Reklama
  • WIADOMOŚCI

Z wielu mundurów do jednej służby. Kto stworzył Policję Państwową?

Funkcjonariusz Policji Państwowej kierujący ruchem na warszawskim Nowym Świecie
Funkcjonariusz Policji Państwowej kierujący ruchem na warszawskim Nowym Świecie
Autor. Wikimedia Commons/Domena Publiczna

24 lipca obchodzimy Święto Policji, którego celem jest upamiętnienie powołania Policji Państwowej w 1919 roku, zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Na tę okazję warto przypomnieć początki powstawania tej formacji. Mało kto wie, że nasza przedwojenna policja pod pewnymi względami należała do europejskiej awangardy.

W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, ale nie miała jednej policji. Z rozproszonych milicji, straży i żandarmerii trzeba było stworzyć służbę lojalną wobec Rzeczypospolitej, zdolną zwalczać przestępczość, szpiegostwo i komunistyczną dywersję, a zarazem odmienną od represyjnych formacji zaborczych. Powołana 24 lipca 1919 roku Policja Państwowa nie była dziełem jednego ministra ani komendanta. Tworzyli ją legioniści, członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, działacze PPS, żołnierze Wojska Polskiego, funkcjonariusze wcześniejszych milicji, żandarmi, kolejarze, urzędnicy śledczy i działacze samorządowi. Rozwijała szkolnictwo, korzystała z doświadczeń zagranicznych, przyjęła do służby kobiety i zbudowała piony do walki z przestępczością oraz działalnością inspirowaną przez Moskwę.

Rzeczpospolita z trzech porządków

W listopadzie 1918 roku Polska nie odziedziczyła jednolitego systemu bezpieczeństwa. Każda dzielnica miała inne prawo, administrację i kulturę służby publicznej. W dawnym zaborze rosyjskim policja kojarzyła się z represjami. W Galicji działały struktury wywodzące się z austro-węgierskiej żandarmerii. W Wielkopolsce służby porządkowe organizowała Naczelna Rada Ludowa, korzystając z miejscowych kadr i doświadczeń powstania wielkopolskiego. Na ziemiach wschodnich policję budowano często bezpośrednio za przesuwającym się frontem.

Nie było wspólnej komendy, jednolitego munduru ani jednego systemu rekrutacji. W miastach działały milicje miejskie i obywatelskie, funkcjonowała Milicja Ludowa, kolei pilnowały odrębne straże, a na terenach objętych walkami zadania porządkowe wykonywała żandarmeria wojskowa. Polskie służby powstawały więc nie tylko w ministerialnych gabinetach, lecz także podczas przejmowania posterunków i zwalczania przestępczości w kraju pełnym broni i dezerterów.

Dwie policje, dwa pomysły na państwo

W pierwszych miesiącach niepodległości ścierały się dwa modele organizacji policji.

Pierwszy reprezentowała Milicja Ludowa, wywodząca się z formacji tworzonych przez środowiska socjalistyczne i upaństwowiona przepisami z 5 grudnia 1918 roku. Na jej czele stanął Ignacy Boerner, oficer Legionów i działacz niepodległościowej lewicy.

Milicja była formacją państwową, scentralizowaną, uzbrojoną i zorganizowaną na sposób wojskowy. Podlegała Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, a jej kierownicze kadry pochodziły między innymi z PPS, Pogotowia Bojowego PPS, Legionów i Polskiej Organizacji Wojskowej. Ta polityczna genealogia budziła nieufność prawicy i środowisk obawiających się podporządkowania uzbrojonej służby jednemu obozowi.

Drugi model reprezentowała Policja Komunalna, utworzona dekretem z 9 stycznia 1919 roku. Powstawała głównie na podstawie milicji miejskich i powiatowych. Formalnie była organem samorządu, ale działała pod nadzorem władz państwowych, a naczelne zwierzchnictwo nad nią należało do ministra spraw wewnętrznych. Jej organizację również oparto na zasadach zbliżonych do wojskowych.

Zasadniczą rolę w jej budowaniu odegrał Marian Borzęcki, prawnik i organizator warszawskich służb porządkowych. W styczniu 1919 roku został naczelnym inspektorem Policji Komunalnej, później uczestniczył w tworzeniu Policji Państwowej, a w latach 1923–1926 kierował nią jako komendant główny.

Konfrontacja obu formacji odzwierciedlała spór o model bezpieczeństwa: samorządowy czy ogólnokrajowy, lokalny czy centralistyczny. Ustawa z 24 lipca 1919 roku przesądziła o zwycięstwie koncepcji scentralizowanej Policji Państwowej. Nowa formacja podlegała ministrowi spraw wewnętrznych i była organizowana na wzór wojskowy, pozostając jednocześnie organem wykonawczym władz państwowych i samorządowych.

Ludzie, którzy scalili chaos

Politycznym architektem centralizacji był Stanisław Wojciechowski, minister spraw wewnętrznych w rządzie Ignacego Jana Paderewskiego. Pod jego kierownictwem resort przystąpił do podporządkowania rywalizujących formacji jednej władzy i przygotowania ustawy policyjnej.

Ważną rolę odegrał kapitan Kazimierz Młodzianowski. W kwietniu 1919 roku objął jednocześnie dowództwo Milicji Ludowej i Policji Komunalnej, przygotowując projekt ich unifikacji oraz koncepcję jednolitej służby.

Pierwszym komendantem głównym Policji Państwowej został Władysław Henszel, inżynier, działacz PPS i były oficer armii rosyjskiej. W Policji Państwowej nosił stopień inspektora generalnego. To na nim spoczął obowiązek przekształcenia ustawy w rzeczywistą sieć komend, komisariatów i posterunków.

Do nowej formacji wcielano funkcjonariuszy Policji Komunalnej, Milicji Ludowej, straży kolejowej, urzędów śledczych i innych służb. Kandydaci musieli jednak przejść kwalifikację. Policja Państwowa nie była więc tworzona od zera, lecz przez selekcję i scalenie ludzi o różnych doświadczeniach zawodowych i regionalnych.

Brytyjska misja i nowy etos

Organizatorzy formacji szukali również doświadczeń zagranicznych. Jesienią 1919 roku przybyła do Polski brytyjska misja policyjna. Jej przedstawiciele oceniali organizację jednostek, system szkolenia i przedstawiali zalecenia dotyczące profesjonalizacji służby.

Misja nie stworzyła polskiej policji, lecz przekazywała doświadczenia rozbudowanej służby zawodowej. Brytyjczycy zwracali uwagę na przygotowanie kadr, sprawną organizację oraz potrzebę budowania społecznego zaufania. Za kierownictwa Henszla Policja Państwowa współpracowała z brytyjskimi ekspertami i korzystała z ich ocen. Policjant miał być nie tylko uzbrojonym wykonawcą poleceń, lecz także funkcjonariuszem działającym na podstawie prawa i w interesie publicznym.

Takie założenie wyrażała policyjna przysięga: wierność państwu, przestrzeganie prawa, dobro publiczne i bezstronne traktowanie obywateli. Po dziesięcioleciach zaborów miało to znaczenie symboliczne: policjant nie służył już obcemu imperium, lecz Rzeczypospolitej.

Policja z różnych dzielnic

Jednolita ustawa nie oznaczała natychmiastowego ujednolicenia kraju. W Małopolsce do nowych struktur włączano żandarmerię i policje wojskowe. Ważną rolę odegrał ppłk Wiktor Hoszowski były oficer żandarmerii austro-węgierskiej i organizator obrony Lwowa w 1918 roku. W dawnej dzielnicy pruskiej policję budowano na podstawie miejscowych służb, między innymi pod kierownictwem powstańca wielkopolskiego Zygmunta Wizy.

Na ziemiach wschodnich Komenda Policji Terenów Przyfrontowych i Etapowych organizowała jednostki w miarę odzyskiwania kolejnych obszarów. W grudniu 1920 roku powstały okręgi wołyński, poleski i nowogródzki. Najdłużej trwała unifikacja policji na Wileńszczyźnie, zakończona w 1922 roku. Na Śląsku działała odrębna Policja Województwa Śląskiego wywodząca się z dawnej żandarmerii powstańczej

Pierwszy korpus łączył doświadczenia wojskowe, konspiracyjne, administracyjne i śledcze. Trafiali do niego legioniści, peowiacy, byli żołnierze, miejscy milicjanci, żandarmi, strażnicy kolejowi i urzędnicy śledczy. Była to ciągłość kadrowa, lecz nie polityczna: odtąd mieli służyć Rzeczypospolitej.

Reklama

Policja na wojnie

Państwo potrzebowało tysięcy funkcjonariuszy, dlatego w pierwszym okresie nie mogło przeprowadzać idealnej selekcji. Wielu kandydatów miało doświadczenie wojskowe, ale nie znało prawa, procedur dochodzeniowych ani technik kryminalistycznych.

Szkolenie rozwijano przy Komendzie Głównej i komendach okręgowych. W 1924 roku rozdzielono przygotowanie posterunkowych, przodowników i wyższych funkcjonariuszy. W 1928 roku system scentralizowano, powołując Szkołę Oficerską Policji Państwowej w Warszawie oraz szkoły dla szeregowych w Żyrardowie, Piaskach koło Sosnowca i Mostach Wielkich. Szkolnictwo miało przekształcić ludzi z różnych armii, milicji i żandarmerii w zawodowy korpus.

Policja Państwowa rodziła się podczas wojny z Rosją bolszewicką. Funkcjonariusze ochraniali linie kolejowe, mosty, magazyny, transporty i urzędy, zwalczali sabotaż oraz zabezpieczali zaplecze armii.

W 1920 roku z policjantów sformowano 213. Ochotniczy Pułk Piechoty. Utworzono również szwadron policji konnej, włączony jako 3. szwadron do Dywizjonu Huzarów Śmierci. Udział policjantów nie przesądził o wyniku wojny, ale wspomagał ochronę komunikacji i strategicznych obiektów. Wojenne doświadczenie wpłynęło też na późniejsze postrzeganie komunizmu jako bezpośredniego zagrożenia związanego z interesami państwa sowieckiego.

Wojna bez frontu

Po pokoju ryskim zagrożenie nie zniknęło, lecz zmieniło formę. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski, późniejsza Komunistyczna Partia Polski, pozostawała zależna od Międzynarodówki Komunistycznej i była programowo wroga wobec ustroju II Rzeczypospolitej.

Do rozpoznawania działalności antypaństwowej powołano pion polityczny. Jego funkcjonariusze obserwowali organizacje komunistyczne, wprowadzali do nich informatorów, wykrywali nielegalne drukarnie i rozpoznawali struktury KPP. Na Kresach działalność polityczna łączyła się z przenikaniem kurierów, agentów i uzbrojonych grup z terytorium sowieckiego.

Policja rozbijała komórki komunistyczne, przejmowała materiały i utrudniała przechodzenie od agitacji do dywersji. Nie zdołała jednak całkowicie zlikwidować KPP ani sowieckiej agentury. Partię rozwiązano dopiero w 1938 roku na polecenie Kominternu.

Skuteczność w zwalczaniu agentury nie może przesłaniać faktu, że po zamachu majowym policję wykorzystywano również do obserwowania i ograniczania legalnej opozycji.

Policja kontra bandytyzm

Pierwszym wielkim sprawdzianem Policji Państwowej była walka z powojennym bandytyzmem. Formacja działała w kraju pełnym nielegalnej broni, dezerterów i uzbrojonych grup. Brakowało sprawnej łączności, transportu, jednolitego prawa i rozwiniętej techniki kryminalistycznej.

Mimo tych ograniczeń tworzono urzędy i ekspozytury śledcze. Prowadziły dochodzenia, rejestrowały przestępców, organizowały pościgi i gromadziły informacje o bandach oraz paserach. Nie można podać jednej wiarygodnej wartości wykrywalności za lata 1919–1923, gdyż jednolita statystyka dopiero powstawała. Można natomiast stwierdzić, że policja stopniowo ograniczała bandytyzm i przechodziła od doraźnych obław do systematycznej pracy dochodzeniowej.

Profesjonalizacja nie polegała wyłącznie na zwiększaniu liczby posterunków. Już w pierwszych latach w Komendzie Głównej zaczęto gromadzić karty daktyloskopijne, fotografie przestępców, informacje o falsyfikatach, broni, narzędziach włamywaczy i śladach z miejsc przestępstw.

Jednym z głównych organizatorów polskiej kryminalistyki był Wiktor Ludwikowski, twórca centrali kryminalistycznej, autor podręczników i propagator daktyloskopii. Kartoteki, fotografia sygnalityczna i rejestracja odcisków palców pozwalały łączyć sprawy prowadzone w różnych częściach kraju oraz identyfikować przestępców używających fałszywych nazwisk. Do 1937 roku Centralna Registratura Daktyloskopijna zgromadziła około 635 tysięcy kart.

Polacy uczestniczyli również w tworzeniu międzynarodowej współpracy policyjnej. W 1923 roku uczestniczyli w kongresie w Wiedniu, podczas którego powołano Międzynarodową Komisję Policji Kryminalnych, poprzedniczkę Interpolu. W jej władzach znaleźli się Marian Borzęcki i naczelnik warszawskiej policji śledczej podinspektor Maurycy Sonenberg. Polska policja uczestniczyła więc także w budowie międzynarodowego systemu wymiany informacji o przestępcach.

Kobiety w polskiej policji

Jednym z najbardziej nowatorskich rozwiązań było przyjęcie do służby kobiet. W lutym 1925 roku minister spraw wewnętrznych Cyryl Ratajski polecił utworzyć Policję Kobiecą. Pierwszy kurs objął 30 kandydatek, a dowództwo kompanii szkolnej objęła Stanisława Filipina Paleolog wywodząca się z Polskiej Organizacji Wojskowej a czasie wojny 1920 podporucznik Ochotniczej Legii Kobiet

Policjantki zwalczały handel kobietami i dziećmi, sutenerstwo, stręczycielstwo i przestępstwa seksualne. Prowadziły obserwację i dochodzenia, przesłuchiwały kobiety oraz dzieci i rozpoznawały środowiska związane z prostytucją. Nie były personelem pomocniczym. Stanowiły część korpusu, wykonywały pracę operacyjną, mogły nosić broń i otrzymywały wynagrodzenie odpowiadające poborom mężczyzn na takich samych stanowiskach. Polska Policja Kobieca należała pod tym względem do europejskiej awangardy.

Nie tylko mundur

Policję odrodzonej Rzeczypospolitej tworzyli ludzie pochodzący z różnych środowisk. Ignacy Boerner organizował Milicję Ludową. Marian Borzęcki budował Policję Komunalną. Stanisław Wojciechowski nadawał centralizacji kierunek polityczny. Kazimierz Młodzianowski scalał rywalizujące formacje. Władysław Henszel zamieniał ustawę w działającą organizację. Wiktor Hoszowski i Zygmunt Wiza uczestniczyli w unifikacji służb regionalnych, Wiktor Ludwikowski rozwijał kryminalistykę, a Stanisława Filipina Paleolog tworzyła Policję Kobiecą.

Za tymi nazwiskami stały tysiące legionistów, peowiaków, powstańców, byłych żołnierzy, żandarmów, kolejarzy, miejskich milicjantów i urzędników śledczych, wnoszących doświadczenie wojskowe, administracyjne i operacyjne. Policja Państwowa pomimo przejęcia część ludzi, wiedzy zawodowej, infrastruktury i praktyk organizacyjnych dawnych służb nie była polityczną ani prawną kontynuacją policji państw zaborczych. Jej zasadnicza odmienność polegała na tym, że odtąd miały one służyć nie obcemu imperium, lecz państwu polskiemu.

Była formacją swoich czasów: scentralizowaną i działającą w kraju zmagającym się z wojną, przestępczością, szpiegostwem i dywersją. Nie wszystkie jej działania zasługują na aprobatę. Nie zmienia to faktu, że w ciągu kilku lat Polska stworzyła ogólnokrajową służbę wykonującą zadania porządkowe, kryminalne, śledcze, ochronne i polityczne.

Po zajęciu wschodniej Polski Sowieci uznali policjantów za jedną z grup szczególnie niebezpiecznych dla okupacyjnej władzy. Tysiące funkcjonariuszy więzionych w Ostaszkowie zamordowano wiosną 1940 roku w Kalininie i pogrzebano w Miednoje. Z wielu mundurów, różnych tradycji i doświadczeń powstała instytucja, która miała reprezentować już nie partię, miasto, region ani dawną dzielnicę zaborczą, lecz Rzeczpospolitą.

Reklama

Zobacz również

Reklama