- WIADOMOŚCI
CIA na Kubie. Koniec izolacji czy początek nowej presji?
Wizyta Johna Ratcliffe’a, dyrektora CIA, w Hawanie nie była zwykłym epizodem dyplomatycznym. To raczej przykład dyplomacji wywiadowczej, w której kanał służb specjalnych zostaje użyty do przekazania politycznego ultimatum, sprawdzenia intencji przeciwnika i utrzymania możliwości negocjacji bez pełnej normalizacji relacji.
Według The Associated Press Ratcliffe spotkał się z ministrem spraw wewnętrznych Kuby Lázaro Álvarezem Casasem, Raúlem Guillermo Rodríguezem Castro oraz szefem kubańskich służb wywiadowczych. Z kolei chilijski dziennik La Tercera, powołując się na relacje z Hawany i informacje dotyczące składu delegacji, identyfikuje tego urzędnika jako generała brygady Ramóna Romero Curbelo, szefa wywiadu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Kuby. Obok niego w spotkaniu miał uczestniczyć także Norge Fermín Enrich Pons, szef kontrwywiadu.
Znaczenie tej wizyty polega na tym, że USA nie wysłały do Hawany wyłącznie dyplomaty z Departamentu Stanu, lecz szefa CIA – instytucji, która w relacjach amerykańsko-kubańskich ma wyjątkowo obciążoną historię. Jak przypomina Office of the Historian Departamentu Stanu USA, działania CIA wobec Kuby po rewolucji Fidela Castro obejmowały m.in. operację w Zatoce Świń i późniejsze plany destabilizacyjne wobec kubańskiego reżimu. W tym sensie obecność dyrektora CIA w Hawanie ma wymiar symboliczny: agencja kojarzona przez Kubę z próbami obalenia władz występuje dziś jako kanał rozmowy, ale rozmowy prowadzonej z pozycji presji.
Według agencji Reuters Ratcliffe przywiózł do Hawany przekaz prezydenta Donalda Trumpa, że Stany Zjednoczone są gotowe poważnie rozmawiać z Kubą o gospodarce i bezpieczeństwie, ale tylko pod warunkiem „fundamentalnych zmian”. Reuters podkreślał, że była to prawdopodobnie dopiero druga wizyta dyrektora CIA na Kubie od rewolucji 1959 roku, co czyni ją jednym z najbardziej nietypowych kontaktów wysokiego szczebla między Waszyngtonem a Hawaną od dekad.
Amerykański komunikat miał więc podwójny charakter. Z jednej strony zawierał ofertę rozmów o gospodarce, pomocy humanitarnej, bezpieczeństwie regionalnym i współpracy wywiadowczej. Z drugiej strony był ostrzeżeniem, że Kuba – w ocenie Waszyngtonu – nie może nadal pełnić roli „bezpiecznej przystani dla przeciwników z półkuli zachodniej”. Jak podaje The Associated Press, strona amerykańska wiązała rozmowy z szerszą oceną zagrożeń w regionie, natomiast Kuba odrzucała twierdzenie, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA.
Władze Kuby przedstawiły to samo spotkanie w zupełnie innej logice. Według relacji przywoływanej przez The Associated Press rozmowy miały odbywać się w kontekście „złożonych stosunków dwustronnych”, a strona kubańska miała przedstawić informacje dowodzące, że wyspa nie stanowi zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych i nie powinna pozostawać na amerykańskiej liście państw sponsorujących terroryzm. Dla Hawany wizyta Ratcliffe’a była więc okazją do podważenia amerykańskiej narracji bezpieczeństwa, a nie tylko do rozmowy o pomocy gospodarczej.
Ten spór o interpretację dobrze widać w reakcjach prasy latynoamerykańskiej. Państwowy kubański dziennik Granma, oficjalny organ Komunistycznej Partii Kuby, przedstawił wizytę jako kontakt podjęty na wniosek strony amerykańskiej i zaakceptowany przez kierownictwo rewolucji. W tej wersji Hawana nie występuje jako państwo zmuszone do ustępstw, lecz jako podmiot, który wykorzystuje kanał rozmów do obrony własnej tezy: Kuba nie zagraża USA, nie wspiera terroryzmu i nie powinna znajdować się na amerykańskiej liście państw sponsorujących terroryzm. Podobną linię przyjęły Cubadebate oraz telewizja teleSUR eksponując przede wszystkim argument o suwerenności Kuby i niespójności amerykańskich oskarżeń.
Inaczej wizytę odczytały media niezależne i krytyczne wobec władz w Hawanie. 14ymedio, niezależny kubański portal założony przez Yoani Sánchez, zwracał uwagę, że to rząd Kuby jako pierwszy ujawnił wizytę Ratcliffe’a, próbując przejąć kontrolę nad jej politycznym znaczeniem. W tym ujęciu komunikat Hawany nie był wyłącznie informacją dyplomatyczną, lecz działaniem narracyjnym: Kuba chciała pokazać własnej opinii publicznej i regionowi, że rozmawia z Waszyngtonem z pozycji państwa broniącego suwerenności, a nie z pozycji reżimu osłabionego kryzysem energetycznym i sankcjami.
Jeszcze ostrzejszą interpretację zaproponował argentyński serwis Infobae, który opisywał spotkanie jako element presji na kubański reżim. W tej perspektywie wizyta szefa CIA nie była zapowiedzią klasycznej normalizacji, lecz częścią strategii wymuszania zmian politycznych i gospodarczych. Infobae łączył rozmowy Ratcliffe’a z amerykańską presją na kubański aparat wojskowo-gospodarczy, kryzysem paliwowym, ofertą pomocy humanitarnej kierowanej poza struktury państwa oraz postulatem uwolnienia więźniów politycznych. Podobny ton przyjął Diario de Cuba, który umieszczał wizytę w kontekście pogłębiającego się kryzysu wewnętrznego, długotrwałych przerw w dostawach prądu i rosnącej presji społecznej.
Bardziej ostrożnie pisały media regionalne spoza Kuby. Chilijska La Tercera zestawiała dwie konkurencyjne narracje: kubańską, według której rozmowy miały potwierdzić, że wyspa nie zagraża USA, oraz amerykańską, zgodnie z którą Waszyngton jest gotów rozmawiać tylko pod warunkiem „fundamentalnych zmian”. Peruwiański El Comercio lokował spotkanie w szerszym kontekście jednego z najostrzejszych momentów w relacjach amerykańsko-kubańskich od dekad: kryzysu energetycznego, sankcji, presji na reformy i rywalizacji o bezpieczeństwo w zachodniej hemisferze. Z kolei meksykańska La Jornada akcentowała przede wszystkim wątek blokady, suwerenności i kubańskiego argumentu, że źródłem kryzysu nie jest polityka Hawany, lecz presja Stanów Zjednoczonych.
Z tych reakcji wyłania się istotny wniosek: latynoamerykańska prasa nie potraktowała wizyty Ratcliffe’a jako zwykłego gestu odprężenia, lecz jako starcie dwóch narracji o sile i słabości Kuby. Dla mediów bliskich Hawanie była to demonstracja, że Kuba nadal potrafi rozmawiać z USA bez rezygnacji z własnych warunków. Dla mediów niezależnych i antycastrowskich była to raczej oznaka, że kryzys gospodarczy otworzył Waszyngtonowi możliwość wywierania presji bez konieczności formalnej normalizacji stosunków. Dla prasy regionalnej był to natomiast sygnał, że administracja Trumpa próbuje połączyć kanał wywiadowczy, presję energetyczną, ofertę pomocy humanitarnej i żądanie zmian politycznych w jedną strategię wobec Kuby.
Tło tej dyplomacji jest jednak przede wszystkim energetyczne. Kuba znalazła się w stanie głębokiego kryzysu paliwowego i elektroenergetycznego, pogłębionego przez amerykańską presję na państwa dostarczające wyspie ropę. Jak podaje Reuters, wizyta Ratcliffe’a odbyła się w momencie poważnych niedoborów energii i protestów społecznych, a amerykańska blokada dostaw paliwa doprowadziła do długotrwałych przerw w dostawach prądu.
USA połączyły tę presję z ofertą pomocy. Jak informuje Departament Stanu USA, Stany Zjednoczone zadeklarowały gotowość przekazania 100 mln dolarów bezpośredniej pomocy humanitarnej dla Kubańczyków. Warunek był jednak politycznie istotny: pomoc miała być dystrybuowana we współpracy z Kościołem katolickim i niezależnymi organizacjami humanitarnymi, a nie przez rząd Kuby.
W praktyce oznacza to, że administracja Trumpa próbuje ominąć kubańskie państwo, a jednocześnie wykorzystać kryzys gospodarczy jako narzędzie nacisku na reżim. Dla Hawany taka oferta jest trudna do przyjęcia bez utraty twarzy, ponieważ wzmacniałaby niezależne kanały społeczne i humanitarne poza kontrolą władz. Dlatego kubańskie stanowisko opiera się na twierdzeniu, że najlepszą pomocą byłoby nie tyle przekazanie pieniędzy, ile złagodzenie lub zniesienie amerykańskich ograniczeń energetycznych i gospodarczych.
Po wizycie Ratcliffe’a sprawa weszła jednak w kolejną fazę. Nie chodzi już wyłącznie o sam kanał CIA–Hawana, lecz o narastającą sekwencję presji politycznej, prawnej, wojskowej i informacyjnej. 20 maja 2026 roku Departament Sprawiedliwości USA odtajnił uzupełniający akt oskarżenia przeciwko Raúlowi Castro i pięciu współoskarżonym w związku z ich domniemaną rolą w zestrzeleniu 24 lutego 1996 roku dwóch nieuzbrojonych amerykańskich samolotów cywilnych organizacji Brothers to the Rescue nad wodami międzynarodowymi. Chodzi o śmierć czterech osób, w tym trzech obywateli USA. FBI podkreśliło, że sprawa jest krokiem w stronę odpowiedzialności po trzech dekadach oczekiwania rodzin ofiar.
Zobacz też

Ten ruch zmienia polityczne znaczenie wizyty szefa CIA. Wcześniej można było ją interpretować jako twardy kanał komunikacji i ostrzeżenie. Po odtajnieniu aktu oskarżenia wobec Raúla Castro staje się ona częścią szerszego nacisku: Waszyngton równolegle otwiera kanał rozmowy, uderza w symboliczny rdzeń kubańskiego systemu i wysyła sygnał, że spór nie dotyczy już tylko sankcji, energii czy pomocy humanitarnej, ale także historycznej odpowiedzialności przywódców rewolucji.
Kuba odpowiedziała mobilizacją polityczną. Jak pisał Reuters, 22 maja 2026 roku tysiące Kubańczyków zgromadziły się przed ambasadą USA w Hawanie, aby protestować przeciwko amerykańskiemu aktowi oskarżenia wobec Raúla Castro. W demonstracji uczestniczyli m.in. prezydent Miguel Díaz-Canel, premier Manuel Marrero oraz członkowie rodziny Castro. Szczególnie istotne jest to, że w proteście pojawił się Raúl Rodríguez Castro, znany jako „Raulito” lub „El Cangrejo” – ten sam wnuk Raúla Castro, który tydzień wcześniej spotkał się z dyrektorem CIA.
To pokazuje, że Hawana potraktowała działania USA nie jako incydent prawny, ale jako próbę politycznego uderzenia w legitymizację rewolucyjnego centrum władzy. Demonstracja przed ambasadą była więc nie tylko protestem przeciwko aktowi oskarżenia, lecz także pokazem lojalności wobec Raúla Castro i próbą zamknięcia szeregów wokół historycznego przywództwa. W tym sensie „Raulito” staje się postacią łączącą dwa wymiary kryzysu: poufny kontakt z CIA i publiczną demonstrację oporu wobec Waszyngtonu.
Do tej sekwencji doszedł także nowy wątek bezpieczeństwa: drony. Axios podał, że według informacji wywiadowczych Kuba miała pozyskać ponad 300 dronów wojskowych i omawiać scenariusze ich użycia przeciwko bazie USA w Guantánamo, amerykańskim okrętom wojskowym, a nawet Key West na Florydzie. Drony miały pochodzić z Rosji i Iranu, a amerykańscy urzędnicy łączyli tę sprawę z obecnością irańskich doradców wojskowych w Hawanie.
Kuba odrzuciła te doniesienia jako element amerykańskiej operacji politycznej. Jak podał Reuters, kubański minister spraw zagranicznych Bruno Rodríguez oskarżył USA o tworzenie „fałszywej sprawy”, która mogłaby uzasadniać sankcje gospodarcze lub potencjalną interwencję wojskową. Reuters odnotował, że nie był w stanie niezależnie zweryfikować doniesień Axios, co w tym kontekście jest istotne – wątek dronowy funkcjonuje jednocześnie jako potencjalna kwestia bezpieczeństwa i jako element wojny narracyjnej.
W tym miejscu pojawia się Rosja. Dla Moskwy wizyta Ratcliffe’a w Hawanie oznacza, że Stany Zjednoczone próbują wejść w przestrzeń, którą Kreml traktował jako własny punkt nacisku w zachodniej hemisferze. Kuba nie jest dziś odpowiednikiem radzieckiej bazy z czasów zimnej wojny, ale pozostaje ważnym symbolem: państwem położonym blisko Florydy, politycznym sojusznikiem Moskwy i potencjalnym zapleczem dla antyamerykańskiej presji informacyjnej, dyplomatycznej oraz wywiadowczej.
Rosja zareagowała deklaracjami solidarności i obietnicą pomocy energetycznej. Jak pisał Reuters, Siergiej Riabkow, rosyjski wiceminister spraw zagranicznych, podkreślał w Hawanie, że Rosja „nigdy nie porzuci ani nie zdradzi” Kuby. Po odtajnieniu aktu oskarżenia wobec Raúla Castro rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa zapowiedziała „najbardziej aktywne wsparcie” dla Hawany i potępiła „brutalną ingerencję” USA, określając działania Waszyngtonu jako odnowioną doktrynę Monroe.
Kuba dla Rosji nie jest wyłącznie partnerem gospodarczym. Jest elementem globalnej rywalizacji z USA. Jeżeli Waszyngton rozmawia z kubańskim MSW i szefami wywiadu o bezpieczeństwie regionalnym oraz współpracy wywiadowczej, równolegle uruchamia sprawę karną wobec Raúla Castro, a następnie eksponuje wątek dronów, to dla Moskwy oznacza to próbę wejścia w samo centrum kubańskiego aparatu bezpieczeństwa i politycznej legitymizacji reżimu. Najbardziej wrażliwy jest tu amerykański warunek, że Kuba nie może być „bezpieczną przystanią dla przeciwników z półkuli zachodniej”. W praktyce ten komunikat można odczytywać jako uderzenie nie tylko w Hawanę, lecz także w rosyjską, irańską i chińską obecność na wyspie.
Amerykańska dyplomacja wobec Kuby jest więc dla Rosji problemem strategicznym. Jeżeli Hawana zaczęłaby choćby częściowo balansować między Rosją, Chinami, Iranem i Stanami Zjednoczonymi, Moskwa straciłaby część swojej użyteczności jako gwarant przetrwania kubańskiego reżimu. Nie chodzi o natychmiastowe zerwanie relacji, ale o osłabienie monopolu Moskwy na rolę zewnętrznego protektora.
Zobacz też

Z tej racji wizyta szefa CIA w Hawanie jest dla Rosji sygnałem alarmowym. Waszyngton nie tylko wywiera presję na kubański reżim, lecz także próbuje ograniczyć te elementy rosyjskiej i szerzej antyamerykańskiej obecności, które czynią z Kuby użyteczny punkt nacisku na USA. Rosyjskie media już przedstawiają działania Stanów Zjednoczonych jako szantaż i hybrydową operację. Oficjalna reakcja Zacharowej pokazuje, że Moskwa będzie tę narrację wzmacniać: Kuba jako ofiara amerykańskiej „pętli sankcyjnej”, Rosja jako jej lojalny sojusznik.
Najważniejszy wniosek nasuwa się następujący: dyplomacja CIA wobec Kuby nie jest już tylko sprawą relacji amerykańsko-kubańskich. Po wizycie Ratcliffe’a nastąpiła dalsza eskalacja – odtajnienie aktu oskarżenia, demonstracja przed ambasadą, oficjalna reakcja Rosji i wątek domniemanego zagrożenia dronowego.
Wszystko to przesuwa sprawę z poziomu pojedynczego spotkania wywiadowczego na poziom szerszej rozgrywki o bezpieczeństwo zachodniej hemisfery. Dla Hawany jest to próba przetrwania między presją USA a ograniczoną pomocą Moskwy. Dla Waszyngtonu – próba wyrwania Kuby z roli antyamerykańskiego zaplecza. Dla Rosji – test wiarygodności sojuszniczej i ostrzeżenie, że nawet jej najstarsze symbole obecności w pobliżu Stanów Zjednoczonych mogą stać się przedmiotem aktywnej amerykańskiej kontrofensywy dyplomatycznej.




