Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Syreny zawyły, Alertu RCB nie wysłano. Czy sam alarm wystarczy?

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne
Autor. Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie

Nocne wydarzenia na Lubelszczyźnie kolejny raz pokazały, jak wygląda reakcja państwa na potencjalne zagrożenie z powietrza. W czasie rosyjskiego ataku na Ukrainę Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych uruchomiło odpowiednie procedury, a w polskiej przestrzeni powietrznej pojawiły się między innymi myśliwce F-16. W sporej części województwa lubelskiego włączono syreny alarmowe. Rozważano również wysłanie mieszkańcom Alertu RCB, jednak ostatecznie tak się nie stało. Dlaczego?

Według informacji przekazanych przez wojsko około godziny 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt lecący na zachód. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano dyżurny samolot F-16. Po kilku minutach obiekt zniknął z ekranów radarów. W rejon ostatniego wskazania wysłano śmigłowiec Mi-24. Jego załoga zlokalizowała prawdopodobne miejsce upadku w pobliżu Tarnawy-Kolonii, w powiecie biłgorajskim.

Policja poinformowała, że po zgłoszeniu dotyczącym silnego huku funkcjonariusze znaleźli między Tarnawą-Kolonią a Tokarami lej oraz porozrzucane fragmenty niezidentyfikowanego obiektu. Teren został zabezpieczony. Pracują tam policjanci, Żandarmeria Wojskowa, służby specjalne i prokuratura.

Syreny zawyły, alertu nie było

Około godziny 3.50 w Lublinie i w części województwa lubelskiego uruchomiono syreny. Alarm odwołano po kilkunastu minutach. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński poinformował w serwisie X, że po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej natychmiast wdrożono procedurę SPO-13. Jak tłumaczył, syreny były w tej sytuacji najszybszym sposobem ostrzeżenia mieszkańców.

Syreny zadziałały, ale mieszkańcy nie otrzymali wiadomości SMS w ramach Alertu RCB. Rzecznik MSWiA Karolina Gałecka potwierdziła na antenie TVN24, że wysłanie komunikatu było brane pod uwagę. Ostatecznie z niego zrezygnowano, ponieważ zagrożenie minęło.

Dlaczego Alertu RCB nie wysłano? Zagrożenie rozwijało się szybko i trwało krótko, dlatego służby mogły więc uznać – co potwierdza szef MSWiA – że syreny będą skuteczniejszym kanałem ostrzegania. Przygotowanie, zatwierdzenie i wysłanie Alertu RCB zajmuje przecież czas. Gdyby wiadomość dotarła już po odwołaniu alarmu, mogłaby zostać uznana za spóźnioną.

Z perspektywy mieszkańców sprawa wygląda jednak inaczej. Kogoś, kto w środku nocy budzi się na dźwięk syreny, interesuje przede wszystkim to co się dzieje, czy zagrożenie dotyczy jego okolicy i co powinien zrobić?. Sam sygnał nie daje odpowiedzi na te pytania.

Z tej perspektywy, pomocny mógłby okazać się więc również komunikat wysłany już po odwołaniu alarmu z informacją, że zagrożenie minęło i że szczegółowych komunikatów należy szukać w przekazach służb. Taki SMS mógłby uspokoić część mieszkańców i ograniczyć plotki. Z drugiej strony, wysłany szeroko i bez pełnego kontekstu Alert, mógłby wywołać dodatkowy niepokój, zwłaszcza że służby wciąż ustalają charakter zdarzenia.

Nie zmienia to jednak faktu, że decyzja o niewysyłaniu Alertu RCB powinna zostać ponownie przeanalizowana. I nie chodzi o szukanie winnych, ale o sprawdzenie, czy w podobnej sytuacji – jeśli taka się wydarzy – mieszkańcy mogą otrzymać wystarczająco szybko nie tylko sygnał alarmowy w postaci dźwięku syren, ale również prostą i zrozumiałą informację wyjaśniającą co się dzieje, np. za pośrednictwem Alertu RCB.

Miniona noc pokazała jednak, że wojsko i służby zareagowały na zagrożenie. Uruchomiono syreny, a miejsce prawdopodobnego upadku obiektu zostało szybko zabezpieczone. Sytuacja ta powinna jednak uświadomić władzom coś równie ważnego – mieszkańcy muszą wiedzieć nie tylko, że coś się dzieje, lecz także, co oznacza sygnał. Wydaje się, że w sytuacji kryzysowej nie jest to kwestia wygody, ale jeden podstawowych element bezpieczeństwa.

Reklama
Reklama