Reklama
  • WIADOMOŚCI

Trump redefiniuje terroryzm. Kartele, Antifa i dżihadyści w jednej strategii USA

Nowa strategia antyterrorystyczna Donalda Trumpa radykalnie poszerza definicję terroryzmu. Obok organizacji dżihadystycznych dokument wskazuje jako główne zagrożenia także kartele narkotykowe, gangi transnarodowe i środowiska ekstremistyczne. Zwolennicy widzą w niej powrót odstraszania i twardej polityki bezpieczeństwa, krytycy ostrzegają jednak przed zacieraniem granicy między walką z terroryzmem, prawem karnym i sporem politycznym.

Autor. @WhiteHouse/X.com

Nowa amerykańska strategia antyterrorystyczna „2026 U.S. Counterterrorism Strategy”, podpisana przez Donalda Trumpa 5 maja 2026 roku i publicznie zaprezentowana dzień później, została zbudowana wokół jednego nadrzędnego założenia: państwo ma przede wszystkim chronić własnych obywateli, własne terytorium i własne interesy. W dokumencie wyraźnie pobrzmiewa język polityki „America First”, rozumianej nie tylko jako hasło wyborcze, lecz także jako całościowa doktryna bezpieczeństwa. Oznacza ona podporządkowanie polityki zagranicznej, ochrony granic, działań wywiadowczych, operacji wojskowych i współpracy międzynarodowej jednemu celowi - niedopuszczeniu do sytuacji, w której jakikolwiek aktor, państwowy lub niepaństwowy, mógłby bezkarnie zagrażać Amerykanom.

W przedmowie prezydenckiej do dokumentu Donald Trump przedstawia swój powrót do Białego Domu 20 stycznia 2025 roku jako moment zerwania z polityką poprzedniej administracji. Jak stwierdza: „Kiedy 20 stycznia 2025 roku powróciłem do Białego Domu, dobiegły końca cztery lata słabości, porażek, kapitulacji i upokorzenia pod rządami poprzedniej administracji. Dziś nasz naród jest silny, nasze granice są bezpieczne, a Stany Zjednoczone są szanowane na całym świecie. Ponownie stawiamy Amerykę na pierwszym miejscu”. W tym ujęciu walka z terroryzmem nie jest odrębną dziedziną polityki, lecz jednym z filarów odbudowy amerykańskiej siły.

Terroryzm to nie tylko organizacje dżihadystyczne

Strategia mocno akcentuje, że współczesny terroryzm nie ogranicza się już do klasycznych organizacji dżihadystycznych. Autorzy dokumentu wskazują na poszerzenie katalogu zagrożeń. Obok Al-Kaidy, ISIS i ich regionalnych odłamów pojawiają się kartele narkotykowe, transnarodowe gangi, państwa sponsorujące przemoc, sieci przestępcze, a także brutalne środowiska ekstremistyczne działające wewnątrz państw zachodnich. W ten sposób dokument przesuwa ciężar amerykańskiej polityki antyterrorystycznej z tradycyjnego pola walki z dżihadyzmem na znacznie szersze rozumienie zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego.

Najbardziej charakterystycznym elementem dokumentu jest uznanie karteli narkotykowych i gangów transnarodowych za podmioty o znaczeniu terrorystycznym. W strategii zapisano wprost, że Stany Zjednoczone mierzą się obecnie z trzema głównymi typami grup terrorystycznych: narkoterrorystami i gangami transnarodowymi, tradycyjnymi terrorystami islamistycznymi oraz brutalnymi ekstremistami lewicowymi, w tym anarchistami i antyfaszystami.

W dokumencie kartele i gangi nie są więc opisywane wyłącznie jako struktury przestępcze, lecz jako aktorzy wpływający na bezpieczeństwo narodowe USA. Autorzy strategii piszą o „kartelach i gangach, które zatruły miliony Amerykanów” - oraz o strukturach przerzucających do Stanów Zjednoczonych narkotyki, broń i ludzi. W tej logice kartel przestaje być wyłącznie problemem policyjnym i zostaje potraktowany jako przeciwnik bezpieczeństwa narodowego, wobec którego można stosować narzędzia wywiadowcze, finansowe, wojskowe i antyterrorystyczne.

Doktryna Manroe 2.0?

Z tego powodu szczególne miejsce w dokumencie zajmuje hemisfera zachodnia. Strategia zakłada, że najbliższe otoczenie geograficzne Stanów Zjednoczonych ma pierwszeństwo przed odległymi teatrami operacyjnymi. To powrót do myślenia inspirowanego doktryną Monroe, ale przetworzonego na potrzeby XXI wieku. W takim ujęciu Ameryka Łacińska i Karaiby nie są peryferyjnym obszarem zainteresowania USA, lecz bezpośrednim zapleczem bezpieczeństwa wewnętrznego.

Jeśli działające w hemisferze zachodniej kartele, gangi lub wspierające je reżimy wpływają na bezpieczeństwo Amerykanów, władze USA zastrzegają sobie prawo do użycia całego aparatu państwa przeciwko takim strukturom. W dokumencie zapisano, że prezydent nakazał zwalczanie tego problemu „degradacji i eliminacji karteli oraz ich zdolności do wpływania na bezpieczeństwo narodowe Stanów Zjednoczonych”.

Strategia zapowiada także uderzenie w finanse oraz łańcuchy dostaw prekursorów chemicznych, aby sparaliżować produkcję narkotyków i przepływ zysków. Co istotne, dokument zastrzega również, że jeśli lokalne rządy nie będą mogły albo nie będą chciały współpracować, Stany Zjednoczone „podejmą wszelkie działania konieczne do ochrony własnego kraju”, zwłaszcza gdy dany rząd jest współodpowiedzialny za działania karteli. W tej logice granica między wojną z terroryzmem a wojną z transnarodową przestępczością zaczyna się zacierać. Kartele zostają opisane jako przeciwnik, którego należy nie tyle ścigać punktowo, ile systemowo degradować i ostatecznie neutralizować.

Drugim filarem strategii pozostaje walka z terroryzmem islamistycznym. Dokument podkreśla, że mimo zmiany charakteru zagrożeń organizacje dżihadystyczne nadal posiadają zamiar i zdolność prowadzenia operacji przeciwko Stanom Zjednoczonym oraz ich obywatelom. Szczególnie eksponowane są Al-Kaida, Al-Kaida Półwyspu Arabskiego, ISIS oraz ISIS-Chorasan. Strategia zakłada skoncentrowanie się na tych organizacjach, które są zdolne do planowania operacji zewnętrznych, czyli ataków poza swoim bezpośrednim obszarem działania.

W tym kontekście ważne miejsce zajmuje również Bractwo Muzułmańskie, przedstawione w dokumencie jako ideologiczne źródło współczesnego islamizmu politycznego i dżihadystycznego. Z tej perspektywy walka z terroryzmem nie może ograniczać się do likwidacji komórek bojowych, lecz musi obejmować także zaplecze ideologiczne, finansowe i organizacyjne ruchów islamistycznych. Uznanie wybranych struktur Bractwa za organizacje terrorystyczne ma być więc narzędziem uderzenia nie tylko w przemoc, ale również w infrastrukturę wpływu, rekrutacji i finansowania.

„Dobry" i „zły" antyterroryzm

Strategia zawiera również silny komponent wewnętrzny. Autorzy dokumentu twierdzą, że narzędzia antyterrorystyczne nie mogą być wykorzystywane przeciwko obywatelom z powodów politycznych. To istotny element całej konstrukcji: z jednej strony dokument zapowiada bardzo twarde działania wobec rzeczywistych zagrożeń, z drugiej zaś deklaruje, że aparat bezpieczeństwa nie może stać się narzędziem walki partyjnej. W tym sensie strategia próbuje odróżnić „dobry” antyterroryzm, oparty na realnych zagrożeniach, od „złego” antyterroryzmu, rozumianego jako polityczne nadużywanie instytucji państwa.

Jednocześnie dokument bardzo ostro definiuje zagrożenie ze strony brutalnych środowisk skrajnie lewicowych, anarchistycznych i antyfaszystowskich. Zostają one zaliczone do katalogu priorytetów antyterrorystycznych obok karteli i dżihadystów. Oznacza to identyfikowanie takich środowisk, mapowanie ich powiązań, badanie struktur organizacyjnych i stosowanie narzędzi prawnych w celu ograniczenia ich zdolności do przemocy. To jeden z najbardziej politycznie nacechowanych fragmentów dokumentu, ponieważ rozszerza pojęcie terroryzmu na obszar krajowego ekstremizmu ideologicznego.

Ważnym wymiarem strategii jest także stosunek do państw sponsorujących terroryzm. Dokument wyraźnie stwierdza, że zagrożenia nie wynikają wyłącznie z działalności samych organizacji niepaństwowych. Jak zapisano w dokumencie, Stany Zjednoczone mierzą się z „wielością śmiertelnych zagrożeń ze strony grup terrorystycznych i aktorów niepaństwowych, często potajemnie wspieranych przez rządy, które chcą nas osłabić”. Dlatego, jak stwierdza dokument, priorytetem USA ma być „identyfikacja i pełna degradacja kanałów tajnego wsparcia udzielanego kartelom i islamistom przez naszych przeciwników”. W praktyce oznacza to zapowiedź uderzania nie tylko w wykonawców przemocy, ale także w ich sponsorów - poprzez sankcje, przechwytywanie tankowców tzw. floty cieni, operacje tajne i działania wymierzone w finansowanie oraz logistykę wrogich reżimów.

Powrót odstraszania: jak zwolennicy strategii Trumpa uzasadniają nowy kurs antyterrorystyczny

Najbardziej przychylna interpretacja nowej strategii antyterrorystycznej administracji Donalda Trumpa wychodzi z założenia, że dokument przywraca polityce bezpieczeństwa elementarną hierarchię: najpierw ochrona własnego terytorium, własnych obywateli i własnych granic, dopiero potem abstrakcyjne projekty stabilizacyjne poza USA. Według Białego Domu strategia ma oznaczać powrót do „zdrowego rozsądku” oraz zasady „pokoju przez siłę”, czyli do przekonania, że państwo odstrasza przeciwników nie samymi deklaracjami, lecz gotowością do realnego użycia siły. W afirmatywnym odczytaniu nie jest to więc kolejny technokratyczny dokument o „zarządzaniu ryzykiem”, ale polityczna deklaracja: Ameryka ma identyfikować wrogów wcześniej, odcinać ich od pieniędzy, rozbijać ich logistykę i niszczyć ich struktury, zanim będą w stanie zabić Amerykanów.

Zwolennicy strategii szczególnie mocno akcentują przesunięcie punktu ciężkości na hemisferę zachodnią i kartele narkotykowe. Jak pisze Associated Press, administracja Trumpa uznała eliminację karteli działających w hemisferze zachodniej za najwyższy priorytet nowej polityki antyterrorystycznej. Sebastian Gorka, zastępca asystenta prezydenta USA oraz starszy dyrektor ds. antyterroryzmu w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego tłumaczył to prostą kalkulacją: kartele, przemycając narkotyki do amerykańskich społeczności, miały spowodować śmierć większej liczby Amerykanów niż konflikty z udziałem żołnierzy USA po II wojnie światowej. W tym ujęciu kartel nie jest już tylko mafią, lecz strukturą quasi-wojenną: posiada pieniądze, broń, logistykę, zdolność kontrolowania tras przemytu i masowego zatruwania społeczeństwa fentanylem oraz innymi narkotykami.

Podobny argument przytacza Reuters pisząc, że Gorka wskazywał, że strategia „w pierwszej kolejności” zakłada neutralizację zagrożeń hemisferycznych przez obezwładnienie operacji karteli do tego stopnia, aby nie mogły one przerzucać do USA narkotyków, swoich członków ani ofiar handlu ludźmi. W komentarzu afirmatywnym jest to jeden z najmocniejszych punktów dokumentu: państwo przestaje udawać, że granica jest tylko linią administracyjną, a narkobiznes wyłącznie problemem policji. Jeżeli zorganizowana przestępczość zabija obywateli na skalę strategiczną, musi być zwalczana instrumentami bezpieczeństwa narodowego, a nie wyłącznie lokalnymi śledztwami i procesami ciągnącymi się latami.

Jak pisze Scripps News, Gorka opisał dokument jako „ramę działania i siły” wynikającą z zasady, że Ameryka jest ojczyzną, którą trzeba chronić. Wskazał cztery główne obszary: zagrożenia kartelowe w hemisferze zachodniej, islamistyczne grupy dżihadystyczne, brutalne świeckie grupy polityczne o ideologiach antyamerykańskich oraz ryzyko zdobycia broni masowego rażenia przez aktorów niepaństwowych. W interpretacji przychylnej oznacza to, że strategia nie jest ślepo przywiązana do mapy zagrożeń z 2001 roku. Uznaje, że współczesny terroryzm i przemoc polityczna splatają się z narkobiznesem, handlem ludźmi, cyberprzestrzenią, operacjami państw proxy i radykalnymi sieciami ideologicznymi.

Afirmatywnie można też odczytać odejście od modelu „globalnego policjanta”. Według Scripps News Gorka mówił o przejściu od dzielenia się ciężarem do przerzucania większej odpowiedzialności na sojuszników. Jego zdaniem państwa, które chcą być traktowane jako poważni partnerzy, muszą same robić więcej - czy chodzi o ochronę tankowców w Cieśninie Ormuz, czy o walkę z dżihadystami w Sahelu. To ważny argument zwolenników strategii: Stany Zjednoczone nie rezygnują z przywództwa, ale przestają akceptować sytuację, w której sojusznicy korzystają z amerykańskiego parasola bezpieczeństwa, a następnie moralizują Waszyngtonowi, jak powinien walczyć z zagrożeniami.

Wyraźna hierarchia celów

W podobnym duchu komentuje nową strategię Small Wars Journal. Według tego specjalistycznego serwisu wojskowo-analitycznego strategia jest strukturalną reorganizacją sposobu, w jaki rząd USA identyfikuje, porządkuje i neutralizuje zagrożenia terrorystyczne. Serwis podkreśla, że dokument daje amerykańskiemu aparatowi państwowemu wyraźną hierarchię celów: najpierw narkoterroryzm hemisferyczny, następnie najgroźniejsze grupy islamistyczne zdolne do operacji zewnętrznych, potem brutalny ekstremizm lewicowy i osobno zagrożenie bronią masowego rażenia. Z punktu widzenia zwolenników strategii jest to zaleta, ponieważ aparat bezpieczeństwa potrzebuje nie kilkudziesięciu równorzędnych priorytetów, lecz jasnego wskazania, kto jest wrogiem pierwszego rzędu.

Najbardziej jednoznacznie przychylny komentarz formułuje amerykański konserwatywny serwis publicystyczno-informacyjny. Jak ocenia, nowa strategia ma „przejąć inicjatywę” z rąk terrorystów i karteli przez agresywne działania przeciwko wrogim reżimom, zabezpieczenie granic oraz wypieranie złośliwych wpływów z hemisfery zachodniej. To jest sedno afirmatywnego odczytania: państwo nie ma biernie czekać, aż przemoc, narkotyki i sabotaż dotrą na jego terytorium. Ma uderzać w źródła zagrożenia - w porty, łodzie, konta, pośredników, trasy, struktury dowodzenia i państwa, które zapewniają im osłonę.

Zdaniem Haywarda dokument trafnie krytykuje zarówno administracje demokratyczne, jak i wcześniejsze administracje republikańskie. Demokratom zarzuca ignorowanie karteli, zbyt miękką politykę wobec wrogich reżimów i otwarcie granic, a wcześniejszym republikanom - politykę „wiecznych wojen” w Afganistanie i Iraku oraz niedostateczne uderzenie w ideologiczne źródła islamizmu. W przychylnej interpretacji Trump próbuje więc wykonać podwójne cięcie: z jednej strony kończy z miękkością wobec wrogów, z drugiej odrzuca neokonserwatywną pokusę budowania państw na drugim końcu świata.

Istotny jest również afirmatywny komentarz dotyczący Bractwa Muzułmańskiego. Jak pisze Jonathan Schanzer, dyrektor wykonawczy waszyngtońskiego think tanku, zajmującego się polityką zagraniczną i bezpieczeństwem narodowym, a wcześniej analityk ds. finansowania terroryzmu w Departamencie Skarbu USA, administracja Trumpa wybrała skuteczniejszą ścieżkę niż wcześniejsze próby całościowego zdelegalizowania globalnego Bractwa Muzułmańskiego. Zamiast stosować jedną szeroką etykietę wobec całej sieci, zaczęła od konkretnych odłamów, wobec których łatwiej przedstawić materiał dowodowy. Zdaniem Schanzera podejście stopniowe może przynieść trwalszy efekt, ponieważ pozwala bronić decyzji sankcyjnych na podstawie konkretnych przypadków przemocy, finansowania terroryzmu i powiązań z Hamasem.

W tym ujęciu Bractwo Muzułmańskie jest traktowane jako ideologiczny protoplasta wielu współczesnych organizacji dżihadystycznych, choć jego poszczególne odłamy różnią się między sobą skalą radykalizmu i relacją do przemocy. Afirmatywna interpretacja strategii Trumpa podkreśla więc, że walka z islamistycznym terroryzmem nie powinna ograniczać się do likwidowania ostatniego ogniwa, czyli bojownika z bronią w ręku. Powinna obejmować także zaplecze ideologiczne, finansowe, organizacyjne i polityczne, które przez dekady tworzyło środowisko sprzyjające radykalizacji.

Komentarze afirmatywne sprowadzają się zatem do kilku głównych tez. Po pierwsze, strategia przywraca prymat bezpieczeństwa własnego społeczeństwa nad abstrakcyjną globalną inżynierią polityczną. Po drugie, trafnie uznaje kartele za przeciwnika strategicznego, a nie zwykłą mafię. Po trzecie, odchodzi od modelu „wiecznych wojen”, ale nie odrzuca użycia siły. Po czwarte, wymusza większą odpowiedzialność sojuszników. Po piąte, nazywa islamizm, narkoterroryzm i przemoc ideologiczną bez eufemizmów. W tym sensie zwolennicy strategii widzą w niej nie przejaw radykalizacji amerykańskiej polityki, lecz spóźniony powrót państwa do podstawowej funkcji: ochrony własnych obywateli przed tymi, którzy realnie chcą ich zabijać albo systemowo niszczyć.

Granice antyterroryzmu: krytyka strategii Trumpa jako zbyt szerokiego narzędzia państwa

Krytyczne komentarze wobec nowej strategii antyterrorystycznej administracji Donalda Trumpa nie sprowadzają się do obrony „miękkiego” podejścia do terroryzmu. Ich główny punkt ciężkości jest inny: strategia może trafnie identyfikować część realnych zagrożeń - kartele, dżihadystów, Iran czy przemyt fentanylu - ale równocześnie niebezpiecznie rozciąga pojęcie terroryzmu na obszary, które dotąd należały do prawa karnego, debaty politycznej albo krajowej walki z ekstremizmem.

Jak pisze Reuters, dokument zakłada nie tylko neutralizację karteli w hemisferze zachodniej, lecz także identyfikowanie i neutralizowanie „brutalnych świeckich grup politycznych” określanych jako antyamerykańskie, anarchistyczne lub radykalnie transpłciowe. To właśnie ten element budzi najostrzejsze zastrzeżenia, ponieważ przesuwa antyterroryzm z walki z konkretnymi strukturami przemocy w stronę mapowania środowisk ideologicznych.

Pierwszy zarzut dotyczy ryzyka upolitycznienia aparatu bezpieczeństwa. Według specjalistycznego serwisu analityczno-prawnego Lawfare dokument z jednej strony deklaruje, że działania antyterrorystyczne mają być apolityczne i oparte na realistycznej ocenie zagrożeń, z drugiej zaś posługuje się językiem ostrego politycznego rozliczenia poprzedniej administracji oraz zarzutem politycznego wykorzystywania wspólnoty wywiadowczej. Krytycy dostrzegają tu zasadniczą sprzeczność: strategia potępia polityczne użycie aparatu bezpieczeństwa, a jednocześnie wpisuje do kategorii antyterrorystycznej grupy definiowane przede wszystkim przez konflikt ideologiczny z obecną administracją.

Najpoważniejszy problem prawny dotyczy uznania karteli za organizacje terrorystyczne. Jak piszą Poorvika Mehra, specjalistka zajmująca się sankcjami, przeciwdziałaniem finansowaniu terroryzmu i wpływem regulacji antyterrorystycznych na działalność humanitarną, oraz Katherine Tomaszewski, prawniczka specjalizująca się w prawach człowieka i starsza doradczyni prawna tej organizacji, w analizie opublikowanej 22 kwietnia 2026 roku przez Lawfare, uznanie karteli narkotykowych za organizacje terrorystyczne nie jest jedynie zmianą etykiety prawnej. Oznacza uruchomienie całego zestawu narzędzi państwa: sankcji, blokad finansowych, odpowiedzialności za materialne wspieranie terroryzmu oraz potencjalnie szerszych uprawnień wykonawczych, w tym użycia siły.

Zdaniem autorek samo wpisanie kartelu na listę organizacji terrorystycznych nie jest formalnym upoważnieniem do wojny, ale może stać się polityczno-prawnym pretekstem do użycia szerszych uprawnień wykonawczych, w tym siły zbrojnej. W tym sensie krytyka nie polega na twierdzeniu, że kartele są „zwykłymi przestępcami”, których należy ścigać wyłącznie siłami policyjnymi. Kartele są strukturami przemocy: dysponują bronią, pieniędzmi, trasami przemytu, zapleczem korupcyjnym i realną zdolnością niszczenia społeczeństw. Problem polega na czym innym: zatarcie różnicy między przestępczością zorganizowaną a terroryzmem może przenieść całe obszary polityki antynarkotykowej do logiki wojennej. Wtedy pytanie brzmi już nie tylko: „jak zatrzymać kartel?”, lecz także: „kto kontroluje państwo, które samo przyznaje sobie prawo do zabijania podejrzanych poza normalnym procesem?”.

Najbardziej aktualne komentarze krytyczne dotyczą amerykańskich uderzeń na łodzie określane przez administrację jako jednostki „narkoterrorystów”. Jak pisze brytyjski dziennik The Guardian w tekście z 5 maja 2026 roku, amerykańskie Dowództwo Południowe poinformowało o kolejnym ataku na wschodnim Pacyfiku, w którym zginęły trzy osoby nazwane przez stronę amerykańską „narkoterrorystami”, ale nie przedstawiło szczegółowych dowodów potwierdzających ich udział w przemycie. Według dziennika od września 2025 roku w podobnych operacjach zginęło już ponad 190 osób, a organizacje praw człowieka, w tym Human Rights Watch Amnesty International, określają te działania jako bezprawne egzekucje pozasądowe.

W tym sensie krytyka nie polega na obronie karteli, lecz na pytaniu o granicę między egzekwowaniem prawa a wojną. Nawet brutalny przemytnik nie staje się automatycznie legalnym celem wojskowym tylko dlatego, że administracja nazwie go „narkoterrorystą”.

Krytyka Europy

Drugi blok krytyki dotyczy Europy, którą strategia przedstawia jako obszar szczególnie podatny na zagrożenia terrorystyczne. Jak pisze „The Guardian”, dokument Białego Domu łączy ten problem m.in. z masową migracją, słabością kontroli granicznej oraz niewystarczającą reakcją państw europejskich na islamizm. Krytycy wskazują jednak, że tak sformułowana diagnoza ma nie tylko charakter bezpieczeństwa, lecz także wymiar polityczny: przedstawia Europę nie tylko jako partnera USA, ale również jako przykład strategicznej i instytucjonalnej słabości Zachodu.

Trzeci blok krytyki dotyczy wpisania lewicowego ekstremizmu, Antify oraz tzw. „radykalnie protranspłciowej” ideologii do katalogu najważniejszych zagrożeń antyterrorystycznych. Dotyczy to jednego z fragmentów strategii: „brutalnych świeckich grup politycznych, których ideologia jest antyamerykańska, radykalnie protranspłciowa i anarchistyczna”.

Jak pisał Reuters, Sebastian Gorka zapowiedział, że strategia będzie obejmować identyfikowanie i neutralizowanie takich grup, w tym Antify. Gorka mówił także o „mapowaniu” ich członkostwa, badaniu powiązań z organizacjami międzynarodowymi i użyciu narzędzi policyjnych, aby sparaliżować je operacyjnie, zanim będą mogły „okaleczyć albo zabić niewinnych”. Według krytyków takie ujęcie bardzo szeroko rozciąga pojęcie terroryzmu.

Jak pisze magazyn Time, administracja Trumpa umieściła kartele narkotykowe oraz luźno definiowane „lewicowe” ruchy ekstremistyczne w centrum polityki antyterrorystycznej USA. Time zwraca uwagę, że jest to odwrócenie akcentów w stosunku do administracji Bidena, która mocniej podkreślała zagrożenia związane ze skrajną prawicą i białym suprematyzmem.

Magazyn przywołuje również dane Center for Strategic and International Studies. Zgodnie z nimi przemoc lewicowa w USA rzeczywiście wzrosła w ostatniej dekadzie i w 2025 roku po raz pierwszy od ponad 30 lat liczba lewicowych ataków oraz spisków przewyższała liczbę tych skrajnie prawicowych. Jednocześnie CSIS podkreśla, że przemoc lewicowa rosła z bardzo niskiego poziomu i pozostaje znacznie mniej śmiercionośna niż historyczna przemoc prawicowa i dżihadystyczna: w ostatniej dekadzie ataki lewicowe zabiły 13 osób, podczas gdy prawicowe 112, a dżihadystyczne 82.

Osobny, aktualny komentarz opublikowała Trans Journalists Association. Organizacja zaleca redakcjom i dziennikarzom opisującym strategię, by zadawali podstawowe pytanie: „Jakie konkretne dowody administracja przytacza, aby powiązać tożsamość transpłciową z ryzykiem terroryzmu? Czy zapytaliście o nie, zweryfikowaliście je i poinformowaliście, czy one w ogóle istnieją?”. Trans Journalists Association ostrzega również, aby nie utrwalać „nieścisłych twierdzeń dotyczących aktów masowej przemocy popełnianych w Stanach Zjednoczonych”.

W rezultacie krytyka strategii Trumpa skupia się na pytaniu o granice antyterroryzmu. Jej przeciwnicy nie negują, że kartele, dżihadyści, Iran czy przemyt fentanylu stanowią realne zagrożenia. Ostrzegają jednak, że dokument tworzy zbyt pojemną kategorię „terrorysty”, w której obok organizacji zdolnych do masowej przemocy pojawiają się także przestępcy narkotykowi, środowiska ideologiczne, aktorzy wojny kulturowej i problemy migracyjne Europy. W takim ujęciu strategia może wzmacniać państwo wobec realnych przeciwników, ale jednocześnie dawać administracji bardzo szerokie narzędzia do obchodzenia zwykłych procedur prawnych, politycznego definiowania wroga i przesuwania granicy między egzekwowaniem prawa a wojną.

Ostatecznie „2026 U.S. Counterterrorism Strategy” jest dokumentem, który radykalnie poszerza amerykańskie rozumienie antyterroryzmu. Jego zwolennicy widzą w nim powrót państwa zdolnego do odstraszania, ochrony granic i niszczenia realnych struktur przemocy - od karteli narkotykowych po organizacje dżihadystyczne. Krytycy wskazują jednak, że ta sama logika może prowadzić do zatarcia granicy między wojną, prawem karnym i sporem politycznym. Największe znaczenie strategii polega więc nie tylko na tym, kogo uznaje ona za przeciwnika, lecz także na tym, jak szerokie narzędzia państwa uruchamia wobec coraz pojemniejszej kategorii „terroryzmu”.

Reklama
Reklama