- WIADOMOŚCI
Berlin przebudowuje swój wywiad. Co to oznacza dla Polski?
Autor. @luisaaa73/Envato
Niemcy reformują Bundesnachrichtendienst, chcąc uniezależnić się od informacji przekazywanych przez sojuszników. Celem naszego zachodniego sąsiada jest zbudowanie wywiadu zdolnego samodzielnie zdobywać przewagę informacyjną. Co to oznacza dla Polski?
Reforma Bundesnachrichtendienst (BND) nie jest techniczną korektą niemieckiego prawa. To próba odbudowy samodzielności wywiadowczej po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, bankructwie dawnej polityki wobec Moskwy i narastającej niepewności, czy Waszyngton zawsze przekaże Europie pełną wiedzę o zagrożeniach. Berlin zrozumiał, że państwo, które chce kierować europejską polityką, nie może w sprawach wojny, sabotażu, cyberataków i operacji wpływu czekać wyłącznie na raporty CIA, NSA albo brytyjskiej Secret Intelligence Service -SIS/MI6. Musi mieć własne źródła, własne narzędzia techniczne, własną analizę i własny obraz sytuacji.
Nie chodzi więc o zwykłe dostosowanie procedur. Chodzi o zmianę sposobu działania niemieckiego państwa. Niemcy przez lata miały silną gospodarkę, rozbudowaną administrację i ambicje europejskiego lidera, ale ich aparat wywiadowczy pozostawał ostrożny, defensywny i mocno uzależniony od informacji sojuszniczych. Wojna na Ukrainie pokazała, że w warunkach rosyjskiej wojny hybrydowej liczą się szybkość rozpoznania, zdolność przewidywania zamiarów przeciwnika, penetracja sieci wpływu, analiza cyberoperacji, identyfikacja kanałów sabotażu oraz zdolność działania zanim kryzys stanie się faktem publicznym.
Z tej racji reformę BND należy odczytywać jako próbę odzyskania przez Berlin kontroli nad własnym rozpoznaniem strategicznym. Niemcy chcą samodzielnie wiedzieć, co dzieje się w Rosji, na Ukrainie, na wschodniej flance NATO, w cyberprzestrzeni, w obszarze infrastruktury krytycznej i w europejskich sieciach wpływu. Nie chcą już tylko odbierać informacji od Amerykanów, Brytyjczyków czy Francuzów. Chcą mieć własne źródła, własne dane, własne oceny i własną zdolność operacyjną.
Wbrew pozorom to ma bezpośrednie znaczenie dla Polski. Silniejszy BND może ułatwiać rozpoznawanie rosyjskiej dywersji, cyberataków i kanałów finansowania sabotażu. Jednocześnie niemiecka służba, chcąc samodzielnie rozumieć wojnę na Wschodzie, będzie musiała coraz dokładniej rozpoznawać przestrzeń, przez którą ta wojna jest obsługiwana. Polska nie będzie więc wyłącznie beneficjentem niemieckiego rozpoznania. Może stać się również jednym z jego naturalnych obszarów zainteresowania.
W tym sensie silniejszy BND ma być narzędziem państwa niemieckiego, a nie neutralnym instrumentem wspólnego europejskiego bezpieczeństwa. Będzie działał w ramach NATO, Unii Europejskiej i współpracy sojuszniczej, ale jego podstawowym zadaniem pozostanie realizacja interesu Republiki Federalnej. Ten interes nie musi być zawsze identyczny z interesem Polski, Ukrainy czy państw bałtyckich. To kluczowe założenie, bez którego nie da się zrozumieć rzeczywistego sensu reformy BND: chodzi o zdobycie niemieckiej przewagi informacyjnej.
Koniec niemieckiej ostrożności
Financial Times opisywał problem, który przez dekady ograniczał BND. Była to służba duża, kosztowna i formalnie ważna, ale działała w państwie głęboko nieufnym wobec własnych służb.
Niemiecka ostrożność wobec wywiadu wyrastała najpierw z pamięci o Gestapo i nazistowskim państwie policyjnym, a po zjednoczeniu została dodatkowo wzmocniona doświadczeniem NRD i Stasi. W efekcie każda próba rozszerzenia uprawnień służb trafiała w Niemczech na filtr prawa, parlamentu, mediów i historycznego lęku przed aparatem bezpieczeństwa wymykającym się spod kontroli.
Skutek był przewidywalny: BND pozostawała służbą rozbudowaną instytucjonalnie, ale często pozbawioną agresywnej kultury operacyjnej charakterystycznej dla CIA, SIS/MI6 czy francuskiej Direction générale de la sécurité extérieure – DGSE. Nie oznacza to, że BND nie prowadziła klasycznych działań wywiadowczych. Problem polegał na czymś innym: niemiecki system polityczno-prawny przez lata ograniczał akceptację dla bardziej ofensywnej kultury wywiadowczej, głębszej penetracji, szerszych cyberoperacji, działań pod przykryciem i pracy w szarej strefie.
Taki model mógł uchodzić za dowód prawnej dojrzałości w spokojniejszych czasach. W warunkach rosyjskiej wojny, sabotażu i cyberataków stał się ograniczeniem. Financial Times przypominał, że BND bywała porównywana do „wegetariańskiej” służby w świecie „mięsożernych” odpowiedników. To określenie jest brutalne, ale dobrze oddaje problem. Niemcy chciały mieć wiedzę, lecz długo nie chciały w pełni zaakceptować politycznego ciężaru, jaki niesie prawdziwa działalność operacyjna. Chciały bezpieczeństwa, ale bez przyznania, że bezpieczeństwo wymaga także werbunku, penetracji, działań pod przykryciem, cyberoperacji, podsłuchu, przechwytywania sygnałów i pracy w obszarach, które nie mieszczą się w komfortowym języku administracji.
Wojna Rosji przeciwko Ukrainie obnażyła ograniczenia niemieckiego rozpoznania. Nie chodzi o to, że BND nie miała żadnej wiedzy o ryzyku wojny. Bardziej precyzyjnie: niemiecki wywiad nie miał takiej pewności, szybkości i siły ostrzegania jak Amerykanie, Brytyjczycy.
The Guardian pisał, że gdy Bruno Kahl, ówczesny szef BND, przyleciał do Kijowa wieczorem 23 lutego 2022 roku, amerykańskie, brytyjskie i polskie służby miały już uznać, że rosyjskie rozkazy ataku zostały wydane. Reuters potwierdzał, że Kahl znajdował się w Ukrainie w chwili rozpoczęcia inwazji i musiał wracać drogą lądową po zamknięciu przestrzeni powietrznej. Die Welt przedstawiał później jego obronę: Kahl twierdził, że podróż była zaplanowana, odbywała się przy świadomości ryzyka i miała także wymiar solidarnościowy wobec strony ukraińskiej.
Nawet jeśli przyjąć tę wersję, polityczny obraz był dla Berlina niekorzystny. Państwo, które uważa się za jednego z liderów Europy, zobaczyło, że w najważniejszym kryzysie bezpieczeństwa od dekad jego własny wywiad nie daje mu przewagi poznawczej porównywalnej z przewagą CIA, SIS/MI6 i części służb regionu. Niemcy nie były pierwszym źródłem wiedzy o nadchodzącej wojnie. Były jednym z odbiorców ostrzeżeń, które przyszły z zewnątrz.
To stało się punktem wyjścia całej zmiany. Władze Niemiec zrozumiały, że państwo bez sprawnego, ofensywnego i technicznie nowoczesnego wywiadu jest częściowo ślepe. Może mieć wielki eksport, silny przemysł, rozbudowaną administrację, ambicje przywódcze w Unii Europejskiej i wpływy gospodarcze w całej Europie, ale w warunkach wojny hybrydowej pozostaje zależne od cudzych informacji. A zależność informacyjna oznacza zależność polityczną. Ten, kto dostarcza wiedzę, wpływa również na tempo decyzji, interpretację zagrożeń i granice reakcji.
Od służby informacyjnej do służby operacyjnej
Reforma BND nie jest odosobnionym pomysłem jednego rządu. To element szerszego przesunięcia w niemieckiej debacie o bezpieczeństwie. Coraz częściej pojawia się w niej język suwerenności, operacyjności i uniezależnienia od amerykańskiego rozpoznania.
Tagesschau/NDR/WDR wskazują, że jednym z motywów zmian jest dążenie do większej niezależności Niemiec od USA. W innym materiale Tagesschau/NDR/WDR opisano rozszerzenie uprawnień BND w zakresie przechowywania i analizowania strumieni danych internetowych. Niemiecki Bundestag w jednym z komunikatów pisał natomiast o wzmocnieniu „narodowej suwerenności” i „operacyjnych zdolności” służb.
To ważna zmiana języka. Niemcy zaczynają mówić o wywiadzie nie tylko przez pryzmat kontroli, ograniczeń i ochrony prywatności, lecz także przez pryzmat suwerenności państwa. Wywiad ma być nie dodatkiem do dyplomacji, nie technicznym zapleczem rządu i nie podejrzanym reliktem zimnej wojny, ale instrumentem pozwalającym państwu samodzielnie definiować zagrożenia. Państwo, które nie ma własnego rozpoznania, musi korzystać z cudzej interpretacji rzeczywistości. A cudza interpretacja nigdy nie jest neutralna. Jest filtrowana przez interes tego, kto informację posiada i przekazuje.
W tym sensie w niemieckiej debacie coraz wyraźniej widać przesunięcie od modelu Nachrichtendienst – służby informacyjnej – w stronę modelu Geheimdienst – tajnej służby operacyjnej. Nie oznacza to, że BND wcześniej nie prowadziła pracy wywiadowczej. Chodzi raczej o zmianę akcentu: od dominacji zbierania, oceny i przekazywania informacji w stronę szerszych działań operacyjnych.
SWR Aktuell dobrze pokazał, że spór o przyszłość BND nie dotyczy wyłącznie nowych przepisów, lecz samego rozumienia roli niemieckiego wywiadu. Ekspert ARD do spraw terroryzmu i bezpieczeństwa Holger Schmidt wskazywał, że BND znalazła się w szczególnie trudnym momencie z powodu wyjątkowo złożonej i groźnej sytuacji geopolitycznej. Zwracał również uwagę na istotne nieporozumienie: niemieckiej służby nie można mechanicznie porównywać z CIA, MI6 czy Mossadem, ponieważ w niemieckiej tradycji instytucjonalnej BND była przez lata pojmowana przede wszystkim jako instytucja zbierająca, oceniająca i przekazująca informacje państwu, a nie jako służba działająca z kulturą operacyjną właściwą bardziej ofensywnym wywiadom.
Obecna reforma przesuwa więc debatę z pytania, jak kontrolować niemiecki wywiad, ku pytaniu, czy państwo niemieckie ma narzędzie zdolne działać w świecie, w którym przeciwnicy nie respektują niemieckiej ostrożności prawnej i politycznej. Deutschlandfunk opisuje projektowaną zmianę jako próbę nadania BND większych uprawnień do aktywnego działania, w tym w cyberprzestrzeni. ZDFheute przedstawia ją jako przejście w stronę służby bardziej operacyjnej, cyfrowej i wyposażonej w mocniejsze narzędzia działania.
Różnica jest zasadnicza. Dotychczasowy model działania przede wszystkim opisywał, analizował i ostrzegał. Nowy ma w większym stopniu zdobywać, penetrować, podsłuchiwać, werbować, włamywać się i prowadzić działania operacyjne. BND ma dostarczać państwu nie tylko ocenę sytuacji, ale także narzędzia przewagi.
Źródłem tej zmiany jest niemieckie dążenie do strategicznej autonomii oraz ambicja występowania w roli lidera Europy. Berlin nie może budować pozycji politycznego centrum kontynentu, jeśli w najważniejszych sprawach bezpieczeństwa pozostaje zależny od cudzych informacji. Nie może unikać twardych narzędzi wywiadowczych, a jednocześnie oczekiwać, że będzie samodzielnie definiował zagrożenia, tempo reakcji i granice europejskiej polityki wobec Rosji. Reforma BND jest próbą usunięcia tej sprzeczności.
Niemcy chcą własnego obrazu zagrożeń
Wzmocnienie BND nie oznacza formalnego zerwania z amerykańskim wywiadem ani politycznego zwrotu przeciwko USA. Chodzi raczej o ograniczenie zależności od układu, w którym najważniejsze ostrzeżenia strategiczne przychodzą z Waszyngtonu, a Berlin musi oceniać część zagrożeń przez amerykański filtr. Problemem nie jest koniec współpracy z USA, lecz rosnąca świadomość kosztów własnej niesamodzielności informacyjnej.
Dobrze pokazała to sprawa Armina Pappergera, szefa Rheinmetall. Washington Post opisał ostrzeżenie CIA przed rosyjskim planem jego zabójstwa. To amerykańska informacja uruchomiła niemiecką ochronę. Dla Republiki Federalnej był to przypadek politycznie niewygodny, ponieważ dotyczył jej własnego terytorium, własnego przemysłu zbrojeniowego i rosyjskiej operacji wymierzonej w jeden z najważniejszych elementów wsparcia dla Ukrainy.
Jeżeli w takiej sprawie zasadnicza wiedza pochodzi z CIA, oznacza to, że niemieckie państwo nadal potrzebuje cudzych „oczu i uszu” tam, gdzie chciałoby działać samodzielnie. USA pozostaną dla Berlina niezbędne, bo dysponują satelitami, globalnymi zdolnościami podsłuchowymi, cyberpotencjałem i siecią źródeł, której żadna europejska służba szybko nie odtworzy. Istotne jest jednak to, że Republika Federalna nie chce już widzieć świata wyłącznie przez amerykański filtr.
Własne dane o Rosji, Ukrainie, ryzyku eskalacji, sabotażu, cyberzagrożeniach i przyszłym układzie z Moskwą dadzą Berlinowi większą swobodę polityczną. Państwo, które samo wytwarza wiedzę, nie musi w takim samym stopniu przyjmować cudzej interpretacji zagrożenia, cudzych priorytetów i cudzych granic reakcji. Dlatego reforma BND jest dla Berlina nie tylko reformą służby. Jest elementem strategicznej autonomii.
Dla Polski oznacza to zmianę układu sił. Im mniej niemiecka polityka będzie zależna od amerykańskich informacji, tym trudniej Warszawie będzie wykorzystywać kanał USA do wzmacniania własnej interpretacji rosyjskiego zagrożenia w NATO i Unii Europejskiej. Silniejszy własny obraz sytuacji pozwoli Republice Federalnej mówić: mamy własne źródła, własne dane i własną ocenę ryzyka. To może ograniczać polską zdolność narzucania twardej linii wobec Moskwy.
Pieniądze, dane, źródła i operacyjność
Rozbudowa niemieckiego wywiadu nie sprowadza się do większego budżetu. Chodzi o zmianę charakteru służby: mniej ostrożnego urzędu analitycznego, więcej twardego aparatu operacyjnego. BND ma nie tylko opisywać zagrożenia, ale szybciej je rozpoznawać, głębiej penetrować i dostarczać państwu przewagę informacyjną, zanim kryzys stanie się faktem politycznym.
Reforma ma trzy poziomy. Pierwszy jest prawny: BND ma otrzymać szersze uprawnienia do pozyskiwania, przechowywania i analizowania danych oraz działania w cyberprzestrzeni. Drugi jest organizacyjny: Martin Jäger, nowy szef BND, przebudowuje służbę w stronę szybszego pozyskiwania informacji, większej roli źródeł osobowych i struktur zadaniowych. Trzeci jest finansowy: wzrost budżetu BND i całego federalnego aparatu wywiadowczego pokazuje, że Berlin nie ogranicza się do zmiany języka debaty, lecz realnie finansuje rozbudowę zdolności.
Tagesschau w materiale NDR/WDR wskazuje, że reforma ma uczynić niemiecki wywiad skuteczniejszym, bardziej operacyjnym i mniej zależnym od USA. Kanclerz Friedrich Merz podczas objęcia urzędu przez Martina Jägera deklarował, że niemiecka służba ma działać na najwyższym poziomie wywiadowczym. Chodzi już nie tylko o rozpoznawanie i ocenę zagrożeń, ale także o zdolność aktywnego przeciwdziałania szpiegostwu, sabotażowi i operacjom hybrydowym.
Według ustaleń NDR i WDR projekt nowej ustawy o BND jest w dużej mierze gotowy, ale jego procedowanie zostało zablokowane w sporze wewnątrz rządu. Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt nie kwestionuje samego wzmocnienia BND, lecz domaga się, aby reforma wywiadu zagranicznego została powiązana z nowelizacją przepisów dotyczących Bundesamt für Verfassungsschutz – BfV, czyli Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji. W praktyce oznacza to, że jedna z najpoważniejszych reform niemieckich służb od powstania RFN została wstrzymana nie z powodu sporu o potrzebę silniejszego BND, lecz z powodu politycznej gry o zakres uprawnień całego aparatu bezpieczeństwa.
Personalnym symbolem tej zmiany jest Martin Jäger, nowy prezes BND i były ambasador Niemiec w Ukrainie. Jego nominacja sama w sobie jest sygnałem politycznym: na czele niemieckiego wywiadu stanął człowiek, który bezpośrednio obserwował wojnę, rosyjską presję i znaczenie zachodniego zaplecza dla Kijowa. Reuters w tekście „Merz chce proaktywnej służby wywiadowczej odpowiadającej niemieckiej sile gospodarczej” pisał, że podczas przekazania urzędu kanclerz Friedrich Merz mówił o potrzebie proaktywnego BND, odpowiadającego skali niemieckiej gospodarki i zagrożeniom hybrydowym. Sam Jäger zapowiedział, że BND ma być „siłą, z którą trzeba się liczyć”.
To nie jest tylko retoryka. Tagesschau/NDR/WDR wskazywały, że Jäger nie czeka wyłącznie na nowe prawo. Już rozpoczął przebudowę służby, której hasłem jest szybsze i szersze pozyskiwanie informacji. Według tego materiału zmiana ma obejmować większą rolę źródeł osobowych, przebudowę struktur w kierunku centrów misyjnych oraz mocniejsze włączenie rezydentur przy niemieckich placówkach dyplomatycznych w zdobywanie informacji. Jäger miał też zapowiedzieć w Bundestagu, że BND będzie „celowo i konsekwentnie podejmować większe ryzyko”.
Niemiecki tygodnik parlamentarny Das Parlament podał, że w budżecie na 2026 rok BND otrzyma 1,51 mld euro, czyli o 315 mln euro więcej niż rok wcześniej. Wzrost wydatków obejmuje także BfV oraz Militärischer Abschirmdienst – MAD, czyli Wojskową Służbę Kontrwywiadowczą. Łącznie trzy federalne niemieckie służby – BND, BfV i MAD – mają w 2026 roku jawny budżet na poziomie około 2,5 mld euro. Dla porównania, jawny budżet wszystkich pięciu polskich służb specjalnych wynosi około 3,24 mld zł, czyli niespełna 0,8 mld euro.
W świecie służb pieniądze nie są dodatkiem. Są warunkiem skali, szybkości i jakości działania. Większy budżet pozwala rozwijać analitykę danych, cyberrozpoznanie, ochronę infrastruktury, przechwytywanie sygnałów, źródła osobowe i operacje prowadzone poza klasyczną dyplomacją.
Zobacz też

Cyberprzestrzeń, dane i DE-CIX
Najważniejszy operacyjnie wymiar reformy dotyczy cyberprzestrzeni: dostępu do danych, ich dłuższego przechowywania, analizy ruchu internetowego oraz możliwości prowadzenia działań technicznych przeciwko zagranicznym celom. Tagesschau/NDR/WDR pisał o większych możliwościach przechowywania i analizowania strumieni danych internetowych oraz o zmniejszaniu zależności od USA.
Współczesny wywiad żyje z komunikacji, metadanych, przepływów finansowych, ruchu sieciowego, śladów cyberataków, logistyki i cyfrowych tropów operacji wpływu. Kto widzi dane, ten widzi więcej niż partner czekający na raport. Znaczenie ma tu DE-CIX Frankfurt – jeden z największych na świecie punktów wymiany ruchu internetowego. To miejsce, w którym łączą się sieci operatorów telekomunikacyjnych, dostawców internetu, firm chmurowych, platform cyfrowych i dużych podmiotów korporacyjnych. Nie jest to pojedynczy serwer, lecz ogromna infrastruktura połączeniowa, przez którą przechodzą potężne wolumeny danych.
Dla wywiadu taka infrastruktura nie jest neutralna. To pole potencjalnego dostępu do informacji. Państwo posiadające na swoim terytorium tak ważny węzeł cyfrowy i rozszerzające uprawnienia własnej służby zwiększa zdolność obserwowania komunikacji, metadanych, cyberataków oraz śladów operacji wpływu. Oficjalnym uzasadnieniem są Rosja, Chiny, terroryzm, proliferacja i sabotaż. I rzeczywiście będą to główne uzasadnienia polityczne oraz prawne. W praktyce szerszy dostęp do danych wzmacnia pozycję także wobec otoczenia sojuszniczego. Wywiad nie działa według języka komunikatów dyplomatycznych. Liczy się to, kto ma informacje, kto musi o nie prosić i kto może dzięki nim budować przewagę.
Dla Polski znaczenie tej zmiany wynika z samej architektury wojny na Wschodzie. Jeżeli BND zyska większą zdolność analizy europejskiego ruchu cyfrowego, jego pole widzenia obejmie nie tylko rosyjskie operacje, lecz także przestrzeń, przez którą Rosja uderza w polskie zaplecze wojny: komunikację, logistykę, cyberataki, operacje wpływu i kanały wykorzystywane do sabotażu. Rozpoznawanie rosyjskiej aktywności przeciw Polsce będzie więc równocześnie wytwarzało wiedzę o polskim środowisku bezpieczeństwa – o jego systemach, połączeniach, podatnościach, rytmie decyzyjnym i zależnościach infrastrukturalnych.
Polska jako zaplecze wojny
Z tej perspektywy Polska nie jest dla Berlina zwykłym państwem sojuszniczym na wschodniej flance NATO. Jest zapleczem wojny ukraińskiej i jednym z głównych pól rosyjskiej aktywności dywersyjnej w Europie. Przez jej terytorium przebiega transport wojskowy, pomoc dla Kijowa, logistyka NATO, część komunikacji politycznej z Ukrainą oraz istotny fragment zachodniej infrastruktury wsparcia. Jednocześnie właśnie tutaj Rosja testuje siatki werbunkowe, kanały przerzutowe, podpalenia, sabotaż, presję migracyjną, cyberataki i operacje wpływu.
Dlatego polskie zaplecze wojny stanie się dla silniejszego BND naturalnym obszarem zainteresowania. Nie ma publicznie dostępnych dowodów na istnienie planu operacyjnego rozpracowywania polskich struktur przez BND. Nie zmienia to faktu, że niemiecki wywiad, chcąc rozumieć rosyjską aktywność przeciwko Polsce i Ukrainie, będzie musiał poznawać infrastrukturę, procedury i podatności polskiego zaplecza wojny. Istotne będą nie tylko rosyjskie siatki działające przeciwko Polsce, lecz także kolej, porty, lotniska, magazyny, systemy cyberbezpieczeństwa, kanały logistyczne, ukraińskie zaplecze organizacyjne, środowiska przestępcze wykorzystywane przez Rosję oraz nastroje polityczne wpływające na trwałość wsparcia dla Kijowa. Nie da się bowiem rozpoznawać rosyjskiej aktywności przeciwko polskiemu zapleczu wojny bez równoczesnego poznawania samego zaplecza.
Skala zagrożenia daje takiemu zainteresowaniu gotowe uzasadnienie. Raport ICCT-GLOBSEC „Więcej tego samego: rosyjski związek przestępczości i terroryzmu. Przestępczość jako narzędzie wojny hybrydowej – ponowna analiza” dokumentuje 151 incydentów powiązanych z rosyjskimi działaniami sabotażowymi i dywersyjnymi w Europie od lutego 2022 roku. W tym zbiorze badacze zidentyfikowali 172 sprawców lub podejrzanych. Około 95 procent z nich stanowili zwykli cywile bez formalnych związków z rosyjskimi służbami, najczęściej motywowani pieniędzmi. TVP World w materiale „Rosyjskie operacje sabotażowe i wpływu gwałtownie rosną w Europie” podała, że Polska była państwem najbardziej dotkniętym tym zjawiskiem: odnotowano tu 31 incydentów, więcej niż we Francji, na Litwie i w Niemczech.
Dane dotyczące Polski należy ująć osobno. Opublikowany na stronie Gov.pl raport ABW za lata 2024–2025 podaje, że od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w sprawach dotyczących aktywności obcych służb 91 osób objęto statusem podejrzanego, 82 osoby usłyszały zarzuty, a 62 zatrzymano. To pokazuje, że Polska jest nie tylko zapleczem logistycznym wojny ukraińskiej, lecz także jednym z głównych pól rosyjskiej aktywności dywersyjnej, sabotażowej i werbunkowej w Europie.
Do tego dochodzi zabójstwo Siemiona Skriepieckiego w Białej Podlaskiej. Rosyjski artysta i krytyk Kremla został zastrzelony pięcioma strzałami, w tym w głowę. Sprawa od początku miała charakter szczególnie poważny, ponieważ dotyczyła człowieka kojarzonego z antykremlowską aktywnością i została oceniona przez polskie władze jako zdarzenie noszące cechy politycznej egzekucji. Pokazuje to, że Polska jest nie tylko zapleczem logistycznym wojny ukraińskiej i obszarem rosyjskich działań sabotażowych, lecz także miejscem, w którym może dochodzić do fizycznej przemocy wobec przeciwników Kremla.
Dla niemieckiego wywiadu nie jest to temat poboczny, lecz jeden z warunków zrozumienia wojny na Wschodzie. Bez wiedzy o polskiej infrastrukturze, procedurach, słabościach administracji, kanałach logistycznych, środowiskach wykorzystywanych do werbunku i nastrojach społecznych nie da się w pełni ocenić ani rosyjskiej dywersji, ani skali zachodniego wsparcia dla Ukrainy, ani odporności wschodniej flanki NATO. Sprawa Skriepieckiego przesuwa tę analizę jeszcze dalej: pokazuje, że rosyjska aktywność na terytorium Polski może obejmować nie tylko sabotaż infrastruktury, ale również zastraszanie, eliminację przeciwników i testowanie reakcji państwa NATO.
Oficjalny sojusz nie uchyla tej logiki. Partner także zbiera informacje, rozpoznaje elity, analizuje luki państwa i przewiduje decyzje. Wiedza o sojuszniku jest cenna nie dlatego, że musi prowadzić do wrogości, lecz dlatego, że pozwala lepiej negocjować, omijać opór, przewidywać reakcje i ograniczać cudzą swobodę działania. Tak funkcjonuje państwo, które traktuje wywiad jako narzędzie własnej polityki, a nie jako dekorację sojuszniczych deklaracji.
Umowa obronna jako kanał wiedzy
Skoro Polska jest zapleczem wojny i jednym z głównych pól rosyjskiej aktywności, współpraca obronna z Niemcami będzie dla Warszawy potrzebna. Jednocześnie każdy nowy kanał współpracy tworzy także nowy kanał wiedzy. Właśnie w tym kontekście należy czytać nową polsko-niemiecką umowę obronną.
PISM wskazuje, że porozumienie z 17 czerwca 2026 roku obejmuje mobilność wojskową, interoperacyjność, cyberbezpieczeństwo, przestrzeń kosmiczną oraz wymianę informacji, w tym danych wywiadowczych. Reuters opisywał je jako pogłębienie współpracy obronnej w czasie rosnącego zagrożenia ze strony Rosji.
Umowa może wzmacniać bezpieczeństwo wobec Rosji, ale równocześnie zwiększa niemiecką wiedzę o polskiej infrastrukturze, procedurach, łączności, transporcie, cyberbezpieczeństwie, Bałtyku i kryzysowych reakcjach państwa. Są to informacje o wąskich gardłach, obiektach krytycznych, tempie decyzji i przewidywalnych zachowaniach Warszawy.
Polska może korzystać z niemieckich danych przeciwko Rosji. Równocześnie druga strona będzie coraz lepiej znała polskie słabości, zależności i czerwone linie. Sojusz nie likwiduje logiki wywiadu. Zmienia jedynie jej formalne opakowanie.
Sojusz nie znosi rozbieżności interesów
Znaczenie tej wiedzy rośnie dlatego, że Polska i Niemcy pozostają sojusznikami, ale ich kalkulacja wobec Rosji nie jest identyczna. Warszawa traktuje Moskwę jako zagrożenie strukturalne, które trzeba długofalowo osłabiać, izolować i wypychać z Europy Środkowo-Wschodniej. Republika Federalna również uznaje rosyjskie zagrożenie, ale jednocześnie myśli o stabilizacji europejskiego porządku, kosztach wojny i przyszłym ułożeniu relacji z Moskwą.
Rząd Friedricha Merza oficjalnie wspiera Ukrainę. OSW w analizie „Nowa Ostpolitik? Ukraina jako priorytet rządu Merza” pisze, że Ukraina pozostaje jednym z głównych kierunków polityki Berlina, a jej opór ogranicza rosyjskie ambicje wobec wschodniej flanki NATO. Ta sama analiza wskazuje jednak, że część niemieckiego biznesu nadal chce przeczekać wojnę i wrócić do bliskiej współpracy z Rosją. Merz nie zapowiada prostego powrotu do dawnej polityki wobec Moskwy, ale nie wyklucza w przyszłości wznowienia współpracy pod warunkiem pokoju i zasadniczej zmiany sytuacji politycznej.
Nie znika więc niemiecki interes w zakończeniu wojny, obniżeniu jej kosztów i zachowaniu możliwości przyszłej normalizacji z Moskwą. Dla Polski zbyt szybkie zamrożenie konfliktu może dać Rosji czas na przygotowanie kolejnej agresji. Dla niemieckiej polityki może być drogą do stabilizacji i odbudowy przynajmniej części kanałów gospodarczych. Sojusznicze deklaracje nie usuwają tej różnicy.
Do tego dochodzi biznes. Wcześniejsze analizy B4Ukraine i Brookings pokazywały trwałość niemieckich powiązań gospodarczych z Rosją oraz mechanizmy obchodzenia skutków spadku bezpośredniego eksportu przez państwa trzecie. B4Ukraine wskazywała, że 69 procent niemieckich firm mających związki z Rosją na początku 2022 roku nadal tam działało, a spośród 248 firm z rosyjskimi spółkami zależnymi tylko 20 całkowicie opuściło rosyjski rynek. Brookings pokazywał natomiast, że spadek bezpośredniego eksportu do Rosji był częściowo zastępowany reeksportem przez państwa trzecie.
Nie przesądza to o prostym powrocie do Nord Streamu i interesów jak dawniej. Pokazuje jednak trwały nacisk gospodarczy i polityczny, aby po wojnie odbudować przynajmniej część relacji z Rosją. Polska będzie temu przeszkadzać, bo jej interes wymaga trzymania Moskwy pod presją, a nie organizowania jej powrotu do europejskiego obiegu gospodarczego.
Niemiecki wywiad będzie więc potrzebował wiedzy o Polsce nie tylko z powodu rosyjskiej dywersji, lecz także dlatego, że Warszawa może być przeszkodą dla ewentualnej przyszłej normalizacji relacji Berlina z Moskwą. Jeżeli celem niemieckiej polityki stanie się kontrolowane zamknięcie wojny, utrzymanie wpływu na Ukrainę i przygotowanie nowego układu z Rosją, aparat wywiadowczy będzie dostarczał danych potrzebnych do tej gry: o Kijowie, Warszawie, rosyjskich możliwościach, kosztach eskalacji i oporze państw wschodniej flanki.
Koniec kontrwywiadowczej naiwności
Silny niemiecki wywiad oznacza lepszą wiedzę nie tylko o Rosji. W naturalnym polu jego zainteresowania znajdą się także polskie czerwone linie, relacje Warszawy z Kijowem i Waszyngtonem, zdolność blokowania kompromisów, spory o Ukrainę, migrację, koszty wojny i politykę wobec Moskwy. W dyplomacji można to nazwać eufemistycznie analizą sojuszniczą. W wywiadzie jest to zbieranie informacji o państwie, którego interesy mogą zderzyć się z interesem Niemiec.
Nie trzeba być oficjalnym przeciwnikiem Polski, aby prowadzić taką pracę. Wystarczy być poważnym sojusznikiem z własnymi celami. Takie państwo zbiera dane, buduje wpływ, rozpoznaje elity, sprawdza słabości administracji i mierzy nastroje społeczne. Problem polega na tym, że Polska zbyt często zachowuje się tak, jakby sojusz zwalniał z kontrwywiadowczego myślenia o partnerach. Nie zwalnia. Sojusznicy też prowadzą rozpoznanie. Też naciskają. Też chcą wiedzieć, które środowiska są podatne na argumenty, gdzie pojawi się opór, które decyzje można przyspieszyć, a które opóźnić.
Polska może korzystać z niemieckich informacji o Rosji, ale musi chronić własną autonomię decyzyjną. Musi wiedzieć, jakie dane przekazuje, jakie kanały otwiera, gdzie tworzy zależność i jaką przewagę daje drugiej stronie.
Reforma BND zwiększy zdolność Niemiec do samodzielnego zbierania danych, rozpoznawania przeciwników, kontrolowania kanałów informacji i wzmacniania własnej pozycji wobec sojuszników. Dla Polski powinno to oznaczać powrót do kontrwywiadowczej trzeźwości. Silniejszy partner będzie wiedział więcej, a większa wiedza nie oznacza automatycznie nacisku. Tworzy jednak większą zdolność do wpływania na decyzje partnerów, przewidywania ich reakcji i ograniczania ich pola manewru.



