Za Granicą

Nowy atak bronią D? Coraz więcej samolotów z Turcji do Rosji [OPINIA]

Fot. DWOT

Samoloty latające między Turcją a Rosją powoli przypominają klucze ptaków, choć sezon turystyczny dawno minął. Rodzi to obawy eskalacji ataku strumieniem migracyjnym, zwłaszcza że Turcja usiłuje się pozbyć przebywających na jej terytorium Syryjczyków. Tymczasem działania podjęte przez Polskę w tym zakresie, choć z zasady słuszne, miały charakter reaktywny, bez oparcia o szerszą strategię. Zbudowana zapora, choć nie jest bezużyteczna, to daje złudne poczucie bezpieczeństwa.

Tylko do Moskwy z Turcji lata ponad 50 samolotów pasażerskich dziennie. Dominują linie tureckie, choć są też połączenia realizowane przez Aerofłot. Turcja od początku wojny zwiększała liczbę połączeń lotniczych z Rosją, wypełniając w ten sposób lukę stworzoną przez zamknięcie przestrzeni powietrznej przez niemal wszystkie państwa europejskie. Dzięki temu Rosja nie straciła okna na świat, co ma dla niej fundamentalne znaczenie. Dotyczy to zresztą również Białorusi, do której latają z Turcji co najmniej 3 samoloty dziennie. Tureckie chartery latają też do Kaliningradu, a Rosja zabiega o to, by do tej eksklawy uruchomione zostały regularne połączenia z Turcji oraz z Afryki i Bliskiego Wschodu. W tym celu ogłosiła wprowadzenie z dniem 1 października reżimu "otwartego nieba". Oficjalnie chodzi o przyciągnięcie turystów, ale obwód kaliningradzki raczej nigdy nie słynął ze spektakularnych atrakcji. Nie chodzi też o umożliwienie własnym obywatelom ucieczki z kraju, gdyż są oni wszak potrzebni w charakterze "mięsa armatniego". Pozostaje więc tylko jedna opcja: przerzut migrantów.

Z punktu widzenia Turcji to idealny interes. Po pierwsze, zarabiają na tym tureckie linie oraz lotniska, po drugie – turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan ma okazję pozbycia się tą drogą co najmniej części spośród kilku milionów niechcianych przez Turków syryjskich uchodźców. To jeden z gorętszych tematów przed wyborami prezydencko-parlamentarnymi w czerwcu przyszłego roku, w których Erdogan rozpaczliwie stara się zapewnić sobie wygraną. Coraz więcej Syryjczyków zmuszanych jest do powrotu do kraju, ale odbywa się to bardzo opornie, a próba zawarcia cichego układu z Assadem póki co skończyła się fiaskiem ze względu na opór Iranu. Dlatego należy się spodziewać uruchomienia alternatywnego kanału przerzutu, zwłaszcza, że nie jest on nowością. Wprawdzie podejście Europy w tym zakresie przeszło pewną ewolucję, niemniej daleko jest od przyjęcia wspólnej i spójnej europejskiej strategii w zakresie przeciwdziałania tzw. weaponizacji migracji.

Czytaj też

Oczywiście jest jeszcze jeden aspekt determinujący politykę Turcji w tym zakresie, tj. wpisanie tych działań w system wzajemnych układów między Rosją a Turcją. Przysługi, jakie Turcja wyświadcza Rosji w związku z wojną na Ukrainie, nie są za darmo. Turcy, przede wszystkim, oczekują koncesji geopolitycznych na Bliskim Wschodzie, w Azji Centralnej, w rejonie Południowego Kaukazu i w Afryce Północnej. Rosja zaoferowała również pełnienie roli gazowego hubu. Z drugiej strony, Turcja może wciąż oczekiwać, że pomagając w wywołaniu nowego kryzysu migracyjnego, będzie mogła liczyć na podobne koncesje ze strony Europy, jak w przypadku kryzysu z roku 2015. Wprawdzie do pewnego stopnia świadomość wykorzystywania migrantów w charakterze broni demograficznej pojawiła się w Europie (w przeciwieństwie do roku 2015, gdy nie było jej w ogóle), niemniej nie brakuje środowisk (również w Polsce), które zawzięcie zwalczają takie podejście i wciąż promują przyjmowanie nielegalnych migrantów (uparcie nazywając ich przy tym uchodźcami). Ponadto, Turcja stara się przykrywać swoją współpracę z Rosją akcjami PR, dotyczącymi różnych kontraktów na dostawę uzbrojenia, w szczególności Bayraktarów. Dotyczy to zresztą nie tylko Ukrainy ale i bezpośrednio Polski. W ten sposób Turcji udaje się neutralizować krytykę pod jej adresem. Warto w tym kontekście przypomnieć, że choć w 2021 r. udział Turkish Airlines w procederze przerzutu migrantów na Białoruś nie budził wątpliwości i został potwierdzony przez premiera Mateusza Morawieckiego w czasie debaty sejmowej, to obecnie brak jakiejkolwiek oficjalnej krytyki w odniesieniu do zwiększania połączeń lotniczych między Turcją a Rosją oraz zapowiedzi obłożenia Turkish Airlines sankcjami. W 2021 r. taka zapowiedź ze strony UE okazała się kluczowa.

Jedyną reakcją na wzrost zagrożenia eskalacji atakami bronią demograficzną (nigdy nie zostały one w pełni wygaszone) i uruchomienia nowego kierunku ataku (Kaliningrad) są zapowiedzi możliwości budowy nowego muru. Nie jest to złe rozwiązanie (podobnie jak mur na granicy z Białorusią), o ile jest częścią szerszej strategii. Wszystko jednak wskazuje na to, że takiej strategii brak, działania mają charakter reaktywny, a mur oraz zmiany prawne dotyczące przebywania w strefie przygranicznej mają stanowić cudowne i ostateczne rozwiązanie całego problemu. Niestety, jest to podejście nadto optymistyczne. Przede wszystkim Polska powinna dążyć do przyjęcia przez UE wspólnej strategii przeciwdziałania tzw. weaponizacji migracji. Strategia ta powinna obejmować nie tylko (choć również) dodatkowe zabezpieczenia zewnętrznych granic, ale również politykę w stosunku do państw pochodzenia migrantów (naciski na współpracę w zakresie powstrzymywania migracji, w tym zwalczanie "biur turystycznych"), politykę informacyjną w krajach pochodzenia migrantów, a także politykę (w tym sankcje) wobec podmiotów pośredniczących w przerzucie migrantów (w szczególności linii lotniczych i państw ułatwiających przerzut), wreszcie komunikację strategiczną (przeciwdziałanie oddziaływaniu kognitywnemu i dezinformacji). Do czasu przyjęcia takiej strategii na szczeblu unijnym (lub w przypadku jej nie przyjęcia ze względu na wpływy narracji promigracyjnej) Polska powinna opracować własną strategię opartą na tych działaniach.

Czytaj też

Niestety, działań informacyjnych, czy nacisków na takie państwa, jak Turcja i jej linie lotnicze, nie widać. Skuteczność muru jest natomiast ograniczona, co potwierdzają komunikaty Straży Granicznej oraz obserwacje z nagrań dostępne w internecie. To, że problem tak łatwo nie zniknie, determinowane jest również przez dwa czynniki: korzyści jakie może odnieść Rosja z nowej eskalacji oraz znacznych zasobów ludzkich gotowych do wykorzystania. Jeżeli chodzi o ten pierwszy aspekt, to warto pamiętać, że cel użycia broni demograficznej jest złożony. Z definicji broni wynika, że jej celem jest rażenie, a zatem destrukcja. W przypadku broni demograficznej nie chodzi jednak o destrukcję fizyczną, lecz o niszczenie spójności społeczeństw poprzez ich polaryzację oraz zrywanie powiązań, tj. podważanie zaufania społecznego do instytucji państwa. Te dwa cele zostały w dużym stopniu osiągnięte w wyniku ataku rozpoczętego w 2021 r., choć oczywiście gdyby strumień migracyjny nie został powstrzymany to sytuacja byłaby znacznie gorsza. Celem strony atakującej było również zniszczenie wizerunku państwa zaatakowanego. Choć polskie działania spotkały się w zasadzie ze zrozumieniem ze strony UE, to również i w tym zakresie Rosja osiągnęła pewien sukces. Próba niszczenia wizerunku odbywała się na dwóch kierunkach, tj. próby wykazania, że Polska nie jest w stanie wypełniać swoich obowiązków w zakresie kontroli zewnętrznej granicy UE (a zatem należy to przekazać Białorusi i Rosji na podstawie określonych porozumień i za to zapłacić) oraz szerzenia zarzutów o rasizmie i zbrodniach przeciwko migrantom. O ile skuteczność tej narracji była bardzo ograniczona w Europie, ze względu na przebudzenie społeczeństw (a zarazem rządów) europejskich w ocenie zagrożeń związanych z niekontrolowaną migracją, o tyle znacznie skuteczniejsze okazało się kształtowanie takiej percepcji w potencjalnych krajach źródłowych (Bliski Wschód i Afryka). Warto przy tym podkreślić, że taka narracja nie ma charakteru odstraszającego (ma ją przekaz o nieskuteczności prób przekraczania granicy i związanych z tym kosztach ponoszonych przez nielegalnych migrantów), a jedynie potęguje agresję ze strony nielegalnych migrantów. Tę agresję stara się też wywoływać rosyjski przekaz o "kolonializmie" Zachodu i tzw. "złotym miliardzie", tj. części populacji ludzkiej (Zachód) czerpiącej nienależne korzyści kosztem pozostałej części ludzkości. Taki przekaz sugeruje bowiem, że migranci "idą po swoje".

Celem ataku demograficznego jest przy tym również doprowadzenie do zmian demograficznych, co ma negatywny wpływ na spójność społeczną i również prowadzi do rozwoju ekstremalnych postaw społecznych. Ten aspekt był długo bagatelizowany, wręcz wyśmiewany, ale doczekał się już empirycznej weryfikacji. W krajach, które przyjęły duże ilości migrantów, w szczególności w 2015 r., tj. np. Szwecji czy Francji, wytworzyły się równoległe społeczeństwa, nie akceptujące państwowego systemu normatywnego. Problem ten został oficjalnie uznany przez władze Francji, której parlament w 2021 r. przyjął ustawę o separatyzmie. Również w Szwecji fakt istnienia gett, takich jak sztokholmskie Rinkeby czy Tensta, jest niepodważalny. Ponadto do Europy przenoszone są obce jej konflikty etniczne (np. turecko-kurdyjski). Wywołuje to oczywiście reakcję, przy czym próby tłumienia krytyki oskarżeniami o rasizm tylko pogłębiały problem (najlepsza sytuacja jest tam, gdzie władze przejęły część postulatów tzw. skrajnej prawicy). Wywołanie nowego kryzysu migracyjnego w Europie, zwłaszcza jeśli towarzyszyłyby mu ataki terrorystyczne (autentyczne lub false flag), odwróciłoby przy tym uwagę od wojny na Ukrainie i zmniejszyłoby poparcie dla pomocy dla Ukrainy. Taki był zresztą również jeden z celów ataku ze strony Białorusi w 2021 r. Wpuszczenie migrantów ograniczyłoby możliwości przyjęcia ukraińskich uchodźców i wpłynęłoby negatywnie na gotowość społeczeństwa do udzielania pomocy.

Czytaj też

Przerzut migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki nie jest determinowany występującymi tam konfliktami (choć mogą one wzmacniać narrację na rzecz ich przyjmowania), lecz niezrównoważonym przyrostem demograficznym i nierównym rozwojem ekonomicznym. W tym kontekście regiony te stanowią niewyczerpany wręcz rezerwuar potencjalnych migrantów. Rosja będzie przy tym inspirować strumień migracyjny nie tylko na odcinku wschodnim, ale również środkowo-śródziemnomorskim oraz wschodnio-śródziemnomorskim. Nie można też wykluczyć prób przerzucania Afgańczyków na Ukrainę. Ostatnio pojawiły się informacje o werbowaniu w Iranie byłych afgańskich żołnierzy jako najemników w służbie Rosji. Wiarygodność tych doniesień jest słaba, niemniej gdyby się one potwierdziły, to należałoby się spodziewać masowych dezercji z ich strony i prób przebijania się do polskiej granicy.

Komentarze