Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

MSWiA zmieni zasady postępowania z przejętą bronią?

Autor. Policja Podlaska/podlaska.policja.gov.pl

Łuska znaleziona na miejscu przestępstwa nie pozwala automatycznie wskazać konkretnego pistoletu i jego właściciela. „Prawdziwa kryminalistyka tak nie działa” – podkreślił biegły sądowy z zakresu broni palnej, amunicji i balistyki Andrzej Idzikowski. Jego zdaniem planowana przez MSWiA zmiana przepisów, która umożliwi przekazywanie części przejętej broni policyjnym laboratoriom, jest zasadna. „Nie jestem miłośnikiem niszczenia broni palnej. Zwłaszcza dobrej” – zaznaczył.

Projekt nowelizacji rozporządzenia MSWiA zakłada zmianę sposobu postępowania z bronią przejętą przez Skarb Państwa. Egzemplarze, które nie trafią do muzeów, nie musiałyby automatycznie być niszczone. Te szczególnie cenne z punktu widzenia kryminalistyki mogłyby zostać przekazane do policyjnych laboratoriów, gdzie zasiliłyby zbiory wzorców broni i amunicji.

Andrzej Idzikowski, były policjant i instruktor strzelectwa, a obecnie biegły sądowy, w rozmowie z Polską Agencją Prasową ocenia ten kierunek pozytywnie. Jak podkreślił, jest przeciwnikiem niszczenia sprawnych egzemplarzy broni. „Jeżeli mamy do czynienia z kompletnym destruktem, kawałkiem broni wykopanym po 80 latach z ziemi, którego nie chce ani muzeum, ani kolekcjoner, jestem w stanie to zrozumieć. Natomiast sprawny egzemplarz szkoda wysyłać do huty” – powiedział.

Reklama

Zdaniem biegłego szczególnie wartościowe dla policyjnych laboratoriów mogą być egzemplarze nietypowe, rzadkie oraz broń, która została poddana przeróbkom. „Dla eksperta interesująca jest nie tylko fabryczna konstrukcja, lecz także to, co zrobił z nią później użytkownik. Pomysłowość ludzi w tej dziedzinie potrafi być naprawdę duża” – wskazał.

Zbiory wzorców broni i amunicji pozwalają ekspertom poznawać różne konstrukcje, rozwiązania techniczne oraz modyfikacje spotykane w nielegalnie posiadanej broni. Mogą być także wykorzystywane podczas badań broni zabezpieczonej w związku z przestępstwem. „Jeżeli zabezpieczamy broń, która została użyta do popełnienia przestępstwa, trzeba zbadać, czy to właśnie z niej oddano strzał, porównać ją z zabezpieczonymi pociskami i łuskami, zebrać ślady” – wyjaśnił Idzikowski.

Biegły odniósł się również do popularnego przekonania, zgodnie z którym każda broń pozostawia na pocisku i łusce charakterystyczny „odcisk palca”. „Określenie »odcisk palca« jest uproszczeniem, ale rzeczywiście możemy badać cały zespół charakterystycznych śladów pozostawianych przez konkretny egzemplarz” – powiedział.

Jak wyjaśnił, pocisk przechodzący przez lufę styka się z jej powierzchnią, pozostawiając ślady, które w określonych warunkach mogą pozwolić na przypisanie go do konkretnego egzemplarza broni. Ślady pozostają również na łusce.

Jednocześnie charakterystyka tych śladów nie musi być niezmienna. „Broń się zużywa. Metal pracuje, powierzchnie trą o siebie, poszczególne elementy się ścierają. Przy intensywnym strzelaniu, niewłaściwej konserwacji czy przechowywaniu charakterystyka części śladów może się z czasem zmieniać” – zaznaczył.

Idzikowski podkreślił, że możliwości współczesnej kryminalistyki nie są tak jednoznaczne, jak przedstawia się je w popularnych serialach. „Zdecydowanie. W »CSI« w ciągu 45 minut znajdujemy ślad, badamy go, identyfikujemy broń, ustalamy sprawcę i jeszcze zdążymy go zatrzymać przed napisami końcowymi. W rzeczywistości trwa to znacznie dłużej, a czasami po prostu się nie udaje” – powiedział.

Jak wskazał, wiele zależy również od tego, czy broń była legalnie wprowadzona do obrotu. W przypadku takiego egzemplarza istnieją dokumenty i numery, dzięki którym można próbować odtworzyć jego historię. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku broni znajdującej się w nielegalnym obrocie.

„Jeżeli nielegalny pistolet czy karabin przyjechał do Polski z Bałkanów, Ukrainy albo z innego miejsca na świecie, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Możemy na podstawie śladów określić kaliber, czasami rodzaj broni, ale nie mamy magicznej bazy, która natychmiast odpowie, do kogo należy konkretny pistolet. Prawdziwa kryminalistyka tak nie działa” – podkreślił.

Reklama

W rozmowie z PAP biegły przypomniał również o funkcjonującym przez dziesięciolecia w Polsce systemie Arsenał. Z każdego egzemplarza broni palnej legalnie wprowadzanego do obrotu – zarówno służbowej, jak i prywatnej – zabezpieczano po trzy odstrzelone łuski, które miały służyć jako materiał porównawczy. „Mówimy o systemie działającym przez dziesięciolecia, więc można sobie wyobrazić skalę: miliony łusek zgromadzonych i magazynowanych w różnych miejscach” – powiedział.

Jego zdaniem praktyczna skuteczność systemu była jednak ograniczona. „Pamiętam informacje o pojedynczych przypadkach, kiedy dzięki temu udało się skutecznie przypisać broń do konkretnego użytkownika. Być może było ich więcej, nie chciałbym podawać liczby, której nie jestem pewien. Natomiast nie był to system, o którym można powiedzieć, że seryjnie rozwiązywał sprawy” – zaznaczył.

Problemem ponownie pozostawało zużywanie się broni. Materiał porównawczy zgromadzony kilkadziesiąt lat wcześniej nie musi idealnie odpowiadać śladom pozostawianym przez ten sam egzemplarz po latach użytkowania.

Idzikowski odniósł się także do broni wykorzystywanej przez polskie grupy przestępcze w latach 90. Jak wskazał, charakterystyczne dla tamtego okresu były m.in. czechosłowackie pistolety maszynowe Skorpion oraz radzieckie pistolety TT. W użyciu znajdowała się również broń sportowa i myśliwska pochodząca z kradzieży, a także egzemplarze napływające z zagranicy.

Jak zaznaczył, nie można jednak mówić, że współcześnie stare konstrukcje zostały całkowicie wyparte przez nowe pistolety. „Z tego, co można zobaczyć choćby w informacjach publikowanych przez Policję o zabezpieczonej broni, nadal pojawiają się stare konstrukcje. TT czy inne egzemplarze charakterystyczne dla wcześniejszych dekad wcale nie zniknęły” – powiedział.

„Przestępcy używają przede wszystkim tego, do czego mają dostęp, a broń znajdująca się w nielegalnym obrocie może krążyć przez dziesięciolecia” – dodał.

Reklama

Biegły został również zapytany o ryzyko związane z bronią, która może pozostać poza kontrolą państwa po zakończeniu wojny w Ukrainie. W jego ocenie doświadczenia z konfliktów na Bałkanach pokazują, że problem ten może pojawić się również w przyszłości. „Każda wojna pozostawia po sobie ogromną ilość broni znajdującej się poza kontrolą państwa. Widzieliśmy to po konfliktach na Bałkanach – broń z tamtego regionu pojawiała się później przy przestępstwach w innych państwach Europy” – wskazał.

„Dlatego trzeba się liczyć z takim ryzykiem również po zakończeniu obecnej wojny. Pozostaje liczyć na bardzo intensywną pracę polskich i europejskich służb, żeby nie dopuścić do wejścia takiej broni na nielegalny rynek” – dodał.

Zdaniem Idzikowskiego broń przejęta przez państwo nie powinna być automatycznie kierowana do zniszczenia. W pierwszej kolejności powinna być oceniana pod kątem przydatności dla służb i muzeów, a w przypadku sprawnych egzemplarzy – również możliwości legalnego wprowadzenia ich do obrotu. „Służby powinny mieć pierwszeństwo. Jeżeli konkretny egzemplarz jest potrzebny do badań jako materiał porównawczy, do zbiorów wzorców czy szkolenia ekspertów, laboratorium powinno móc go pozyskać bez problemu” – powiedział.

Jednocześnie zaproponował rozwiązanie dotyczące broni, która nie byłaby potrzebna ani laboratoriom, ani muzeom. „Można byłoby stworzyć możliwość sprzedaży takiej broni osobom posiadającym odpowiednie pozwolenia, przede wszystkim kolekcjonerom. Skarb Państwa mógłby ją sprzedawać w drodze przetargu czy aukcji. Oczywiście wcześniej broń musiałaby zostać odpowiednio sprawdzona, zarejestrowana, w razie potrzeby otrzymać numer i dopiero potem legalnie wejść do obrotu” – wyjaśnił.

Biegły przyznał przy tym, że takie rozwiązanie wiązałoby się z ryzykiem. „Takiego ryzyka nigdy nie da się całkowicie wykluczyć” – zaznaczył, wskazując na możliwość pojawienia się w przyszłości nowych informacji o związku danego egzemplarza z przestępstwem.

W jego ocenie nie powinno to jednak oznaczać automatycznego niszczenia każdej przejętej broni. „Jeśli broń jest potrzebna laboratorium – niech trafia do laboratorium. Jeśli ma wartość muzealną – do muzeum. A jeśli jest sprawna, może legalnie wejść do obrotu i znajdzie się kolekcjoner, który będzie o nią dbał, nie widzę powodu, żeby wysyłać ją do huty. Nie jestem miłośnikiem niszczenia broni palnej – zwłaszcza dobrej” – podsumował Andrzej Idzikowski.

Reklama
Zobacz również

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama