Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Płot, kamery i ochrona to za mało. Jak powinno wyglądać bezpieczeństwo przemysłu zbrojeniowego?

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay

Nie trzeba wysadzić fabryki ani zniszczyć całego zakładu, aby sparaliżować produkcję zbrojeniową. Wystarczy znaleźć jej najsłabsze ogniwo. Pożar w Skarżysku-Kamiennej, sprawa rozpoznania zakładów w Bydgoszczy i eksplozje w czeskich Vrběticach pokazują, że ochrona przemysłu obronnego musi dziś obejmować znacznie więcej niż płot, kamery i wartowników.

Pożar w zakładzie WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej pokazał, że ochrona przemysłu zbrojeniowego przestała być problemem rozpatrywanym wyłącznie w kategoriach teoretycznych. Pod koniec sierpnia sprawca przedostał się na teren przedsiębiorstwa i celowo doprowadził do pożaru. Prokuratura Krajowa poinformowała, że ogień wywołano poprzez podłożenie ładunku zawierającego materiały łatwopalne. Zniszczone zostały pomieszczenia magazynowe, a straty oszacowano na co najmniej 15 mln zł. Śledztwo wszczęto w kierunku działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej oraz przestępstwa o charakterze terrorystycznym.

Dzień później wiceszef MSWiA Czesław Mroczek poinformował, że monitoring zarejestrował zamaskowaną osobę, która przedostała się na teren zakładu. Według jego relacji ygnał alarmowy pochodził od firmy prowadzącej stały monitoring. Mroczek zapowiedział rozbudowanie planów ochrony kluczowych zakładów przemysłu obronnego. Wskazał także, że w kontekście rosyjskiej kampanii dywersyjnej prowadzonej w Europie rosyjski trop „w sposób oczywisty się narzuca”.

Znaczenie tego zdarzenia wykracza jednak poza sam fakt podpalenia. Istniejący system zabezpieczeń nie powstrzymał napastnika przed wejściem na teren zakładu i przeprowadzeniem skutecznego ataku. Dlatego problem nie sprowadza się już do samego istnienia formalnego planu ochrony, lecz do pytania, czy przedsiębiorstwo jest rzeczywiście przygotowane na przeciwnika, który wcześniej rozpoznaje cel, korzysta z pośredników i identyfikuje słabe punkty systemu.

Ochrona zakładu nie może więc ograniczać się do bramy, ogrodzenia, monitoringu i wartowników. Musi obejmować również wykrywanie wcześniejszego rozpoznania, przeciwdziałanie zagrożeniom wewnętrznym, bezpieczeństwo infrastruktury i systemów informatycznych oraz zdolność do utrzymania lub szybkiego odtworzenia produkcji po ataku.

Atak zaczyna się przed pojawieniem się sprawcy

Kilka miesięcy wcześniej ABW ujawniła przypadek pokazujący wcześniejszą fazę podobnego zagrożenia. Według Agencji Wiktor Ź., oskarżony o działalność na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej, gromadził i przekazywał dane lokalizacyjne oraz informacje o zabezpieczeniach technicznych Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2, NITRO-CHEM oraz Portu Lotniczego Bydgoszcz. Deklarował również gotowość przekazywania informacji dotyczących obiektów wojskowych.

Reklama

Przypadek bydgoski pokazuje, że operacja przeciwko zakładowi może zaczynać się od rozpoznania zabezpieczeń, infrastruktury i sposobu funkcjonowania przedsiębiorstwa. Sabotaż jest jej ostatnim etapem. Wcześniej trzeba poznać cel. To zasadniczo zmienia sposób myślenia o ochronie przemysłu obronnego.

Polska: system istnieje, ale odpowiedzialność jest rozproszona

Podstawę fizycznej ochrony tworzy ustawa o ochronie osób i mienia. Do obiektów ważnych dla obronności państwa zalicza ona m.in. zakłady produkcji specjalnej oraz przedsiębiorstwa produkujące, remontujące i magazynujące uzbrojenie, urządzenia i sprzęt wojskowy.

Obiekty ujęte w odpowiedniej ewidencji mogą być chronione przez specjalistyczne uzbrojone formacje ochronne (SUFO) albo za pomocą zabezpieczeń technicznych. Przedsiębiorstwo może również posiadać własną uzbrojoną i umundurowaną wewnętrzną służbę ochrony.

Plan ochrony obiektu podlegającego obowiązkowej ochronie wymaga uzgodnienia z Policją, a w zakresie zagrożeń terrorystycznych również z ABW. Dodatkową warstwę stanowi system obiektów szczególnie ważnych dla bezpieczeństwa lub obronności państwa, które po formalnym zakwalifikowaniu mogą zostać objęte szczególnym reżimem ochronnym.

Znacznie bardziej złożony problem pojawia się jednak na poziomie kontrwywiadu. Art. 5 ustawy o SKW i SWW powierza Służbie Kontrwywiadu Wojskowego ochronę bezpieczeństwa badań, prac rozwojowych oraz produkcji wojskowej zamówionej przez Siły Zbrojne RP i MON. Jednocześnie właściwość tę wiąże głównie z przestępstwami popełnianymi przez żołnierzy, funkcjonariuszy SKW i SWW oraz pracowników struktur MON. Natomiast art. 5 ust. 2 rozszerza ją na inne osoby, ale wtedy, gdy działają one we współdziałaniu z kimś z tego kręgu.

Tymczasem współczesna operacja proxy może być zorganizowana całkowicie poza środowiskiem wojskowym. Obca służba może wykorzystać zagranicznego pośrednika, a następnie cywilnego wykonawcę, który nie ma żadnego związku z wojskiem ani MON. Nasuwa się więc pytanie, czy obecna konstrukcja art. 5 odpowiada modelowi sabotażu prowadzonego przez cywilnych pośredników i wykonawców działających całkowicie poza środowiskiem wojskowym.

Nie oznacza to braku państwowej ochrony. Szersze kompetencje wobec szpiegostwa, terroryzmu i innych zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa posiada ABW. Problem polega raczej na tym, czy podział właściwości pomiędzy służbami jest wystarczająco jednoznaczny wobec operacji, w której planista, pośrednik i wykonawca należą do różnych środowisk i mogą znajdować się w różnych państwach. Rozproszona odpowiedzialność może bowiem oznaczać również rozproszoną wiedzę o jednym zagrożeniu.

Niemcy: chronić nie tylko obiekt, ale również proces

Niemiecki model pokazuje, że wartownik jest jedynie pierwszą warstwą bezpieczeństwa. Zakładowa służba ochrony (Werkschutz) może być organizowana przez samo przedsiębiorstwo albo firmę zewnętrzną. Niemieckie prawo dopuszcza również jej uzbrojenie, jeżeli charakter zagrożenia tego wymaga.

Reklama

Istotniejszy jest jednak drugi poziom. W przedsiębiorstwach ważnych dla obronności funkcjonują procedury bezpieczeństwa personelu i prewencyjnej ochrony przed sabotażem, a w określonych przypadkach wyznacza się pełnomocnika do spraw ochrony przed sabotażem.

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) wskazuje natomiast, że skuteczna ochrona musi obejmować elementy fizyczne, informatyczne, personalne, procesowe i organizacyjne. Kluczowe jest ustalenie, których procesów utrata spowodowałaby szczególnie poważne lub długotrwałe zakłócenia. To jest zasadnicza różnica: ochronie podlega nie tylko budynek, lecz także funkcja, którą przedsiębiorstwo ma utrzymać.

Czechy: Vrbětice jako lekcja profesjonalnej dywersji

W Czechach bezpieczeństwo przemysłowe przedsiębiorstw pracujących z informacjami niejawnymi nadzoruje Krajowy Urząd Bezpieczeństwa (NBÚ), natomiast osłonę kontrwywiadowczą zapewnia Służba Bezpieczeństwa Informacyjnego (BIS), a w sferze wojskowej Wywiad Wojskowy.

Najważniejsze pozostaje jednak doświadczenie Vrbětic. Narodowe Centrum Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej (NCOZ) uznało za udowodnione, że eksplozje magazynów amunicji w 2014 roku przeprowadzili funkcjonariusze rosyjskiego GRU. Dysponowali informacjami o magazynowanym materiale, jego przemieszczaniu i odbiorcach końcowych. Zginęły dwie osoby, a szkody przekroczyły miliard koron. Vrbětice pokazują różnicę między przypadkowym podpalaczem a operacją państwowej służby, która wcześniej rozpoznała cel i wiedziała, jaki efekt chce osiągnąć.

Francja, Włochy i Bułgaria: ochrona warstwowa

W innych państwach rozwiązania prawne są odmienne, ale logika pozostaje podobna.

We Włoszech fizyczną ochronę mogą prowadzić zaprzysiężeni strażnicy, również uzbrojeni. Ochronę kontraktów i informacji niejawnych nadzoruje Centralny Urząd do spraw Tajemnicy Państwowej (UCSe), natomiast przeciwdziałanie działalności obcych służb należy do Agencji Informacji i Bezpieczeństwa Wewnętrznego (AISI) oraz Agencji Informacji i Bezpieczeństwa Zewnętrznego (AISE).

We Francji szczególną rolę odgrywa Dyrekcja Wywiadu i Bezpieczeństwa Obrony (DRSD). Francuski kontrwywiad wojskowy obejmuje swoim zainteresowaniem ponad 4 tys. podmiotów gospodarki obronnej i wymienia wśród zagrożeń m.in. cyberataki, penetrację osobową oraz sabotaż urządzeń i instalacji. Przemysł jest więc traktowany jako część potencjału obronnego państwa, a nie wyłącznie zbiór przedsiębiorstw.

W Bułgarii przedsiębiorstwa mogą tworzyć własne uzbrojone służby ochrony, a część przemysłu obronnego funkcjonuje w reżimie obiektów i działalności strategicznych. Państwowa Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (DANS) uczestniczy również w sprawdzaniu osób mających dostęp do strategicznych stref.

Wspólny model jest czytelny: ochrona fizyczna, bezpieczeństwo personelu i informacji oraz kontrwywiadowcza osłona państwa muszą działać jednocześnie.

Przeciwnik może już znajdować się za płotem

Brytyjski Krajowy Urząd Ochrony Bezpieczeństwa (NPSA), działający w ramach systemu Służby Bezpieczeństwa MI5, zwraca uwagę na problem często pomijany w dyskusji o ochronie zakładów: zagrożenie wewnętrzne.

Najlepsze ogrodzenie nie zatrzyma człowieka, który posiada legalny dostęp. Pracownik, podwykonawca, serwisant czy administrator systemu może dysponować wiedzą i uprawnieniami znacznie cenniejszymi niż osoba próbująca sforsować płot.

Reklama

Drugim problemem jest wrogie rozpoznanie. Może być prowadzone na miejscu, przez internet albo z wykorzystaniem osoby znajdującej się wewnątrz organizacji.

Ochrona powinna więc wykrywać nie tylko próbę wtargnięcia, lecz także proces przygotowywania ataku. Sprawa bydgoska jest pod tym względem modelowym ostrzeżeniem: przedmiotem zainteresowania były właśnie lokalizacja i zabezpieczenia techniczne przedsiębiorstw obronnych.

CV nie zastępuje kompetencji technicznych

Osobnym problemem pozostaje jakość zarządzania bezpieczeństwem. Stanowiska w pionach bezpieczeństwa przedsiębiorstw obronnych bywają obejmowane przez byłych funkcjonariuszy służb, żołnierzy czy policjantów.

Obecność byłych funkcjonariuszy służb, żołnierzy czy policjantów w strukturach bezpieczeństwa przedsiębiorstw obronnych może być istotnym atutem, zwłaszcza w zakresie kontrwywiadu, ochrony informacji i bezpieczeństwa personalnego. Problem zaczyna się wtedy, gdy wcześniejsza wysoka funkcja w służbie zostaje uznana za wystarczającą kwalifikację do zarządzania całym systemem ochrony zakładu, a samo przejście jest swoistym złotym spadochronem.

Kontrwywiad nie jest tym samym co projektowanie zabezpieczeń fizycznych, systemów detekcji, odporności infrastruktury, bezpieczeństwa procesów technologicznych czy ciągłości produkcji.

Nowoczesny pion bezpieczeństwa potrzebuje jednocześnie specjalistów od kontrwywiadu, ochrony fizycznej, zagrożeń wewnętrznych, cyberbezpieczeństwa, bezpieczeństwa przemysłowego i ciągłości działania.

Nie wystarczy więc generał, pułkownik czy były dyrektor służby. Potrzebny jest zespół zdolny odpowiedzieć na bardziej praktyczne pytanie: co stanie się z produkcją, jeżeli przeciwnik skutecznie wyłączy jeden kluczowy element systemu?

Plan ochrony trzeba próbować przełamać

NATO w „Strategii współpracy NATO z przemysłem” z 8 lipca 2026 roku przewiduje ćwiczenia sztabowe, których celem ma być sprawdzanie zdolności przemysłu do utrzymania i zwiększania produkcji w sytuacjach kryzysowych. To zmienia sposób oceny bezpieczeństwa. Nie wystarczy ustalić, czy zakład posiada plan ochrony. Trzeba sprawdzić, czy plan działa.

Zwykły audyt odpowiada przede wszystkim na pytanie, czy istnieją procedury, zabezpieczenia i wymagane dokumenty. Test przeciwniczy powinien natomiast odpowiedzieć na pytanie, czy można je obejść. System trzeba sprawdzać wobec scenariuszy wcześniejszego rozpoznania, zagrożenia wewnętrznego, wtargnięcia, cyberincydentu, awarii zasilania, utraty dostawcy czy wyłączenia części procesu produkcyjnego. Plan, którego nikt nie próbował przełamać w kontrolowanych warunkach, pozostaje przede wszystkim dokumentem.

Chronić trzeba również to, co znajduje się poza płotem

Najlepiej zabezpieczony zakład może pozostać podatny, jeżeli zależy od infrastruktury lub dostawcy znajdującego się poza jego terenem. Produkcja wymaga energii, łączności, usług technicznych, określonych materiałów i specjalistycznych podzespołów. Jeżeli któryś z nich jest trudno zastępowalny, staje się częścią tej samej zdolności produkcyjnej, choć fizycznie może znajdować się setki kilometrów od zakładu. Dotyczy to również małych prywatnych przedsiębiorstw. Dla przeciwnika nie ma znaczenia, czy krytyczny komponent produkuje wielki państwowy koncern, prywatna spółka czy kilkudziesięcioosobowy poddostawca. Liczy się skutek jego utraty dla całego łańcucha produkcji.

Reklama

Dlatego standard ochrony powinien wynikać przede wszystkim ze znaczenia danej zdolności dla produkcji obronnej, a nie wyłącznie z wielkości przedsiębiorstwa, jego formy własności czy formalnej kategorii administracyjnej. To zasadnicza różnica pomiędzy ochroną obiektu a ochroną systemu.

Pośrednik nie oznacza amatorskiego charakteru całej operacji

Rosja po 2022 roku szeroko wykorzystuje lokalnych wykonawców werbowanych za pośrednictwem komunikatorów, pośredników i środowisk przestępczych. Część z nich jest słabo przygotowana i łatwo zastępowalna.

Nie oznacza to jednak, że równie prymitywna musi być cała operacja. Vrbětice pokazują, że GRU potrafi prowadzić za granicą profesjonalne operacje dywersyjne oparte na wcześniejszym rozpoznaniu celu. Funkcjonariusze jednostki 29155 doprowadzili tam do eksplozji magazynów amunicji, dysponując środkami potrzebnymi do ich wywołania oraz szczegółową wiedzą o składowanym materiale, jego przemieszczaniu i odbiorcach końcowych. Stąd właśnie zasadnicze znaczenie ma to, że rozpoznanie, planowanie i wykonanie nie muszą znajdować się w rękach tej samej osoby.

Służba może zdobyć informacje, pośrednik znaleźć wykonawcę, a fizycznego ataku może dokonać człowiek, który nigdy nie spotkał rosyjskiego funkcjonariusza. To właśnie taki model powinien być punktem odniesienia przy ocenie skuteczności ochrony europejskich zakładów zbrojeniowych.

Najważniejsza jest zdolność produkcyjna, a nie sam zakład

Współczesny przemysł zbrojeniowy jest siecią integratorów i wyspecjalizowanych poddostawców. Gotowy system uzbrojenia zależy od wielu komponentów, procesów i usług. Część można stosunkowo szybko zastąpić. Inne są znacznie trudniejsze do odtworzenia.

Dlatego profesjonalnie działający przeciwnik może być bardziej zainteresowany trudno zastępowalną zdolnością produkcyjną niż największą halą przedsiębiorstwa.

NATO mówi obecnie wprost o konieczności identyfikowania krytycznych zdolności produkcyjnych, wąskich gardeł oraz kluczowych materiałów i komponentów, mapowania łańcuchów dostaw i tworzenia alternatywnych źródeł zaopatrzenia oraz zdolności produkcyjnych.

Z tego wynika jeszcze jeden wniosek. Państwo i przedsiębiorstwo powinny wiedzieć nie tylko, co jest krytyczne, ale również, ile czasu zajmie odtworzenie tej zdolności po jej utracie.

Nie ma znaczenia, czy odpowiedź brzmi 24 godziny, dwa tygodnie czy wiele miesięcy. Informacja ta nie musi być publiczna. Musi być jednak znana tym, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo i planowanie produkcji.

Dopiero czas odtworzenia zdolności pokazuje rzeczywiste znaczenie danego elementu systemu. To również zmienia sposób mierzenia skutków sabotażu. Nie skala ataku jest najważniejsza. Liczy się czas utraty produkcji.

Zakład może zachować większość budynków, urządzeń i pracowników, a mimo to przestać dostarczać gotowy produkt, jeżeli utraci jeden trudno zastępowalny proces, komponent albo element infrastruktury.

Reklama

Skarżysko-Kamienna pokazała znaczenie ochrony fizycznej. Bydgoszcz – wcześniejszego rozpoznania. Vrbětice – możliwości profesjonalnej dywersji. Brytyjskie i niemieckie rozwiązania pokazują wagę zagrożeń wewnętrznych, ochrony personelu i krytycznych procesów. Analiza art. 5 ustawy o SKW wskazuje natomiast, że warto sprawdzić, czy podział kompetencji pomiędzy służbami odpowiada modelowi operacji wykonywanej całkowicie przez cywilnych pośredników.

Największym problemem nie musi więc być brak kolejnego przepisu, kamery czy wartownika. Może nim być brak jednego systemu łączącego informacje kontrwywiadowcze, ochronę fizyczną, cyberbezpieczeństwo, zagrożenia wewnętrzne, zależność od poddostawców oraz zdolność do odtworzenia produkcji.

Zakład można formalnie chronić bardzo dobrze, a jednocześnie pozostawić bez właściwej ochrony zdolność, dla której ta fabryka istnieje.

Z tej racji bezpieczeństwa przemysłu obronnego nie można sprowadzać do płotu, monitoringu ani nawet uzbrojonych wartowników. Nie wystarczy także powołać pionu bezpieczeństwa, zatrudnić byłego wysokiego funkcjonariusza i zatwierdzić plan ochrony.

Potrzebny jest system łączący ochronę fizyczną, kontrwywiad, bezpieczeństwo personelu, cyberbezpieczeństwo, ochronę technologii, odporność łańcuchów dostaw, ciągłość produkcji, praktyczne testowanie zabezpieczeń oraz jednoznaczny podział odpowiedzialności pomiędzy państwowe służby.

Najgroźniejszy atak na przemysł zbrojeniowy nie musi bowiem zniszczyć całego zakładu. Wystarczy, że na odpowiednio długi czas wyłączy jedną zdolność produkcyjną, bez której kilka innych zakładów nie będzie mogło zakończyć produkcji.

Reklama
Reklama