- WIADOMOŚCI
Interwencja służb w mieszkaniu matki Nawrockiego. Prezydent oczekuje wyjaśnień
Szef BBN Bartosz Grodecki oświadczył, że prezydent Karol Nawrocki oczekuje wyjaśnień ws. interwencji służb w mieszkaniu jego matki. „Jest to kolejne fałszywe zgłoszenie w ostatnim czasie i potrzebne są mechanizmy, które ograniczą tego typu incydenty” – podkreślił Grodecki.
Autor. Marek Borawski/KPRP
W sobotę wieczorem służby, po fałszywym alarmie, siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku, należącego do matki prezydenta Nawrockiego. Późnym wieczorem w MSWiA odbyła się pilna narada służb pod przewodnictwem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, z kolei w niedzielę rano premier Donald Tusk zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb.
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki, pytany w poniedziałek Radiu ZET, czy prezydent oczekuje dymisji ministra Kierwińskiego, odparł, że „na razie prezydent domaga się pełnego i możliwie szybkiego wyjaśnienia zdarzenia”. Dodał, że takie stanowisko zostało przekazane podczas spotkania w MSWiA.
„Jeśli chodzi o protokoły, które wdrożyły służby, rozumiem, że działały profesjonalnie, zgodnie z prawem. Natomiast kompromitacją i bulwersującym zachowaniem jest to, że w ogóle do takiej sytuacji doszło (…) z tego względu, że dotyczy głowy państwa, jego bezpieczeństwa i ochrony” – stwierdził Grodecki.
Przypomniał też, że nie jest to pierwsze fałszywe zgłoszenie w ostatnim czasie. Wskazał, że już wcześniej zwrócił się do szefa MSWiA z zapytaniem o alarmy dotyczące Telewizji Republika. „Minęło już wystarczająco dużo czasu, żeby odpowiedź z MSWiA otrzymać. Takiej odpowiedzi jeszcze nie otrzymałem” – zaznaczył.
Według szefa BBN, „jeżeli dochodzi do serii takich zdarzeń, najpierw dotyczy to określonego środowiska politycznego, a potem dotyczy to głowy państwa, to znaczy, że mamy kolosalny problem w kraju z systemem zgłaszania i systemem reagowania”. Podkreślił, że potrzebne jest wdrożenie mechanizmów, które ograniczą tego typu incydenty.
Grodecki powiedział też, że po pierwszym smsie dotyczącym pożaru, który został przez strażaków na miejscu wykluczony, można było domniemywać, że drugie zgłoszenie również jest nieprawdziwe. „Na dzisiaj, po tych rozmowach, po tych skrawkach informacji, które mam, wydaje się, że najsłabszym punktem była właściwa ocena informacji, która spłynęła pod numer 112” – dodał. Przekazał również, że Policja miała informację o tym, że pod tym adresem mieszka matka prezydenta.
O interwencji w rodzinnym domu prezydenta w Gdańsku poinformował w sobotę wieczorem rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Jak podał, „służby pod nieobecność domowników wyważyły drzwi i weszły do mieszkania”. Napisał też, że od kilkunastu dni służby są paraliżowane przez fałszywe zgłoszenia uderzające w dziennikarzy oraz osoby publiczne związane z prawicą. Dodał, że „przez kilkanaście dni rządzący nie potrafią odpowiednio zareagować”.
Państwowa Straż Pożarna podała, że w sobotę o godz. 19.30 do służb wpłynęły dwa zgłoszenia. Pierwsze „wskazujące na możliwość wystąpienia pożaru w mieszkaniu oraz zagrożenia życia osób znajdujących się wewnątrz”, drugie dotyczyło nagłego zatrzymania krążenia.
Poinformowano, że z uwagi na powagę przekazanych informacji oraz fakt, że próby skontaktowania się z osobami zgłaszającymi nie przynosiły rezultatu, na miejsce niezwłocznie zadysponowano siły i środki PSP. „Po przybyciu na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania kierujący działaniem ratowniczym podjął decyzję o siłowym wejściu do lokalu. W wyniku sprawdzenia mieszkania nie stwierdzono zagrożenia pożarowego ani obecności osób poszkodowanych. Lokal był pusty” – podali strażacy.
18 maja MSWiA informowało, że między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji funkcjonariuszy służb Policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi „czy to podłożenia ładunków wybuchowych, czy zagrożenia zdrowia i życia”. Policja podjęła działania m.in. w mieszkaniu redaktora naczelnego TV Republika po zgłoszeniu dotyczącym rzekomego zagrożenia życia osoby nieletniej. Interwencja okazała się bezpodstawna; uznano ją za próbę wprowadzenia służb w błąd.
Po interwencji w mieszkaniu matki prezydenta część polityków PiS wezwała szefa MSWiA do dymisji. Zdarzenie określili jako atak na prezydenta. W odpowiedzi premier Donald Tusk stwierdził, że „nazywanie interwencji straży pożarnej, która zareagowała na informację o możliwym pożarze i zagrożeniu ludzkiego życia »brutalnym atakiem służb na prezydenta« to skrajny cynizm lub skrajna głupota”.
Na początku niedzielnej odprawy szef rządu powiedział, że osoby odpowiedzialne za prowokacje związane z fałszywymi zgłoszeniami muszą być jak najszybciej zatrzymane. Wskazał też, że państwo musi reagować surowymi karami dla sprawców.


