeżeli chodzi o koszt przeprowadzenia operacji (czasami to nawet kradzież noża ze sklepu) oraz redukuje ryzyko wykrycia planu przeprowadzenia ataku. Minusem, z punktu widzenia terrorysty i organizacji terrorystycznych, jest nikła skala, mniejszy szok, a co za tym idzie mniejsze nagłośnienie medialne, o które zawsze zabiegają sprawcy zamachów. Ten ostatni deficyt mogą oni niwelować uderzając w cele popularne, skutkujące masowym oburzeniem lub wywołujące pytania o skuteczność działania systemu - "jak można było do tego dopuścić?" Takimi przykładami był zamach na koncert Ariany Grande w Manchester Arena, morderstwo Samuela Paty, ostatni nożowniczy atak na Charlie Hebdo, czy atak terrorysty z Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych.

Środowisko "samotnych wilków"

W doniesieniach policji i innych służb często pojawiają się informacje o zaburzeniach psychologicznych sprawcy, niekoniecznie kwalifikujących się jako czynnik zwalniający sprawcę od odpowiedzialności. Nie każda osoba posiadająca radykalne poglądy przekuje je na działania terrorystyczne w danej sytuacji. Często wyzwalaczem może być silniejsze negatywne doświadczenie, czasami jest to długotrwała sytuacja presji, której poddany jest sprawca. 

Czytaj też

Dokładne i długotrwałe śledztwo, jakie trwa w sprawie okoliczności zamachu z 2017 roku na Manchester Arena, pokazuje, że poza przebywaniem w radykalnym środowisku, sprawca samobójczego zamachu Salman Abedi był ignorowany przez radykalnego ojca i działał, by zyskać szacunek i akceptację jego, rodziny i znajomych. 

Do tej pory jednak eksperci i świadkowie biorący udział w dochodzeniu nie są w stanie wskazać jednej osoby lub grupy odpowiedzialnej za skłonienie Abediego do zamachu. Duży był wpływ rodziny, ale także środowiska libijskich imigrantów w Wielkiej Brytanii, kolegów, rekruterów ISIS, radykalnego imama, ale żadnego z wymienionych nie można wskazać jako bezpośredniego inspiratora.

Z powyższego powodu część ekspertów, takich jak doradca Komisarza Generalnego Policji Federalnej Belgii Saad Amrani, mówią o ekosystemie radykalizacji. Bazując między innymi na doświadczeniach współpracy ze społecznościami imigranckimi w północnej Brukseli, Amrani twierdzi, że problemem jest środowisko, w którym wzrasta młodzież utwierdzana w nienawiści, czy w poczuciu bycia ofiarą.

Ta sytuacja tworzy nie lada wyzwanie dla służb próbujących zapobiec zamachom, ponieważ o ile są środki do pilnowania podejrzanych, mocno zradykalizowanych i silnie powiązanych z ruchami terrorystycznymi osób, to liczba osób radykalnych o poglądach, które mogłyby znaleźć swój wyraz w użyciu przemocy jest znacznie większa. 

Może to nie jest przykład zamachu z terytorium europejskiego, ale ostatnio dokonany w Teksasie zamach na synagogę przez brytyjskiego obywatela pochodzącego z Pakistanu, pokazał, że osobnik zradykalizowany wymknął się radarom służb brytyjskich. Odpowiadając na pytanie jak do tego mogło dojść podano informacje, że MI5 zajmuje się obecnie ciągłym nadzorem około 3 tysięcy osób w Wielkiej Brytanii uznanych za poważne zagrożenie terrorystyczne. Jednak dużo większa liczba, 20-40 tysiące, to osoby uznane za "zamknięty obiekt zainteresowania". Podlegają oni jedynie okresowej weryfikacji. Malik Faisal Akram, który wziął zakładników w amerykańskiej synagodze, był jednym z tych dziesiątek tysięcy. 

Czytaj też

Chociaż trudno jest ustalić wspólny mianownik, ze względu na różne procedury i sposoby raportowania, to podobne w skali obciążenie panuje w innych krajach europejskich. Francuska lista "S" osób podejrzanych o działalność terrorystyczną zawiera 26 tysięcy nazwisk, z tego 4 tysiące są uznane za niebezpieczne. W Niemczech Urząd ds Ochrony Konstytucji szacuje, że osób z kręgów radykalnych skłaniających się ku przemocy w środowiskach skrajnej prawicy i lewicy jest około 23 tysiące. Należałoby do tego jeszcze doliczyć 12 tysięcy osób związanych z popierającą przemoc sceną salaficką. Liczba tych uznanych za zagrożenie wynosi 560 w przypadku islamizmu oraz około 70 w przypadku skrajnej prawicy.

Krok wcześniej

Wobec takiego problemu trudno mówić o objęciu nadzorem takiej liczby osób, bo przekracza to możliwości najbogatszych państw. Skuteczności nie da też monitoring elektroniczny. Samotne jednostki nie potrzebują komunikacji w zakresie planowania. Zamachowcami bywają także osoby żyjące blisko np. bracia Abedi, którzy nie potrzebują komunikacji elektronicznej w celu ustalania szczegółów. Nie ma też struktur organizacji terrorystycznych lub są bardzo luźno ze sobą powiązane, które można by infiltrować i w ten sposób uzyskiwać informacje.

Amrani jako rozwiązanie proponuje tu współpracę ze społecznościami i prowadzenie wywiadu za ich pomocą, co jest ostatecznie w obopólnym interesie państwa i lokalnych społeczności, jako uzupełnienie do używania technologii. Zwłaszcza, że jak uważa i to zdanie podzielają inni eksperci, nie ma czegoś takiego jak "autoradykalizacja" poprzez treści on-line. W którymś momencie zawsze następuje kontakt z żywą osobą - przed, w trakcie lub po oglądaniu radykalnych treści.

Na tym też opiera się brytyjski program Prevent, który jest otwarty na doniesienia społeczności, szkoły, szpitali, lokalnych władz itp. o potencjalnych osobach zradykalizowanych lub zagrożonych radykalizacją. Następnie grupa ekspertów ocenia daną osobę czy doniesienia są rzeczywiście wiarygodne, jaki jest stopień zagrożenia i podejmuje decyzję o skierowaniu do procesu deradykalizującego Channel oraz sposobie udzielenia wsparcia takiej osobie. Proces ten jest dobrowolny i chroni prywatność danej osoby. Działania podejmowane są więc na dużo wcześniejszym etapie.

Prevent, chociaż idea jego działania nie jest błędna, znalazł się w ogniu krytyki z różnych stron. Wspomniany wcześniej Akram dwukrotnie był kierowany do tego programu, a nie jest on jedynym terrorystą, który się otarł o przedstawicieli Prevent. Programowi zarzuca się także zbytnie skupienie na osobach o poglądach skrajnie prawicowych, mimo że stanowią one zdecydowanie mniejszy procent wśród zamachowców. Za dużo też trafia do niego osób wykazujących problemy psychiczne, gdzie wcześniejszym, zalecanym etapem byłoby leczenie tych osób. Z drugiej strony niektóre organizacje muzułmańskie (np. CAGE, 5Pillars) uważają, że program wymierzony jest w muzułmanów i jako taki islamofobiczny, co psuje współpracę władz ze społecznościami.

Czytaj też

Pomimo, że Prevent wprowadzany jest nie bez problemów, to opiera się on na modelu zdrowia publicznego przedstawianym w ostatnich latach jako metodologia do przyjęcia przez środowisko przeciwdziałające terroryzmowi. Model ma trzy filary działania. Pierwszy to podnoszenie odporności społecznej na zjawisko, tutaj mowa o takiej współpracy ze społecznościami, która będzie czyniła je odpornymi na radykalną ideologię. Drugim jest zajmowanie się pierwszymi objawami "choroby", to właśnie praca z osobami dotkniętymi radykalizacją taka jak program Prevent, wyciąganie ich ze środowisk radykalnych, czasami rozwijanie innych narzędzi radzenia sobie z frustracją. Wreszcie na trzecim etapie izoluje się i leczy osoby stanowiące zagrożenie dla populacji, to już miejsce dla organów ścigania i twardej walki z terroryzmem z użyciem przemocy ze strony państwa. 

Niestety, jak widać na podstawie doświadczeń służb, przyjmując nawet najlepszą metodologię, przy tej skali zjawiska, nie da się go zupełnie zlikwidować.

Komentarze