- WIADOMOŚCI
- OPINIA
Generalskie gwiazdki w prezydenckiej zamrażarce. Dlaczego szefowie służb czekają na awans?
Autor. Grzegorz Jakubowski/KPRP
Szefowie kluczowych polskich służb specjalnych – Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu i Służby Wywiadu Wojskowego – wciąż noszą pułkownikowskie pagony, a wnioski o ich generalskie awanse od miesięcy mają leżeć w Kancelarii Prezydenta. Formalnie Karol Nawrocki nie ma żadnego terminu na podjęcie ostatecznej decyzji, ale upływający czas coraz trudniej uzasadnić zwykłymi procedurami.
Z całego grona szefów najważniejszych służb specjalnych „wężyk generalski” ma dziś tylko Jarosław Stróżyk, szef SKW. Choć szlify zdobył dawno temu, bo w 2011 roku. Pozostali: Rafał Syrysko z ABW, Paweł Szota z Agencji Wywiadu i kierująca Służbą Wywiadu Wojskowego Dorota Kawecka, tkwią obecnie w awansowym zawieszeniu.
Z medialnych przecieków wynika, że wnioski o nominacje Syryski, Szoty i Kaweckiej trafiły na biurko prezydenta jeszcze w maju. Według Onetu, awanse miały być formą docenienia wkładu polskiego wywiadu i kontrwywiadu w skomplikowaną operację uwolnienia Andrzeja Poczobuta. Władysław Kosiniak-Kamysz oficjalnie potwierdził wysłanie wniosku dotyczącego szefowej SWW i jasno dał do zrozumienia, że na gwiazdki generalskie zasługują też szefowie ABW i AW.
Zobacz też 
Nie ulega żadnej wątpliwości, że głowa państwa ma pełne prawo do namysłu. Prezydent może żądać dodatkowych dokumentów, weryfikować kandydatury i analizować akta. Kancelaria Prezydenta powtarza zresztą, że sprawy są „w toku”. Trudno jednak nie zauważyć, że w kwestiach bezpieczeństwa narodowego takie „permanentne procedowanie” nie wygląda za dobrze. Zwłaszcza, że w tym samym czasie prezydencki podpis znalazł się pod 21 nominacjami generalskimi w wojsku, a wcześniej awansami w Policji i Państwowej Straży Pożarnej. Mechanizm współpracy na linii rząd-prezydent więc działa. Dlaczego „zacina” się akurat przy szefach tajnych służb?
Nie ma co ukrywać, że awanse w służbach mogły stać się jeńcem w „zimnej wojnie” trwającej między małym a dużym pałacem. Wcześniej ofiarą tego konfliktu padły już zresztą nominacje na pierwsze stopnie oficerskie w ABW i SKW. I choć polityczne przepychanki to immanentna cecha każdej demokracji, wpychanie w nie służb specjalnych nie leży w interesie żadnego państwa. Dla oficerów i funkcjonariuszy to jasny i niestety często demotywujący sygnał: ocena waszej pracy zależy od tego, czy politycy na górze potrafią się dogadać, a nie od realnych sukcesów. To najkrótsza droga do podkopania zaufania we własnych szeregach.
Oczywiście sojusznicy z CIA czy MI6 nie zerwą z nami współpracy operacyjnej tylko dlatego, że szef polskiego wywiadu jest pułkownikiem. W tym środowisku liczą się raczej inne rzeczy, a nie pagony. Ale na najwyższym szczeblu kontaktów, w świecie mocno sformalizowanego protokołu, ranga ma znaczenie reprezentacyjne. Kiedy szefowie najważniejszych instytucji bezpieczeństwa od miesięcy czekają na zatwierdzenie awansów przez głowę własnego państwa, zachodni partnerzy mogą mieć wątpliwości co do sprawczości decyzyjnej w Warszawie.
Może więc czas po prostu przeciąć spekulacje i wyciągnąć wnioski z zamrażarki? Jeśli prezydent ma merytoryczne zastrzeżenia wobec konkretnych oficerów, powinien odmówić nominacji i zamknąć temat. Jeśli ich nie ma, dalsza zwłoka działa na niekorzyść całego aparatu państwa.
Bezpieczeństwo – i służby specjalne jako jego integralna część – nie może być walutą w politycznym sporze. I nie chodzi o to, żeby służby pozostawiać poza kontrolą, lecz o to, że ich skuteczność wymaga stabilności, przewidywalności i zaufania państwa do własnych instytucji.



Wybrane okazje dla Ciebie