- OPINIA
- KOMENTARZ
- WIADOMOŚCI
Dwa lata po zabójstwie żołnierza na granicy. Czy państwo wie, kto zabił Mateusza Sitka? [OPINIA]
Minęły dwa lata od tragicznej śmierci sierżanta Mateusza Sitka, który zginął, chroniąc polską granicę. Sprawa zabójstwa polskiego żołnierza jest jednym z najbardziej kompromitujących testów skuteczności polskiego państwa i jego służb. Nie dlatego, że doszło do tragedii na granicy – państwo nie jest w stanie wyeliminować każdego ryzyka. Kompromitacja zaczyna się później: wtedy, gdy po śmierci żołnierza pojawiają się informacje o możliwej identyfikacji sprawcy, padają słowa jednego z generałów Wojska Polskiego o zdjęciach i tropach we Francji oraz Belgii, a mimo to opinia publiczna nadal nie widzi ani zatrzymanego podejrzanego, ani Europejskiego Nakazu Aresztowania, ani publicznej czerwonej noty Interpolu.
Według doniesień Rzeczpospolitej i Onetu osoba opisywana w mediach jako Mohammad T. miała być marokańskim przewodnikiem. Miał studiować w Libanie i posiadać charakterystyczny tatuaż dwóch gwiazd po prawej stronie szyi. Ten opis pojawił się 13 czerwca 2024 r. w materiałach opartych na zdjęciu, które krążyło w środowisku mundurowych. Trzeba jednak zaznaczyć, że rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prokurator Piotr Skiba, w wypowiedzi dla Rzeczpospolitej stwierdził, iż zdjęcie nie pochodzi z akt śledztwa, a polskie organy nigdy publicznie nie potwierdziły, że to właśnie ta osoba została formalnie wskazana jako sprawca.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się zasadniczy problem. Jeżeli trop dotyczący Mohammada T. był jedynie medialno-operacyjną hipotezą, państwo powinno było jasno przeciąć spekulacje i oświadczyć, że nie ma procesowo pewnej identyfikacji sprawcy. Jeżeli jednak ten trop był realny, a służby rzeczywiście rozpoznały człowieka odpowiedzialnego za śmierć Mateusza Sitka, to brak widocznej, twardej reakcji międzynarodowej wygląda fatalnie. W sprawie zabójstwa żołnierza chroniącego polską granicę nie wystarczy mówić, że „czynności trwają”. Tu powinien pojawić się czytelny sygnał: ta osoba jest ścigana wszystkimi dostępnymi instrumentami państwa.
Jeszcze ostrzej brzmi to po słowach gen. Arkadiusza Szkutnika. W listopadzie 2024 r. Wirtualna Polska podała, że cudzoziemiec rozpoznany jako potencjalny zabójca sierż. Sitka miał przebywać w Europie Zachodniej. Gen. Szkutnik, dowodzący wówczas 18. Dywizją Zmechanizowaną, która brała udział w operacji „Bezpieczne Podlasie”, mówił, że są zdjęcia tej osoby, wiadomo, gdzie była i gdzie się pojawiała, a nowe sygnały wskazywały m.in. na Francję i Belgię. Dodał, że jego zdaniem zatrzymanie tej osoby jest kwestią czasu.
To zdanie powinno dziś wracać jak oskarżenie. Jeżeli w listopadzie 2024 r. dowódca mówił, że sprawca został rozpoznany, są jego zdjęcia i trop prowadzi do państw Unii Europejskiej, to natychmiast nasuwa się pytanie: gdzie jest Europejski Nakaz Aresztowania? Jeżeli podejrzany miał przebywać we Francji albo Belgii, czyli w państwach UE, to ENA jest oczywistym, podstawowym narzędziem prawnym. Nie dodatkiem. Nie „opcją do rozważenia”.
Brak publicznej informacji o ENA zakrawa w tej sprawie na paraliż decyzyjny. Możliwe są tylko dwa warianty. Albo polskie służby nie uzyskały materiałów pozwalających na procesowo pewną identyfikację Mohammada T. lub innej osoby podejrzanej o zabójstwo Mateusza Sitka, tak aby prokuratura mogła wystąpić do sądu o ENA. Wtedy wcześniejsze wypowiedzi o rozpoznanym sprawcy, zdjęciach i tropach w Europie Zachodniej były co najmniej przedwczesne. Albo identyfikacja była wystarczająca, ale państwo nie pokazało, że uruchomiło najtwardszy europejski mechanizm poszukiwawczy. Wtedy problem jest jeszcze poważniejszy – między wiedzą operacyjną a działaniem prawnym powstała dziura.
Tak samo wygląda sprawa czerwonej noty Interpolu. Na tle doniesień mediów i wypowiedzi gen. Szkutnika szczególnie niezrozumiały pozostaje brak publicznego potwierdzenia zarówno ENA, jak i czerwonej noty. Nie pojawił się żaden publiczny komunikat Europolu ani Interpolu odnoszący się bezpośrednio do zabójstwa Sitka lub osoby opisywanej jako Mohammad T. Nie stwierdzono też publicznego śladu czerwonej noty, choć słusznie trzeba zastrzec, że większość z nich jest dostępna wyłącznie dla organów ścigania.
To zastrzeżenie jednak nie ratuje obrazu państwa i jego służb. Z jednej strony w mediach pojawia się Mohammad T., potem generał mówi o zdjęciach, rozpoznaniu i tropach we Francji oraz Belgii, z drugiej – kolejne publikacje przypominają, że zabójca Sitka nadal pozostaje nieuchwytny. Państwo nie daje jasnej informacji, czy wobec tej osoby wydano ENA, czy uruchomiono czerwoną notę Interpolu, czy skierowano do Francji i Belgii konkretne wnioski o zatrzymanie. To nie jest drobiazg proceduralny. To jest sedno sprawy.
Przykłady innych państw pokazują, że po ataku na własnych obywateli, funkcjonariuszy albo przedstawicieli państwa standardem nie jest mglista formuła „czynności trwają”. Wielka Brytania po ataku w Salisbury publicznie wskazała podejrzanych z rosyjskiego GRU, pokazała ich zdjęcia, poinformowała o krajowych i europejskich nakazach aresztowania oraz o działaniach w kierunku czerwonych not Interpolu.
Francja po zamachach paryskich doprowadziła do zatrzymania Salaha Abdeslama w Belgii i jego przekazania na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Niemcy po zamachu w Berlinie uruchomiły publiczną obławę za Anisem Amrim i zaoferowały 100 tys. euro nagrody.
Stany Zjednoczone po ataku w Bengazi z 2012 r., w którym zginął ambasador USA i trzech innych Amerykanów, przez lata prowadziły sprawy karne wobec podejrzanych. W lutym 2026 r. Departament Sprawiedliwości USA poinformował, że Zubayar Al-Bakoush został zatrzymany, znajduje się w federalnym areszcie i został oskarżony o przestępstwa terrorystyczne oraz zabójstwa związane z atakiem na amerykańskie obiekty w Bengazi. Holandia w sprawie MH17 przeprowadziła proces nawet bez fizycznego zatrzymania wszystkich oskarżonych.
Na tym tle sprawa sierż. Mateusza Sitka wygląda fatalnie. W przestrzeni publicznej pojawia się nazwisko Mohammada T., media opisują go jako marokańskiego przewodnika z charakterystycznym tatuażem, generał Szkutnik mówi o identyfikacji, zdjęciach i tropach prowadzących do Francji i Belgii, ale państwo polskie nie pokazuje żadnego równoważnego instrumentu: nie ma publicznego ENA, nie ma publicznej czerwonej noty Interpolu, nie ma nagrody za informacje, nie ma publikacji wizerunku formalnie poszukiwanej osoby, nie ma aktu oskarżenia ani procesu. To nie jest różnica stylu komunikacji. To jest różnica między państwem, które realnie ściga mordercę swego żołnierza, a państwem, które oczekuje, że obywatele uwierzą w skuteczność na słowo.
W tej sytuacji państwo polskie wygląda tak, jakby chciało jednocześnie przekonać opinię publiczną, że „wie, kto zabił”, ale nie chciało albo nie potrafiło pokazać, że ściga tę osobę z pełną mocą prawa. Jeżeli Mohammad T. był tylko niepotwierdzonym tropem – trzeba to powiedzieć wprost. Jeżeli był realnie rozpoznanym podejrzanym – trzeba wyjaśnić, dlaczego nie ma publicznego ENA i publicznej czerwonej noty. Jeżeli zaś ENA i nota istnieją – należy przynajmniej zakomunikować, że najsilniejsze instrumenty międzynarodowe zostały uruchomione. Państwo nie musi ujawniać akt śledztwa, ale powinno pokazać, że nie poprzestało na komunikatach i ceremoniale.
Najbardziej niezrozumiałe i zarazem niepokojące jest to, że państwo polskie zdaje się chować za mgłą formalizmów. Z jednej strony mówi się o zidentyfikowaniu sprawcy, zdjęciach i tropach w Europie Zachodniej. Z drugiej – nie ma publicznie widocznego efektu: ani zatrzymania, ani aktu oskarżenia, ani procesu, ani jasnej informacji o międzynarodowym pościgu. To rodzi proste podejrzenie, że albo państwo nie wie tyle, ile sugerowało, albo wie, ale nie potrafi przełożyć tej wiedzy na skuteczne działanie.
Dlatego sprawa Mohammada T. jest tak ważna. Nie dlatego, że jego dane zostały oficjalnie potwierdzone – bo nie zostały. Jest ważna, bo pokazuje chaos między obiegiem mundurowym, przeciekami medialnymi, wypowiedziami dowódców i milczeniem organów procesowych. Opinia publiczna ma prawo pytać, czy państwo miało realny trop, czy tylko sprawiało wrażenie, że panuje nad sprawą.
W normalnie działającym państwie po takim zabójstwie powinien istnieć jasny łańcuch: identyfikacja – zarzuty – nakaz krajowy – ENA – Interpol – współpraca z państwami UE – presja dyplomatyczna – zatrzymanie. W sprawie Sitka widać coś znacznie bardziej mglistego: oficjalne potwierdzenie ataku, nieoficjalny opis Mohammada T., medialne informacje o identyfikacji, słowa generała o Francji i Belgii, a potem cisza. To jest obraz państwa, które potrafi mówić o bezpieczeństwie, ale nie potrafi przekonująco pokazać skuteczności.
Żołnierz państwa polskiego został zabity, gdy chronił jego granicę. W przestrzeni publicznej pojawiło się nazwisko Mohammada T. Generał mówił o zdjęciach, rozpoznaniu i tropach w Europie Zachodniej. A mimo to po dwóch latach nadal nie wiadomo publicznie, czy wobec tej osoby wydano ENA, czy uruchomiono Interpol, czy Francja i Belgia dostały konkretne wnioski, czy też cała sprawa ugrzęzła w wygodnej formule: „czynności trwają”. To już nie jest tylko pytanie o jednego zabójcę. To jest pytanie, czy państwo polskie potrafi ścigać mordercę własnego żołnierza, czy tylko stawiać pomniki i składać wieńce.


