- WIADOMOŚCI
Zmiana na szczycie SBU. Dymisja Maluka zmieni sterowanie ukraińską specsłużbą?
W normalnych warunkach wymiana szefa służby specjalnej bywa traktowana jak rutynowa rotacja kadrowa: ktoś odchodzi, ktoś przychodzi, państwo działa dalej. W Ukrainie – w realiach wojny – taki ruch zawsze jest czymś więcej. Zwłaszcza gdy mówimy o Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy, która dawno przestała być „tylko” kontrwywiadem i instytucją od bezpieczeństwa wewnętrznego. Dziś SBU jest jednym z filarów wojny asymetrycznej: prowadzi operacje specjalne, dywersję, polowania na agenturę, elementy walki informacyjnej i antyterrorystycznej. Innymi słowy: to nie jest urząd – to narzędzie wojenne. Z tej racji odejście Wasyla Maluka nie wygląda na zwykłe „przestawienie pionków”. To raczej sygnał, że władza uznała, iż dotychczasowy sposób zarządzania służbą – jej autonomia, mechanizmy kontroli i relacja z centrum politycznym – wymaga korekty. Zmiana „na górze” w takim momencie bywa narzędziem przebudowy całej układanki: priorytetów operacyjnych, kontroli nad pionami, sposobu koordynacji, a czasem też równowagi wpływów.
Ten kontekst mocno podbijają źródła międzynarodowe. Euronews opisuje odejście Maluka jako element szerszych przetasowań w Kijowie, który obejmuje najważniejsze stanowiska w bloku siłowym, więc nie wygląda na reakcję na pojedynczy incydent. Reuters podkreśla, że Zełenski przedstawiał zmianę jako część strategii wzmacniania działań asymetrycznych przeciwko Rosji – bez sugerowania osobistej winy czy instytucjonalnej porażki.
BBC Ukrainian również utrzymuje tę ramę: roszada jako polityka kadrowa czasu wojny, a nie akt dyscyplinarny. W tej perspektywie kluczowe pytanie nie brzmi więc: „co zrobił Maluka”, tylko raczej: dlaczego właśnie teraz uznano, że model funkcjonowania i kontroli nad SBU trzeba przestawić, i jakie procesy polityczno-instytucjonalne popychają Ukrainę ku roszadom w tak wrażliwym miejscu.
Maluk: kariera na wojnie i pułapka „twarzy instytucji"
Wasyl Maluk nie był człowiekiem znikąd. To funkcjonariusz SBU od 2001 roku – absolwent Narodowej Akademii SBU, doktor nauk prawnych, z doświadczeniem w strukturach regionalnych i w centrali. W lipcu 2022 roku, po kryzysie wokół Iwana Bakanowa, przejął obowiązki szefa służby. Potem awansował niemal książkowo: generał dywizji, zatwierdzenie przez parlament, generał porucznik, a w maju 2025 – tytuł Bohatera Ukrainy.
To nie jest biografia „tymczasowego menedżera” na okres przejściowy. To jest ścieżka człowieka, którego władza publicznie wynosi, legitymizuje i włącza do pierwszej ligi państwa. I właśnie tutaj pojawia się element, który w polityce bywa równie ważny jak kompetencje: widzialność. W czasie wojny taki status działa jak miecz obosieczny. Z jednej strony wzmacnia autorytet, zwiększa zdolność do narzucania kierunku służbie, ułatwia współpracę z wojskiem i partnerami. Z drugiej – wciąga szefa służby w orbitę napięć politycznych i rywalizacji o wpływy.
Zobacz też

W pewnym momencie Maluk przestał być tylko szefem SBU, a zaczął być postrzegany jako jej „twarz”. A „twarz” instytucji zawsze niesie podwójny ładunek: sukcesy budują legendę, ale jednocześnie rośnie ryzyko, że polityka zacznie traktować tę legendę jako element, którym trzeba zarządzać – albo który trzeba ograniczyć.
Operacyjny bilans Maluka
Jeśli spojrzeć na listę operacji przypisywanych SBU w czasach Maluka, łatwo zrozumieć, skąd wzięło się jego poparcie w wojsku i wśród części opinii publicznej. ZAXID.NET wylicza katalog działań o dużej wadze operacyjnej i propagandowej: „Sieć” (uderzenie w rosyjskie lotnictwo strategiczne), trzy uderzenia na Most Krymski, rozwój dronów morskich Sea Baby i zniszczenie rosyjskich okrętów, eliminacje wybranych postaci po stronie rosyjskiej i prorosyjskiej, uderzenia w rosyjski przemysł naftowy, sprawy przeciwko duchowieństwu powiązanemu z Rosją, rozbijanie siatek szpiegowskich, tysiące podejrzeń o zdradę i „samooczyszczanie” służby.
Stąd też w państwie prowadzącym wojnę taki bilans tworzy twardy „kapitał reputacyjny” szefa służby. Rośnie jego znaczenie w środowiskach wojskowych, wśród partnerów, w społeczeństwie – i w układzie elit. I tu pojawia się paradoks: im bardziej ktoś jest postrzegany jako skuteczny, tym trudniej go przesunąć bez kosztów politycznych. Władza musi wówczas nie tylko wykonać decyzję, ale też „sprzedać” ją tak, żeby nie wyglądała na kryzys, porażkę albo konflikt między prezydentem a aparatem siłowym.
To dlatego roszada tak często wymaga miękkiego opakowania: narracji o „nowej roli”, „wzmocnieniu działań”, „reorganizacji” – zamiast prostego komunikatu: „odchodzi”.
Długa wojna, długi cień centralizacji
Każda wojna nie tylko niszczy państwo – ona też je przeprogramowuje. Na początku liczy się improwizacja, autonomia, szybkie decyzje, inicjatywa. Z czasem – gdy konflikt przeciąga się w „długą wojnę” – rośnie presja na formalizację, centralizację i dyscyplinę koordynacyjną.
To właśnie opisuje Ukraińska Prawda, gdy analizuje roszady w bloku siłowym: personalne zmiany stają się narzędziem przebudowy architektury władzy, a nie reakcją na incydenty. RBC-Ukraine sugeruje, że wraz z przedłużaniem wojny rośnie znaczenie politycznej kontroli nad służbami specjalnymi, nawet jeśli oznacza to ograniczanie ich autonomii operacyjnej. NV.ua podkreśla wzrost roli Biura Prezydenta jako centrum koordynacji – a to niemal automatycznie prowadzi do przeglądu kadr na stanowiskach o dużej samodzielności.
W tym świetle dymisja Maluka nie powinna budzić zdziwienia. Staje się logiczną konsekwencją przejścia od systemu, w którym liczy się elastyczność i inicjatywa jednostek, do systemu, w którym priorytetem jest przewidywalność i kontrola centrum. Innymi słowy: im dłużej trwa wojna, tym bardziej państwo chce mieć służby „na krótkiej smyczy” – nawet jeśli są skuteczne.
Przecieki: testowanie gruntu zanim spadnie gilotyna
Wrażliwych decyzji w sektorze siłowym rzadko nie poprzedza faza „sondowania”. I tutaj widzimy typową grę na wyprzedzenie: zanim cokolwiek stało się formalnie, pojawiły się przecieki. TSN.ua pisał o dyskusjach wokół dymisji i ostrzegał, że Kreml „otworzy szampana”, jeśli do niej dojdzie – co od razu przesuwało akcent z winy urzędnika na koszty informacyjne.
UNIAN cytował ekspertów zaniepokojonych samą debatą o odejściu. NV.ua wskazywał, że przecieki mogą służyć testowaniu reakcji elit i opinii publicznej, a LB.ua opisywało sprawę jako konsultacje wewnętrzne. To wygląda jak kontrolowana faza komunikacyjna: rozłożenie w czasie efektu zaskoczenia, przygotowanie odbiorców, sprawdzenie, czy wojsko i elity „kupią” zmianę – i ile będzie kosztowała.
Wojsko mówi „stop": poparcie, które nie było buntem
Gdy przecieki ruszyły, wydarzyło się coś nietypowego: część środowiska wojskowego publicznie stanęła w obronie szefa cywilnej służby specjalnej. ZAXID.NET pisał o sprzeciwie dowódców dwóch rodzajów wojsk – Mychajła Drapatyja i Roberta Browdiego „Madjara”. Censor.NET odnotował wsparcie Denysa „Redisa” Prokopenki, a Andrij Biłecki ostrzegał przed osłabieniem jednego z najskuteczniejszych elementów wojennej machiny. W tle pojawiały się też sygnały poparcia ze strony części formacji Gwardii Narodowej i środowisk związanych z DeepState.
Wspólny mianownik tych głosów był czytelny: to nie była polityczna rebelia, tylko ostrzeżenie operacyjne. Dowódcy argumentowali nie w kategoriach „prezydent nie ma racji”, lecz: „to się może źle odbić na mechanice wojennej” – na koordynacji operacji, na ciągłości współpracy, na przewidywalności partnera po stronie SBU.
Jednocześnie – jak wynika z relacji medialnych – poparcie nie przerodziło się w zorganizowaną presję polityczną. Ukraińska Prawda podkreśla, że sprzeciw nie zatrzymał decyzji. To ważny sygnał: cywilna kontrola nad aparatem siłowym została utrzymana i pokazana publicznie.
Presja Zełenskiego i zgoda Maluka: bezpiecznik przed eskalacją
Według relacji Censor.NET, 3 stycznia Zełenski zapowiedział przeprowadzenie planowanych zmian kadrowych, a 4 stycznia Maluk został skłoniony do rezygnacji – i to tak, by publicznie wybrzmiała również „wdzięczność”. Ten detal jest politycznie znaczący: wdzięczność działa jak komunikat, że nie ma czystki ani konfliktu, tylko „kulturalne przejście”.
Mechanizm jest prosty: mimo poparcia wojska i reputacji skuteczności centrum polityczne uznało roszadę za konieczną – co sugeruje, że stawką była kompatybilność z nową logiką zarządzania, a nie ocena jego pracy. Maluk – według opisu – przyjął to, bo otwarta konfrontacja z prezydentem w czasie wojny mogłaby kosztować państwo więcej niż sama roszada. Jego zgoda zadziałała więc jako bezpiecznik: pozwoliła uniknąć przeciągającej się wojny na szczytach.
Narracja władzy: to nie „dymisja", to „zmiana roli"
Komunikacja władz ukraińskich była wyraźnie nastawiona na minimalizację kosztów. Radio Swoboda pisało, że Zełenski miał zaproponować Malukowi skoncentrowanie się na „bojowej pracy”. Reuters podtrzymywał ramę „wzmocnienia działań asymetrycznych”. LB.ua eksponowało, że Maluk zgodził się odejść.
To klasyczne zarządzanie skutkami: nie tworzyć wrażenia kryzysu, nie podcinać autorytetu człowieka, który miał sukcesy, nie dawać Rosji łatwej narracji o chaosie w służbach. W praktyce: nie „wyrzucamy”, tylko „przesuwamy”.
Roszady w SBU: sygnał, że chodzi o rdzeń decyzyjny, nie jedną osobę
Najmocniejszym argumentem za tezą o systemowej zmianie jest to, co wydarzyło się równolegle w samej SBU. Censor.NET podaje, że 5 stycznia Zełenski mianował: Ołeksandra Pokłada na pierwszego zastępcę, Andrija Tupikowa i Denysa Kylymnyka na zastępców, a Kylymnyk został mianowany szefem Centrum Antyterrorystycznego. Politerno.com.ua uzupełnia obraz: z funkcji pierwszego zastępcy szefa SBU i szefa Centrum Antyterrorystycznego odwołano Serhija Andruszczenkę.
To nie wygląda jak „zmieniamy człowieka na górze”. To wygląda jak wymiana części układu nerwowego instytucji – tych pionów, które w czasie wojny są strategiczne: kontrwywiad, kontrwywiad wojskowy, antyterroryzm. Gdy przebudowa dotyka tylu dźwigni, mówimy o reorganizacji sterowania, a nie o rozliczeniu i odwołaniu jednej postaci.
Chmara jako p.o.: ciągłość ma być widoczna od razu
Hromadske.ua informuje, że p.o. szefa SBU został Jewhenij Chmara – szef Centrum Operacji Specjalnych „A”. To nie jest „urzędnik od papierów”. To oficer kojarzony z komponentem operacyjnym. Materiał bazowy opisuje jego awanse i doświadczenie bojowe, w tym udział w operacjach specjalnych.
W sensie narracyjnym ten wybór jest bardzo czytelny: skoro Maluk ma nadal działać „bojowo”, to tymczasowe dowodzenie SBU powinien przejąć ktoś, kto również wygląda jak człowiek od wojny, a nie od biurokracji. To ma uspokajać i wewnątrz służby, i na zewnątrz: „ciągłość jest zabezpieczona”.
Biuro Prezydenta rośnie w siłę: władza zagęszcza kontrolę
Najszerszy sens tej historii widać w przesuwaniu środka ciężkości do Biura Prezydenta. Reuters pisał o włączeniu Kyryły Budanowa do rdzenia wykonawczego przy prezydencie, co komentatorzy NV.ua i Ukraińskiej Prawdy interpretują jako wzmocnienie Kancelarii jako realnego centrum koordynacji polityczno-strategicznej. To swoista logika „zagęszczania kontroli”: zamiast rozbudowywać formalne ciała kolegialne, takie jak Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, władza koncentruje decyzje w wąskim kręgu.
Z tej perspektywy dymisja Maluka, roszady w SBU i przesunięcia w otoczeniu prezydenta tworzą jedną sekwencję: reorganizacja sektora siłowego pod kątem większej centralizacji. Mechanizm jest typowy dla państw wchodzących w fazę długiej wojny: dyscyplina koordynacyjna rośnie, autonomia „menedżerów wojennych” spada.
Procedury jako hamulec: parlament i ryzyko „tymczasowości"
Jest jeszcze czynnik praktyczny: procedury. Zgodnie z konstytucją i ustawą o SBU, powołanie i odwołanie szefa służby wymaga 226 głosów w Radzie Najwyższej. Espreso.tv, RBC-Ukraine i NV.ua podkreślają, że to nie zawsze idzie automatycznie i może się przeciągać. Hromadske.ua informuje, że do czasu formalnego rozstrzygnięcia obowiązki pełni Chmara.
To tworzy ryzyko: polityczna decyzja może być szybka, ale proceduralny mechanizm potrafi ją rozciągnąć. A okres „tymczasowości” w służbach specjalnych – zwłaszcza w czasie wojny – bywa kosztowny, bo rodzi niepewność decyzyjną i spowolnienie w pionach kluczowych.
Hipotezy: tło napięć, ale oficjalna rama pozostaje stabilna
Obok oficjalnej narracji reorganizacyjnej pojawiają się hipotezy – część publicystyczna, część nieoficjalna. W materiale bazowym przywoływano zapowiedzi ForUA, pojawiały się wątki kontrowersyjnych praktyk wobec biznesu, napięć personalnych, sporów wokół NABU i SAPO czy tła „Mindgate”. Jednocześnie Reuters i Euronews nie robią z tych hipotez osi interpretacyjnej – trzymają się ramy „reshuffle’u” i działań asymetrycznych.
To ważne rozróżnienie: te wątki mogą być tłem, ale nie muszą być przyczyną sprawczą. Na to wskazuje m.in. Fokus.ua, sugerując, że problemem może być nie „zwolnienie”, ale jego powód, wskazując m.in. na popularność Maluka i niechęć Zełenskiego do autonomicznych postaci.
Co to znaczy w praktyce: Maluk nie „przegrał", tylko został przesunięty
Z perspektywy instytucjonalnej wniosek układa się w dość prosty ciąg. Maluk miał reputację skutecznego i silną legitymację, a wojna przechodzi w fazę długą, dlatego rośnie presja na centralizację i władza przygotowuje roszadę przeciekami.
Z drugiej strony wojsko sygnalizuje koszty operacyjne, a decyzja i tak zapada. W efekcie Maluk zgadza się odejść, by nie eskalować, a komunikacja łagodzi przekaz („bojowa praca”). Oficjalny przekaz mówi, że SBU przechodzi przebudowę rdzenia decyzyjnego i następuje wzmocnienie centrum koordynacji w Biurze Prezydenta.
Efekt? Maluk nie został zdyskredytowany ani wycięty z systemu. Raczej został przesunięty z pozycji autonomicznego „menedżera wojennego” do roli operatora w bardziej scentralizowanej architekturze. To więc zasadnicza różnica: to nie rozliczenie skuteczności – to korekta układu sterowania.
Jak widzą to media: między centralizacją a „ucieczką do przodu"
Po ogłoszeniu rezygnacji natychmiast ruszyła fala komentarzy. Reuters i Euronews utrzymały ramę reorganizacji i działań asymetrycznych, BBC Ukrainian podkreślało „kadrowość czasu wojny”, a część zachodnich mediów (w tym UPI i The Guardian) akcentowała wątek presji politycznej i zaskoczenia, bo Maluk był kojarzony z sukcesami.
Zobacz też

W ukraińskich mediach analitycznych (NV.ua, Censor.NET) pojawiały się obawy o tempo decyzyjne i ciągłość współpracy z wojskiem. Ukraińska Prawda i RBC-Ukraine wzmacniały narrację o centralizacji. Równolegle w komentarzach publicystycznych wybrzmiewała teza o „ucieczce do przodu”: że roszady mogą służyć zarządzaniu wrażeniem działania, a nie rozwiązywaniu systemowych problemów.
Wspólny mianownik tych ocen jest jeden: to nie jest techniczna zmiana urzędnika, tylko decyzja o wadze politycznej i instytucjonalnej, która mówi coś ważnego o relacji między władzą polityczną a aparatem siłowym w nowej fazie wojny.





