Reklama
  • WIADOMOŚCI

Czy terroryzm jest w odwrocie?

Omawiając zakres oraz charakter terrorystycznego zagrożenia we współczesnym świecie, można odwoływać się do bardzo różnych studiów czy analiz. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje coroczny raport przygotowany przez Institute for Economics & Peace. Kilka dni temu ukazała się jego najnowsza edycja zatytułowana „Global Terrorism Index 2026”.

Autor. TheDigitalWay/pixabay.com

W raporcie podkreślono, że terroryzm nadal pozostaje jednym z istotniejszych światowych zagrożeń dla bezpieczeństwa, o czym świadczy między innymi 2,9 tys. ataków, które miały miejsce w zeszłym roku, oraz związana z tym śmierć 5,5 tys. osób. Są to jednak wskaźniki znacznie niższe niż w 2024 roku.

Reklama

Liczba incydentów terrorystycznych na świecie spadła o 22 proc., a liczba zabitych o 28 procent. Jeszcze bardziej pozytywnie kształtują się one w dłuższej perspektywie czasowej – choćby spadek liczby ofiar śmiertelnych z 10,8 tys. w 2015 r. do wspomnianego poziomu 5,5 tys. Znacząco w zeszłym roku zmniejszyło się również zagrożenie terrorystyczne w poszczególnych państwach. Odnotowano jego spadek w 81 przypadkach, a wzrost w 19.

Słabość terrorystycznej hydry?

Czy oznacza to zatem, że terroryzm jest w odwrocie? Choć w pewnych aspektach jest on mniejszym zagrożeniem, kompleksowo jednak powyższe stwierdzenie nie jest uzasadnione. Z raportu wynika bowiem, że liczba państw, które w minionym roku doświadczyły co najmniej jednego zdarzenia terrorystycznego, wzrosła do 66, co jest najwyższym wskaźnikiem od 2018 roku.

Co więcej, bardzo znaczący spadek terrorystycznego zagrożenia (na przykład liczby ofiar ataków w Iraku o 99 proc. czy w Afganistanie o 95 proc.) nie musi jednak, biorąc pod uwagę występujące tam uwarunkowania wewnętrzne lub międzynarodowe, oznaczać trwałej tendencji. Dowodzi to ciągłej ewolucji terroryzmu dokonującej się zarówno w wymiarze praktycznym (strategia i taktyka działania), jak i w kontekście geograficznym dotyczącym „przesunięcia” terrorystycznej aktywności pomiędzy poszczególnymi państwami czy regionami.

W ciągu ostatnich dwóch dekad epicentrum światowego terroryzmu przesunęło się z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do regionu Sahelu. Choć obecnie obszar ten nadal jest liderem zagrożenia terrorystycznego, to także i w tym przypadku można zaobserwować poprawę sytuacji. Liczba ofiar śmiertelnych spadła w dziesięciu państwach tego regionu, a wzrosła w czterech.

Czy zatem w przyszłości główną enklawą terroryzmu będzie nadal Sahel, a może – zważywszy na sytuację międzynarodową – ponownie Bliski Wschód lub Azja? A może w dobie sztucznej inteligencji czy komputerów kwantowych główną domeną działania terrorystów stanie się cyberprzestrzeń?

Inny niepokojący sygnał pokazujący, że terroryzm niekoniecznie jest w odwrocie, to gwałtowny, bo aż 280-procentowy wzrost liczby ofiar terroryzmu w państwach określanych przez autorów raportu mianem „Zachodu”. Eskalacja ta dotyczy przede wszystkim USA oraz Australii.

Reklama

Uwagę przykuwa również bardzo znaczące skrócenie procesu radykalizacji przyszłych potencjalnych terrorystów. Jeszcze w 2005 r. okres ten wynosił średnio 18 miesięcy, w 2016 r. – 13 miesięcy. Natomiast obecnie radykalizacja – między innymi za sprawą mediów społecznościowych czy komunikatorów – niejednokrotnie dokonuje się w ciągu kilku tygodni.

Możliwość eskalacji zagrożenia

Ponowna eskalacja terrorystycznego zagrożenia może w najbliższym czasie nastąpić nie tylko za sprawą terrorystów choćby z ISIS czy Al-Kaidy oraz powiązanych z nimi grup, czy poprzez nasilenie się konfliktów i punktów zapalnych, począwszy od Bliskiego Wschodu, a kończąc na pograniczu afgańsko-pakistańskim. Innym bardzo poważnym zagrożeniem są też działania państw wspierających lub stosujących terroryzm, w tym z wykorzystaniem różnorodnych formacji.

Dalsza eskalacja napięcia w cieśninie Ormuz jeszcze bardziej uaktywni irańskie działania odwetowe realizowane między innymi z wykorzystaniem Hamasu, Hezbollahu, Huti lub innych grup. Będzie to dotyczyć już nie tylko Bliskiego Wschodu, ale też USA, Europy i ich sojuszników, przed czym kilkukrotnie ostrzegał choćby szef FBI. A potencjał oraz możliwości tych organizacji w różnych częściach świata są bardzo znaczące i rozpoznane tylko w niewielkim stopniu.

Na przykład Hezbollah dysponuje w Europie bardzo rozbudowaną siecią powiązań o charakterze logistycznym, finansowym czy szkoleniowym. Tylko w Niemczech grupuje on ponad 1000 aktywistów, choć w rzeczywistości ich pełna liczba może być kilkukrotnie większa. Niejednokrotnie trudnią się oni gromadzeniem czy transferowaniem informacji, towarów oraz środków finansowych pozyskiwanych zarówno od sympatyków, jak i z haraczy, handlu bronią, narkotykami czy ludźmi. Co więcej, zarówno w Europie Zachodniej, jak i Środkowo-Wschodniej podejmują działania operacyjne.

Przykładem jest zamach samobójczy przeprowadzony w 2012 r. na lotnisku w Burgas, zatrzymanie w 2014 r. w Czechach osoby, która w imieniu Hezbollahu kontrolowała przemyt broni, czy aresztowanie w 2015 r. na Cyprze oraz w Londynie dwóch członków organizacji, którzy zgromadzili łącznie ponad 11 ton saletry amonowej – ważnego składnika wielu materiałów wybuchowych.

Niebezpiecznym potencjałem dysponują także inne powiązane z Iranem lub antyzachodnie organizacje, co w połączeniu z rosyjskimi działaniami hybrydowymi oraz agentami wpływu ukazuje skalę problemu. Może to zatem oznaczać, że terroryzm nie jest w odwrocie, a zeszłoroczny spadek zagrożenia będzie tylko krótkotrwałą, przejściową tendencją.


Sebastian Wojciechowski – kierownik Zakładu Studiów Strategicznych i Bezpieczeństwa Międzynarodowego WNPiD UAM. Główny analityk Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Ekspert OBWE oraz NATO DEEP eAcademy ds. bezpieczeństwa wewnętrznego oraz międzynarodowego. Redaktor naczelny „Przeglądu Strategicznego”. Ostatnio opublikował „The Evolution and Escalation of the Hybrid Terrorist Threat in the European Union” czy „From disinformation to espionage – Russia’s hybrid actions against Poland”.

Reklama

Zobacz również

Reklama