- WIADOMOŚCI
Sabotaż na zlecenie za kilka tysięcy dolarów. Ile Rosja płaci za chaos?
Śledztwo dziennikarzy Vot Tak pokazało, jak rosyjskie służby rekrutują, a następnie zlecają „prostą pracę techniczną” nieświadomym „zleceniobiorcom”. Mechanizm werbunku jest prosty i masowy. Według Vot Tak od początku 2026 roku w czatach z ofertami pracy na Telegramie pojawiło się ponad 20 milionów ogłoszeń ukrywających propozycje sabotażu.
Rosyjska wojna hybrydowa w Europie coraz rzadziej przypomina klasyczną operację szpiegowską, a coraz częściej działa jak czarnorynkowa platforma zleceń. Nie potrzeba już dyplomaty pod przykrywką, oficera prowadzącego w ambasadzie ani rozbudowanej siatki agenturalnej. Wystarczy Telegram, fałszywe ogłoszenie o „prostej pracy technicznej”, kryptowalutowy portfel i człowiek gotowy podpalić samochód, sfilmować poligon albo rozpoznać obiekt wojskowy za kilkaset lub kilka tysięcy dolarów. Jak pokazuje śledztwo rosyjskojęzycznego projektu Vot Tak / Вот Так, związanego z Belsatem, ten model nie jest już wyłącznie ukraińskim problemem. Zaczyna obejmować państwa Unii Europejskiej, w tym Litwę, Polskę, Łotwę i Czechy.
Związek między zleceniem operacyjnym a rosyjską narracją państwową
Punktem wyjścia jest Litwa. Według LRT English, reporter podszył się pod mieszkańca Litwy i odpowiedział na jedno z ogłoszeń w Telegramie. Rekruter działający pod nazwiskiem Jan Pol miał zaproponować mu najpierw rozpoznanie rejonu poligonu NATO pod Pabradė, następnie zdobycie nagrań rzekomych startów dronów z terytorium Litwy, a później podpalenie pojazdu wojskowego NATO za 1500 dolarów. W tej logice nawet zwykłe nagranie wideo przestaje być niewinną obserwacją. Staje się elementem rozpoznania, operacji wpływu i budowania propagandowego pretekstu.
Najbardziej niepokojący jest związek między zleceniem operacyjnym a rosyjską narracją państwową. Jak podały LRT English i The Insider, rekruter chciał uzyskać „dowód”, że z państw bałtyckich startują drony przeciwko Rosji. Kilka dni później rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego ogłosiła, że Ukraina planuje ataki dronowe z terytorium państw bałtyckich. To nie dowodzi automatycznie bezpośredniej koordynacji każdego komunikatu z każdym zleceniem, ale pokazuje wspólną logikę: najpierw produkcja „materiału”, później osadzenie go w narracji o zagrożeniu dla Rosji.
Mechanizm werbunku jest prosty i masowy. Według Vot Tak, zlecenia sabotażowe ukrywano w rosyjskojęzycznych kanałach i grupach na Telegramie, podszywając je pod oferty łatwej pracy. Robert Lansing Institute opisuje ten mechanizm jako zastępczą kampanię sabotażową wymierzoną w NATO i Unię Europejską. Rekruterzy nie zaczynają od słowa „sabotaż”. Używają języka „prostych zadań”, „elastycznego grafiku”, „stabilnej zapłaty” i „pracy bez doświadczenia”. Dopiero w prywatnej rozmowie pojawia się właściwy charakter zlecenia: podpalenie samochodu, zniszczenie elementu infrastruktury, rozpoznanie poligonu, sfilmowanie celu, ustalenie adresu albo dostarczenie dowodu wykonania zadania.
Operacje przeciwko celom cywilnym
To jest sabotaż w modelu gig economy. Rosyjskie służby lub struktury z nimi powiązane nie muszą utrzymywać stałej siatki operacyjnej. Mogą kupować jednorazową usługę: podpalenie, nagranie, dostarczenie materiału, wskazanie adresu, sprawdzenie monitoringu. Royal United Services Institute trafnie opisuje ten typ działań jako niskopoziomowe operacje przeciwko celom cywilnym i miękkiej infrastrukturze, wykonywane przez osoby rekrutowane przez szyfrowane komunikatory i opłacane często w kryptowalutach. W tym modelu finansowanie nie jest dodatkiem do operacji. Jest jej kręgosłupem: pieniądz zastępuje ideologię, lojalność i klasyczne wyszkolenie agenturalne.
Według Radio Swoboda za działania w państwach Unii Europejskiej oferowano od 1500 do 3000 dolarów, a rekrutacja odbywała się przez tysiące czatów i miliony wiadomości. Robert Lansing Institute dopowiada, że płatności miały być realizowane przez kryptowaluty lub rachunki pośredników, często dopiero po dostarczeniu nagrania potwierdzającego wykonanie zadania. To ważny szczegół: nagranie nie jest tylko dowodem dla zleceniodawcy. Może stać się także materiałem propagandowym, narzędziem szantażu albo elementem kolejnej operacji informacyjnej.
Ten model coraz częściej opisywany jest w Europie jako system „jednorazowych agentów”. Propastop wskazuje, że po ograniczeniu rosyjskiej obecności wywiadowczej pod przykryciem dyplomatycznym Moskwa zaczęła szerzej wykorzystywać osoby rekrutowane przez media społecznościowe i komunikatory. Nie chodzi tu o klasycznego agenta prowadzonego latami, lecz o człowieka wynajętego do jednego zadania: zdjęcia obiektu, podpalenia samochodu, rozpoznania trasy, sfilmowania celu albo przeniesienia pakunku.
Niemiecki dziennik Merkur, omawiając dokument ARTE, używa określenia Wegwerfagenten („agenci do wyrzucenia”). To słowo dobrze oddaje istotę rosyjskiego modelu. Wykonawca jest potrzebny tylko do momentu wykonania zadania. Gdy zostanie zatrzymany, staje się problemem własnym, a nie problemem zleceniodawcy. Moskwa może zaprzeczyć związkom z operacją, przedstawić sprawę jako zwykłe przestępstwo albo zrzucić odpowiedzialność na „niekontrolowane” środowiska przestępcze.
Sabotaż w modelu gig economy
To jest sabotaż w modelu gig economy („gospodarki zleceń”). Rosyjskie służby lub struktury z nimi powiązane nie muszą utrzymywać stałej siatki operacyjnej. Mogą kupować jednorazową usługę: podpalenie, nagranie, dostarczenie materiału, wskazanie adresu, sprawdzenie monitoringu, obserwację konkretnego obiektu. Royal United Services Institute opisuje ten typ działań jako niskopoziomowe operacje przeciwko celom cywilnym i miękkiej infrastrukturze, wykonywane przez osoby rekrutowane przez szyfrowane komunikatory i opłacane często w kryptowalutach. W tym modelu finansowanie nie jest dodatkiem do operacji. Jest jej kręgosłupem: pieniądz zastępuje ideologię, lojalność i klasyczne wyszkolenie agenturalne.
Dla Rosji to rozwiązanie jest wygodne, bo tanie, rozproszone i trudne do jednoznacznego przypisania. Pozwala zachować dystans między państwem a wykonawcą, przerzuca największe ryzyko na człowieka zwerbowanego przez internet i daje możliwość prowadzenia działań szeroko, chaotycznie, bez potrzeby osiągania spektakularnego efektu militarnego. Wystarczy seria pożarów, fałszywych alarmów, prób podpaleń, rozpoznań i aktów wandalizmu, aby służby państw europejskich musiały stale reagować, a opinia publiczna zaczęła odczuwać narastającą niepewność.
Center for Strategic and International Studies wskazuje, że liczba rosyjskich ataków i spisków sabotażowych w Europie wzrosła z 3 w 2022 roku do 12 w 2023 roku i 34 w 2024 roku a istotną część celów stanowiły transport, infrastruktura krytyczna, instytucje państwowe oraz przemysł powiązany z pomocą dla Ukrainy. To pokazuje, że drobny sabotaż nie jest zbiorem przypadkowych incydentów. Jest narzędziem presji na państwa, które wspierają Ukrainę.
Autor. Marta Jackiewicz/Defence24
Litwa nie jest w tym układzie przypadkowym celem. To państwo frontowe NATO, konsekwentnie wspierające Ukrainę, położone przy rosyjskiej i białoruskiej strefie oddziaływania. W marcu 2025 roku litewscy prokuratorzy przypisali rosyjskiemu wywiadowi wojskowemu GRU podpalenie sklepu IKEA w Wilnie z maja 2024 roku. Jak podała Associated Press, podejrzany miał działać w interesie struktur wojskowych i służb bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, a plan obejmował podpalenia i wysadzenia centrów handlowych na Litwie i Łotwie za 10 tysięcy euro oraz samochód BMW.
Ta sprawa miała ciąg dalszy. Euronews podał, że 18-letni Daniil Bardadim, obywatel Ukrainy, został skazany za atak terrorystyczny, nielegalne posiadanie materiałów wybuchowych i przyjazd na Litwę w celu dokonania aktu terrorystycznego. Litewscy prokuratorzy wskazywali, że działał w interesie rosyjskich struktur wojskowych i służb specjalnych. Istotne jest nie tylko samo podpalenie, ale profil wykonawcy: młody, zewnętrzny, łatwy do odcięcia od zleceniodawców, politycznie zużywalny.
Rosja nie szuka wyłącznie ideologicznych sympatyków
W styczniu 2026 roku Litwa ujawniła kolejny przypadek. Reuters podał, że litewskie władze oskarżyły GRU o zorganizowanie prób podpaleń zakładu dostarczającego Ukrainie skanery fal radiowych. Zatrzymani obywatele Hiszpanii, Kolumbii, Kuby, Rosji i Białorusi mieli działać za 5–10 tysięcy euro, a według litewskiej policji podobne próby podejmowano także w Polsce, Rumunii i Czechach. To pokazuje, że Rosja nie szuka wyłącznie ideologicznych sympatyków. Szuka ludzi z kontaktami, długami, chaotycznym życiem, migracyjnymi śladami i gotowością do wykonania zlecenia za pieniądze.
W kwietniu 2026 roku pojawił się jeszcze ostrzejszy wymiar tej samej tendencji. Reuters informował, że litewska policja zarzuciła grupie międzynarodowych podejrzanych udział w próbach zabójstwa aktywisty wspierającego Ukrainę oraz rosyjskiego dysydenta mieszkającego na Litwie. Szef litewskiej policji kryminalnej Saulius Briginas mówił w tym kontekście o „przestępstwach w stylu hybrydowym” wymierzonych w państwa Unii Europejskiej, ich bezpieczeństwo narodowe i osoby wspierające Ukrainę.
Rosyjska operacja nie ogranicza się do podpaleń i wandalizmu. Rozciąga się od rozpoznania infrastruktury, przez podpalenia, po próby zabójstw i działania zastraszające wobec środowisk emigracyjnych oraz proukraińskich. Z tego punktu widzenia Litwa jest laboratorium, ale nie wyjątkiem. Według The Insider i Vot Tak rekruterzy proponowali działania także w Polsce, gdzie miały pojawiać się zlecenia dotyczące podpaleń samochodów, lokomotyw, wież telekomunikacyjnych oraz obiektów związanych z ukraińskimi organizacjami.
Ten wątek ma szczególne znaczenie także dla Polski. Problem nie polega na tym, że takie działania pozostają bezkarne, lecz na tym, że polskie prawo nie posługuje się jednym, ogólnym typem przestępstwa „sabotażu” dla fizycznych aktów niszczenia infrastruktury, pojazdów, obiektów logistycznych czy zaplecza pomocy wojskowej. W praktyce organy ścigania muszą kwalifikować takie czyny przez inne przepisy: działalność na rzecz obcego wywiadu, dywersję lub sabotaż w rozumieniu art. 130 § 7 Kodeksu karnego, jeżeli da się wykazać związek z obcym wywiadem, sprowadzenie pożaru albo niebezpieczeństwa powszechnego, zniszczenie mienia, udział w zorganizowanej grupie albo przestępstwo o charakterze terrorystycznym.
Wyraźniej nazwany jest natomiast wymiar cybernetyczny: art. 269a Kodeksu karnego obejmuje istotne zakłócenie pracy systemu informatycznego, teleinformatycznego lub sieci, a art. 269 dotyczy danych o szczególnym znaczeniu dla obronności, administracji państwowej i bezpieczeństwa komunikacji. To tworzy problem kwalifikacyjny. Rosja korzysta z ludzi jednorazowych, często odciętych od oficera prowadzącego, nieświadomych pełnego celu operacji albo rekrutowanych przez pośredników. Im trudniej udowodnić związek wykonawcy z obcym wywiadem, tym łatwiej cały incydent sprowadzić do zwykłego podpalenia, wandalizmu albo zniszczenia mienia. A właśnie na tym polega siła rosyjskiego modelu: polityczny sens operacji jest państwowy, ale jej wykonanie wygląda jak zwykłe zdarzenie kryminalne
Na Łotwie wskazywano biuro ukraińskiej organizacji Viche Confederation of Ukrainian Communities w Rydze, a w Czechach pojawił się wątek zakupu zapalników elektrycznych.
"Sojusz cienia"
Europejskie instytucje widzą w tym część szerszego wzoru. The Guardian, omawiając ustalenia Europolu, wskazywał, że aktorzy hybrydowi coraz częściej tworzą z grupami przestępczymi „sojusz cienia”, wykorzystując ich zasoby, kompetencje i ochronę do destabilizacji państw Unii Europejskiej. Europol opisywał także metodę „dzięcioła”: pojedyncze incydenty mogą wyglądać jak odrębne akty wandalizmu, ale w rzeczywistości wielokrotne, pozornie drobne uderzenia stopniowo osłabiają poczucie bezpieczeństwa, stabilność i zaufanie do instytucji.
Właśnie dlatego nie należy mylić niskiej jakości wykonawców z niską wagą operacji. Ken McCallum, szef MI5, przedstawił najnowszą ocenę zagrożeń. Jak mówił, po wydaleniu z Europy ponad 750 rosyjskich dyplomatów, z których większość uznano za oficerów wywiadu, rosyjskie służby dostosowały się do nowych warunków. Według McCalluma rosyjscy aktorzy państwowi coraz częściej korzystają z pośredników, prywatnych operatorów i przestępców, a wywiad rosyjski prowadzi „trwałą misję wywoływania chaosu” na ulicach Wielkiej Brytanii i Europy poprzez podpalenia, sabotaż i inne działania.
To nie jest więc „spontaniczna przestępczość” ani margines wojny informacyjnej. To sposób prowadzenia konfliktu poniżej progu wojny konwencjonalnej. Rosja uderza tam, gdzie odpowiedź Zachodu jest najtrudniejsza: nie wprost w batalion NATO, lecz w magazyn, sklep, pojazd, linię kolejową, punkt pomocy Ukrainie, organizację emigracyjną, lokalnego aktywistę. Każdy taki incydent osobno może wyglądać jak kryminał. Razem tworzą mapę presji na państwa wspierające Ukrainę.
Najgroźniejsze w tym modelu jest to, że wykonawca bywa zarazem sprawcą i narzędziem. Dla rosyjskiego systemu nie ma znaczenia, czy zwerbowany człowiek rozumie, komu naprawdę służy. Ma wykonać zadanie, nagrać dowód, odebrać pieniądze albo zostać zatrzymany. W razie wypadku Moskwa może zaprzeczyć wszystkiemu. W razie sukcesu materiał może zostać użyty propagandowo, operacyjnie lub psychologicznie. To jest logika jednorazowego agenta: tani, sterowalny, łatwy do porzucenia.
Z tej racji dziennikarskie śledztwo Vot Tak i publikacja LRT English są ważne nie tylko jako opis jednej sieci rekrutacyjnej. Pokazują nową fazę rosyjskiej wojny hybrydowej w Europie. Po ograniczeniu klasycznej obecności wywiadowczej pod przykryciem dyplomatycznym Rosja przenosi część działań do szarej strefy między przestępczością, sabotażem, propagandą i cyberwerbunkiem. Telegram staje się tu nie tylko komunikatorem, ale rynkiem operacyjnym: miejscem pozyskiwania wykonawców, zlecania rozpoznania, dystrybucji instrukcji, płatności i dowodów wykonania zadania. Tak więc rosyjski sabotaż w Europie nie musi wyglądać jak film szpiegowski. Może wyglądać jak ogłoszenie o pracy. I właśnie dlatego jest tak groźny.

