- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Jak KGB i FSB ścigają przeciwników Łukaszenki za granicą?
Nie ma bezpiecznej emigracji, jeśli państwo przyjmujące dysydenta nie rozumie logiki KGB i FSB. Białoruski reżim nie uznaje, że człowiek po wyjeździe z Mińska przestaje być w jego zasięgu. Rosyjski reżim nie uznaje, że granica kończy jego prawo do karania przeciwników. Współpraca Białorusi i Rosji w prześladowaniu dysydentów za granicą jest systemowa i strategiczna. Duże znaczenie ma wtedy szybka reakcja państwa trzeciego.
Białoruska emigracja po 2020 roku nie jest dla reżimu Łukaszenki wspólnotą uchodźców politycznych. Jest polem operacyjnym. Białoruskie KGB rozpoznaje środowiska, werbuje informatorów, szantażuje rodziny, buduje sprawy karne, wykorzystuje paszporty jako narzędzie nacisku i wskazuje cele. Rosyjska FSB daje temu systemowi przestrzeń: granice, porty, lotniska, terytoria zależne od Moskwy, listy poszukiwanych, służby graniczne i możliwość działania poza normalną kontrolą prawną.
Dlatego sprawy takie jak wymuszone lądowanie samolotu Ryanair w Mińsku, próba odesłania Krysciny Cimanouskiej z Tokio, zatrzymanie Andrieja Hniota w Serbii, śmierć Witala Szyszowa w Kijowie, działania wobec Pawła Łatuszki w Polsce czy zaginięcie Anatola Kotaua na Morzu Czarnym nie powinny być czytane jako osobne, niepowiązane epizody. Każda z nich ma własną dynamikę, własny poziom udokumentowania i własne ograniczenia dowodowe. Razem pokazują jednak szerszy mechanizm: eksport represji poza granice Białorusi. A jego najkrótsza formuła tego: do faktów: KGB wskazuje cel, FSB daje przestrzeń. Białoruskie KGB zna środowisko, klasyfikuje przeciwników, rozpoznaje ich kontakty, słabości, rodziny, podróże, dawne związki z aparatem państwa i potencjalną wartość polityczną. Rosyjska FSB dostarcza to, czego Mińsk sam często nie posiada: większy zasięg, infrastrukturę, kontrolę nad szarymi strefami, granicami, portami, służbami zależnymi oraz obszarami, w których człowiek może zniknąć z pola widzenia państwa prawa.
Według raportu iSANS – inicjatywy ekspercko-analitycznej zajmującej się zagrożeniami hybrydowymi, propagandą i represjami związanymi z Białorusią – białoruska polityka wobec emigracji nie jest zbiorem przypadkowych incydentów. To system obejmujący obserwację, infiltrację, werbunek, presję na rodziny, sprawy zaoczne, konfiskaty majątku, działania propagandowe, ataki cyfrowe, ograniczanie dostępu do dokumentów i próby fizycznego przejmowania ludzi za granicą. Po 2020 roku system ten nabrał szczególnego znaczenia. Po sfałszowanych wyborach prezydenckich, masowych protestach i represjach setki tysięcy Białorusinów znalazły się poza krajem. W Polsce, na Litwie, Łotwie, w Ukrainie, Niemczech, Czechach, Gruzji, Armenii, Serbii, Turcji i innych państwach pojawili się dziennikarze, aktywiści, byli urzędnicy, prawnicy, sportowcy, informatycy, wolontariusze, ludzie kultury, operatorzy kanałów informacyjnych oraz osoby znające aparat państwa od środka. Mińsk nie mógł ich już po prostu zatrzymać w kraju. Zaczął więc ścigać ich poza granicami.
Emigracja jako środowisko operacyjne
Najważniejszy błąd w ocenie działań białoruskiego reżimu polega na traktowaniu emigracji wyłącznie jako problemu humanitarnego. Dla państw demokratycznych Białorusini uciekający przed represjami są uchodźcami, działaczami społecznymi, dziennikarzami, rodzinami szukającymi bezpieczeństwa albo ludźmi próbującymi odbudować życie poza dyktaturą. Dla KGB są czymś innym: środowiskiem do rozpoznania, penetracji, zastraszenia i wykorzystania.
Człowiek, który wyjechał z Mińska do Warszawy, Wilna, Rygi, Pragi, Berlina, Tbilisi albo Stambułu, nie znika z pola widzenia służb. Zmienia się tylko teren działania. Zamiast aresztu w Mińsku pojawia się kontakt przez komunikator, dawny znajomy, propozycja spotkania, rozmowa o dokumentach, groźba wobec rodziny, szantaż majątkowy, obserwacja cyfrowa, sprawa karna albo wyjazd do państwa trzeciego. KGB nie musi od razu tworzyć klasycznej, głębokiej agentury. Czasem wystarczy człowiek zadaniowany jednorazowo. Ktoś, kto przekaże nazwiska uczestników spotkania. Ktoś, kto sfotografuje salę. Ktoś, kto poda adres organizatora. Ktoś, kto rozpozna administratora kanału Telegram. Ktoś, kto dowie się, kiedy dana osoba jedzie do Turcji, Gruzji, Armenii albo Serbii. W środowiskach emigracyjnych informacja osobowa bywa ważniejsza niż spektakularna tajemnica państwowa.
Litewski VSD – Valstybės saugumo departamentas, czyli Departament Bezpieczeństwa Państwa Litwy – ostrzegał, że białoruskie KGB próbuje werbować Białorusinów przebywających za granicą, wykorzystując media społecznościowe i komunikatory. Według relacji, Baltic News Service opartej na stanowisku litewskiego kontrwywiadu, funkcjonariusze KGB mieli zabiegać o informacje dotyczące środowisk demokratycznych, nastrojów w diasporze i aktywności białoruskiej opozycji. Zbierając w sposób aktywny informacje o środowiskach demokratycznych, nastrojach politycznych, aktywności emigracji i strukturach opozycyjnych. Co szczególnie istotne, według litewskich służb funkcjonariusze KGB mieli czasem działać bez ukrywania swojej afiliacji. Oferowali pieniądze, nowe paszporty, możliwość podróżowania i gwarancje bezpiecznego powrotu, ale równocześnie stosowali presję psychiczną oraz groźby wobec rodzin pozostających na Białorusi. To klasyczny model werbunkowy: obietnica, szantaż i rodzina jako zakładnik. Jednemu człowiekowi można obiecać dokumenty, drugiemu możliwość powrotu, trzeciemu pieniądze, czwartemu ochronę przed sprawą karną. Na innych działa strach o rodziców, dzieci, mieszkanie, majątek albo bliskich nadal żyjących na Białorusi.
iSANS w raporcie „Represje transnarodowe na Białorusi” opisuje właśnie taką logikę: długotrwałych agentów pod przykryciem, osoby zmuszane do współpracy oraz wykonawców jednorazowych, których zadaniem nie musi być prowadzenie wielkiej operacji, lecz dostarczenie jednej informacji, jednego adresu, jednego nagrania, jednego nazwiska albo jednej trasy podróży. Ten model jest szczególnie niebezpieczny, bo nie wymaga rozbudowanej siatki. Wystarczy rozproszone rozpoznanie środowiska, kilka osób pod presją, strach, nieufność. Powoduje to w efekcie że zaczyna funkcjonować przekonanie , że każdy nowy kontakt, propozycja spotkania i podróż mogą być elementem obcej operacji.
Rodzina jako zakładnik, paszport jako narzędzie
Najsilniejszą bronią reżimu wobec emigracji pozostaje rodzina. Wielu Białorusinów mieszkających w Polsce, na Litwie czy w Niemczech ma na Białorusi rodziców, rodzeństwo, dzieci, byłych współmałżonków, mieszkania, działki, konta bankowe, sprawy urzędowe i dokumenty. KGB nie musi przekraczać granicy, żeby wywierać presję. Wystarczy wezwać ojca, odwiedzić matkę, zatrzymać brata, zasugerować problem w pracy, zająć majątek albo pokazać, że państwo wie, gdzie kto mieszka. Human Rights Watch w „Raporcie światowym 2025: Białoruś” opisywała dalsze represje wobec przeciwników reżimu, w tym sprawy karne i prześladowanie osób związanych z opozycją. Agencja Unii Europejskiej ds. Azylu (EUAA)w raporcie „Białoruś: opozycja polityczna i sprzeciw” wskazywała na kontrole telefonów, zatrzymania za obserwowanie mediów uznanych przez reżim za „ekstremistyczne”, represje wobec rodzin emigrantów oraz presję wywieraną na osoby pozostające poza krajem. Stąd groźnym narzędziem stały się dokumenty. Ograniczenie możliwości odnawiania białoruskich paszportów za granicą uderzyło bezpośrednio w emigrację. Człowiek, który nie może przedłużyć dokumentu poza Białorusią, zostaje postawiony przed wymuszonym wyborem: albo traci legalność pobytu i możliwość podróżowania, albo wraca do kraju, gdzie grozi mu zatrzymanie. W ten sposób paszport użyty zostaje jako narzędzie operacyjne. Dokument przestaje być potwierdzeniem tożsamości, a staje się smyczą. Reżim mówi emigrantowi: nawet jeśli jesteś w Warszawie albo Wilnie, nadal zależysz od Mińska. Nadal potrzebujesz dokumentu. Nadal masz rodzinę. Nadal masz akta. Nadal możemy zmusić cię do kontaktu. W tej logice sprawa paszportowa, podatkowa, karna albo majątkowa nie musi być samodzielnym celem. Może być etapem operacji. Człowiek ma poczuć, że życie za granicą staje się coraz trudniejsze, a powrót albo współpraca z reżimem mogą wydawać się jedynym sposobem rozwiązania problemu.
Prawo jako przykrycie represji
Białoruski system ścigania emigracji często korzysta z języka prawa. To jedna z jego najważniejszych cech. Przeciwnik nie musi być opisany jako przeciwnik polityczny. Można go przedstawić jako ekstremistę, terrorystę, zdrajcę, oszusta podatkowego, osobę finansującą zamieszki, członka spisku albo kogoś, kto narusza porządek publiczny. W praktyce oznacza to użycie lawfare (wojny prawnej), czyli wykorzystywania procedur prawnych, administracyjnych i międzynarodowych nie po to, aby dochodzić sprawiedliwości, lecz aby sparaliżować, zastraszyć albo przejąć przeciwnika. Zarzut podatkowy, wyrok zaoczny, list gończy albo wniosek ekstradycyjny mogą wyglądać neutralnie. W rzeczywistości mogą być przedłużeniem represji politycznej.
Dobrym przykładem jest sprawa białoruskiego filmowca i opozycjonisty Andrieja Hniota w Serbii. Associated Press opisywała jego zatrzymanie w związku z białoruskim wnioskiem dotyczącym rzekomych przestępstw podatkowych. Komisja Europejska sygnalizowała władzom serbskim polityczny charakter sprawy i ryzyko represji po ewentualnym wydaniu Hniota Białorusi. Mechanizm jest czytelny. Reżim nie musi mówić: „chcemy odzyskać przeciwnika politycznego”. Może powiedzieć: „ścigamy osobę podejrzaną o przestępstwa finansowe”. Państwo trzecie zostaje wciągnięte w grę, w której formalna procedura może stać się narzędziem dyktatury. Z tej racji europejskie państwa nie mogą oceniać takich wniosków wyłącznie technicznie. Muszą pytać, kto wysyła wniosek, przeciw komu jest on skierowany, jakie jest tło polityczne sprawy i co stanie się z człowiekiem po wydaniu go Mińskowi. W przypadku Białorusi rozdzielenie prawa od polityki często jest fikcją.
KGB rozpoznaje, FSB poszerza zasięg
W tym systemie białoruskie KGB i rosyjska FSB nie muszą wykonywać tych samych zadań. Ich siła polega właśnie na komplementarności. KGB działa w logice reżimu Łukaszenki. Wskazuje, kto jest groźny. Kto ma znaczenie symboliczne. Kto zna aparat od środka. Kto ma kontakty w opozycji. Kto może ujawniać informacje o systemie. Kto organizuje pomoc dla represjonowanych. Kto prowadzi kanały informacyjne. Kto jest byłym urzędnikiem, funkcjonariuszem, dyplomatą, sportowcem albo człowiekiem kultury, którego publiczna postawa jest dla Mińska szczególnie kompromitująca.
FSB daje temu systemowi głębię operacyjną. Rosja dysponuje większym terytorium, szerszą siecią wpływów, kontrolą nad częścią przestrzeni postsowieckiej, bazami, portami, lotniskami, służbami granicznymi i strukturami bezpieczeństwa w regionach zależnych. FSB może działać tam, gdzie białoruskie KGB samo miałoby ograniczone możliwości. Może wykorzystać rosyjskie listy poszukiwanych, kontrolę graniczną, obszary zależne od Moskwy albo państwa, w których rosyjskie służby mają trwałe kontakty. Łotewski VDD oceniał, że białoruskie służby będą kontynuować bliską współpracę z rosyjskimi służbami wywiadowczymi i bezpieczeństwa. Natomiast iSANS opisuje współpracę obu reżimów w prześladowaniu dysydentów za granicą jako systemową i strategiczną.
W efekcie stworzona została architektura, w której Mińsk wie, kogo chce ścigać, a Moskwa daje przestrzeń, w której można to zrobić skuteczniej, brutalniej i z większą możliwością zaprzeczenia. To dlatego formuła „KGB wskazuje cel, FSB daje przestrzeń” jest tak istotna gdyż opisuje mechanizm polityczno-operacyjny.
Ryanair: państwowe porwanie pod przykryciem procedury
Najbardziej spektakularnym i najlepiej udokumentowanym przykładem fizycznej represji transnarodowej pozostaje przechwycenie lotu Ryanair FR4978 23 maja 2021 roku. International Civil Aviation Organization w ustaliła, że informacja o bombie była celowo fałszywa. Także Departament Sprawiedliwości USA opisał tę sprawę jako sfabrykowanie zagrożenia bombowego w celu zatrzymania Ramana Pratasiewicza.
Polska Prokuratura Krajowa w komunikacie dotyczącym zarzutów dla obywateli Białorusi w związku z przejęciem kontroli nad polskim samolotem wskazywała, że zgromadzony materiał dowodowy wykazał przekazanie fałszywej informacji o bombie, przymuszenie pilotów do lądowania w Mińsku oraz bezprawne pozbawienie wolności pasażerów. Według oficjalnego komunikatu polskiego rządu, podczas sprowadzania samolotu Ryanair do Mińska w wieży kontroli lotów miał być obecny oficer białoruskiego KGB, który przejął kontrolę nad działaniami kontrolera. W tej sprawie widać logikę KGB w czystej postaci: fałszywy pretekst, przejęcie kontroli nad procedurą bezpieczeństwa, użycie lotniska, kontrolerów, służb i propagandy, a następnie zatrzymanie celu. Procedura bezpieczeństwa została zamieniona w maskę operacji.
Niejednoznaczność biografii Ramana Pratasiewicza nie zmienia jednoznaczności metody zastosowanej przez białoruskie państwo. Można spierać się o jego wcześniejszą rolę, późniejsze zachowanie po zatrzymaniu i stopień wymuszenia jego publicznej samokrytyki, ale nie można pominąć faktu zasadniczego: reżim Łukaszenki użył fałszywego alarmu bombowego, kontroli lotów, lotniska, służb i propagandy, aby wyjąć człowieka z międzynarodowego lotu cywilnego i przekształcić jego zatrzymanie w demonstrację siły wobec całej emigracji. Ryanair pokazuje wariant białoruski: Mińsk działa na własnym terytorium i używa własnej infrastruktury. W innych sprawach mechanizm jest bardziej rozproszony. Cel nie musi zostać przejęty w Mińsku. Może zostać wywabiony do państwa trzeciego, zatrzymany na podstawie wniosku prawnego, objęty presją paszportową albo przejęty w przestrzeni kontrolowanej przez Rosję.
Cimanouska: wymuszony powrót bez formalnego porwania
Do tego modelu należy sprawa Krysciny Cimanouskiej podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Nie było tam klasycznego porwania przez KGB, ale była ta sama logika: osoba, która przestała być lojalna wobec reżimu, miała zostać szybko odizolowana i odesłana do kraju. Została ona zabrana na lotnisko po konflikcie z białoruską ekipą sportową i miała wrócić do Mińska. Uratowały ją reakcja japońskiej policji i późniejsza pomoc Polski. Ten przypadek pokazuje, że aparat represji nie zawsze działa przez funkcjonariusza służby stojącego na pierwszym planie. Czasem działa przez delegację sportową, przełożonych, urzędników, ludzi zależnych od państwa albo presję środowiskową. A w praktyce operacyjnej służba nie musi zawsze trzymać człowieka za ramię. Wystarczy, że cały system działa w jej logice. Przełożony, działacz sportowy, urzędnik, dyplomata albo członek delegacji może stać się wykonawcą woli państwa policyjnego. Formalnie nie jest oficerem KGB. Funkcjonalnie realizuje zadanie zgodne z interesem aparatu represji.
Sprawa Cimanouskiej pokazuje również, jak wielkie znaczenie ma szybka reakcja państwa trzeciego. Gdyby japońska policja potraktowała sytuację jako zwykły spór wewnątrz delegacji sportowej, rezultat mógłby być inny. Dla osób zagrożonych przez reżim Łukaszenki kilka godzin, jeden posterunek policji, jeden urzędnik graniczny albo jedna decyzja konsularna mogą oznaczać różnicę między bezpieczeństwem a przymusowym powrotem.
Andriej Hniot, białoruski reżyser, aktywista prodemokratyczny i współtwórca inicjatywy sportowców SOS BY dobrze pokazuje, w jaki sposób reżim Łukaszenki potrafi wykorzystywać procedury karne do ścigania przeciwników politycznych poza granicami kraju. Mińsk przedstawiał go jako osobę ściganą za przestępstwa podatkowe, jednak jego obrońcy oraz organizacje praw człowieka wskazywali, że zarzuty miały wyraźne tło polityczne. Nie była to operacja tak spektakularna jak przejęcie samolotu Ryanair ani tak nagły jak próba odesłania Krysciny Cimanouskiej z igrzysk olimpijskich. Mechanizm był bardziej dyskretny, a przez to dla państwa autorytarnego szczególnie wygodny: wykorzystać procedurę prawną w państwie trzecim, nadać jej pozór zwykłej sprawy karnej i liczyć, że lokalny system wymiaru sprawiedliwości potraktuje białoruski wniosek rutynowo.
Associated Press opisywała zatrzymanie Hniota w Serbii w związku z białoruskim wnioskiem dotyczącym rzekomych przestępstw podatkowych. Ten przypadek był szczególnie wrażliwy, ponieważ Hniot był związany ze środowiskiem sprzeciwu wobec reżimu Łukaszenki, a Komisja Europejska zwracała uwagę na polityczny charakter zarzutów oraz ryzyko represji po ewentualnym wydaniu go Białorusi.
Ten model działania jest dla reżimów autorytarnych niezwykle użyteczny. Nie trzeba wysyłać komanda, organizować porwania ani przeprowadzać widowiskowej operacji służb. Wystarczy stworzyć postępowanie karne, opisać je jako niepolityczne, uruchomić kanały międzynarodowej współpracy prawnej i czekać, czy państwo trzecie potraktuje sprawę formalistycznie. Dlatego europejskie państwa nie mogą oceniać takich wniosków wyłącznie technicznie. Muszą pytać, kto je składa, przeciw komu są kierowane, jaki jest polityczny kontekst zarzutów i co stanie się z człowiekiem po przekazaniu go Mińskowi. W przypadku Białorusi rozdzielenie prawa od polityki bardzo często jest fikcją.
Zobacz też

Ostrzeżenie do białoruskiej emigracji
Wśród zdarzeń, które najmocniej wpłynęły na poczucie bezpieczeństwa białoruskiej emigracji, szczególne miejsce zajmuje śmierć Witala Szyszowa w Kijowie w sierpniu 2021 roku. Szyszow był białoruskim aktywistą emigracyjnym i szefem Białoruskiego Domu w Ukrainie – organizacji pomagającej Białorusinom uciekającym przed represjami reżimu Łukaszenki. Zaginął po wyjściu na poranny bieg, a następnie został znaleziony martwy w parku w Kijowie.
Reuters oraz RFE/RL relacjonowały, że ukraińska policja badała również wersję zabójstwa upozorowanego na samobójstwo. Z kolei Amnesty International domagała się pełnego i skutecznego wyjaśnienia okoliczności jego śmierci. Szyszow był człowiekiem pomagającym białoruskim emigrantom, a jego śmierć została odebrana przez część środowiska jako sygnał, że zagrożenie nie kończy się wraz z przekroczeniem granicy Białorusi.
W represji transnarodowej efekt psychologiczny bywa równie ważny jak sam czyn. Czasem nie trzeba publicznie udowodnić, kto stoi za śmiercią, aby osiągnąć efekt zastraszenia. Wystarczy, że aktywiści zaczynają obawiać się spotkań, telefonów, spacerów, podróży i nowych kontaktów. Wystarczy, że w środowisku pojawia się pytanie: kto może być następny? To również część logiki aparatu represji. Nie chodzi wyłącznie o ukaranie jednej osoby, lecz o wysłanie ostrzeżenia do całej emigracji: nawet poza granicami kraju nie musicie czuć się bezpiecznie.
Polski wymiar zagrożenia
Dla Polski szczególnie istotna jest sprawa Pawła Łatuszki. Reuters pisał o polskim śledztwie dotyczącym nakłaniania do zabójstwa osoby chronionej przez osobę działającą w interesie obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej.
Znaczenie tej sprawy wykracza poza jego osobę. Pokazuje ona, że przeciwnik Łukaszenki przebywający w Polsce może być traktowany jako cel operacyjny. Polska nie jest więc tylko miejscem schronienia. Jest również przestrzenią, w której białoruskie i rosyjskie służby mogą próbować rozpoznawać środowiska, typować cele, werbować wykonawców, budować kontakty albo przygotowywać działania poza jej granicami. To przesuwa problem z poziomu polityki migracyjnej na poziom kontrwywiadu. Ochrona białoruskiej emigracji w Polsce nie polega wyłącznie na azylu, pobycie czasowym, pracy i pomocy społecznej. Polega również na rozpoznaniu, że część tych ludzi jest celem obcych służb. Dotyczy to zwłaszcza byłych urzędników, byłych funkcjonariuszy, dziennikarzy śledczych, operatorów kanałów informacyjnych, ludzi znających kulisy reżimu, dezerterów, świadków zbrodni i osób skazanych zaocznie.
W praktyce operacja przeciw takiej osobie nie musi zakończyć się w Polsce, żeby zacząć się w Polsce. Może zacząć się od kontaktu w Warszawie, wiadomości na Telegramie, propozycji spotkania w Turcji, rozmowy biznesowej, zaproszenia do Gruzji, dawnego znajomego z Mińska albo pośrednika z rosyjsko-białoruskiego środowiska.
Studium przypadku działania w rosyjskiej szarej strefie
Sprawę Anatola Kotaua należy traktować nie jako zwykłe zaginięcie, lecz jako jedno z najbardziej niepokojących studiów przypadku pokazujących, w jaki sposób rosyjsko-białoruski system represji może działać poza klasyczną procedurą prawną. Organized Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP), Belarusian Investigative Center i Deutsche Welle opisują, że Kotau, były białoruski urzędnik i uchodźca polityczny mieszkający w Polsce, 21 sierpnia 2025 roku przyleciał z Warszawy do Stambułu. Następnie dotarł do Trabzonu i wszedł na pokład jachtu Shells, który miał oficjalnie płynąć do Soczi, czyli do rosyjskiego portu. Już sam ten element był alarmujący, ponieważ Kotau był poszukiwany zarówno przez Białoruś, jak i przez Rosję. Wejście na jednostkę zmierzającą w stronę rosyjskiej jurysdykcji oznaczało więc dla niego skrajne ryzyko prawne i operacyjne.
Kotau nie był zwykłym emigrantem politycznym. Był człowiekiem systemu, który przeszedł na drugą stronę. Pracował wcześniej w białoruskiej dyplomacji, administracji prezydenckiej oraz strukturach sportowych powiązanych z państwem. Po 2020 roku zerwał z reżimem, wyjechał do Polski i kontynuował działalność przeciwko Mińskowi. Według ustaleń OCCRP, Belarusian Investigative Center i Deutsche Welle w śledztwie „Jak białoruski dysydent zniknął na morzu” był zaocznie skazany na Białorusi na 12 lat więzienia i znajdował się również na rosyjskiej liście poszukiwanych. Dla białoruskiego KGB taka osoba nie jest jedynie krytykiem reżimu. Jest kimś znacznie groźniejszym: byłym człowiekiem aparatu, który zna mechanizmy państwa od środka, może posiadać wiedzę kompromitującą reżim i samym swoim przejściem na stronę opozycji podważa lojalność środowisk urzędniczych. W logice służb Łukaszenki Kotau był więc nie tylko przeciwnikiem politycznym, lecz także symbolem zdrady aparatu.
Ustalenia OCCRP, Belarusian Investigative Center i Deutsche Welle wskazują, że jacht nie dotarł do Soczi, lecz skierował się w stronę Abchazji – separatystycznego regionu Gruzji pozostającego pod silnym wpływem Rosji. Źródła cytowane przez reporterów twierdziły, że Kotau został zabrany z jachtu na łódź patrolową. Zdjęcia satelitarne miały natomiast wskazywać na ruch jednostki odpowiadającej patrolowcowi Straży Przybrzeżnej Służby Granicznej FSB Rosji. To istotny szczegół, ponieważ Oczamczyra jest portem w Abchazji – separatystycznym regionie Gruzji pozostającym pod silnym wpływem Rosji – a w jej rejonie funkcjonuje infrastruktura wykorzystywana przez rosyjskie jednostki graniczne podporządkowane FSB. Jeżeli Kotau został przejęty przez taką jednostkę, nie mówimy o zwykłym incydencie morskim, lecz o możliwym użyciu rosyjskiej infrastruktury bezpieczeństwa. Deutsche Welle przedstawia tę historię jako zniknięcie człowieka w przestrzeni kontrolowanej przez Rosję.
Jeszcze bardziej konkretny mechanizm opisuje Belarusian Investigative Center. Według tego śledztwa rosyjscy pasażerowie jachtu mieli wezwać rosyjską straż przybrzeżną, twierdząc, że Kotau zachowuje się agresywnie po alkoholu. Następnie funkcjonariusze FSB mieli wejść na pokład, zabrać Kotaua i doprowadzić do usunięcia go z listy pasażerów. Jeżeli ten scenariusz odpowiada rzeczywistości, mamy do czynienia z operacyjnym pretekstem w najczystszej postaci: tworzy się incydent, wzywa właściwą służbę, wyprowadza cel, usuwa ślad administracyjny, a następnie wszyscy uczestnicy mogą utrzymywać, że nie doszło do politycznego porwania.
Dla białoruskiego KGB Abchazja mogła być idealną przestrzenią operacyjną: poza Unią Europejską, poza skuteczną kontrolą Gruzji, poza normalną procedurą ekstradycyjną i pod rosyjską osłoną. Mińsk miał motyw, wiedzę o celu i interes w jego odzyskaniu. Moskwa miała narzędzia, przestrzeń oraz możliwość fizycznego przejęcia człowieka. Turcja mogła uznać, że Kotau opuścił jej terytorium. Polska miała ograniczoną jurysdykcję. Gruzja nie kontroluje realnie Abchazji. W efekcie odpowiedzialność rozpływa się między państwami, procedurami i szarą strefą rosyjskiej kontroli. Nie wygląda to jak chaos. Wygląda raczej jak przewaga operacji służb nad państwem prawa.
Zobacz też

Porwanie zaczyna się przed porwaniem
Najgroźniejsze w takich działaniach jest to, że porwanie nie zaczyna się w chwili wejścia funkcjonariuszy na pokład, do samochodu albo do hotelu, ale znacznie wcześniej – od rozpoznania celu, a następie oceny jego słabości, ustalenia, komu ufa, dawnego znajomego, propozycji spotkania, rozmowy biznesowej, zaproszenia do kraju trzeciego, stworzenia trasy, która wyprowadza człowieka z bezpiecznej jurysdykcji. W efekcie państwo przyjmujące nie ma już realnej kontroli nad jego losem.
Policja działa w procedurze. Służba operacyjna tworzy sytuację. Procedura potrzebuje jawnego powodu, sądu, dokumentów i odpowiedzialności. Operacja potrzebuje pretekstu, czasu, miejsca, przewagi i możliwości zaprzeczenia. W sprawie Kotaua wszystkie te elementy są widoczne: cel, trasa, ludzie z rosyjsko-białoruskiego kręgu, rosyjska przestrzeń kontrolna, FSB, Abchazja i późniejsze milczenie. Dlatego nie wystarcza mówić o „tajemniczym zaginięciu”. Taka formuła zaciera najważniejszy problem: Kotau nie zniknął w przypadkowym miejscu, lecz w przestrzeni pozostającej pod rosyjską kontrolą operacyjną. Bardziej precyzyjne jest więc określenie, że chodzi o podejrzenie politycznie motywowanego przejęcia człowieka poszukiwanego przez Mińsk, z możliwym wykorzystaniem rosyjskiej infrastruktury bezpieczeństwa.
Rosyjsko-białoruska represja transnarodowa nie ogranicza się do porwań, ekstradycji i presji na rodziny. Jej podstawą jest rozpoznanie. A rozpoznanie wymaga ludzi, kanałów, przykryć i pośredników. Eurojust informował o sprawie osoby podejrzanej o zdradę po spotkaniach w Budapeszcie z oficerami KGB Białorusi. Równolegle czeskie i rumuńskie władze ujawniały białoruską siatkę szpiegowską w Europie. Wątek przykrycia dyplomatycznego pokazuje, że KGB korzysta z klasycznych narzędzi wywiadowczych: dyplomatów, spotkań w państwach trzecich, pieniędzy, kontaktów politycznych i wielopaństwowej logistyki.
To ma bezpośrednie znaczenie dla diaspory. Białoruska emigracja funkcjonuje w przestrzeni między Warszawą, Wilnem, Rygą, Berlinem, Pragą, Budapesztem, Belgradem, Tbilisi, Erywaniem i Stambułem. KGB nie musi mieć w każdej organizacji wysoko uplasowanego oficera. Wystarczy, że posiada osoby zdolne do zbierania informacji, pośredników, ludzi zadaniowanych jednorazowo, kontakty biznesowe, kanały komunikacyjne i dyplomatów pod przykryciem. Współczesna infiltracja często jest rozproszona. Nie musi przypominać klasycznej siatki z czasów zimnej wojny. Może być tania, doraźna i oparta na strachu. Jeden człowiek zna administratora kanału. Drugi wie, kto jeździ do Turcji. Trzeci ma kontakt z rodziną w Mińsku. Czwarty potrafi wejść na spotkanie emigracyjne. Piąty przekazuje służbom zdjęcia i numery telefonów. Z pozoru to drobne informacje. W praktyce mogą być początkiem operacji.
Cyfrowe rozpracowanie emigracji
Osobny wymiar stanowi inwigilacja cyfrowa. W przypadku środowisk emigracyjnych telefon jest często ważniejszy niż fizyczne miejsce spotkania. Zawiera kontakty, czaty, zdjęcia, adresy, trasy, źródła informacji, dane rodzinne, nazwiska aktywistów i historię komunikacji. Access Now oraz The Citizen Lab wykazały, że rosyjscy i białoruscy dziennikarze oraz aktywiści w UE byli celem ataków za pomocą Pegasusa. Wśród wskazywanych osób pojawiali się między innymi Natallia Radzina i Andrej Sannikau. Z tym że Access Now i The Citizen Lab potwierdziły inwigilację techniczną, ale nie wskazały publicznie jednoznacznego operatora wszystkich ataków. Nie zmienia to znaczenia sprawy. Pokazuje ona, że emigracja białoruska i rosyjska w Europie znajduje się pod presją nie tylko fizyczną i prawną, ale również technologiczną. Rozpracowanie człowieka może zacząć się nie od obserwacji pod domem, lecz od przejęcia telefonu.
Materiały białoruskich mediów państwowych trzeba czytać z dużą ostrożnością. ONT i BELTA nie są źródłami, które można stawiać na równi z dokumentami sądowymi, komunikatami prokuratur, raportami służb państw demokratycznych czy ustaleniami niezależnych mediów śledczych. Nie oznacza to jednak, że należy je pomijać. Ich wartość polega na czym innym: pokazują język reżimu, sposób autoprezentacji aparatu bezpieczeństwa i mechanizm komunikowania strachu wobec emigracji.
Według iSANS, w 2025 roku w białoruskiej propagandzie coraz wyraźniej pojawiał się motyw „dostarczania do kraju” osób przedstawianych jako przeciwnicy reżimu. ONT przedstawiała przewiezienie Pawła Bieliutina jako sukces białoruskich służb. Podobnego języka używała BELTA, sugerując fizyczne sprowadzenie osób przebywających wcześniej poza granicami państwa.
Nie wszystkie szczegóły takich przekazów dają się niezależnie potwierdzić, dlatego nie należy traktować ich jako pełnego opisu operacji. Istotne jest jednak samo to, że reżim publicznie prezentuje podobne działania jako sukces aparatu bezpieczeństwa. Taki komunikat jest skierowany nie tylko do odbiorcy krajowego, ale również do diaspory. Jego sens jest czytelny: możemy was dosięgnąć. Wyjazd z Białorusi nie oznacza końca naszego zainteresowania. Granica, azyl ani pobyt w państwie trzecim nie muszą dawać pełnej ochrony. W tej logice propaganda nie jest dodatkiem do działań służb, lecz jednym z ich narzędzi. Ma wytworzyć efekt psychologiczny: odebrać emigrantom poczucie bezpieczeństwa, podważyć zaufanie wewnątrz środowisk opozycyjnych i zasugerować, że państwa przyjmujące nie są w stanie całkowicie ochronić osób ściganych przez Mińsk. Nawet jeśli konkretne szczegóły propagandowego przekazu wymagają weryfikacji, sam język „dostarczenia do kraju” jest ważnym sygnałem. Pokazuje, że reżim chce być postrzegany jako aparat zdolny do sięgania po przeciwników również poza własnym terytorium.
Zniknięcie po zatrzymaniu: incommunicado jako dalszy etap represji
Przejęcie człowieka nie zawsze jest końcem operacji. Często jest początkiem jego zniknięcia wewnątrz systemu. Viasna – czyli białoruskie Centrum Praw Człowieka „Wiasna”, jedna z najważniejszych organizacji dokumentujących represje polityczne na Białorusi – opisuje praktykę izolowania więźniów politycznych bez kontaktu z rodziną i adwokatami jako element szerszego systemu represji. Sam termin incommunicado (bez kontaktu ze światem zewnętrznym) oznacza stan, w którym człowiek formalnie znajduje się w systemie penitencjarnym, ale praktycznie zostaje wyłączony z widzialności publicznej.
OHCHR i eksperci ONZ w odniesieniu do Białorusi używali wobec takich praktyk języka wymuszonych zaginięć. To ważne, bo represja nie polega wyłącznie na zatrzymaniu. Polega również na odcięciu człowieka od świata. Rodzina nie wie, gdzie jest, czy żyje, w jakim jest stanie, czy ma dostęp do lekarza, czy może widzieć adwokata i czy nie jest torturowany. Dla KGB to także metoda. Człowiek ma nie tylko zostać ukarany. Ma zostać usunięty z pola widzenia. Reżim karze jednostkę, a jednocześnie wysyła sygnał do całego środowiska: możemy was nie tylko zatrzymać, ale również wymazać z przestrzeni publicznej.
Polska jako miejsce schronienia i teren pierwszej fazy operacji
Polska powinna patrzeć na ten problem nie tylko przez pryzmat pomocy uchodźcom, lecz także przez pryzmat kontrwywiadu. Białoruski uchodźca polityczny mieszkający w Polsce może być bezpieczny prawnie na terytorium Rzeczypospolitej, ale nadal może być celem operacji przygotowywanej przez KGB, FSB albo ich pośredników. Taka operacja nie musi polegać na fizycznym działaniu w Polsce. Może zacząć się od rozpoznania, kontaktu, werbunku, śledzenia cyfrowego, próby zdobycia informacji albo wywabienia osoby do państwa trzeciego.
Szczególnie zagrożeni są byli funkcjonariusze, byli urzędnicy, dyplomaci, ludzie aparatu państwa, dziennikarze śledczy, operatorzy kanałów informacyjnych, aktywiści, osoby znające kulisy reżimu, świadkowie przestępstw i ludzie skazani zaocznie. Ich podróże do Turcji, Gruzji, Armenii, Serbii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, państw Azji Centralnej, a tym bardziej do Rosji, Białorusi, Abchazji czy Osetii Południowej, nie są zwykłymi podróżami. To wejście w przestrzeń, w której FSB albo służby współpracujące z Moskwą mogą stworzyć warunki do zatrzymania, deportacji, wywabienia lub fizycznego przejęcia. Nie ma bezpiecznej emigracji, jeśli państwo przyjmujące nie rozumie logiki KGB i FSB. Białoruski reżim nie uznaje, że człowiek po wyjeździe z Mińska przestaje być w jego zasięgu. Rosyjski reżim nie uznaje, że granica kończy jego prawo do karania przeciwników. Dla obu aparatów emigracja jest tylko rozproszonym polem operacyjnym.
Dlatego Polska powinna traktować rosyjsko-białoruskie działania wobec emigracji jako problem bezpieczeństwa państwa. Nie chodzi wyłącznie o ochronę konkretnych osób. Chodzi o to, że obce służby mogą próbować działać na polskim terytorium, wykorzystywać polską przestrzeń komunikacyjną, rozpoznawać środowiska emigracyjne, typować cele i przygotowywać operacje, których finał nastąpi poza Polską.
System eksportu represji
Rosyjsko-białoruski system represji transnarodowej trzeba opisywać bez eufemizmów. To nie jest „kontrowersyjna praktyka ekstradycyjna”. To nie jest „twarda polityka wobec ekstremistów”. To nie jest „spór o jurysdykcję”. To system eksportu represji, w którym KGB i FSB używają prawa, granic, służb, transportu, propagandy, technologii i szarych stref, aby unieważnić azyl.
Ryanair pokazał gotowość Mińska do użycia cywilnego lotnictwa jako narzędzia przejęcia przeciwnika. Cimanouska pokazała mechanizm wymuszonego powrotu przez struktury zależne od państwa. Hniot pokazał, jak zarzut podatkowy może stać się kanałem politycznego ścigania. Szyszow pokazał śmiertelny lęk wpisany w życie emigracyjnych działaczy. Łatuszka pokazał, że także w Polsce przeciwnik Łukaszenki może być traktowany jako cel. Kotau pokazał najbardziej niepokojący wariant działania w szarej strefie kontrolowanej przez Rosję.
Wspólny mianownik jest czytelny. Białoruska emigracja nie jest dla reżimu Łukaszenki zamkniętym rozdziałem. Jest przedłużeniem pola walki. KGB rozpoznaje, klasyfikuje, werbuje, szantażuje i naciska. FSB poszerza zasięg, daje osłonę, infrastrukturę i możliwość działania poza zasięgiem normalnej kontroli prawnej.Dlatego najkrótsza formuła pozostaje najtrafniejsza: KGB wskazuje cel, FSB daje przestrzeń. Emigracja nie oznacza dla białoruskiego przeciwnika reżimu końca represji. Oznacza jedynie zmianę terenu operacji.





