- WYWIADY
- WIADOMOŚCI
SW w trybie naprawczym. Płk Nizołek o „połajankach” w sprawie podwyżek, odtwarzaniu inspektoratów i miliardach na inwestycje
Dyrektor Generalna Służby Więziennej odpiera ataki związkowców dotyczące terminu wypłaty podwyżek oraz nieprawidłowości w rozliczaniu nadgodzin, podkreślając, że w hierarchicznej służbie taka forma dialogu jest całkowicie nie na miejscu. Napięcia na linii kierownictwo-strona społeczna to jednak zaledwie jeden z frontów, na których toczy się dziś „walka” o kształt więziennictwa. W rozmowie z InfoSecurity24.pl dyrektor generalna zapowiada m.in. przywrócenie zlikwidowanych inspektoratów okręgowych oraz start nowej ustawy modernizacyjnej, dzięki której do formacji trafi ponad 2,2 mld złotych. Środki mają być przeznaczone głównie na inwestycje. Z płk Rentą Niziołek rozmawiamy też o konflikcie z Akademią Wymiaru Sprawiedliwości, brakach w wyszkoleniu i wątpliwościach z rozliczeniem podatku od pobranej w przeszłości pomocy mieszkaniowej.
Dominik Mikołajczyk: Relacje resortu sprawiedliwości, ale też samej Służby Więziennej, z Akademią Wymiaru Sprawiedliwości nie należą w ostatnim czasie do najłatwiejszych, i to spory eufemizm z mojej strony. Wyobraża sobie Pani dalsze funkcjonowanie w takiej formule, w jakiej ma to miejsce dziś? To już nie tylko publicznie wyrażana różnica zdań, ale prawie otwarta wojna. Nie ma co ukrywać, że nie służy to formacji.
Płk SW Renata Nizołek, dyrektor generalny Służby Więziennej: Zdecydowanie nie służy i w takiej formie, jak ta „współpraca” odbywała się do tej pory, to nie może dalej funkcjonować. To też już było podkreślane w naszych różnych wypowiedziach, że Akademia Wymiaru Sprawiedliwości po prostu oderwała się od więziennej rzeczywistości. I jest w tym dużo racji.
Uczelnia jest nam potrzebna jako wyższa szkoła, która kształci kadrę, obejmując swoim działaniem taki rodzaj kształcenia kierunkowego, jaki jest nam w Służbie Więziennej przydatny. Gdyby uczelnia funkcjonowała w ten sposób, to podniesiony byłby też prestiż samej Służby Więziennej. Natomiast niestety tak się nie dzieje. Praktycznie wszystkie szkolenia zawodowe realizujemy sami, przy pomocy funkcjonariuszy w naszych ośrodkach.
Rozpoczęliśmy rozmowy z prorektor Akademii o tym, że może uczelnia przeprowadziłaby dla nas profesjonalne szkolenia specjalistyczne - na przykład dla konwojentów, czy dla monitorowych. To są bardzo ważne kursy, a z poprzednich lat mamy w tym obszarze duże zaniedbania i ogromną liczbę osób do przeszkolenia. Do tej pory szkoła nie wychodziła jednak z taką ofertą ani inicjatywą, a tego typu niezbędnych nam szkoleń specjalistycznych jest wiele.
Odwróćmy sytuację. Jakiś czas temu AWS poinformowała o tym, że ministerstwo chce określić limit przyjęć dla funkcjonariuszy SW na kierunki Penitencjarystyka oraz Bezpieczeństwo Wewnętrzne na poziomie „0”. De facto to rezygnacja ze służby kandydackiej. Nie chce Pani, by uczelnia w obecnym kształcie i pod obecnym kierownictwem kształciła przyszłych oficerów?
Nie można mylić pojęć: Akademia Wymiaru Sprawiedliwości wciąż kształci oficerów na zasadzie odpowiednika szkoły oficerskiej. Dotyczy to funkcjonariuszy, którzy już pełnią służbę, a ze względu na zajmowane stanowisko chcą lub powinni posiadać stopień oficerski. Oni jeżdżą cyklicznie na szkolenia i zostają oficerami. Natomiast w przypadku kształcenia kadetów, obecne „wyzerowanie” naboru jest bardzo sensowne, ponieważ ten model zupełnie nie spełnia naszych oczekiwań. Wygląda to tak, że młodzi kadeci, przychodzący „z ulicy”, kształcą się przez pięć lat w oderwanej od naszych realiów uczelni, odbywając tam jedynie bardzo skromne praktyki w jednostkach.
Programy ich kształcenia w ogóle nie są z nami konsultowane. Rzeczywistość pokazuje, że ci funkcjonariusze - grupa około 50-60 osób rocznie opuszczających mury szkoły - bardzo słabo odnajdują się w służbie. De facto, trafiając do jednostek, nieprzygotowani. A pamiętajmy, że przychodzą od razu na wysokie stanowiska oficerskie. Prawda jest taka, że ich kompetencje praktyczne są skromne i my musimy ich od zera szkolić na miejscu. Ten model po prostu się nie sprawdza.
Kończąc ten wątek. Muszę zapytać o to, jak - Pani zdaniem - wyjść z tego ewidentnego pata. Jedynym rozwiązaniem jest zmiana na stanowisku rektora?
Dla mnie najważniejsza jest zmiana podejścia do współpracy ze Służbą Więzienną - z Centralnym Zarządem i jednostkami podstawowymi. Jeżeli ta szkoła ma być uczelnią zawodową, kształcącą kadrę więziennictwa, to udział funkcjonariuszy formacji w procesie edukacyjnym musi być dominujący, ważny i znaczący. W obecnej sytuacji jest tam mało praktyków. Zbyt mało osób wie, co tak naprawdę dzieje się w służbie i jakiego sposobu kształcenia potrzebujemy.
Dla mnie modelem idealnym jest model akademicki, który równocześnie pozostaje modelem zawodowym, w pełni odpowiadającym na nasze potrzeby. Do niedawna w ogóle nie znaliśmy programów nauczania tej uczelni, dopiero teraz, skromnie i wyrywkowo, zaczynamy je poznawać. Co więcej, nikt od nas nie oczekuje podpowiedzi, nie zaprasza do współpracy przy przygotowywaniu tych programów.
I z obecnym rektorem ta współpraca jest niemożliwa?
Jest niemożliwa. Podjęliśmy próbę nawiązania kontaktów. W Centralnym Zarządzie odbyło się spotkanie, na które zaprosiliśmy pana rektora, obecne były też związki zawodowe, aby poznać szerszy głos całego gremium. Nic z tego spotkania nie wyniknęło. Nie poszła za nim żadna realna, owocna współpraca.
Jeśli dobrze rozumiem, chciałaby Pani, żeby uczelnia funkcjonowała w sposób zbliżony do Akademii Pożarniczej czy Akademii Policji w Szczytnie?
Zdecydowanie tak.
Kiedy rozmawialiśmy ostatnio, trwały wewnątrzresortowe prace nad nową ustawą modernizacyjną. Wtedy, zarówno SW, jak i MS, stały na stanowisku, że kolejna edycja ruszy od stycznia 2026 roku. Dziś wiemy, że tak się nie stało. Projekt - oficjalnie - nie został jeszcze nawet zaprezentowany, choć nieoficjalnie pojawił się już w przestrzeni publicznej. Modernizacja ruszy w styczniu 2027 roku?
Tak, jestem przekonana, że tak. Modernizacja to dla nas niesamowicie ważna ustawa. Chcemy w niej zawrzeć mnóstwo istotnych kwestii, przede wszystkim dotyczących poprawy infrastruktury. Poprzednicy skupiali się na budowaniu zupełnie nowych pawilonów mieszkalnych i tych nowych obiektów oddano dużo. Niestety, nie szło za tym zabezpieczenie kadrowe. Obecnie borykamy się z problemem fizycznego uruchomienia tych obiektów przy pomocy zapotrzebowanej wcześniej liczby etatów, ale poradzimy z tym sobie.
Jednocześnie musimy pomyśleć o istniejącej infrastrukturze, która przez ostatnie lata była skrajnie niedotowana. Inwestycje w nowe pawilony sprawiły, że stare ulegały potężnej degradacji i tym samym wymagają znacznych nakładów finansowych.
Czyli priorytetem będą remonty?
To jest bardzo ważne, bo nawet jeśli wybudujemy najnowocześniejszy obiekt, to jeżeli przebywają w nim ludzie i toczy się normalna praca, to ulega on naturalnemu, szybkiemu zużyciu. Trzeba o to po prostu dbać. W ramach ustawy modernizacyjnej chcielibyśmy wreszcie pozyskać pieniądze na to, aby faktycznie te remonty móc przeprowadzić.
Ponadto bardzo sprawdziła się u nas idea tzw. domów przejściowych. Planujemy uruchomienie dwóch kolejnych. Będzie się to wiązało z pracami remontowymi w ramach już istniejących jednostek penitencjarnych. Planujemy też zwiększyć liczebność kadr, co dotyczy w szczególności wyspecjalizowanej kadry szkoleniowej.
Do kadr za chwilę wrócę, ale zapytam jeszcze o finanse. W opublikowanym przez związki projekcie pada kwota 2,2 miliarda złotych. To o prawie 400 milionów więcej niż przeznaczono na poprzednią edycję. Decyzja dotycząca tego, że środki modernizacyjne nie zostaną przeznaczone na wzrost uposażeń, zapadła już definitywnie?
Tak, obecnie procedowana ustawa modernizacyjna nie przewiduje podwyżki uposażeń. Największą część tych funduszy - tak jak już wspomniałam - przeznaczymy na zdecydowaną poprawę infrastruktury: na niezbędne budowy i remonty.
Idąc dalej, MS ma plan wzmocnienia kadrowego Służby Więziennej. Mowa o ponad 1000 nowych etatach. Stąd prosty wniosek: SW nie ma dziś problemu z wakatami, tylko z tym, że formacja musi być liczebnie większa, by efektywnie działać?
Tak to wygląda. Z brakiem chętnych do służby nie mamy w tej chwili problemu. W ostatnich latach nowe świadczenie mieszkaniowe i inne systemowe czynniki znacząco podniosły atrakcyjność tego zawodu. Poprawiła się płynność rekrutacji. O ile w bardzo dużych aglomeracjach, jak Warszawa, chętnych jest lokalnie nieco mniej, o tyle w mniejszych ośrodkach na jedno miejsce potrafi aplikować 30-40 kandydatów. Aktualnie mamy większe możliwości w doborze kadry.
Dziś problem wolnych etatów to głównie wakaty czasowe - ktoś odchodzi na emeryturę lub młodzi ludzie po pół roku czy roku odchodzą, uznając, że to specyficzne miejsce pracy po prostu im nie odpowiada. Zmieniło się podejście młodego pokolenia do zatrudnienia i z tą zwiększoną rotacją musimy się oswoić. Wyzwaniem jest pokazanie, że jesteśmy atrakcyjni finansowo, a praca daje wieloletnie perspektywy. Środkami z modernizacji chcemy zadbać o poprawę środowiska pracy, podniesienie bezpieczeństwa funkcjonariusza - bo każdy chętniej przychodzi na służbę do miejsca, które jest czyste, nowoczesne i bardzo dobrze zorganizowane.
Patrząc na obecny rynek pracy, uważa Pani, że funkcjonariusze zarabiają już na tyle dobrze, że zwiążą się z formacją na lata?
Mam taką ogromną nadzieję. Funkcjonariusze korzystają z wprowadzonego w ubiegłym roku świadczenia mieszkaniowego, które stanowi dla nich realne zabezpieczenie kosztów wynajmu lokalu czy obciążeń kredytowych. Funkcjonuje u nas system nagrodowy, a wkrótce zamierzamy wypłacać tzw. dodatki czasowe. To będą gratyfikacje mające jasno pokazać funkcjonariuszom: dobra służba popłaca.
Nawet jeśli sytuacja kadrowa się poprawiła, na forach branżowych szeregowi funkcjonariusze często skarżą się na przeciążenie obowiązkami. Gdzie w takim razie leży problem?
To zależy od specyfiki i wielkości konkretnej jednostki - w skali kraju musimy do tych kwestii podchodzić niezwykle indywidualnie. Liczymy mocno na ustawę modernizacyjną, ale poza tym cały czas wdrażamy inne działania podnoszące komfort pracy.
Programem flagowym jest tutaj pilotaż „4 metry” (przypadające na jednego osadzonego w celi - przyp. red.). Obecnie obejmuje on już 12 proc. osadzonych w skali kraju, a mamy wręcz całe jednostki, które w pełni osiągnęły ten standard. Oddziałowi zgłaszają nam wprost, że na takich pawilonach bezpieczeństwo służby poprawia się radykalnie. Osadzonych jest po prostu mniej, więc uciążliwość kontaktów jest mniejsza. Pilnujemy, by każdy remontowany i budowany pawilon - jak choćby ostatnio w Sanoku czy w kobiecym oddziale w Białymstoku - zachowywał tę normę pod kątem ergonomii.
Zobacz też

Kolejnym krokiem było uruchomienie programu słuchawkowego (telefonów w celach mieszkalnych - przyp. red.). Pilotaż trwa już w ponad 80 jednostkach penitencjarnych. Częściowo rozwiązuje to problem uciążliwych, powtarzalnych doprowadzeń osadzonych z cel do aparatów telefonicznych na korytarzach, co pochłaniało wiele czasu.
Jak wcześniej podkreśliłam, stawiamy również na zapewnienie właściwej obsady etatowej w jednostkach Działania te mają na celu poprawę bezpieczeństwa i zabezpieczenia prawidłowego toku służby oraz zmniejszenia przeciążenia obowiązkami.
Rozmowy z aparatów w celach nie są w żaden sposób limitowane czasowo?
Oczywiście, że są. O szczegółowych limitach decydują dyrektorzy zakładów w zależności od przepustowości i możliwości technicznych wykorzystywanego tam systemu. Najważniejsze jest jednak to, że funkcjonariusz nie musi już fizycznie stać 10 minut na korytarzu obok osadzonego. Ten zaoszczędzony czas wykorzystywany jest na inne obowiązki.
Mówi Pani o tym, że 12 proc, osadzonych odbywa dzisiaj karę zgodnie z normą 4 metrów kwadratowych na osobę, tylko że to nadal jest zaledwie 12 proc. Te liczby nie mają jeszcze wpływu na funkcjonowanie systemu. Żeby móc wprowadzić tę normę w całej Służbie Więziennej, musicie wybudować sporo nowych obiektów, albo musi być mniej skazanych. Trzecią opcją jest np. częstsze korzystanie z Systemu Dozoru Elektronicznego.
Wszystkie te działania powinny być realizowane. Natomiast myślę, że główną drogą do osiągnięcia tego celu jest obniżenie populacji osadzonych. I to się już dzieje, bo na przestrzeni ostatnich dwóch lat ta populacja zauważalnie spada. W tej chwili to 70 tysięcy osób. Dochodzą do tego System Dozoru Elektronicznego czy warunkowe przedterminowe zwolnienia. W tych obszarach jest jeszcze duży potencjał do wykorzystania.
Jakiś czas temu zapowiadała Pani, że zlikwidowane w przeszłości inspektoraty okręgowe będą odtwarzane. Czy ten pomysł nadal jest na stole, czy z jakichś powodów został już porzucony?
Ten temat jest zdecydowanie na stole. Nie został porzucony. Po prostu przesunęliśmy go w czasie ze względu na to, że pod koniec ubiegłego roku byliśmy zajęci świadczeniem mieszkaniowym i doprecyzowaniem pewnych kwestii z tym związanych. Natomiast na przełomie roku będziemy chcieli do tego wrócić. Chcemy przywrócić okręgi, które funkcjonowały wcześniej. To nie jest nic nowego, to po prostu przywrócenie wcześniej istniejących struktur.
Takie zmiany wymagają pieniędzy: kiedy się coś likwiduje, z reguły generuje to oszczędności, a kiedy przywraca, trzeba znaleźć dodatkowe środki w budżecie. Zapytam w takim razie wprost: czy ma Pani zapewnienie, że resort sprawiedliwości znajdzie na to fundusze?
Wbrew pozorom likwidacja tych okręgów wcale nie przyniosła oszczędności. Co więcej, nie była ona wcześniej poprzedzona jakąś głęboką analizą. Powołaliśmy w tej sprawie specjalny zespół, który takiej pogłębionej analizy sytuacji w poszczególnych okręgach dokonał. Wygląda to w ten sposób, że w obecnym układzie, przy tak ogromnych okręgach, nadzór nad nimi po pierwsze jest trudny, a po drugie po prostu generuje koszty. Aby skontrolować jednostki oddalone o 300-400 kilometrów potrzeba czasu, energii, nie mówiąc już o kosztach dojazdu. Nadzór nad tak dużymi okręgami, wbrew pozorom, jest bardzo drogi.
I z waszych kalkulacji wyszło, że taniej będzie je podzielić i przywrócić stary porządek?
Tak, taniej jest je przywrócić. Druga sprawa to uzysk etatowy, który przy tej likwidacji był nieco pozorny. Ci funkcjonariusze, w cudzysłowie, dalej obsługują te same jednostki. Przecież etaty, które zostały zabrane ze zlikwidowanych struktur, trafiły najczęściej do okręgów, które teraz obsługują znacznie większy teren. Takich niuansów jest więcej, wszystko to zawarliśmy w analizie przeprowadzonej przez zespół. Przywrócenie okręgów jest więc bardzo uzasadnione ekonomicznie.
Z drugiej strony jest jeszcze jeden, niezwykle ważny dla mnie element: to sprawy ochronne i szeroko pojęte bezpieczeństwo. Tak się złożyło, że zlikwidowano okręgi, znajdowały się na ścianie wschodniej i zachodniej. A w obecnej sytuacji geopolitycznej jest to niezwykle istotne.
Rozumiem, że nie upatruje Pani w tym żadnego drugiego dna?
Nie, myślę, że to były po prostu nieprzemyślane działania.
Czyli jednostki okręgowe będą przywrócone od stycznia przyszłego roku i pieniądze na to są?
Tak.
Wracając na chwilę do modernizacji. Jednym z argumentów za jej odsunięciem, była konieczność przeznaczenia części pieniędzy na sfinansowanie dodatku mieszkaniowego. Funkcjonariusze SW dodatek otrzymali, ale - jak się okazało - pojawiły się pewne wątpliwości dotyczące zwrotu otrzymanej wcześniej pomocy mieszkaniowej. Dość jednoznaczne stanowisko w tej sprawie zajął resort finansów: zwrot pobranej w przeszłości pomocy finansowej powinien być traktowany jako zwrot nienależnie pobranego świadczenia. W praktyce oznacza to, że albo mundurowy sam dokona odliczenia w PIT, jeśli oddaje kwotę w całości, lub to pracodawca co miesiąc powinien odliczać pobrany w przeszłości podatek. Tak działają podległe Pani jednostki?
W poruszonej kwestii Dyrektor Informacji Skarbowej, wydając indywidualne interpretacje podatkowe zajął stanowisko, że zwrot pomocy mieszkaniowej w tym przypadku nie stanowi zwrotu nienależnie pobranego świadczenia. Odmienne stanowisko ministra wyrażone w zwykłym piśmie, stanowiącym korespondencję między resortem finansów a związkiem zawodowym, który złożył takie zapytanie, nie ma mocy powszechnie obowiązującego prawa. W piśmie tym, nie ma również odniesienia do wydanych w tym zakresie, odmiennych interpretacji podatkowych.
Abyśmy my mogli w ten sposób działać, musimy mieć przedstawione konkretne, oficjalne stanowisko podatkowe. Wchodzimy tu w szczegóły interpretacyjne dotyczące tego, czy ten zwrot jest tzw. zwrotem świadczenia należnie czy nienależnie pobranego. Rozstrzygnięcie tej kwestii będzie kluczowe. Jeśli jest to zwrot świadczenia nienależnego, będzie podstawa do odliczenia dokonanego zwrotu od dochodu (czyli skorygowanie podatku). Jeżeli jednak zwrot ten będzie uznany za zwrot należnego świadczenia, nie będzie do tego podstaw. Czekamy po prostu na jasną interpretację i zrobimy dokładnie tak, jak zostanie nam to określone.
Jeśli ta interpretacja będzie jednak spójna z tym, co zawierała korespondencja resortu ze związkowcami, potrzebne będą dodatkowe środki w budżecie czy w żaden sposób nie będzie to miało wpływu na finanse formacji?
Dla Służby Więziennej uznanie zwrotu pomocy mieszkaniowej przez funkcjonariuszy jako zwrotu nienależnie pobranego świadczenia nie rodzi żadnych skutków finansowych (wydatków - przyp. red.) W sytuacji dokonania w roku podatkowym zwrotu nienależnie pobranego świadczenia, które uprzednio zwiększyło dochód podlegający opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych, rozliczenie zwrotu następuje poprzez zastosowanie jednego z dwóch rozwiązań: przez płatnika (jednostka SW) lub przez podatnika (funkcjonariusz) - czyli albo w bieżącym roku funkcjonariusz będzie płacił niższy podatek (bo skorygowany o ten zwrot) albo otrzyma zwrot z urzędu skarbowego po złożeniu rozliczenia rocznego podatku.
Ilu mundurowych dotyczy ta kwestia? Bo, jak rozumiem, chodzi jedynie o tych funkcjonariuszy, którzy pobrali wcześniej pomoc, a dziś korzystają z nowego świadczenia?
Tak. To jest około 30 proc. wszystkich funkcjonariuszy korzystających ze świadczenia.
Odejdźmy na chwilę od kwestii pieniędzy. I porozmawiajmy o technologii. Jak idzie wdrażanie do formacji systemów antydronowych? Kiedy formacja będzie dysponowała wystarczającą ilością sprzętu, tak, żeby mogła Pani powiedzieć, że odpowiada on na skalę zagrożeń?
Jesteśmy dopiero na etapie analizowania, w jakiej mierze ten sprzęt może być nam potrzebny. Jak wiemy, zmieniły się przepisy dotyczące zabezpieczenia przestrzeni i neutralizacji zagrożeń związanych z bezzałogowymi statkami powietrznymi.
Musimy działać w dwóch obszarach: z jednej strony to zapobieganie zagrożeniom związanym z przemytem kontrabandy przy użyciu dronów, a z drugiej - zastanowienie się, jak sami możemy wykorzystać drony do wsparcia ochrony i obrony naszych jednostek. Jesteśmy na etapie szacowania, gdzie te urządzenia będą najbardziej użyteczne, współpracując przy tym z innymi służbami oraz podmiotami oferującymi rozwiązania dronowe.
Rozważacie scenariusz, w którym drony pełnią na przykład funkcje patrolowe?
Tak, bierzemy to pod uwagę.
W Sejmie trwają prace nad Kartą Rodziny Mundurowej. Projekt nie obejmuje jednak funkcjonariuszy SW. W tej sprawie wypowiadała się już wiceminister Maria Ejchart, pisząc, że „wyłączenie Służby Więziennej to naruszenie zasady równego traktowania”. Podlegli Pani mundurowi mogą liczyć, że projekt zniżek i benefitów obejmie też ich?
Z całą pewnością będziemy się o to intensywnie starać. Prowadzimy działania mające na celu wypracowanie modelu włączenia funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej do grupy beneficjentów Karty Rodziny Mundurowej, przynajmniej w ograniczonym zakresie, z uwagi na obiektywne uwarunkowania, tj. m.in. brak odpowiednich ośrodków medycznych w Służbie Więziennej.
Na koniec chciałem zapytać o nadgodziny. Związkowcy ze Śląska piszą, że otrzymują za nie tylko część pieniędzy. Podnoszą też, że dyrektorzy zakładów karnych - by uniknąć płacenia za nadgodziny - zawieszają stanowiska. Inną praktyką ma być przenoszenie funkcjonariuszy między działami lub do innych zakładów karnych i aresztów śledczych, co z kolei ma dezorganizować pracę. Brzmi to jak spory problem do rozwiązania.
To nie jest prawda. Powiem szczerze: jeśli chodzi o związki zawodowe, a konkretnie „Solidarność”, to w ostatnim czasie przedstawiciele tego związku - w tym jego przewodniczący - wypowiadają się kontrowersyjnie. Bardzo mnie to zaskakuje, ponieważ jestem otwarta na współpracę. W rozmowach z dyrektorami jednostek cały czas podkreślam, że traktuję współpracę ze stroną społeczną jako niezwykle ważną, a moje drzwi są zawsze otwarte.
Bardzo zaskoczyła mnie niedawna wypowiedź przewodniczącego związku „Solidarność”. Procedowaliśmy kwestię podwyżki waloryzacyjnej - ona jest już zresztą podpisana i została wypłacona 13 kwietnia. Wszystko odbywało się zgodnie z harmonogramem. Ministerstwo musiało zaczekać na oficjalne opinie od związków zawodowych, aby móc zakończyć całą procedurę. Czas na to, żeby wypłacić te pieniądze, mieliśmy do 20 kwietnia i terminy zostały dotrzymane. Tymczasem Pan przewodniczący w przestrzeni medialnej publikuje wpis, w którym, pisząc „weźcie się do roboty”, próbuje wywołać „do tablicy” zarówno Służbę Więzienną, jak i Ministerstwo Sprawiedliwości.
Zabrzmiało to bardzo źle. Po pierwsze, wszystko przebiegało w zgodzie z terminami i procedurami. Po drugie: forma. Pamiętajmy, że członkowie związków są funkcjonariuszami. Jesteśmy hierarchiczną formacją z określonym rygorem munduru. Takie „połajanki” w kierunku Centralnego Zarządu czy resortu są, moim zdaniem, całkowicie nie na miejscu a zarzuty nieprawdziwe.
Tych pieniędzy naprawdę nie dało się wypłacić wcześniej?
Nie, ponieważ trzeba było przejść całą procedurę opiniowania. Tak jak wspominałam, czekaliśmy na opinie samych związków. Dodam, że w tym roku i tak wypłaty idą bardzo szybko w porównaniu do lat ubiegłych. Po raz pierwszy też wypłacamy podwyżki na równi dla funkcjonariuszy i pracowników cywilnych. W przeszłości zawsze było tak, że pierwsi byli funkcjonariusze, a cywile musieli czekać. Zrobiliśmy wszystko, aby tym razem otrzymali oni te pieniądze najszybciej jak to możliwe. To sygnał od kierownictwa, że dostrzegamy i cenimy ich pracę.
Wracając do kwestii nadgodzin.
Często nadgodziny biorą się ze złej konstrukcji grafików rozkładu czasu służby w konkretnych miejscach. Jako Centralny Zarząd w ramach sprawowanego nadzoru czasem wręcz punktowo ingerujemy w pracę danego okręgu czy zakładu, jeśli dostrzegamy anomalię. Dyrektorzy są odpowiedzialni za stworzenie racjonalnego rozkładu czasu służby. Nie ukrywam - nie możemy pozwalać na patologiczne sytuacje, w których funkcjonariusze pełnią służbę na stanowiskach, choć w danej chwili nie ma tam takiej potrzeby operacyjnej.
Chodzi o to, żeby - mówiąc kolokwialnie - nie stał w miejscu, gdzie jest niepotrzebny?
Właśnie tak, bo z tego nic nie wynika. Tak być nie może. Rozkład czasu służby musi być przemyślany. W ostatnich w ostatnich okresach rozliczeniowych liczba nadgodzin wyraźnie spadła w stosunku do lat ubiegłych. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
Związkowcy piszą jednak, że za wypracowane nadgodziny wypłacana jest tylko część pieniędzy?
To nieprawda. Funkcjonariusze otrzymują tyle, ile wypracowali. Natomiast co do zmian liczby stanowisk - jeżeli mamy do czynienia z sytuacją, o której wspomniałam, czyli funkcjonariusze pełnią służbę w miejscach, w którym nie są potrzebni, to dyrektor danej jednostki ma pełne prawo podjąć decyzję o czasowej lub stałej zmianie liczby stanowisk. Zawsze jednak musi przede wszystkim uwzględniać bezpieczeństwo funkcjonariuszy i jednostki.
Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to faktem jest, że za część nadgodzin się płaci, natomiast za część funkcjonariusze odbierają dni wolne. To jest bardzo ważne z punktu widzenia regeneracji - jeżeli ktoś wypracowuje nadgodziny i spędza w pracy więcej czasu, to naturalne jest, że powinien otrzymać za to czas wolny, by móc odpocząć.
Dodam tylko, że w pierwszym i drugim okresie rozliczeniowym za rok 2025 wypłaciliśmy 33 i 24 miliony złotych za wypracowane nadgodziny. To pokazuje, jak gigantyczne są to środki, które trafiają bezpośrednio do funkcjonariuszy.
Dziękuję za rozmowę.





