Bezpieczeństwo Wewnętrzne

"Szpiegowska" dacza Rosjan zlikwidowana [OPINIA]

Fot. Zbigniew Fiedoruk/Lasy Państwowe

Swego rodzaju dyplomatyczne dacze to niewątpliwie wielofunkcyjne narzędzia, które są wykorzystywane przez rosyjskie służby specjalne na całym świecie. W tym przypadku, tworzenie przestrzeni do relaksu i odpoczynku to w pewnym sensie rzecz pochodna. Stąd też, wraz z ograniczeniem liczby pracowników rosyjskich placówek dyplomatycznych w państwach doświadczających rosnącej rosyjskiej presji wywiadowczej, powinna iść równocześnie refleksja strategiczna nad obiektami innymi niż ambasady czy konsulaty.

Na początku listopada dowiedzieliśmy się, że Straż Leśna wkroczyła do ośrodka w Skubiance nad Zegrzem. Obiekt ten był dzierżawiony od Lasów Państwowych przez rosyjską ambasadę. Jak informował rzecznik Lasów Państwowych na Twitterze, po wejściu na teren kompleksu można było zauważyć znaczną dewastację całej infrastruktury. Przykładowo, ze ścian powyrywane były kable.

Przy czym, w przeciwieństwie do obiektów dewastowanych przez wycofującą się z Polski armię ZSRR/Rosji, w tym przypadku nie mieliśmy raczej do czynienia z niszczeniem dla samego niszczenia. Obiekty tego rodzaju, niezależnie od tego czy są zlokalizowane w Polsce, czy w dowolnym kraju na świecie, pełnią bowiem wiele funkcji, innych niż zapewnianie relaksu znużonym dyplomatom oraz ich rodzinom. Na wstępie należy bowiem podkreślić, że już samo pojęcie "rosyjski dyplomata" musi być w pewnym sensie wyjaśnione. W ostatnich latach można bowiem zauważyć, że rosyjskie placówki dyplomatyczne – niezależnie czy ambasady, czy konsulaty – mają lekko zachwianą proporcję między kadrowymi dyplomatami a kadrowymi funkcjonariuszami służb specjalnych, którzy posługują się jedynie dyplomatyczną przykrywką. W literaturze przedmiotu mowa jest nawet o dominacji kadrowych oficerów służb w takich placówkach, a przecież dyplomaci również mogą pozostawać w bliskim kontakcie (mniej lub bardziej sformalizowanym) z SWR, GU/GRU oraz FSB (V). Stąd też, każdy obiekt wykorzystywany przez rosyjską dyplomację w danym kraju, chociażby Polsce, jest tak czy inaczej powiązany ściśle ze szpiegostwem.

"Dacze" poza miastami, gdzie zlokalizowane są same placówki dyplomatyczne lub obiekty inne niż budynki ambasad czy konsulatów, są z natury rzeczy wręcz idealne do gier z kontrwywiadami. Pozwalają chociażby na prowadzenie tam działań w ramach HUMINT-u. Szczególnie, gdy mowa jest o możliwości wykorzystania dużych budynków, osadzonych wśród zieleni, ograniczających zdolność do obserwacji co dzieje się w środku. Można je również wykorzystywać do mylenia obserwacji kontrwywiadów państw gospodarzy takich rosyjskich misji dyplomatycznych, a więc stają się elementem gier operacyjnych rozpisanych na inne cele i zadania. Może to też dotyczyć obiektu nad Zegrzem, biorąc pod uwagę szereg różnych czynników – od charakterystyki rosyjskich działań szpiegowskich, poprzez lokację, aż po samą wagę Polski jako celu aktywności szpiegowskiej Rosji skończywszy. Równie istotne jest samo położenie takiego obiektu, szczególnie jeśli znajduje się w rejonie turystycznym i możliwym do naturalnego wtopienia się w lokalne środowisko. Wówczas o przypadkowe spotkania czy też możliwość odbioru np. kontenerów, lokowanych na trasach do i z, lub w pobliżu jest o wiele łatwiej.

Czytaj też

Wracając do samych kabli, które miały być wyrywane ze ścian w przejętym przez Lasy Państwowe ośrodku nad Zegrzem, też można wysunąć kilka hipotez. Po pierwsze, należy zakładać, że Rosjanie instalowali tam szereg zabezpieczeń jeśli chodzi o ochronę obiektu. Stąd nie zamierzali niczego pozostawić, aby nie przekazać w ręce innych państw nawet najdrobniejszych informacji dotyczących ich metod. W końcu wiedza potencjalnie pozyskana z Polski mogła być ważna dla innych lokacji na całym świecie. Po drugie, należy również zakładać, iż w obiekcie znajdowały się zabezpieczenia dla własnych urządzeń elektronicznych oraz łączności, pozwalające chronić osoby tam rezydujące i przyjeżdżające przed działaniem zewnętrznych narzędzi tzw. SIGINT-u. Finalnie, po trzecie, należy również rozważyć istnienie jakiś elementów techniki operacyjnej pozwalającej na rosyjskie działania SIGINT-owe. W końcu, każda lokacja na obcym terytorium jest na przysłowiową wagę złota.

Fot. Karol Urbański/Lasy Państwowe

Złożenie tych wszystkich czynników rysuje obraz, w którym widoczna dewastacja jest zapewne i tak delikatna. Można bowiem z przekąsem powiedzieć, że w jakiś sposób mury ocalały. Zauważmy, że zapewne nie pozostawiono niczego przypadkowi, bowiem tak jak istnieją zespoły specjalistów od zabezpieczania obiektów, tak również eksperci potrafią wyczyścić daną lokację. Zaś wszystko po to, aby nie pozostały ślady po aktywności wywiadowczej (zróżnicowanej jeśli chodzi o narzędzia i zadania) i nic nie stanowiło łatwego urobku dla kontrwywiadu. Nie powinniśmy więc koncentrować się na warstwie wierzchniej, czyli bałaganie i dewastacji. To najprawdopodobniej również teatr, naturalny w takich przypadkach, który ma wzbudzić emocje i skierować uwagę debaty medialnej na pewne tory. W Polsce może to być próba przyrównania zniszczeń obiektu do wspomnianego procesu wycofywania sił zbrojnych ZSRS/Rosji.

Jednocześnie, trzeba też założyć, że takie obiekty, jak ten nad Zegrzem, nie powinny być również demonizowane. Przede wszystkim dlatego, że ich lokalizacja nie jest tajemnicą dla państwa gospodarza. Można więc założyć, że były odpowiednio zabezpieczone jeśli chodzi o obserwację. Szczególnie, że w rejonach zielonych i przy ograniczonej ilości dróg, można prowadzić takie działania w bardziej komfortowych warunkach.

Czytaj też

Należy też wskazać, że nie jest to jakiś polski wyjątek, jeśli chodzi o podobne obiekty. Zauważmy chociażby głośną sprawę ze Stanów Zjednoczonych z końca 2016 r. Niespełna dwie godziny jazdy od stolicy kraju, w otoczeniu zieleni oraz rzek, na 45 akrach ziemi pojawiła się w latach siedemdziesiątych XX w. interesująca rezydencja. Jej oficjalnym celem było zapewnianie miejsca wypoczynku... dla sowieckiej misji dyplomatycznej w Stanach Zjednoczonych. Mowa oczywiście o willi w Pioneer Point w stanie Maryland. Jak opisywał dziennikarz Adam Taylor z "The Washington Post", lokalna wspólnota budowała wokół tego obiektu szereg mniej lub bardziej fantastycznych opowieści, obawiając się przede wszystkim znalezienia się w środku szpiegowskich gier na styku dwóch mocarstw. Przy czym później już zaakceptowała de facto stałą obecność sowieckich/rosyjskich sąsiadów. Lecz wraz z pojawieniem się oskarżeń odnoszących się do ingerencji w amerykańskie wybory przez rosyjskie służby specjalne, administracja ówczesnego prezydenta, Baracka Obamy postanowiła "skasować" możliwość użytkowania przez rosyjskich dyplomatów dwóch obiektów - jednego w stanie Nowy Jork na Long Island, a drugiego właśnie we wspomnianym stanie Maryland. Równocześnie wyrzucając z kraju pokaźną grupę dyplomatów, oskarżanych o działania wywiadowcze i przekroczenie reguł stosowanych w dyplomacji. Amerykanie mieli również liczne obiekcje, co do przeznaczenia budynku znajdującego się na Bronxie w Nowym Jorku. Sugerowano, że mamy do czynienia z typowym wielofunkcyjnym obiektem szpiegowskim, przeznaczonym do działań HUMINT-SIGINT.

Przysłowiowe rosyjskie "szpiegownie" znajdują się zarówno w miastach, jak i poza nimi. Zaś to od polityki państwa przyjmującego rosyjską misję dyplomatyczną zależy ich zakres. Pewnych rzeczy można być przy tym pewnym. Rosyjska dyplomacja szpiegostwem stoi i to w skali najczęściej niespotykanej w przypadku szeregu państw świata. Jeszcze przed wojną z 2022 r. wiele państw wręcz oficjalnie wskazywało, że poziom rosyjskiej aktywności szpiegowskiej jest osadzony w granicach znanych im z okresu zimnej wojny lub wręcz go przerósł.

Zauważyć warto chociażby artykuł we francuskim "Le Monde" z października tego roku, gdzie na bazie informacji mających pochodzić z DGSI sformułowano tezę o silnej aktywności rosyjskich szpiegów. Dotyczyło to operacji skierowanych przeciwko całemu katalogowi celów francuskich - od przestrzeni politycznej, aż po biznes i naukę. Stąd wszelkie obiekty, które znajdują się w dyspozycji (nawet czasowej) rosyjskich placówek dyplomatycznych, to naturalnie elementy gier SWR, GU/GRU czy FSB. I Rosjanie będą zadowoleni, jeśli nadal będą w stanie wykorzystywać tego rodzaju lokacje, szczególnie gdy ich funkcjonowanie jest osadzone na dość nieczytelnych kwestiach własnościowych i statusie prawnym. Jednakże, należy pamiętać, iż o istnieniu tych miejsc wszyscy dobrze wiedzą. Zupełnie inaczej jest w przypadku obiektów wynajmowanych lub przejmowanych przez podstawione firmy, osoby itp. podmioty mające zakamuflować "rosyjski ślad".

Komentarze