Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Czy francuskie ulice znów zapłoną? Przez kraj przetacza się fala protestów

Fot. Ministère de l'intérieur (Francja)
Fot. Ministère de l'intérieur (Francja)

Demonstracje uczniów we Francji przybierają na sile. Młodzi ludzie domagają się poprawy warunków w szkołach i większych nakładów na edukację, a do ogólnokrajowej mobilizacji dołączają kolejne osoby. W trakcie protestów dochodzi do starć młodzieży z policją. Liczba zatrzymanych przekroczyła już pięć tysięcy osób.

Reklama

Francja przygotowuje się na kolejną falę protestów. Na wtorek zapowiedziano ogólnokrajową mobilizację w obronie postulatów uczniów, którzy domagają się większych nakładów na edukację. Jak poinformował portal BBC, demonstracje trwają od tygodnia, a ich skala i poziom przemocy wywołują coraz większe napięcia między protestującymi a władzami. W ciągu ostatnich dni uczniowie blokowali wejścia do setek szkół. Według danych, na które powołuje się BBC, od momentu wybuchu pierwszych protestów zatrzymano 5060 osób, z czego 87 procent stanowili nieletni. Co najmniej 190 uczniów odniosło obrażenia. Doszło również do poważnych starć z policją.

Uczniowie domagają się zmian w szkołach

Protesty rozpoczęły się we wrześniu w Paryżu, a następnie rozprzestrzeniły się na inne części kraju. Początkowo uczestniczyli w nich przede wszystkim uczniowie szkół średnich, później dołączyli do nich studenci. Demonstranci zwracają uwagę między innymi na przepełnione klasy, zły stan budynków szkolnych oraz małą liczbę nauczycieli. Ich zdaniem francuski system szkolnictwa wymaga większych inwestycji i poprawy warunków nauki. W niedzielę premier Francji Sébastien Lecornu przekazał, że rząd podejmie działania w celu rozwiązania wskazanych przez demonstrantów problemów, obiecując „widoczne zmiany” w szkołach.

Dla organizatorów protestów deklaracje rządu były jednak niewystarczające – wskazuje BBC. Union Syndicale Lycéenne (USL), jedna z głównych organizacji stojących za mobilizacją, stwierdziła, że rząd nie przedstawił „niczego konkretnego”. Organizacja wezwała do udziału we wtorkowych protestach, wskazując na „polityczny impas” oraz, jak określiła, bezprecedensową skalę represji wobec demonstrantów. Do protestujących dołączają również inne organizacje. Związek nauczycieli SNES-FSU wezwał swoich członków do wyjścia we wtorek na ulice.

Reklama

Protesty coraz częściej wiążą się z przemocą. Blokady szkół nie są jedynym problemem. W niektórych miejscach podpalano również śmietniki, a według ministra edukacji Édouarda Geffraya od początku protestów 24 szkoły zostały „spalone i splądrowane”. Najpoważniejsze incydenty dotyczyły jednak rannych uczniów. W poniedziałek, podczas konfrontacji w pobliżu szkoły w mieście Lens, znajdującym się na północy kraju, 15-latek stracił dłoń. Uczeń trafił do pobliskiego szpitala.

Tydzień wcześniej poważnie ranny został 14-letni Eden w Saint-Ouen-l’Aumône. Według relacji BBC został uderzony w głowę granatem z gazem łzawiącym. Doznał podwójnego złamania szczęki. W poniedziałek podczas konferencji prasowej jego matka wyrażała swoje oburzenie. Podkreślała, że protestujący są dziećmi, które domagają się lepszych warunków do nauki.

Tysiące zatrzymanych

Według francuskiego ministerstwa sprawiedliwości od momentu wybuchu protestów zatrzymano 5060 osób. 87 procent z nich to osoby niepełnoletnie, a 13 procent stanowią dorośli. 14 osób miało zostać umieszczonych w tymczasowym areszcie. Z kolei 1802 osoby są objęte postępowaniami karnymi – wśród nich znajduje się 1483 nieletnich oraz 319 dorosłych.

Reklama

Organizatorzy protestów oskarżają funkcjonariuszy o nieproporcjonalną reakcję na działania protestujących. Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez zaprzeczył, twierdząc, że demonstracje były zabezpieczane w „niezwykle proporcjonalny sposób”. Premier Lecornu z jednej strony zapowiedział działania mające poprawić sytuację w szkołach, z drugiej stanowczo potępił przemoc. Podkreślił, że rząd nie zamierza robić ustępstw wobec przemocy oraz że stoi zarówno po stronie zaatakowanych uczniów i pracowników szkół, jak i rannych policjantów oraz żandarmów.

Jak zauważa BBC, demonstracje szybko nabrały wymiaru politycznego. Rząd oraz politycy twardej prawicy oskarżają radykalną lewicę o podsycanie protestów. Sébastien Lecornu określił działania partii La France Insoumise jako „nieodpowiedzialne”, krytykując jej wezwania do wychodzenia na ulice. Podobne stanowisko zajęła Marine Le Pen, liderka prawicowego Zgromadzenia Narodowego. Jej zdaniem ostatnie wydarzenia przestały być wyłącznie protestami uczniów. Określiła je jako zamieszki organizowane przez profesjonalistów i nadzorowane przez deputowanych La France Insoumise. Wezwała również do przyjęcia nowej ustawy przeciw zamieszkom.

Inaczej sytuację ocenia lider La France Insoumise Jean-Luc Mélenchon. Uznał obecne demonstracje za „najpotężniejszy ruch młodzieży szkolnej i studenckiej” od 1968 roku, kiedy Francję ogarnęły masowe protesty i strajki. Mélenchon oskarża policję o „nadużycia władzy” i wzywa ludzi do wyjścia na ulice w obronie protestującej młodzieży.

Reklama

Nie wszyscy przedstawiciele lewicy popierają eskalację protestów. Lewicowy mer Marsylii Benoît Payan potępił „nieakceptowalną przemoc” w swoim mieście. Przyznał jednocześnie, że młodzi ludzie mają uzasadnione obawy dotyczące swojej przyszłości oraz stanu usług publicznych. Zaapelował jednak, by wyrażali swoje stanowisko w spokojny sposób.

Zobacz również
Reklama