Reklama

Bezpieczeństwo Wewnętrzne

Europa na wojnie z przemytnikami ludzi

Autor. Straż Graniczna/Twitter

Nielegalne migracje w Unii Europejskiej to obecnie jedno z najpoważniejszych wyzwań dla bezpieczeństwa wewnętrznego Wspólnoty. Często głównym wątkiem debaty dotyczącej wskazanego problemu są sami migranci, jednak to nie oni są sednem zagrożenia, a jedynie przedmiotem, który umożliwia wielu strukturom przestępczym osiągnięcie ogromnych zysków. Skupienie największej uwagi na uchodźcach przez wiele środowisk, np. mediów czy tych chroniących prawa człowieka, jest zrozumiałe, między innymi przez kontekst humanitarny, jednak aby skutecznie zwalczać zjawisko nielegalnej migracji podmioty odpowiedzialne za bezpieczeństwo powinny zintensyfikować działania ukierunkowane na zwalczanie organizacji przemytniczych.

Według Parlamentu Europejskiego 90 proc. nielegalnych migrantów korzysta z usług wyspecjalizowanych struktur przemytniczych, bez których ich podróż nie byłaby możliwa. Po analizie modus operandii poszczególnych grup zajmujących się omawianym procederem, można stwierdzić, że są one coraz bardziej profesjonalne, lepiej zorganizowane oraz dostosowują swoje metody do implementowanych przez służby procedur bezpieczeństwa.

Przykładem jest sytuacja przemytnicza obejmująca szlak Białoruś-Polska-Niemcy. Początkowo przemytnicy do przewożenia migrantów używali samochodów na rejestracjach niemieckich i z zachodnich województw Polski. Jednak po tym, gdy służby zintensyfikowały kontrole takich pojazdów, przestępcy zaczęli korzystać z aut z wypożyczalni z regionalnymi tablicami rejestracyjnymi. Analogicznie, na początku przemytnicy korzystali przede wszystkim z samochodów dostawczych, które umożliwiały im transport znacznej liczby migrantów, ale gdy służby zaczęły kontrolować większość tego rodzaju pojazdów w regionie przygranicznym, zaczęli oni realizować przemyt przy pomocy aut osobowych, wzbudzających o wiele mniejsze podejrzenia. Najlepszym przykładem kreatywności grup przemytniczych było ucharakteryzowanie pojazdu na karetkę, przewożącą chorych na Covid-19. Na Mazurach, 9 listopada, patrol policji dokonał zatrzymania podejrzanego ambulansu, w którym przednie siedzenia zajmowało dwóch przemytników ubranych w kombinezony ochronne, natomiast wewnątrz pojazdu, zamiast osoby chorej, funkcjonariusze znaleźli 18 nielegalnych migrantów.

Autor. Policja Warmińsko-Mazurska

Podkreślić należy, że elementem zachęcającym do tego typu przestępczej działalności jest stosunkowo niskie ryzyko zatrzymania przez służby oraz niska kara a z drugiej strony jednocześnie bardzo wysoki zysk. Wskazuje się, że zależnie od trasy przemytu taka usługa kosztuje średnio 1,5-2,5 tysiąca euro. Według danych Europolu, przykładowo w 2019 roku, przemytnicy na szlakach śródziemnomorskich zarobili około 190 milionów euro, natomiast rekordowo w 2015 roku szacuje się, że było to aż 3-6 miliarda euro.

W polskiej debacie publicznej dotyczącej nielegalnych migracji pierwsze miejsce zajmuje aktualnie sytuacja na granicy polsko-białoruskiej, jednak nie jest to jedyny gorący punkt na migracyjnej mapie Europy. Bardzo poważna sytuacja jest również na kanale La Manche, przez który przemytnicy w niebezpieczną podróż wysyłają migrantów na pontonach i małych łódkach. BBC News wskazuje, że w niektóre dni szlakiem tym dociera do Wielkiej Brytanii nawet ponad 700 osób oraz że w tym roku miejsce ma trzy razy więcej prób przemytu niż w poprzednim. Jak bardzo niebezpieczna jest to podróż dla migrantów pokazał ostatni incydent, do którego doszło 24 listopada br., kiedy to śmierć poprzez utonięcie poniosło 27 osób. Podkreślić należy, że ta operacja była zrealizowana przez grupę przestępczą, o czym świadczą ustalenia dokonane przez francuskie służby, które ustaliły, że ponton został zakupiony przez przemytników w Niemczech oraz dostarczony migrantom bezpośrednio na francuskie wybrzeże. Łódką przeznaczoną dla 10 osób, bez kamizelek ratunkowych oraz oświetlenia, próbowało płynąć 29 osób. Jedynie dwie przeżyły. W związku z tym zdarzeniem zatrzymano 5 osób podejrzanych o członkostwo w zorganizowanej grupie przestępczej. Premierzy Francji oraz Wielkiej Brytanii jednoznacznie podkreślili, że powyższy incydent wskazał potrzebę intensyfikacji zwalczania grup przemytniczych, ale również ukazał ich bezwzględny charakter oraz to, że ich przedstawiciele nie liczą się z życiem migrantów i są skupieni przede wszystkim na zysku materialnym. Francuskie służby wskazują, że cena za przeprawę przez kanał La Manche to aż 6 tysięcy funtów za osobę, co sprawia, że jest to jeden z najbardziej dochodowych szlaków dla przemytników. Migranci zatrzymywani przez służby wielokrotnie zeznawali, że po dotarciu na francuskie wybrzeże oraz jednoczesnym uzmysłowieniu sobie jak wysokie jest niebezpieczeństwo podróży, wyrażali chęć rezygnacji z usługi, jednak w takich sytuacjach spotykali się z groźbami ze strony przemytników, nie tylko w kierunku do nich samych, ale również wobec ich bliskich przebywających w kraju pochodzenia.

Zjawiskiem, które w znaczącym stopniu wpłynęło na kształt nielegalnych migracji na kanale La Manche był Brexit. Przede wszystkim zmianie uległa taktyka przemytników. W czasach, w których Wielka Brytania była państwem członkowskim UE najpopularniejszym sposobem transportu migrantów były ciężarówki, które pokonywały kanał przy pomocy promów lub Eurotunelu. Jednak po wyjściu UK z strefy Schengen oraz jednoczesnym wzmożeniu ochrony granic powyższe modus operandii uległo znaczącej zmianie. W celu uniknięcia kontroli granicznej, kosztem bezpieczeństwa migrantów, organizacje przestępcze zdecydowały się transportować "swoich klientów" przez kanał przy pomocy łodzi i pontonów. Niska jakość oferowanych przez przemytników środków transportu, częsty brak jakichkolwiek środków bezpieczeństwa (kamizelek ratunkowych, oświetlenia) w połączeniu z panującymi tam atmosferycznymi (dwa przeciwne prądy morskie, silne fale, niska temperatura) nierzadko powodują, że dla migrantów jest to podróż w jedną stronę.

Czytaj też

Kolejnym negatywnym aspektem Brexitu w kontekście walki z organizacjami przemytniczymi na kanale La Manche jest utrudniona współpraca pomiędzy Wielką Brytanią a Francją. Przed odejściem UK z Unii państwa mogły koordynować swoje działania w ramach Europolu, Frontexu czy Eurojustu. Obecnie jednak zamiast chęci kooperacji, coraz częściej można usłyszeć ze strony przedstawicieli wyżej wskazanych krajów głosy wskazujące na oddalanie się od wspólnego rozwiązania problemu. Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson obwinił prezydenta Francji Emmanuela Macrona za listopadową tragedię na kanale La Manche oraz wskazał, że jej przyczyną jest podejmowanie nieodpowiednich działań w obszarze nielegalnych migracji przez francuski rząd. Natomiast premier Francji Jean Castex 3 grudnia w oficjalnym liście do premiera Borisa Johnsona odrzucił koncepcje wspólnych francusko-brytyjskich patroli kanału.

Analizując obecną sytuację można stwierdzić, że działania ukierunkowane na rozwiązanie problemu nielegalnych migracji na kanale La Manche będą podejmowane oddzielnie, z jednej strony samodzielnie przez Wielką Brytanie oraz z drugiej przez Francje przy pomocy UE.

W licznych raportach Unii wielokrotnie podkreślano, że za zwalczenie organizacji przestępczych zajmujących się przemytem odpowiadają państwa członkowskie, jednak rolą Wspólnoty jest pomoc w koordynacji działań oraz wsparcie analityczne czy nawiązywanie współpracy z podmiotami zagranicznymi. Przykładem zaangażowania agencji unijnych w zwalczanie struktur przemytniczych jest operacja opisana na łamach InfoSecurity24.pl.

Z kolei Wielka Brytania w ramach przeciwdziałania nielegalnej migracji przyjęła dwie główne strategie. Pierwsza polega na zwalczaniu wyspecjalizowanych ugrupowań przemytniczych. W samym 2021 roku brytyjskie służby rozpracowały 17 organizacji, aresztowały ponad 400 osób, 65 z nich do tej pory otrzymało wyroki skazujące. Druga strategia polega na zniechęceniu migrantów do podróży na wyspy poprzez radykalne zmniejszenie atrakcyjności takiego przedsięwzięcia.  Ma się to odbyć poprzez przyjęcie ustawy o obywatelstwie i granicach (Nationalities and Borders Bill), która zakłada:

  • zwiększenie kar za nielegalne dotarcie do UK (kary pozbawienia wolności od 4 miesięcy do 4 lat),
  • przyznanie nowych narzędzi straży granicznej np. możliwość zmuszenia łodzi na kanale La Manche do powrotu w stronę francuskiego wybrzeża,
  • obniżenie barier prawnych do deportacji,
  • tworzenie ośrodków dla uchodźców w nieprzyjemne miejsca jak np. zimne wyspy szkockie,
  • zwiększenie konsekwencji dla przemytników, którym grozić będzie nawet kara dożywocia.

Jednak największe kontrowersje wzbudza koncepcja odsyłania osoby poza granice UK na czas rozpatrywania jej wniosku o azyl, co może się spotkać z wieloma przeszkodami np. potrzebą podpisania umowy z innymi państwami, ale także ostrą krytyką społeczności międzynarodowej (już teraz projekt ustawy jest krytykowany przez wiele środowisk broniących praw człowieka, np. Amnesty International). Aktualnie ustawa jest w Izbie Lordów oraz czeka ją drugie czytanie. Priti Patel, minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii, argumentuje słuszność projektu tym, że przyczyni się on do zwalczenia zorganizowanych grup przemytniczych, ponieważ sprawi, że ich działalność nie będzie opłacalna. Z jednej strony perspektywa kary dożywocia dla organizatorów podróży a z drugiej znaczne utrudnienia przetransportowania migrantów na terytorium UK oraz twarde prawo azylowe z pewnością mogłyby zmniejszyć proceder nielegalnej migracji przez kanał, który obecnie charakteryzuje tendencja wzrostowa.

Podobny akt prawny został już przyjęty w tym roku przez Danię, jej głównym postanowieniem jest odsyłanie osób ubiegających się o azyl na czas rozpatrywania wniosku do państwa trzeciego. W sytuacji, gdy wniosek zostałby rozpatrzony pozytywnie dana osoba mogłaby pozostać w państwie trzecim, natomiast w przypadku negatywnego rozpatrzenia zostałaby deportowana do kraju pochodzenia. Jako potencjalne państwa do których odsyłane byłyby osoby ubiegające się o azyl wskazuje się przede wszystkim te leżące w Afryce, jak Etiopia, Rwanda czy Tunezja. Duńskie rozwiązanie spotkało się z silną krytyką ze strony takich organizacji, jak ONZ, UE czy Amnesty International.

Czytaj też

Wracając do problemu nielegalnej migracji na kanale La Manche, wiele państw regionu obawia się, że wprowadzenie tak restrykcyjnych norm prawnych przez Wielką Brytanię przy jednoczesnym wzmożeniu ochrony granicy przez Francję będzie skutkowało zamknięciem tego szlaku, ale uruchomi nowe lub wzmocni już istniejące trasy do innych krajów europejskich. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że migranci, pierwotnie chcący przedostać się do UK, w obliczu tak poważnych trudności zmienią miejsce docelowe swojej podróży np. na Niemcy czy Francję. Dlatego należy wskazać, że wyeliminowanie procederu przemytu migrantów przez kanał La Manche może być rozpatrywane przez poszczególne państwa UE w kategoriach zagrożenia dla ich bezpieczeństwa wewnętrznego, co może jeszcze bardziej utrudnić współprace UK z Francją w tym obszarze.

Poszczególne państwa europejskie podejmują liczne kroki w celu walki ze zjawiskiem nielegalnych migracji, z jednej strony są one ukierunkowane na zwalczanie organizacji przemytniczych a z drugiej na zniechęcanie samych migrantów poprzez zmniejszenie atrakcyjności migracji. Unia Europejska również dokłada wszelkich starań, aby zmniejszyć powagę zagrożenia, co widać nie tylko poprzez działalność poszczególnych agencji - jak Europol czy Frontex - ale również poprzez takie inicjatywy, jak "plan działania UE przeciwko przemytowi migrantów na lata 2021-2025". Jednak prognozy wskazujące, że zjawisko nielegalnej migracji w kierunku europejskim nadal będzie rosło oraz jednoczesne podziały w UE, które tylko zwiększają powagę tego wyzwania, czego najlepszym przykładem jest Brexit, skłaniają do konkluzji, że pomimo wdrażania nowych norm prawnych czy zwiększania środków bezpieczeństwa omawiane zjawisko nadal pozostanie w przyszłości jednym z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa państw europejskich.

Mikołaj Woźniak - analityk z zakresu bezpieczeństwa i stosunków międzynarodowych, instruktor samoobrony. Prelegent w ramach licznych międzynarodowych konferencji naukowych, autor artykułów oraz analiz. Członek International Arctic Social Sciences Association.

Komentarze