Bezpieczeństwo Wewnętrzne

Wiceszef MSWiA: codziennie 100-250 osób próbuje przejścia na stronę polską

Fot. MSWiA
Fot. MSWiA

To ogrodzenie trzeba budować, bo codziennie mamy próby przejścia 100-250 osób na stronę polską. Wszystkie metody techniczne, które są w tej chwili dostępne powinny być wykorzystane - mówił w piątek wiceszef MSWiA Maciej Wąsik nawiązując do budowy ogrodzenia na polsko-białoruskiej granicy. 

Wojsko rozpoczęło w środę budowę ok. trzymetrowego płotu na granicy polsko-białoruskiej w regionie Zubrzycy Wielkiej w woj. podlaskim. Docelowo ma on mieć ok. 180 km i zabezpieczyć lądowy odcinek granicy. 

Wąsik w Polskim Radiu24 podkreślił, że to ogrodzenia trzeba budować. "Być może ono będzie wzmacniane za jakiś czas, ale na razie potrzebny nam jest płot, bo mamy codziennie próby przejścia od 100 do 250 osób na stronę polską. Wszystkie metody techniczne, które są w tej chwili dostępne powinny być wykorzystane" - mówił.

Dodał, że dodatkowo rząd zabezpiecza pieniądze, aby zbudować urządzenia techniczne na całej granicy białoruskiej, które sprawią, że będzie to "super szczelna granica". Zaznaczył też, że już teraz polska wschodnia granica jest traktowana przez UE za najszczelniejszą lądową granicę UE. "To jest bardzo dobrze strzeżona granica. Straż Graniczna w mojej ocenie panuje nad tym, co się dzieje na tej granicy, nawet bez płotu. Z płotem będzie już bardzo dobrze" - powiedział.

Wąsik dopytywany o migrantów znajdujących się przy polsko-białoruskiej granicy podkreślił, że znajdują się oni po stronie białoruskiej. "znajdują się tam legalnie, bo dostali wizy wjazdowe do Białorusi. Przylecieli samolotami albo z Bagdadu, albo z Basry, albo z Turcji". Zwrócił też uwagę, że Białoruś podpisała konwencję genewską ws. uchodźców i "ma takie same obowiązki, jak Polska".

"Nie zaryzykujemy życia żadnego strażnika granicznego, żołnierza, ani obywatela polskiego - czy jest to poseł, aktywista czy działacz, by poszedł na stronę białoruską i zaniósł im cokolwiek. Przepisy białoruskie dotyczące granicy są niezwykle restrykcyjne. Po drugiej stronie stoją pogranicznicy, wojsko z bronią nabitą, gotową do strzału" - mówił.

Jak przekonywał, strona białoruska dostarcza migrantom wodę, żywność, a nawet - dodał - papierosy. Przyznał też, że migranci na granicy "rotują". "Czasami są tam 32. osoby, czasami 24. NA pewno się zmieniają twarze, nasza straż graniczna ma to udokumentowane. Ewidentnie to obozowisko jest utrzymywane przez reżim Łukaszenki po to, żeby absorbować uwagę opinii publicznej, wywoływać konflikt" - ocenił.

W okolicy Usnarza Górnego (woj. podlaskie), na granicy polsko-białoruskiej - po stronie Białorusi - od kilkunastu dni koczuje grupa cudzoziemców z Bliskiego Wschodu; osoby te nie są wpuszczane do Polski, granicę zabezpiecza Straż Graniczna i żołnierze. Migranci nie chcą wracać na Białoruś.

Opieka z Polski

Europejski Trybunał Praw Człowieka zdecydował w środę, że Polska musi zapewnić migrantom koczującym przy jej granicy żywność, ubrania, opiekę medyczną i - jeśli to możliwe - tymczasowe schronienie. "Jednocześnie środki te nie powinny być rozumiane jako wymóg", by Polska wpuściła tych migrantów na swoje terytorium - dodał ETPC.

W niedzielę polskie MSZ skierowało do strony białoruskiej notę dyplomatyczną, oferując pomoc humanitarną dla migrantów. Transport z pomocą humanitarną - na którą składają się m.in. namioty, koce, agregaty prądotwórcze - jest na przejściu granicznym w Bobrownikach i czeka na zgodę na wjazd. Białoruś odmówiła jednak Polsce zgody na wpuszczenie konwoju. 

ETPC takie same wytyczne jak Polsce przekazał w środę także Łotwie, w przypadku tego kraju chodzi o 41 irackich Kurdów koczujących przy granicy łotewsko-białoruskiej.

Środki tymczasowe będą obowiązywać przez trzy tygodnie, do 15 września włącznie. Trybunał wyjaśnił w oświadczeniu, że nakazane przez niego "środki tymczasowe" nie przesądzają a priori o jego decyzji w tej sprawie.

Reklama
Reklama

Źródło:
PAP

Komentarze