- WIADOMOŚCI
Porty, kokaina i szlaki migrantów. G7 wypowiada wojnę przestępczej logistyce
Deklaracja przywódców G7 w sprawie walki z handlem narkotykami jest ważna nie dlatego, że po raz kolejny potępia narkobiznes. Takie deklaracje pojawiały się już wielokrotnie. Jej znaczenie polega na czymś innym: G7 zaczyna opisywać handel narkotykami nie jako odrębny problem dotyczący jedynie służb policyjnych, lecz jako element systemowej korozji państw, portów, firm logistycznych, administracji, służb granicznych, sektora finansowego i polityki.
Autor. Oficjalne konto Prezydencji Francuskiej G7 2026/X
To przesunięcie języka ma zasadnicze znaczenie. W deklaracji G7 nie chodzi już tylko o przechwytywanie kokainy, rozbijanie grup przestępczych i ściganie kurierów. Chodzi o infrastrukturę globalizacji. Przywódcy G7 wprost wskazują transport morski i porty jako podstawowy wektor przerzutu narkotyków i prekursorów chemicznych. Dlatego zapowiadają utworzenie G7+ Ports Network to Combat Drug Trafficking „Sieci portów G7+ do walki z handlem narkotykami”, która ma objąć wymianę informacji, standardy bezpieczeństwa, współpracę z sektorem prywatnym i koordynację między głównymi portami państw G7 oraz partnerów.
To nie jest techniczny szczegół. Port stał się dziś jednym z najważniejszych pól walki państwa z przestępczością zorganizowaną. Nowoczesny narkobiznes nie musi kontrolować całego państwa. Wystarczy, że kontroluje fragmenty łańcucha dostaw: operatora kontenerowego, pracownika terminalu, firmę spedycyjną, agencję celną, pośrednika finansowego, skorumpowanego funkcjonariusza albo lokalnego polityka. Wtedy legalna gospodarka staje się nośnikiem nielegalnego towaru.
Właśnie dlatego w deklaracji G7 pojawia się drugi, równie ważny wątek: infiltracja instytucji publicznych i prywatnych. G7 zapowiada przygotowanie do listopada 2026 roku planu działania przeciwko przenikaniu sieci narkotykowych do legalnych struktur. To bardzo istotne, bo najgroźniejszy kartel nie jest tym, który ma najwięcej ludzi z bronią. Najgroźniejszy jest ten, który ma dostęp do dokumentów, baz danych, portów, banków, urzędów, paszportów, ochrony politycznej i spółek-przykrywek.
Dane UNODC z „Światowy raport narkotykowy 2025” pokazują, dlaczego G7 przyjęła właśnie taki ton. Według UNODC w 2023 roku narkotyków używało 316 milionów ludzi, produkcja, konfiskaty i użycie kokainy osiągnęły nowe rekordy, a handel narkotykami generuje setki miliardów dolarów rocznie. To oznacza, że państwa demokratyczne mierzą się nie z rynkiem marginalnym, lecz z potężną równoległą gospodarką, która potrafi finansować przemoc, korupcję, pranie pieniędzy, zakup wpływów i destabilizację całych regionów.
Europejski wymiar problemu jest szczególnie wyraźny. European Parliamentary Research Service w opracowaniu „Handel narkotykami w UE: rosnące zagrożenie i sposób, w jaki UE na nie odpowiada” wskazuje, że dostępność narkotyków w Europie pozostaje wysoka, a rynek staje się coraz bardziej złożony. Kokaina, po marihuanie, jest jednym z najważniejszych segmentów tego rynku, a europejskie porty – zwłaszcza w Belgii, Holandii, Hiszpanii, Niemczech, Francji i Portugalii – stały się głównymi punktami wejścia. To tłumaczy, dlaczego G7 mówi o portach, a nie tylko o ulicznych dealerach.
Dobrym przykładem tej nowej logiki jest sprawa statku Arconian. Reuters w materiale o przechwyceniu 30 ton kokainy przez hiszpańską Guardia Civil opisał operację jako największą tego typu konfiskatę w Europie. Global Initiative Against Transnational Organized Crime w analizie „Operacja Arconian. Anatomia rekordowego atlantyckiego transportu kokainy” poszła dalej, wskazując, że statek był częścią szerszego wzoru przerzutowego prowadzącego z Afryki Zachodniej do Europy. Według GI-TOC ładunek najprawdopodobniej załadowano w Freetown w Sierra Leone, a następnie planowano rozładować go na mniejsze jednostki w rejonie Wysp Kanaryjskich.
To pokazuje, że Afryka Zachodnia nie jest już tylko ubocznym korytarzem w globalnym handlu kokainą. Staje się przestrzenią przeładunku, ochrony, magazynowania, legalizacji obecności i budowania nowych logistycznych „tyłów” dla europejskich sieci narkotykowych. Jeżeli porty w Antwerpii, Rotterdamie, Hamburgu czy Algeciras wzmacniają kontrole, przestępcy nie rezygnują z biznesu. Przenoszą część operacji do słabszych ogniw systemu: do portów drugorzędnych, państw o niższej odporności instytucjonalnej, obszarów o wysokiej korupcji i słabszej presji ekstradycyjnej.
W tym kontekście sprawa Josa Leijdekkersa, znanego jako Bolle Jos, nabiera wymiaru politycznego. Reuters informował, że Holandia zwróciła się do Sierra Leone o jego ekstradycję, a wcześniej opisywał doniesienia o jego pobycie w tym kraju i możliwej ochronie na wysokim szczeblu. Władze Sierra Leone deklarowały gotowość współpracy i zaprzeczały, jakoby państwo miało stać się bezpieczną przystanią dla przestępczości zorganizowanej. Sama sprawa pozostaje jednak przykładem tego, jak narkobiznes przestaje być wyłącznie tematem kryminalnym, a staje się problemem dyplomatycznym, rozwojowym i reputacyjnym.
Równolegle G7 przyjęła „Deklarację przywódców w sprawie zwalczania przemytu migrantów”. To nie jest przypadkowe zestawienie. Przemyt migrantów, handel ludźmi, narkotyki, pranie pieniędzy, fałszywe dokumenty, korupcja, cybernarzędzia, media społecznościowe i przemoc coraz częściej tworzą jeden ekosystem usług przestępczych. Ta sama grupa nie musi zajmować się wszystkim. Wystarczy, że działa na tym samym rynku: jedni zapewniają transport, inni dokumenty, jeszcze inni łączność, konta bankowe, ochronę polityczną, łapówki albo przemoc.
Deklaracja G7 o przemycie migrantów jest więc częścią tej samej diagnozy. Państwa G7 chcą uderzać nie tylko w ludzi przewożonych przez granice, ale w model biznesowy organizacji, które zarabiają na migracji, handlu ludźmi i powiązanych przestępstwach. Szczególnie istotny jest wątek sankcji wobec osób i podmiotów zaangażowanych w przemyt migrantów, także wtedy, gdy operacje są organizowane online. To oznacza, że państwa zaczynają rozumieć przestępczość zorganizowaną jako rynek usług, a nie jako sztywną piramidę z jednym bossem na szczycie.
Najważniejszy wniosek z deklaracji G7 jest prosty: wojna z narkobiznesem nie może być już wojną z samym narkotykiem. Kokaina, metamfetamina czy fentanyl są produktem końcowym. Prawdziwym celem powinny być zdolności organizacji do odtwarzania się: logistyka, pieniądze, korupcja, porty, spółki, dokumenty, dostęp do danych, ochrona polityczna i zdolność przerzucania operacji między kontynentami.
Jeżeli G7 rzeczywiście chce zmienić sytuację, musi przejść od deklaracji do konsekwentnego nacisku na państwa tranzytowe, beneficjentów ochrony politycznej i prywatne firmy, które świadomie albo przez zaniedbanie stają się częścią infrastruktury narkobiznesu. Trzeba także uderzyć w majątek, nie tylko w ładunki. Konfiskata 30 ton kokainy jest sukcesem operacyjnym. Ale prawdziwym testem będzie to, czy państwa potrafią zabrać sieciom przestępczym statki, firmy, nieruchomości, konta, pośredników, ochronę i poczucie bezkarności.
Z tej racji deklaracja z Évian jest ważna. Nie dlatego, że rozwiązuje problem. Ona dopiero nazywa go właściwym językiem. Narkobiznes nie jest marginesem globalizacji. Jest jej pasożytniczym odbiciem. Korzysta z tych samych portów, tych samych banków, tych samych łańcuchów dostaw i tych samych luk prawnych, z których korzysta legalny handel. Dopóki państwa będą traktować go jak problem dotyczący jedynie policji, będą przegrywać. Dopiero wtedy, gdy potraktują go jak problem bezpieczeństwa państwa, odporności instytucji i kontroli nad infrastrukturą globalnego handlu, zaczną uderzać w jego prawdziwe centrum.


