Reklama
  • WIADOMOŚCI

Netanjahu kontra izraelskie służby specjalne. Spór o granice kontroli politycznej

Konflikt Benjamina Netanjahu z izraelskimi służbami specjalnymi przestał być sporem o personalia i odpowiedzialność za katastrofę wywiadowczą z 7 października. Coraz wyraźniej chodzi o coś znacznie większego: o próbę podporządkowania aparatu bezpieczeństwa politycznej logice premiera. Stawką jest, czy izraelskie służby pozostaną niezależnymi instytucjami państwa zdolnymi mówić władzy niewygodną prawdę, czy też staną się narzędziami ochrony politycznego przetrwania premiera.

Wojna Izraela z Hamasem toczy się również w cyberprzestrzeni - i dotyka również organizacje międzynarodowe. UNRWA, agencja ONZ, wykryła uderzające w nią izraelskie reklamy.
Autor. Taylor Brandon/Unsplash

Konflikt Benjamina Netanjahu z izraelskimi służbami specjalnymi nie jest już zwykłym sporem personalnym ani klasyczną walką o odpowiedzialność po katastrofie wywiadowczej z 7 października 2023 roku. Coraz wyraźniej widać, że chodzi o coś znacznie głębszego: o próbę przeformułowania relacji między premierem, aparatem bezpieczeństwa, sądami i instytucjami kontroli państwa. W materiale wyjściowym trafnie uchwycono tę logikę jako przejście od bezpieczeństwa opartego na profesjonalnej analizie do bezpieczeństwa podporządkowanego lojalności wobec przywódcy.

Reklama

W państwie takim jak Izrael służby specjalne nie są zwykłą częścią administracji. Szin Bet, czyli izraelska służba bezpieczeństwa wewnętrznego, oraz Mosad, czyli izraelski wywiad zagraniczny, przez dekady były nie tylko narzędziami ochrony państwa, lecz także elementami strategicznej racjonalności. Ich zadaniem było wykonywanie poleceń politycznych, ale i również ostrzeganie rządu przed błędnymi założeniami, przed ideologiczną ślepotą i przed skutkami decyzji podejmowanych pod presją emocji lub interesu partyjnego. Właśnie dlatego obecny konflikt ma znaczenie ustrojowe: dotyczy tego, czy izraelskie służby pozostaną instytucjami państwa, czy staną się instrumentami politycznej ochrony premiera.

Ronen Bar: początek otwartego starcia

Pierwszym i najważniejszym punktem zapalnym była sprawa Ronena Bara, szefa Szin Betu. Oficjalnie Benjamin Netanjahu uzasadniał próbę jego odwołania utratą zaufania po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku. Jak pisał Le Monde, premier ogłosił zamiar usunięcia Bara, wskazując na narastający brak zaufania do szefa służby, który sam przyjmował odpowiedzialność za elementy porażki wywiadowczej, ale równocześnie krytykował zaniechania rządu przed atakiem Hamasu. Sprawa od początku nie była jednak czysto kadrowa. Associated Press wskazywała, że Szin Bet prowadził w tym samym czasie śledztwa dotyczące osób z otoczenia premiera, a prokurator generalna Gali Baharav-Miara domagała się od Netanjahu wyjaśnienia podstawy prawnej odwołania Bara. Według Associated Press Bar przeciwstawiał oczekiwaniu osobistej lojalności zasadę lojalności wobec interesu publicznego.

To rozróżnienie jest kluczowe. W systemie demokratycznym szef służby bezpieczeństwa wewnętrznego nie jest osobistym funkcjonariuszem premiera. Odpowiada przed rządem, ale działa w ramach prawa, procedur i interesu państwa. Dlatego The Israel Democracy Institute podkreślał, że sam subiektywny brak zaufania premiera nie stanowi wystarczającej podstawy do odwołania szefa Szin Betu, bo nie jest to stanowisko polityczne w zwykłym sensie tego słowa.

Próba usunięcia Bara szybko doprowadziła do konfrontacji z izraelskim Sądem Najwyższym. Jak podała agencja Reuters, sąd uznał decyzję rządu za nielegalną, wskazując na naruszenie procedur oraz konflikt interesów Netanjahu związany ze śledztwem dotyczącym tzw. Qatar-Gate. Reuters przypominał też, że Bar twierdził, iż premier chciał go usunąć po odmowie udziału w kontrowersyjnych działaniach, takich jak inwigilacja izraelskich protestujących czy ingerowanie w proces korupcyjny Netanjahu. Podobnie The Times of Israel informował, że Wysoki Trybunał Sprawiedliwości uznał decyzję gabinetu za podjętą niewłaściwie, bezprawnie i w warunkach konfliktu interesów, ponieważ Szin Bet prowadził śledztwa dotyczące bliskich współpracowników premiera.

To był moment przełomowy. Spór o Bara przestał być tylko sporem o to, kto odpowiada za 7 października. Stał się pytaniem o to, czy premier może odwołać szefa służby, która prowadzi sprawy potencjalnie zagrażające jego własnemu zapleczu politycznemu. W klasycznym ujęciu państwa prawa odpowiedź powinna być jednoznaczna: im bliżej śledztwo dotyka otoczenia premiera, tym silniejsza powinna być ochrona niezależności służby i procedur. W logice Netanjahu sytuacja została jednak odwrócona: właśnie wtedy, gdy Szin Bet stał się politycznie niewygodny, premier próbował wymienić jego kierownictwo.

Lojalność wobec premiera czy wobec prawa

Najmocniejszy wymiar tej sprawy pojawił się w zarzutach samego Ronena Bara. Jak relacjonowała Al Jazeera, Bar oskarżył Netanjahu o próbę usunięcia go dlatego, że odmówił działań służących ochronie osobistych i politycznych interesów premiera. Z kolei The Guardian podawał, że Bar miał zarzucać premierowi oczekiwanie osobistej lojalności wobec niego, a nie wobec sądów i prawa, oraz użycie Szin Betu do obserwowania antyrządowych demonstrantów.

To oskarżenie dotyka samego rdzenia demokratycznej kontroli nad służbami. Służba bezpieczeństwa wewnętrznego posiada uprawnienia, które w normalnych warunkach są niedostępne dla zwykłej administracji: może prowadzić działania operacyjne, analizować sieci powiązań, monitorować zagrożenia i korzystać z narzędzi tajnego rozpoznania. Jeżeli taka instytucja zostałaby wykorzystana wobec przeciwników politycznych rządu, oznaczałoby to nie tylko nadużycie władzy, ale zmianę funkcji państwa bezpieczeństwa: z ochrony obywateli przed zagrożeniami w ochronę przywódcy przed odpowiedzialnością polityczną.

Reklama

W tle całego konfliktu znajduje się Qatar-Gate. Jej znaczenie polega na tym, że łączy kwestie bezpieczeństwa, polityki zagranicznej, wojny w Gazie, relacji z Hamasem i interesów ludzi z otoczenia Netanjahu. Jak wskazywał Reuters, konflikt interesów Netanjahu wynikał właśnie z tego, że Szin Bet prowadził śledztwo dotyczące tej sprawy. Politycznie jest to szczególnie wybuchowe, ponieważ Katar od lat odgrywał rolę pośrednika w kontaktach z Hamasem, a po 7 października był jednym z głównych kanałów negocjacji dotyczących zakładników. Jeżeli osoby z otoczenia izraelskiego premiera znalazły się w polu zainteresowania śledczych w sprawie powiązanej z Katarem, to Szin Bet nie badał marginalnego epizodu. Badał sprawę, która dotykała samego centrum izraelskiego zarządzania wojną, zakładnikami i relacjami z państwem odgrywającym podwójną rolę: mediatora i aktora utrzymującego kanały komunikacji z Hamasem.

Dlatego próba odwołania Bara mogła zostać odczytana jako ruch obronny. Nie tylko wobec krytyki za 7 października, lecz także wobec śledztwa, które zbliżało się do kancelarii premiera. W tym sensie Qatar-Gate jest kluczem do zrozumienia całego sporu: pokazuje, że konflikt Netanjahu ze służbami nie dotyczy tylko strategii bezpieczeństwa, ale także potencjalnego użycia uprawnień personalnych premiera w sytuacji, gdy niezależna instytucja bada jego polityczne otoczenie.

Nowy szef Szin Betu i pytanie o przeformatowanie służby

Po Barze pojawiła się sprawa Davida Ziniego, wskazanego przez Netanjahu na nowego szefa Szin Betu. Jak informował The Times of Israel, izraelski rząd jednomyślnie zatwierdził nominację Ziniego na pięcioletnią kadencję, mimo sporów dotyczących procedury i politycznego kontekstu tej decyzji. Tę samą decyzję odnotowała turecka agencja Anadolu Ajansı, wskazując, że Zini miał objąć stanowisko 5 października 2025 roku i że nominacja została przeprowadzona mimo sprzeciwu opozycji.

Zwolennicy tej decyzji przedstawiali ją jako próbę wprowadzenia do Szin Betu nowego spojrzenia po 7 października. Argument był prosty: skoro dotychczasowy aparat zawiódł, potrzebny jest człowiek z zewnątrz, dowódca wojskowy, który nie jest związany z dotychczasową kulturą instytucjonalną. Problem polega jednak na tym, że w służbach specjalnych „zewnętrzność” może być zarówno zaletą, jak i zagrożeniem. Może oznaczać świeże spojrzenie, ale może też oznaczać brak zakorzenienia w normach zawodowych, które chronią służbę przed politycznym użyciem.

Krytycy nominacji Ziniego właśnie tak odczytali decyzję Netanjahu. Haaretz odnotował, że komisja otrzymała liczne zastrzeżenia wobec nominacji, w tym od byłych szefów Szin Betu: Carmiego Gillona, Amiego Ayalona, Yorama Cohena i Nadava Argamana. Z kolei Middle East Eye przedstawił go jako postać budzącą niepokój ze względu na światopogląd, zaplecze religijno-nacjonalistyczne i możliwy wpływ jego poglądów na sposób działania służby wobec Palestyńczyków. To źródło ma wyraźnie krytyczną perspektywę, ale dobrze pokazuje, jak nominacja Ziniego została odczytana przez przeciwników Netanjahu: jako sygnał ideologicznego przesunięcia Szin Betu, a nie tylko zmiana kierownictwa.

Najnowsze informacje jeszcze bardziej komplikują obraz. Jak podał The Times of Israel, David Zini miał przekazać sądowi stanowisko, że Benjamin Netanjahu nie może uczestniczyć w rozprawach w swoim procesie karnym, ponieważ irańscy agenci mogliby wykorzystać publiczne wystąpienie premiera w sądzie do próby zamachu. Sprawa stała się jeszcze bardziej drażliwa, gdy The Times of Israel poinformował, że prokuratura zażądała kopii dokumentu Szin Betu, ponieważ dowiedziała się o nim z doniesień medialnych, mimo że dokument mógł mieć znaczenie dla postępowania karnego premiera.

Jeszcze ważniejsza jest kolejna informacja. The Times of Israel podał, że Zini miał zignorować instrukcję prokurator generalnej Gali Baharav-Miary, zgodnie z którą każda prośba Netanjahu mogąca wpływać na jego proces korupcyjny powinna być kierowana do radcy prawnego Szin Betu. Ten epizod ma znaczenie większe niż formalny spór proceduralny. Dokładnie tego obawiali się krytycy wymiany Bara na Ziniego: że nowy szef Szin Betu może być bardziej skłonny do działań, które – nawet jeśli uzasadniane bezpieczeństwem – praktycznie wzmacniają procesową i polityczną pozycję premiera. Nie oznacza to automatycznie, że Zini złamał prawo. Oznacza jednak, że centralny problem powrócił w nowej formie: gdzie kończy się realna ochrona szefa rządu przed zagrożeniem, a gdzie zaczyna użycie autorytetu służby bezpieczeństwa wewnętrznego do ograniczania kosztów osobistych Netanjahu?

Właśnie dlatego sprawa pisma Ziniego jest tak istotna. Bar miał odmawiać działań, które jego zdaniem mogły służyć interesom premiera. Po jego odejściu pojawia się dokument Szin Betu, który może wpływać na obecność Netanjahu w sądzie. To nie jest tylko detal prawny. To praktyczny test tezy, że zmiana kierownictwa Szin Betu przesuwa służbę w stronę większej użyteczności politycznej dla premiera.

Mosad jako drugi front

Drugim filarem konfliktu jest Mosad. Jak podał oficjalny portal rządu Izraela, Netanjahu publicznie uzasadniał wybór Romana Gofmana na dyrektora Mosadu, przedstawiając go jako kandydata odpowiedniego do kierowania izraelskim wywiadem zagranicznym. Wcześniej ten sam oficjalny kanał rządowy wskazywał, że premier uznał Gofmana za najwłaściwszego kandydata. Problem polega jednak na tym, że Gofman był sekretarzem wojskowym Netanjahu i nie wywodził się z klasycznej ścieżki kariery Mosadu. The Times of Israel podkreślał, że Gofman jest uważany za osobę bliską premierowi, a część przedstawicieli aparatu bezpieczeństwa krytykowała jego brak klasycznego doświadczenia operacyjno-wywiadowczego w samej agencji. Także Reuters informował, że nominacja Gofmana została zatwierdzona, a on sam ma zastąpić Davida Barneę jako szef Mosadu w czerwcu 2026 roku. Reuters przypominał przy tym, że Gofman pełnił funkcję sekretarza premiera d/d wojska  

Reklama

W przypadku Mosadu znaczenie zaufania jest szczególne. Ta służba działa poza granicami państwa, prowadzi tajne operacje, buduje sieci agenturalne i podejmuje działania, których ryzyko polityczne, prawne i operacyjne jest wyjątkowo wysokie. Jeżeli na jej czele staje osoba postrzegana przede wszystkim jako człowiek premiera, a nie jako przedstawiciel samej organizacji, problem nie ogranicza się do prestiżu. Może dotyczyć morale, zaufania pionowego, bezpieczeństwa agentów i gotowości funkcjonariuszy do przedstawiania kierownictwu niewygodnych ocen.

Największe kontrowersje wokół Gofmana dotyczą jednak nie tylko braku doświadczenia w Mosadzie, ale sprawy Oriego Elmakayesa, nieletniego wykorzystanego w operacji wpływu prowadzonej w języku arabskim. Jak informował The Times of Israel, sąd zażądał dokumentacji dotyczącej nominacji Gofmana oraz oświadczenia byłego oficera wywiadu wojskowego, który miał opisać, co Gofman mówił mu o kontrowersyjnym incydencie z 2022 roku. Jak podawał i24NEWS, sprawa dotyczyła petycji przeciwko nominacji Gofmana w związku z domniemanym wykorzystaniem nieletniego w operacji wpływu i pytaniami o zakres wiedzy kandydata na szefa Mosadu.

Jeszcze ostrzej ujął to Haaretz, wskazując, że przesłuchanie dotyczące przyszłego szefa Mosadu stało się testem moralnym dla państwa, które w czasie wojny coraz częściej usprawiedliwia działania graniczne lub nieprzejrzyste logiką bezpieczeństwa. Według dostępnego opisu ustępujący szef Mosadu David Barnea ostrzegał Sąd Najwyższy przed powołaniem Gofmana, wskazując, że nominacja może mieć konsekwencje dla bezpieczeństwa funkcjonariuszy i agentów.

To bardzo ważny moment. Jeżeli ustępujący szef Mosadu ostrzega sąd przed kandydatem wskazanym przez premiera, oznacza to, że konflikt nie dotyczy już wyłącznie polityków, dziennikarzy i organizacji obywatelskich. Dotyczy samego wnętrza aparatu bezpieczeństwa. Część establishmentu służb daje do zrozumienia, że widzi w tej nominacji nie tylko problem proceduralny, ale potencjalne ryzyko operacyjne.

Sądowa kontrola nominacji Gofmana

Kontrowersje wokół nominacji Romana Gofmana na szefa Mosadu nie zakończyły się wraz z pierwszym zatwierdzeniem jego kandydatury. Jak pisał The Times of Israel, Wysoki Trybunał Sprawiedliwości uznał, że prace komisji opiniującej nominację były niepełne. Sąd nie unieważnił od razu decyzji o wskazaniu Gofmana, ale zażądał ponownego zbadania materiałów dotyczących wcześniejszego epizodu z udziałem Oriego Elmakayesa.

Podobnie The Jerusalem Post podawał, że problemem nie była sama kompetencja premiera do wskazania kandydata, lecz jakość procedury weryfikacyjnej. Komisja nie zapoznała się bowiem z pełnym zestawem dokumentów z czasu wydarzeń i nie wysłuchała bezpośrednio kluczowych osób związanych z operacją. Tym samym sąd przeniósł ciężar sporu z pytania, czy premier może powołać bliskiego sobie wojskowego na szefa Mosadu, na pytanie, czy państwo prawidłowo sprawdziło kandydata, którego przeszłe decyzje operacyjne budzą poważne zastrzeżenia.

Po tej interwencji sądu Komisja Doradcza ds. Wyższych Nominacji ponownie rozpatrzyła kandydaturę Gofmana. Jak informował The Times of Israel, komisja po dodatkowej analizie ponownie zatwierdziła jego nominację. Nie oznaczało to jednak zamknięcia konfliktu, lecz raczej jego przejście w kolejną fazę: z poziomu zarzutu o niepełną procedurę na poziom sporu o ocenę samego materiału dowodowego i standardów, jakie powinny obowiązywać przy powoływaniu szefa wywiadu zagranicznego.

Reklama

Najwyraźniej pokazała to reakcja prokurator generalnej Gali Baharav-Miary. Jak podał The Times of Israel, prokurator generalna zakwestionowała ponowne zatwierdzenie kandydatury. Jej stanowisko sprowadzało się do zarzutu, że komisja nadal nie wyciągnęła właściwych wniosków z okoliczności dotyczących sprawy Elmakayesa, a sposób postępowania Gofmana powinien zostać potraktowany jako poważna przeszkoda w objęciu przez niego kierownictwa Mosadu.

W rezultacie nominacja Romana Gofmana stała się czymś więcej niż sporem o personalia. Ponowne zatwierdzenie jego kandydatury przez Komisję Doradczą ds. Wyższych Nominacji nie zamknęło konfliktu, lecz przeniosło go na kolejny poziom: z pytania o kompletność procedury weryfikacyjnej na pytanie o standardy, jakie powinny obowiązywać przy powoływaniu szefa izraelskiego wywiadu zagranicznego. Stawką jest nie tylko obsada kierownictwa Mosadu, lecz także odporność izraelskiego systemu bezpieczeństwa na personalizację decyzji kadrowych i podporządkowanie ich politycznej logice premiera.

Ta sądowa interwencja ma znaczenie wykraczające poza samą biografię Gofmana. Pokazuje, że konflikt o izraelskie służby specjalne przesunął się z poziomu politycznej decyzji kadrowej na poziom standardów państwa prawa. Jeżeli premier może powołać na szefa Mosadu osobę postrzeganą jako bliska jego politycznemu centrum, a komisja nominacyjna ogranicza się do powierzchownej kontroli, to równowaga między władzą wykonawczą a instytucjami nadzoru zostaje osłabiona. Jeżeli jednak sąd i prokurator generalna próbują wymusić realną weryfikację, spór staje się testem odporności izraelskiego systemu na personalizację aparatu bezpieczeństwa.

 Z tej racji sprawa Gofmana dobrze uzupełnia wcześniejszy konflikt wokół Ronena Bara i Davida Ziniego. W każdym z tych wątków powraca to samo pytanie: czy izraelskie służby specjalne mają być kierowane przez ludzi zdolnych do niezależnej oceny i stawiania oporu naciskom politycznym, czy przez osoby, których największą zaletą z punktu widzenia premiera jest przewidywalność i lojalność. W tym sensie sądowa kontrola nominacji Gofmana nie jest epizodem proceduralnym, lecz kolejną odsłoną walki o to, czy Mosad pozostanie instytucją państwa, czy stanie się częścią osobistego systemu władzy premiera.

Netanjahu odpowiada: „służby podlegają premierowi"

Netanjahu broni swoich decyzji, odwołując się do argumentu odpowiedzialności politycznej. The Times of Israel podał, że premier podkreślał, iż to on powołuje szefa Mosadu, a Mosad i Szin Bet są prawnie podporządkowane premierowi, nie prokurator generalnej, nie Sądowi Najwyższemu i nie mediom. To zdanie dobrze streszcza logikę Netanjahu. Uważa on, że skoro ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo, musi mieć on pełną kontrolę nad ludźmi kierującymi służbami, które nie mogą działać całkowicie autonomicznie, a ich kierownictwo musi mieć relację zaufania z premierem. Problem zaczyna się wtedy, gdy „zaufanie” zostaje utożsamione z osobistą lojalnością, a profesjonalna autonomia z nielojalnością wobec rządu.

Właśnie tu przebiega linia sporu. Dla Netanjahu sądy, prokurator generalna i część establishmentu bezpieczeństwa mogą wyglądać w jego mniemaniu jako przeszkody w sprawnym zarządzaniu państwem w czasie wojny. Dla jego krytyków są one ostatnimi zabezpieczeniami przed użyciem wojny i bezpieczeństwa jako argumentu do podporządkowania państwa interesowi jednego polityka.

Reklama

Warto zauważyć, że konflikt Netanjahu ze służbami nie oznacza prostego podziału na „rząd” i „lewicę”. W sporze przeciwko niektórym decyzjom premiera wypowiadali się ludzie głęboko zakorzenieni w izraelskim aparacie bezpieczeństwa: byli szefowie Szin Betu, ustępujący szef Mosadu, przedstawiciele systemu prawnego, byli wojskowi i eksperci od bezpieczeństwa. Haaretz wskazywał, że zastrzeżenia wobec Ziniego zgłaszali byli szefowie Szin Betu. Z kolei Haaretz informował, że David Barnea miał sprzeciwiać się wyborowi Gofmana.

Oznacza to  że Netanjahu nie mierzy się jedynie z opozycją parlamentarną. Mierzy się z częścią państwa bezpieczeństwa, która uważa, że obecna polityka kadrowa może zniszczyć wewnętrzne mechanizmy odporności służb. W służbach specjalnych pamięć instytucjonalna, kultura analityczna i zaufanie do procedur nie są luksusem. Są warunkiem przetrwania organizacji, której błędy mogą kosztować życie ludzi i bezpieczeństwo państwa.

7 października jako porażka wywiadu i porażka polityki

Nie można jednak pominąć faktu, że izraelskie służby rzeczywiście zawiodły 7 października. Ronen Bar i inni przedstawiciele aparatu bezpieczeństwa przyjmowali część odpowiedzialności za niepowstrzymanie ataku Hamasu. Problem polega na tym, że porażka wywiadowcza nie była wyłącznie technicznym błędem analityków. Była także efektem szerszych założeń politycznych. The RUSI Journal wskazuje, że trzeba odróżniać czynniki bezpośrednie, czyli błędy ocen wywiadowczych, od czynników głębszych: strukturalnych i politycznych. Według autorów izraelskie agencje wywiadowcze w pewnym stopniu podporządkowały się dominującym, błędnym założeniom i krótkowzrocznym priorytetom politycznym kancelarii premiera.

To bardzo ważne dla interpretacji obecnego konfliktu. Jeżeli jedną z przyczyn 7 października było to, że system bezpieczeństwa zbyt długo funkcjonował w ramach błędnych politycznych założeń, odpowiedzią powinno być wzmocnienie niezależnej analizy, zdolności do kwestionowania linii rządu i kultury mówienia prawdy władzy. Tymczasem działania Netanjahu mogą prowadzić w odwrotnym kierunku: do służb bardziej posłusznych, mniej odpornych na naciski i bardziej skłonnych potwierdzać linię polityczną premiera.

Szerszy wymiar tego zjawiska dobrze opisuje War on the Rocks. Autorzy wskazują, że konflikt Netanjahu z Szin Betem wpisuje się w szerszy wzór napięć między populistycznymi przywódcami a profesjonalnymi służbami wywiadowczymi. Ich zdaniem spór koncentruje się wokół trzech kwestii: odpowiedzialności za 7 października, rozumienia samej odpowiedzialności oraz roli służb w państwie, w którym przywódca oczekuje politycznej zgodności zamiast niezależnej oceny. To porównanie jest użyteczne, ponieważ pokazuje, że izraelski przypadek nie jest całkowicie wyjątkowy. W wielu państwach przywódcy o silnej, personalistycznej pozycji wchodzą w konflikt ze służbami, gdy te dostarczają niewygodne informacje, odmawiają działań na granicy prawa lub badają ludzi z otoczenia władzy. Służby specjalne są wtedy przedstawiane jako „państwo w państwie”, „deep state” albo ośrodek sabotażu wobec demokratycznie wybranego przywódcy. W rzeczywistości często chodzi o coś prostszego: o instytucje, które nie chcą podporządkować się osobistej logice politycznego przetrwania lidera.

Reklama

Największe ryzyko obecnego procesu polega na upolitycznieniu analizy wywiadowczej. Służba specjalna jest użyteczna nie dlatego, że potwierdza premierowi jego intuicje, ale dlatego, że potrafi je zakwestionować. Jeżeli analitycy, oficerowie i dyrektorzy zaczynają przewidywać oczekiwania polityczne przełożonego, pojawia się autocenzura. Jeśli autocenzura staje się normą, wywiad traci zdolność ostrzegania. A państwo takie jak Izrael nie może sobie pozwolić na wywiad, który mówi władzy tylko to, co władza chce usłyszeć.

W przypadku Szin Betu ryzyko dotyczy przede wszystkim bezpieczeństwa wewnętrznego, relacji z Palestyńczykami, monitorowania ekstremizmu i ochrony instytucji państwa. Jeżeli służba zostanie przesunięta ideologicznie, może zacząć szerzej interpretować zagrożenia po jednej stronie sceny politycznej lub jednocześnie łagodniej traktować zagrożenia po drugiej. Z kolei jeśli chodzi o Mosad to ryzyko dotyczy operacji zagranicznych, zaufania agentury i jakości strategicznej oceny przeciwników: Iranu, Hezbollahu, Hamasu i innych aktorów regionalnych.

The Jerusalem Post ujął wybór Gofmana jako symboliczny koniec dotychczasowego establishmentu wywiadowczego: zarówno Szin Bet, jak i Mosad mają być kierowane przez ludzi spoza tradycyjnych ścieżek tych instytucji. To jest właśnie sedno zmiany. Netanjahu nie tylko wymienia osoby. On wymienia typ przywództwa służb: z kierownictwa zakorzenionego w organizacji na kierownictwo bardziej zewnętrzne, politycznie zależne i potencjalnie bardziej podatne na oczekiwania premiera.

Cały ten proces odbywa się w warunkach wojny i poczucia zagrożenia egzystencjalnego. Po 7 października izraelska opinia publiczna została głęboko straumatyzowana. W takiej atmosferze argument bezpieczeństwa zyskuje ogromną siłę. Premier może przedstawiać każdą krytykę jako osłabianie państwa, każdą kontrolę sądową jako ingerencję w bezpieczeństwo, a każdą niezależność instytucjonalną jako przeszkodę w prowadzeniu wojny.

To właśnie dlatego konflikt ze służbami jest tak niebezpieczny. W czasie pokoju spór o nominacje mógłby być traktowany jako kolejny element walki politycznej. W czasie wojny staje się jednak mechanizmem przebudowy państwa. Jeśli premier w warunkach stałego zagrożenia wymienia szefów służb na ludzi bardziej lojalnych, a jednocześnie prowadzi walkę z sądami i prokurator generalną, to bezpieczeństwo narodowe zaczyna pełnić funkcję parasola dla koncentracji władzy.

Państwo otoczone wrogami nie potrzebuje lojalistów, lecz profesjonalistów

Nie chodzi o to, że Netanjahu formalnie znosi Szin Bet lub Mosad. Przeciwnie – te instytucje pozostają, działają, mają budżety, ludzi, narzędzia i zadania. Zmieniać się może jednak ich funkcja. Służba może formalnie pozostać tą samą instytucją, ale w praktyce stać się mniej niezależna, mniej skłonna do sprzeciwu i bardziej zorientowana na ochronę politycznej narracji rządu.

Na tym polega właśnie zmiana reżimu instytucjonalnego. Nie polega ona na zamknięciu parlamentu ani na likwidacji sądów. Polega na stopniowym przechwytywaniu instytucji, które dotąd mogły korygować władzę. Jeśli Szin Bet ma być bardziej posłuszny premierowi, Mosad ma być kierowany przez jego bliskiego sekretarza wojskowego, a prokurator generalna i sądy są przedstawiane jako przeszkody w prowadzeniu polityki bezpieczeństwa, wówczas równowaga państwa przesuwa się w stronę personalnego centrum władzy.

Reklama

Konflikt Benjamina Netanjahu z izraelskimi służbami specjalnymi nie jest konfliktem z jedną osobą, jednym dyrektorem ani jedną komisją nominacyjną. To konflikt o to, czy izraelski aparat bezpieczeństwa będzie służył państwu, czy politycznemu przetrwaniu premiera. Natomiast sprawa Ronena Bara pokazała, że jest on gotów wejść w otwarty spór z szefem Szin Betu, gdy służba prowadzi śledztwa dotykające jego otoczenia i gdy jej szef odmawia działań mogących chronić interesy premiera. Z kolei punkt sporny dotyczący Davida Ziniego pokazuje, że odpowiedzią Netanjahu na ten konflikt jest powołanie człowieka spoza tradycyjnej kultury Szin Betu, co rodzi pytania o ideologiczne i polityczne przeformatowanie służby. Najnowszy wątek pisma Ziniego dotyczącego procesu Netanjahu pokazuje, że obawy o użycie autorytetu Szin Betu w sprawach osobistych premiera nie są abstrakcyjne. Sprawa Romana Gofmana pokazuje z kolei, że podobny proces obejmuje Mosad, a sądowa kontrola jego nominacji ujawniła głębokie pytania o standardy weryfikacji, etykę operacyjną i zaufanie wewnątrz aparatu wywiadowczego.

Z tej racji nie należy postrzegać że jest to spór o technikę zarządzania służbami. To spór o model państwa. W jednym modelu służby specjalne mają mówić premierowi prawdę, nawet gdy jest ona dla niego politycznie niewygodna. W drugim modelu mają wzmacniać linię premiera, chronić jego narrację i ograniczać instytucjonalny opór wobec jego decyzji.

Izrael, państwo realnie zagrożone i otoczone przez wrogów, potrzebuje silnych służb. Ale siła służb nie polega na ich posłuszeństwie wobec jednego człowieka. Polega na profesjonalizmie, pamięci instytucjonalnej, zdolności do niezależnej oceny i odwadze mówienia władzy tego, czego władza nie chce usłyszeć. Netanjahu może potrzebować lojalnych ludzi. Państwo izraelskie potrzebuje jednak czegoś znacznie ważniejszego: służb, które pozostaną lojalne wobec bezpieczeństwa państwa, prawa i rzeczywistości, a nie wobec politycznej narracji premiera.

Reklama

Zobacz również

Reklama