Reklama
  • WIADOMOŚCI

FBI zignorowało informacje o planach ekstremistów dotyczących Kapitolu?

Dzień przed zamieszkami na waszyngtońskim Kapitolu biuro FBI w Virginii miało informacje o planach ekstremistów, którzy mówili o „wojnie” - informuje „Washington Post”. Ostrzeżenie pochodzące z Virginii przeczy, według „WP”, zapewnieniom wyższego urzędnika FBI, że biuro nie posiadało żadnych danych wywiadowczych wskazującymi na to, jaką formę mogą przybrać protesty.

Fot. Andy L/Flickr CC BY 2.0
Fot. Andy L/Flickr CC BY 2.0

"Bądźcie gotowi do walki. Kongres musi usłyszeć tłuczenie szkła, wyważanie drzwi i rozlew krwi żołnierzy niewolników BLM (ruch Black Lives Matter - przyp. red.) i Pantify (obraźliwe określenie antify, skrajnie lewicowego ruchu antyfaszystowskiego - przyp. red.). Bądźcie agresywni. Przestańcie nazywać to marszem, wiecem lub protestem. Idźcie tam gotowi na wojnę. Będziemy mieli naszego prezydenta albo umrzemy. Nic innego nie doprowadzi do tego celu" – cytuje dziennik stołeczny fragment raportu FBI odnoszący się m.in. do rozmów aktywistów wybierających się na marsz do Waszyngtonu.

Ostrzeżenie pochodzące z Virginii przeczy, według "WP", zapewnieniom wyższego urzędnika FBI, że biuro nie posiadało żadnych danych wywiadowczych wskazującymi na to jaką formę mogą przybrać protesty. "Raport FBI przedstawiał złowieszczy zarys niebezpiecznych planów, w tym osoby udostępniające innym mapy tuneli Kapitolu i możliwych punktów zbiórki zwolenników Trumpa udających się grupami z Kentucky, Pensylwanii, Massachusetts i Południowej Karoliny do Waszyngtonu" - pisze dziennik.

Według informacji dziennika, od 5 stycznia 2021 roku FBI w Norfolk otrzymywało informacje wskazujące na wezwania do przemocy w odpowiedzi na "bezprawne blokady", które będą organizowane przez policję 6 stycznia 2021 roku w Waszyngtonie.

"Materiały FBI są jak dotąd najbardziej znaczącym dowodem na sporą porażkę wywiadowczą poprzedzającą chaos, w którym zginęło pięć osób. Jeden z jej funkcjonariuszy, chcący zachować anonimowości, powiedział, że niepowodzenie nie dotyczyły pracy wywiadu, ale działań przedsięwziętych na podstawie dostępnych informacji" – podkreślił dziennik.

Powołując się na funkcjonariusza FBI "WP" twierdzi, że w ciągu 45 minut od natrafienia na niepokojące sygnały, w tym rozmowy w sieciach społecznościowych, biuro w Norfolk sporządziło raport i przesłało go dalej. Nie wiadomo jednak kto poza FBI został o nim poinformowany. 

"Washington Post" cytuje też opinie funkcjonariuszy FBI z Norfolk, których zdaniem zebrane informacje nie miały jeszcze formalnego charakteru "ostatecznie opracowanej informacji wywiadowczej", zaś zgodnie z przyjętą praktyką instytucje, które je otrzymują, "są proszone o niepodejmowanie działań na podstawie <> bez koordynacji z FBI".

Zarzuty za atak na Kapitol

We wtorek na konferencji prasowej zastępca dyrektora FBI Steven D'Antuono powiedział, że jego biuro otrzymało 100 000 nagrań wideo odnoszących się do wydarzeń na Kapitolu. Z kolei pełniący obowiązki prokuratora federalnego na Dystrykt Columbia Michael Sherwin poinformował, że postawiono już zarzuty w 70 sprawach. "Przemoc nie będzie tolerowana. Jesteśmy zdecydowanie zaangażowani w przestrzeganie wolności gwarantowanych przez Pierwszą Poprawkę, w tym przemówień, pokojowych zgromadzeń czy prasy i będziemy badać, ścigać oraz pociągać do odpowiedzialności każdego, kto usiłuje utrudniać lub ograniczać te wolności poprzez przemoc lub zastraszanie" – zapewniał Sherwin.

"Wall Street Journal” zwrócił uwagę, że prokuratura może potencjalnie przedstawić niektórym ludziom będącym w tłumie oblegającym Kapitol zarzuty o udział w przewrocie politycznym. Inne zarzuty mogą dotyczyć przemocy, popełnienia przestępstwa z użyciem broni, brutalnego wdarcia na teren Kapitolu, zakłócenia porządku publicznego, napaści na policjantów, kradzieży. Zdaniem nowojorskiej gazety znamienna jest nieobecność podczas prowadzenia dochodzeń pełniącego obowiązki prokuratora generalnego USA Jeffreya Rosena i dyrektora FBI Christophera Wraya. Od prawie tygodnia nie pokazują się publicznie. Podobnie było z szefami policji na Kapitolu odpowiedzialnymi za zabezpieczenie gmachów Kongresu.

"Prokurator generalny ma obowiązek przemawiać do narodu, jeśli nikt inny tego nie robi, a do tego jest jeszcze tyle luk w przekazywanych przez media informacjach" – przekonywał czytelników "WSJ" Chuck Rosenberg, były wysoki urzędnik Departamentu Sprawiedliwości w administracji republikańskiej i demokratycznej. "WSJ” podkreśla, że Rosen i Wray wydali pisemne oświadczenia potępiające przemoc i deklarujące ściganie osób za nią odpowiedzialnych.

Jak mówił w rozmowie z InfoSecurity24.pl prof. Kuba Jałoszyński, ekspert zajmujący się na co dzień problematyką działań kontrterrorystycznych i kwestiami związanymi z działaniami służb policyjnych, jego zdaniem "w tym konkretnym wypadku widać, że <> możliwości rozwoju sytuacji". Jak dodał, "jest przysłowiowe ABC przy planowaniu zabezpieczenia – przewidywać nieprzewidywalne". Prof. Jałoszyński podkreślał, że założono, iż "wszystko odbędzie się na zasadzie pokojowego protestu, a nie przerodzi się w tak ostre zamieszki lub że komuś przyjdzie do głowy wdzierać się do Kapitolu. Niestety, tak się jednak stało i z całą pewnością osoby, które były odpowiedzialne za zabezpieczenie tego posiedzenia izb parlamentu, nie wywiązały się właściwie ze swojego zadania".

PAP/IS24

Reklama
Reklama

Reklama